Aktualności

            Suplikacja Święty Boże wylicza cztery plagi nękające ludzką egzystencję: morowe powietrze, głód, ogień i wojnę. Z pewnością wojnę należy uznać za zjawisko najtragiczniejsze, które może pociągnąć za sobą pozostałe nieszczęścia, natomiast najpowszechniej człowiek doświadczany był i jest przez ogień. Żywioł ten z przyczyn naturalnych lub wskutek nieumiejętnego posługiwania się nim, mógł w  każdej chwili unicestwić dorobek pokoleń i być przyczyną śmierci wielu ludzi.  

Dla pomniejszenia groźby powstawania pożarów zaczęto tworzyć przepisy i zasady, których łamanie obwarowane było surowymi karami. W dawnej Polsce zarządzenia te określano terminem porządków ogniowych. Miały one szczególne znaczenie dla miast posiadających gęstą, drewnianą zabudową.  Prawo magdeburskie z którego najczęściej korzystały  miasta nie precyzowało działań przeciwpożarowych. Zalecało jedynie mieszkańcom: piece i kominy powinien każdy tak opatrywać aby iskry na sąsiada dom nie latały.[1]   

Andrzej Frycz Modrzewski [źródło: biblia.info_.plblogandrzej-frycz-modrzewski]

Jednym z pierwszych polskich twórców przepisów przeciwpożarowych był Andrzej Frycz Modrzewski. W swoim dziele O naprawie Rzeczypospolitej wyjaśnił motywy zajęcia się tym tematem: Te niechaj będą prawa o pożodze, którem ja miłosierdziem ruszon napisał, bo widzę k wierze niepodobne lenistwo i niedbalstwo nie tylko pospolitego ludu ale też i zacnych ludzi około przestrzegania i gaszenia pożogi. Modrzewski za sprawę fundamentalną dla bezpieczeństwa przeciwpożarowego uznał budulec, którym powinien być kamień bądź cegła. Oddalał  zarzut, że  koszty wznoszenia domów murowanych w stosunku do drewnianych są znacznie wyższe. Uważał, że  wydatki ponoszone na częste rekonstrukcje tych drugich, niszczonych  przez kolejne pożary w rzeczywistości przewyższały jednorazowy wydatek na dom murowany. Według Modrzewskiego rzadko można było spotkać drewniane budynki, które przetrwały dłużej niż 3o lat.

Wskazywał, że istotne znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego ma właściwy komin, który winien być wysoko nad dach wywiedziony i dobrze uszczelniony, zalecał: każdy mieszczanin niech się stara o to, aby piece, kominy, ogniska i wszystkie miejsca, do palenia ognia uczynione, były gliną i inszemi rzeczami dobrze obwarowane. Proponował by w domostwach po zachodzie słońca (od 1 maja do 1 września) nie palić ognia.  Każdy kto zauważy pożar musi ogień obwoływać – wszcząć alarm. Do gaszenia pożaru zobowiązany jest każdy mieszczanin, a każde domostwo powinno posiadać drabinę, osękę (bosak) i siekierę. Dodatkowo przy domach powinny stać fasy napełnione wodą.  Dla sprawnego przebiegu akcji gaśniczej władze miejskie powinny podzielić mieszczan na zastępy i ustanowić nad nimi starszych. Starsi natomiast mają kontrolować domostwa swoich podwładnych pod kątem wypełniania zarządzeń ogniowych.[2]

Bp Marcin Szyszkowski [źródło: galeria.plock24.pl]

Wiele z postulatów przeciwpożarowych Modrzewskiego możemy odnaleźć  w przywileju bp. Marcina Szyszkowskiego dla Iłży z 1618 r. Treść dokumentu określa szereg zagadnień dotyczących życie w siedemnastowiecznej Iłży: kompetencje sądownicze starosty i rady miejskiej, ważenie towarów, porządku w mieście, obyczajów, moralności, korzystania z lasu i zbierania chrustu, powinności młynarzy, garncarzy, browarników, smolarzy. Najwięcej jednak miejsca poświęca bezpieczeństwu przeciwpożarowemu.

Mieszczanie iłżeccy mieli obowiązek gaszenia pożarów nie tylko w mieście ale także w lasach należących do klucza iłżeckiego. Biskup uzasadniał ten przymus faktem, że iłżanie z borów czerpią materiał na budulec i opał, więc ochrona tych dóbr stanowi ich żywotny interes. Wezwanie do pożaru odbywało się za pomocą ratuszowego dzwonka. Mężczyźni zorganizowani byli w zastępach  dziesiętnych kierowanych przez dziesiętnika. Nieobecny  nieusprawiedliwiony przy gaszeniu pożaru  obciążany był karą 6 groszy.

Ważne dla bezpieczeństwa przeciwpożarowego miasta było ustanowienie przepisów dla rzemiosł, które w  produkcji używały ognia. Dokument w pierwszej kolejności wymienia garncarzy, prawdopodobnie ze względu na powszechność tej profesji w Iłży i zakazuje prowadzenia wypału w piecach garncarskich od wieczora do północy. Dopiero po 12 w nocy można było rozniecić ogień i czuwać przy wypalanych wyrobach. W przypadku wcześniejszego rozpalenia pieca garncarz podlegałby karze 3 grzywien. Ograniczenie nocnego czasu wypału dawało większą pewność, że ogień będzie właściwie dozorowany.

Zarządzenia przeciwpożarowe dotyczyły także browarów i ozdowni (suszarni słodu). Co tydzień kominy w nich miały być sprawdzane przez sługi miejskie a czyszczone przez dziesiętników. Zarówno browary,  ozdownie jak i piece garncarskie nie powinny znajdować się w pobliżu stodół.

Do powinności gospodarza posesji należało wyposażenie obejścia w  określone narzędzia ogniowe: drabinę, osękę i naczynie do noszenia wody. Brak, któregoś z tych sprzętów skutkował karą 2 grzywien. Jednak w przypadku wybuchu pożaru, w posesji nie posiadającej zaleconych narzędzi, jej właściciel ukarany byłby na gardle. Gdyby nawet winny uratował się ucieczką nie mógłby już nigdy zamieszkać w dobrach kościelnych a jego majątek zostałby skonfiskowany.  Dokument przywołuje  tutaj przykład niejakiego Duchnika z Kielc.

Obowiązkiem każdego gospodarza była także dbałość o stan komina. Jeżeli okazało się, że wymagał on remontu, należało to jak najszybciej uczynić. Opieszałość w naprawie była karana 10 grzywnami. Przy wznoszeniu nowych budynków, piece w nich należy stawiać „na stolcach czterech” wkopanych w ziemię. Stolcami były drewniane drągi tzw. brożyny, które następnie oplatano wikliną i oblepiano gliną. Zdarzało się, że do budowy kominów używano także słomy przemieszanej z gliną. Były to konstrukcje zawodne, nietrwałe, wymagające ciągłego dozoru i remontów.  

Iłża w swojej historii była wielokrotnie  niszczona przez pożary. Pierwszy  łączy się z napadem tatarskim w 1241 r.[3]   Drugi pożar w 1412 r. wspomniany został w przywileju Władysława Jagiełły: (…), że one wyżej przytoczone miasto Iłża wskutek nieszczęśliwego wypadku, przez zachłanność ognia zupełnie się spaliło i obróciło w perzynę.[4] Trzeci wielki  pożar zniszczył miasto w 1498 r.[5] Straty musiały być znaczne skoro osada została zwolniona z wszelkich podatków na okres 10 lat. Czwarty pożar z 1544 r. musiał przynieść miastu stosunkowo małe zniszczenia gdyż mieszkańcy uzyskali zwolnienie jedynie z podatku czopowego i tylko na okres sześciu miesięcy.[6] Szósta pożoga, która wybuchła 20 czerwca 1621 r. znowu całkowicie spaliła Iłżę.[7] Kolejne dwa pożary miały miejsce w tym samym 1656 roku, pierwszy z nich wywołany przez wojska szwedzkie, drugi   przez wojska polskie dowodzone przez Krzysztofa Wąsowicza.[8] Dziewiąty wielki pożar wybuchł 25 kwietnia 1744 r. Jego skutki upamiętnione zostały na kamiennej tablicy wmurowanej w szkarpę kościoła parafialnego: (…)  Iłża doszczętnie została spalona, kiedy palono gorzałkę na ogniu domowym, roku pańskiego 1744, w narodzenie Marka Ewangelisty. Ogniem rozgorzała południową porą, który miasto z ratuszem i świątynię Pańską zniszczył, dzwonnicę aż do dna wypalił, dzwony stamtąd donośne w popiół obrócił, w ciągu trzech godzin dzieła wieków zniszczył.(…)[9]. Ostatnim pożarem (dziesiątym), o którym wspomnę była pożoga wywołana ostrzałem rosyjskich armat 9 sierpnia 1831 r. Z zabudowy miejskiej  ocalało wtedy 9 budowli z 312.[10] Henryk Bogdański żołnierz Legii Litewsko-Ruskiej, uczestnik bitwy wspominał … płomień szybko ogarnął i zniszczył kościół i prawie całe miasto. Ocalała tylko plebania, browar i niektóre domy. To nie tylko wstrzymało nasz pochód, ale utrudniło także połączenie się z naszymi za miastem; ulica którąśmy weszli była już całą w ogniu. Zwróciliśmy więc w bok, lecz niektórzy dla skrócenia drogi, puścili się płonąca ulicą i doszli wprawdzie do swoich, kilku jednak zniszczyło swoje mundury, a nawet poniosło rany od palących się i spadających gontów. W księgach parafialnych zachowało się 11 aktów zgonu  mieszkańców Iłży, którzy ponieśli śmierć w tym pożarze.

Dlaczego wybuchało tak wiele pożarów, które obejmowały całe miasto lub znaczną jego część? Oczywiście główną przyczyną była drewniana zabudowa i jej gęstość. Duże znaczenie podczas walki z pożarem miały warunki pogodowe, a w szczególności wiatr. To właśnie za przyczyną silnego wiatru pożar w sierpniu 1831 r. rozprzestrzenił się na całe miasto. Akcje pożarnicze utrudniały także niewielka ilość studni i ograniczony dostęp do rzeki. Należy w tym miejscu powiedzieć o ówczesnej metodzie walki z żywiołem. Polegała ona przede wszystkim na usunięciu z jego drogi dachów a nawet domów, po których mógłby rozszerzać się i przenosić. Stąd w  tłumieniu pożogi podstawowe znaczenie miały takie narzędzi jak siekiery czy osęki, służące do rozbierania drewnianych konstrukcji. Gaszenie przez zalewanie wodą, czy zasypywanie piaskiem skuteczne było jedynie w początkowej fazie pożaru. Polewano także profilaktycznie dachy budynków, na które mógł przerzucić się ogień.

Fragment obrazu Pożar miasta Lublina z kościoła oo. dominikanów w Lublinie [źródło: http://teatrnn.pl/pozar-lublina/]

Postulat Frycza Modrzewskiego o potrzebie wznoszenia domów murowanych, był stopniowo realizowany w Iłży dopiero od połowy XIX w.  W dobie przynależności osady do dóbr duchownych miała ona zdecydowanie charakter drewniany, choć Andreas Cellarius już w pierwszej połowie XVII w. zwrócił uwagę, że miasto posiada domibus latericiis elegans – eleganckie murowane domy.[11] Do murowanych budowli w mieście należał m.in. kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzięki temu przetrwał kilka pożarów, prawdopodobnie podczas potopu szwedzkiego a potem dwukrotnie miał spalony dach w 1744 r. i 1831 r. lecz ogień nie wtargnął do wnętrza.

Łatwą dostępność drewna dla mieszkańców Iłży zapewniał przywilej biskupi. Pozwalał mieszczanom bezpłatnie pozyskiwać budulec z okolicznych lasów na potrzeby własne.  Paulo Mucante przybywając do Iłży w 1596 r. napisał: Miasteczko drewniane, tuż rzeczka żywej wody”.[12]  W 1789 r. gdy właścicielem miasta stał się skarb państwa, posiadało ono zaledwie 18,7 % budynków murowanych.  W 1820 r. było ich 21 %. Odwiedzający Iłżę w tym samym czasie Julian Ursyn Niemcewicz zanotował ciekawy szczegół:  Cała postać dawnego grodu zachowała się w tem mieście: domy o  niższem i  wyższem piętrze z przodu przynajmniej murowane (…) Z powyższego wynika, że klasyfikacja  obiektu ze względu na budulec nie było jednoznaczna.

Powróćmy jeszcze do roku 1789 r., który był przełomowym w dziejach miasta. Nowy właściciel (skarb państwa) wysłał  swoich przedstawicieli dla zdiagnozowania stanu posiadłości. Ogólnie rzecz ujmując, każda dziedzina życia w Iłży wymagała reform. Członkowie Komisji Rzeczypospolitej Skarbu Koronnego sprecyzowali działania naprawcze w 14 punktach. Aż cztery z nich dotyczyły bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Pierwszy punkt mówił o konieczności posiadania przez nowe budynki kominów nad dach wyprowadzonych, które będą miały murowane fundamenty. W puncie drugim Komisja zaleciła mieszkańcom usunięcie ze swoich  domów kominów „lepionych” wychodzących bezpośrednio na ulicę. Zamiast nich mają zostać wzniesione kominy murowane i do domostw mają być dostawione sienie. Termin zakończenia tych modernizacji mijał w dniu św. Michała (29 września) 1790 r. Kto by nie dopełnił tego zarządzenia ukarany zostanie kwotą 18 zł.  Jeżeli właściciel domu  nie dostosuje się do przepisów w ciągu następnych 6 miesięcy, zostanie obciążony kwotą 36 zł a w przypadku dalszej obstrukcji jego dom zostanie wystawiony na licytację. Trzeci punkt  nakazuje aby każdy gospodarz posiadał drabinę przystawioną do dachu. Miasto ze swojej strony ufundować ma cztery kadzie przytwierdzone do  sań. Mają one być zawsze wypełnione wodą i stać przed ratuszem. Oprócz tego magistrat   zakupi 8  bosaków z długimi drzewcami, umieści je w ratuszu i  zabezpieczy przed kradzieżą.  

Punkt czwarty mówił o zachowaniu mężczyzn w przypadku pożaru. Na dźwięk grzechotki[13] sługi miejskiego do pożaru muszą przybyć jak najszybciej wszyscy mężczyźni zamieszkali w mieście w wieku od 18 do 60 lat, powinni mieć ze sobą siekiery i konewki. Nieobecność usprawiedliwiała tylko choroba.  Nieusprawiedliwiony podlegał karze 6 zł. Połowa z tej kwoty miała być przeznaczona na nagrodę dla tego, który do pożaru przybył pierwszy. 

Grzechotki używane m.in. przez stróżów miejskich [źródło: Z. Gloger, Budownictwo drewniane i wyroby z drzewa]

            Novum w powyższych przepisach był obowiązek zakupienia narzędzi pożarowych przez władze miejskie. Do tej pory posiadanie narzędzi ogniowych spoczywało tylko na poszczególnych gospodarzach.  Z biegiem czasu miasta i gminy będą stopniowo przejmować co raz więcej obowiązków ochrony przeciwpożarowej.

            W 1819 r. rozporządzenie namiestnika Królestwa Polskiego nakazało zakupienie przez miasta i gminy narzędzi ogniowych. Ich rodzaj i ilość  uzależnione były od liczby domostw. W owym czasie w Iłży znajdowało się 206 domów, dla których przypisano: sikawek zaprzęgowych 2, sikawek ręcznych 88, węborków (wiader) drewnianych 20, węborków skórzanych 206, osęków 40, stągwi 8, fasek 20, drabin przy dachach 206, drabin do wożenia 20. Z wykazu wynika, że z dawniejszych przepisów utrzymano posiadanie przez każde gospodarstwo drabiny i naczynia na wodę. Z roku 1826 pochodzi informacja, że władze miejskie zakupiły 4 stągwie drewniane i sanie. Zostały one okute i pomalowane w barwy narodowe.

Cały wiek XIX jest okresem krystalizowania się instytucji, którą dzisiaj nazywamy strażą pożarną. Pierwsza zawodowa straż ogniowa rozpoczęła służbę w Warszawie w 1836 r. W drugiej połowie  XIX w. nastąpił rozwój straży ochotniczych, w Radomiu działała już od 1877 r. Początek ochotniczej straży ogniowej w Iłży sięga 1903 r.

Walery Kiniorski [fot. ze zbiorów T. Pietrzykowskiego]

             W Iłży, d. 29-go z. m. [29 listopada] zorganizowano straż ogniową ochotniczą, do której zapisało się 83 członków rzeczywistych. Na założenie straży p. Walery Kiniorski ze Starosiedlic ofiarował rb. 1000. Członkowie rzeczywiści płacić mają rb. 2 lub rb. 25 jednorazowo, ofiarodawcy rb. 5 rocznie lub rb. 50 jednorazowo, honorowi rb. 100 jednorazowo. Pierwszy zarząd nowej w kraju straży tworzą pp.: prezes zarządu – Walery Kiniorski, członkowie zarządu: Alfons Ochyński, Rajmund Witkowski, Antoni Pietrzykowski; zastępcy członków zarządu: Stanisław Wojciechowski, dr Felis Zbrożek i Julian Rauszer; naczelnik straży ogniowej – Józef Pogorzelski, pomocnik naczelnika – Michał Bocheński; zarządzający taborem Karol Gantner; członkowie komisji rewizyjnej: Ksawery Smoleński, Józef Dobiecki i Władysław Grabiński; zastępcy członków komisji rewizyjnej: ks. prałat Józef Bagiński, Stanisław Herniczuk i Stanisław Mausz. P. Kiniorskiego wybrano członkiem honorowym Towarzystwa jednomyślnie. Stałym członkiem zarządu jest wójt gminy Iłża p. Michał Trześniewski.[14]

Pod koniec 1903 r. wraz z powstaniem w Iłży straży ogniowej  zakończył się okres dawnych porządków ogniowych.


Paweł Nowakowski


[1] Fr. Giedroyć, Porządek ogniowy w Warszawie, s. 16.

[2] A. Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej, Księgi wtóre XIII. O uwarowaniu pożogi i gaszenia.

[3] J. Długosz, Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego, Księga VII, s. 13.

[4] P. Nowakowski, Iłża miasto kościelne, s. 146.

[5] j.w., s. 151.

[6] Historia Ubezpieczeń ogniowych, s. 45.

[7] Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich, T. III, s. 272.

Jerzy Stępkowski w artykule pt. Ludność Iłży w XVII i XVIII w.  wspomina o wcześniejszym pożarze w 1610 r.

[8] P. Nowakowski, Iłża miasto …., s. 97.

[9] j.w., s. 138.

[10] J. Gacki, Wiadomości historyczne o biskupich niegdyś dobrach zamku i mieście Iłży, „Pamiętnik Religijno-Moralny”, R. XIII, nr 7, 1854, s. 395.

[11]A. Cellarii., Regni Poloniae Magnique Ducatus Lituaniae, Amsterdam 1659, s. 190.

[12]Zbiór pamiętników historycznych o dawnej Polszcze z rękopisów, T. 2, W-wa 1882,  s. 148.

[13] Grzechotki (klekotki, trajkotki, „chrząszcze”), do XIX w. używana często przez stróżów nocnych,  narzędzie to spore drewniane, w którym cienka deszczułka obracając się na walcu drewnianym pokarbowanym donośne czyni terkotanie, tym głośniejsze im tężej jest deszczułka  przymocowana (Z. Gloger)

[14] Kurier Warszawski z 4.12.1903 r.

Pierwsze opracowanie dotyczące iłżeckiego harcerstwa powstało ponad 30 lat temu. Od tego czasu pojawiły się nowe informacje, które zmieniają nieco i uzupełniają  tamten obraz. W ostatnich latach opublikowano drukiem kilka wspomnień osób, które w  dzieciństwie należały do iłżeckiego harcerstwa, stąd wzbogaciliśmy się o świadectwa z pierwszej ręki.

Niniejsze opracowanie składa się z dwóch części. Pierwsza z nich  dotyczy ogólnej historii iłżeckiego harcerstwa i oparta jest na artykule, który ukazał się w 2011 r, na portalu ilza.com.pl. Jego treść została skorygowana i uzupełniona o nowe fakty. Drugą część artykułu stanowią osobiste wspomnienia i doświadczenia autora związane z harcerstwem. Zostały one zebrane i napisane na prośbę dh. Mirosława Mazurkiewicza z Radomia., który przygotowywał ostatnią (jak mówił) swoją książkę. Miał to być zbiór świadectw wybranych osób o roli harcerstwa w ich życiu. Niestety dh Mirosław nie dokończył swojego dzieła, zmarł 27.10.2012 r. To jednak co powstało z Jego inspiracji postanowiłem włączyć do niniejszego artykułu ponieważ byłem członkiem iłżeckiego  harcerstwa od końca lat 70. do połowy lat 80.

I

Zanim przejdziemy do sedna tematu, należy przybliżyć nieco  genezę harcerstwa, która sięga początku drugiej dekady  XX w.  Inicjatorem nowej idei wychowania dzieci i młodzieży był angielski generał Robert Baden – Powell. Nadał jej nazwę skautingu. W istocie pierwotnym zamiarem twórcy było wychowanie  żołnierzy i dopiero później doniosłość narodowa nowych idei kazała zmienić się staremu żołnierzowi na żarliwego apostoła wychowania.[1]Baden – Powell przez swoje bogate doświadczenie bojowe zrozumiał, że model formowania żołnierza, który dotychczas był proponowany nie spełnia już warunków współczesnego pola walki. Ważniejsze od musztry, zwierzęcej tresury i sztywnych regulaminów jest rozwijanie w rekrutach inicjatywy i spostrzegawczości, biegłości w strzelaniu i ocenianiu odległości, umiejętności pieczy o swoje zdrowie i wygodne urządzania się w obozie.[2] Oprócz posiadania wymienionych ściśle utylitarnych cech, Baden-Powell  uważał, że podstawą wychowania dobrego żołnierza jest moralność przejawiająca się w dzielności charakterów indywidualnych, służbie społecznej i jedności patriotycznej. Nowy styl wychowania oparł jednak na starym, sprawdzonym wzorze. W zamyśle twórcy, skauting miał być nowym zakonem rycerskim, opierającym swoją działalność na własnym prawie i służbie innym.

Andrzej Małkowski, który należał do głównych propagatorów skautingu  na ziemiach polskich uważał, że głównym jego celem jest wychowanie dzielnego i bohaterskiego pokolenia, które pomoże w odrodzeniu Polski. W ten sposób nowy ruch powiązał nierozerwalnie ze sprawą narodową.

Dh Andrzej Małkowski [fot. docplayer.pl]

20 marcu 1911 roku we Lwowie rozpoczął się pierwszy na ziemiach polskich  trzymiesięczny kurs instruktorów skautowych. Wkrótce w wielu miastach Galicji przy szkołach zaczęły intensywnie działać grupy skautów. Żywiołowy rozwój nowej formacji zaskoczył austriackie władze szkolne. Organizacja była już na tyle silna, że Rada Szkolna Krajowa powstrzymała się przed wprowadzenia zakazu działalności w obawie, że znaczna część zrzeszonej młodzieży mogłaby przejść do konspiracji. Poza tym raporty, które napływały do władz mówiły o wyraźnej poprawie  wyników nauczania i zachowania w  placówkach gdzie działał skauting. Nie wszyscy jednak zadowoleni byli z rozwoju nowej organizacji. Grupa żydowskich posłów i polityków zwróciła się do rządu w Wiedniu aby wprowadzono zakaz jej działalności.  Uważali bowiem, że skauting przyczyni się do ożywienia polskiego „nacyonalizmu” a taki nacyonalizm zwróci się prędzej czy później przeciwko żydom.[3] Mimo przeszkód, nowa organizacja nie tylko dynamicznie rozrastała się ale rozszerzyła działalność na zabory rosyjski i pruski, doprowadzając de facto do jednoczenia polskiej młodzieży.

W Radomiu skauting pojawił się już w 1912 r. Przy szkole Marii Gajl, dh. Leokadia Błońska założyła tajną drużynę skautek. W 1915 r. na obszarze byłej guberni radomskiej, utworzono XIII Okręg Radomski Polskiej Organizacji Skautowej. W listopadzie 1916 r. na zjeździe w Warszawie organizacje skautowe połączyły się i powstał Związek Harcerstwa Polskiego.

Obecny stan wiedzy wskazuje na rok 1917  jako datę powstania pierwszej drużyny harcerskiej w Iłży.  Napisał o tym w swoich wspomnieniach Jan Szczepański: Już zimą 1917 roku, kiedy byłem w pierwszej klasie, zorganizowano w szkole drużynę harcerską. Opiekunką został młoda nauczycielka z Galicji. Zaczęły się zbiórki, ćwiczenia, nauka praw i przyrzeczenia harcerskiego. Organizację tę traktowaliśmy bardzo poważnie, tym bardziej, że miała posmak trochę konspiracyjny. Uczyliśmy się żołnierskich piosenek marszowych, przeważnie legionowych i urządzali dalekie wypady za miasto ze śpiewem. Z nastaniem wiosny zaczęły się intensywne ćwiczenia porządkowe i z bronią, którą zastępowały nam odpowiedniej długości laski drewniane. Potem przyszły ćwiczenia polowe dzienne i nocne, na których pojawili się również instruktorzy POW, a ich roli wojskowej myśmy się tylko domyślali. Kilkakrotnie przynosili prawdziwe karabiny i pokazali jak się z nimi obchodzić. Szkoła postarała się dla nas o tanie mundurki drelichowe i czapki rogatywki. Byłem ogromnie z tego zadowolony, że nareszcie wyglądam ja wszyscy i że nie muszę już nosić ubrania wiejskiego. Dzięki Adamkowi kupiłem od kogoś na wsi pas wojskowy, punkt ambicji każdego umundurowanego harcerza. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzeba. Na zbiórki chodziłem regularnie, a do domu na obiad przybywałem biegiem tam i z powrotem. Na Trzeciego maja obiecano nam wręczyć krzyże harcerskie, więc musztrę ćwiczyliśmy zawzięcie. Nareszcie nadszedł ten dzień. Był ciepły i słoneczny. Przemaszerowaliśmy wśród zebranych tłumów i ustawili się na rynku przed kościołem. Rano byliśmy na mszy i śpiewaliśmy „Boże coś Polskę”. Nastrój w mieście był bardzo podniosły, ale i napięty, bo patrole austriackie od rana po piętach nam deptały. Krzyż mi przypiął powstaniec z 1863 r, siwiutki już , ale żwawy jeszcze staruszek. (…)[4] Autor w innym miejscu objaśnia, że weteran- powstaniec był krewnym Maksymiliana Jakubowskiego, komendanta iłżeckiego POW, śmiertelnie rannego podczas utarczki z żołnierzami austriackimi  22.10.1918 r. Wraz z odzyskaniem niepodległości wielu druhów znalazło się w szeregach Wojska Polskiego.  

W marcu 1919 r. działała drużyna im. Hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Zachowana książka pracy drużyny wskazuje, że główny nacisk położono na kształtowanie u harcerzy sprawności i tężyzny fizycznej, cech nieodzownych przyszłym żołnierzom i obrońcom ojczyzny. W tym celu prowadzono „ćwiczenia na zamku” stosując różnorodne systemy gimnastyczne:  gimnastykę szwedzką (Linga), gimnastykę rzędową i gimnastykę z pałkami. Chłopcy musieli być także zaprawieni w długich marszach. W dniach od 1 do 3 maja 1919 r. wzięli udział w wędrówce z Iłży na Św. Krzyż i z powrotem dla uczczenia powtórnego zasiedlenia klasztoru przez benedyktynów.

Nadszedł rok 1920, czas wielkiej próby dla młodej państwowości. Wobec bolszewickiego zagrożenia nastąpiła wielka mobilizacja polskiego społeczeństwa. Zbierano środki finansowe i ekwipunek wojenny, młodzi mężczyźni masowo wstępowali do armii. Tam gdzie byli obecni świadomi i aktywni obywatele tworzono Komitety Obrony Niepodległości. Jeden z nich powstał także w Iłży. Zachował się protokół z posiedzenia Lokalnego Komitetu Obrony Niepodległości z 30 VII 1920 r. Wskazuje on na wielkie zaangażowanie harcerzy w jego pracach. Oprócz zbiórki ekwipunku, którą z pewnością przeprowadzali sami druhowie, 20 z nich wstąpiło do wojska. Jednym z ochotników był późniejszy ksiądz Wacław Nadgrodkiewicz.

Pierwsze dwie strony Książeczki harcerskiej ks. Wacława Nagrodkiewicza [fot. P.N.]

Z powodu małoletności nie został skierowany na front lecz do służby wartowniczej na radomskim dworcu kolejowym.
Z protokołu posiedzenia Lokalnego Komitetu Obrony Niepodległości:
(…) Na zakończenie przewodniczący składa szczegółowe sprawozdanie z przebiegu wyekwipowania miejscowej drużyny harcerskiej, która została powołana do szeregów. Harcerzy poszło 20 osób, wyekwipowanie w/g załączonych wykazów kosztowało 4847 Mk. Na pokrycie tej sumy zebrano w drodze dobrowolnych składek i zbiórki po mieście 4850 Mk (…)

Drużyna Harcerzy w Iłży

Nowy mały karabin rosyjski w dobrym stanie
Nowy duży karabin austriacki w dobrym stanie
Dwa karabiny rosyjskie, stare, zardzewiałe
Szabla z pochwą, austriacka
Szabla rosyjska, stara, popsuta
Sześć bagnetów rosyjskich bez pochwy
Jeden bagnet rosyjski z pochwą
Cztery bagnety niemieckie z mosiężną główką
Jeden bagnet niemiecki z drewnianą główką
Cztery bagnety austriackie w pochwie i oprawie rzemiennej
Dwa bagnety z pochwą bez oprawy
Trzy pochwy do bagnetów austriackich
Jeden rewolwer z jedną kulą
160 naboi rosyjskich
160 naboi austriackich
4 łopatki saperskie
3 strzemiona stare
6 manierek aluminiowych
Trzy małe menażki do kawy
Dwie małe menażki emaliowane
6 kubków do kawy emaliowanych
Jedno naczynie do wody
Pięć pasów żołnierskich skórzanych
Cztery menażki emaliowane
Cztery ładownice skórzane
Czapka wojskowa
Skarpetki 15 par
Chustek do nosa 30 sztuk
Łyżek 15 szt. aluminiowych
Łyżka drew. żel. i 2 widelce
3 pudełka pasty – kawałek mydła
Pas rzemienny bez sprzączki
Jedna koszula, jedna torba
Karabin z bagnetem

Powyższe przedmioty otrzymał Komendant Skauta Iłżeckiego
do przewiezienia Inspektorowi w Radomiu 
kom. Dr. Har. 
Jan Jaklewicz [5]

Z lat 1924 – 1927 nie posiadamy żadnych informacji o działalności harcerstwa w Iłży. Wiemy natomiast, że w 1928 r. iłżeckie harcerki z drużyny im. Emilii Plater przebywały na obozie letnim w  Jedlance k/Iłży. Opiekunką dziewcząt była nauczycielka Maria Peszyńska.[6]

Nauczycielka Maria Peszyńska ze swoimi podopiecznymi z drużyny im E. Plater, ok 1932 r. [fot. ze zbioru M. Dobrowolskiej]

Rok później, kierownik szkoły powszechnej Roman Peszyński wydał polecenie nauczycielowi muzyki Feliksowi Kolbiczowi zorganizowania drużyny męskiej, który tak wspomina początki swojej pracy harcerskiej: Drużynę podzieliłem na cztery zastępy i rozpocząłem szkolenie. Zgromadziłem kilkanaście książek o harcerstwie. Zapoznałem wszystkich z prawem i przyrzeczeniem harcerskim. Musztrę prowadziłem na boisku szkolnym: postawa zasadnicza, szyki, zwroty, marsze, ćwiczenia z laską harcerską (wówczas każdy harcerz miał laskę). Uczyłem harcerskich pieśni. Na zebraniu rodzicielskim prosiłem rodziców aby uszyli ubiory: harcerskie bluzy, krótkie spodenki, chusty. Po kilku miesiącach pracy cała drużyna była umundurowana, znała zasadniczą musztrę, umiała śpiewać kilkanaście harcerskich pieśni. Zapaliłem się do tej pracy. Po lekcjach dwa lub trzy razy w tygodniu miałem z drużyną różne zajęcia.

Dla podniesienia swoich kwalifikacji Kolbicz w wakacje 1930 r. wyjechał na kurs instruktorski. Mimo szkolenia jego harcerska praca nie zaspakajała potrzeb chłopców. Poza tym był osobą o sympatiach lewicowych i z tego powodu niektórzy z rodziców nie chcieli powierzać mu swoich dzieci. Na początku lat trzydziestych jeden z druhów, Henryk Szymański myślał o założeniu własnej drużyny, ale ten pomysł nie został zrealizowany. W 1932 r. Feliks Kolbicz zorganizował orkiestrę harcerską. Główny nacisk w pracy z chłopcami położył na naukę i doskonalenie gry na instrumentach. Zespół składał się z 5 skrzypków, 2 mandolinistów, klarnecisty, akordeonisty, kornecisty i perkusisty. W tym czasie stan osobowy iłżeckiego ZHP wynosił: 33 druhny, 30 druhów i 42 zuchów. Wśród druhen zaczyna się wybijać postać Stanisławy Cichosz jako przybocznej w drużynie żeńskiej, a w niedługiej przyszłości świetlany przykład instruktorki i patriotki. W 1932 r. wyjechała na obóz szkoleniowy. Wrażenia z pobytu na Buczu zarejestrowała w swoich zapiskach:  Dzienniczku, po raz pierwszy nie umiem wydobyć z siebie słów na opisanie tego piękna jakie się przeżywa na obozie. Nigdy! Nigdy! Nie zapomnę życia obozowego. O to takie przyjemne ranne wstawanie, gimnastyka, sprzątanie w namiocie i słanie łóżek, mycie, śniadanie, później budowanie jakiegoś sprzętu do obozu lub praca w parku harcerskim na Buczu przy kwiatach. Potem obiad zgotowany przez zastęp służbowy, cisza w obozie, potem podchody lub trenowanie jakiegoś sportu – co jednak odbywało się przeważnie rano, potem zbiórka przy ognisku, gawęda, śpiewy, modlitwa wieczorna i zasypianie z uśmiechem na ustach na łóżku przez siebie zbudowanym pod namiotem w noce tak piękne jakie mogą być tylko najpiękniejsze. Pogoda sprzyjała nam. Tak, dziś wszystko to należy niestety już do przeszłości. Pozostały tylko bardzo miłe wspomnienia i żałość, że te trzy tygodnie obozu tak szybko minęły. Harcerki pozostałe były z wycieczką w Krakowie lecz im na pewno nie pozostało tyle miłych wrażeń przeżytych. Przywiozłam moc piosenek harcerskich, których teraz uczymy się na zbiórkach. Pani Kierowniczka często wyręcza się mną i dziwne że po przyjeździe z obozu radzę sobie jakoś na zbiórkach  –  sprawdzanie obecności, przyjmowanie i składanie raportu, jakaś gawęda i śpiew, jakaś gra i zabawa – wszystko to idzie mi tak składnie, że sama się sobie dziwię. (…)[7]

Jak wyglądała aktywność harcerska w latach trzydziestych? Zbiórki odbywały się dwa lub trzy razy w tygodniu. Poznawano na nich  historię Polski, śpiewano piosenki, deklamowano wiersze. Harcerki brały udział w uroczystościach związanych ze świętami państwowymi (3 Maja, 11 Listopada) oraz imieninami Józefa Piłsudskiego (19 III).[8] Zawsze ważnymi spotkaniami były ogniska, które najczęściej organizowano na zamku. Trzeba podkreślić, że były to imprezy otwarte przyciągające wielu mieszkańców Iłży. Harcerze opiekowali się także grobem powstańców styczniowych, przy ul. Św. Franciszka. W pewnych okresach pracę drużynowych wspierali kapelani. W 1932 roku funkcję kapelana drużyny żeńskiej pełnił  ks. P. Rajkowski.
Rok 1933 okazał się trudnym czasem dla iłżeckiego harcerstwa żeńskiego. W wyniku konfliktu między Marią Peszyńską a Feliksem Kolbiczem, opiekunka druhen podała się do dymisji. Z powodu braku wykwalifikowanej osoby Główna Kwatera Harcerek rozkazem z 20 X 1933 r. zawiesiła działalność I Drużyny Żeńskiej  im. Emilii Plater.

Maria Peszyńska choć formalnie nie była instruktorką przez podopieczne uważana była za prawdziwą przewodniczkę. Jako mądra i sprawna organizatorka uczyła dziewczęta zaradności i pogody ducha. Jej pomysłem było założenie hodowli jedwabników oraz posadzenie drzew morwowych w wielu miejscach Iłży. Wszystkie druhny wspominające Marię Peszyńską wyrażały się o niej z uznaniem i wdzięcznością za serce i wysiłek wychowawczy, które im ofiarowała. Także Komenda Chorągwi w swoich uwagach zwięźle i pozytywnie oceniła pracę harcerską Marii Peszyńskiej: Kierowniczka nie jest harcerką, utrzymuje kontakt z komendą, pracuje ze zrozumieniem.[9] Aby pozyskać nową „komendantkę“ potrzeba będzie roku. Dnia 5.X.1934 r., rozkazem L 38 Główna Komenda Harcerek reaktywuje drużynę żeńską z drużynową dh. Marię Bednarkówną.
Tuż po zakończeniu roku szkolnego 34/35, od 27 do 29 czerwca harcerki zorganizowały biwak, na którym 6 druhen złożyło przyrzeczenie. Doniosłym wydarzeniem dla iłżeckich harcerzy był udział w Jubileuszowym Zlocie ZHP w Spale (10-25 VII.1935 r. ) z okazji 25-lecia harcerstwa.

Iłżeccy harcerze na zlocie w Spale 1935 r., drugi z prawej dh. J. Cichosz [fot. ze zbiorów M. Dobrowolskiej]

Sytuację organizacji w roku szkolnym 1935/36 streszcza dokument przedstawiony na konferencji pedagogicznej. 
Drużyna żeńska liczy cztery zespoły. Przy drużynie działa dwie gromady zuchów. Celem wychowawczym drużyny było: wyrabianie karności, umiejętności życia w gromadzie, punktualności. Celem naukowym druhen było zdobycie stopnia ochotniczek a zuchów otrzymanie pierwszej gwiazdki. Stopień ochotniczki otrzymało 15 druhen., a pierwsze gwiazdki 15 zuchów. Drużyna brała udział we wszystkich obchodach państwowych. Zorganizowała wieczornicę i bal wspólnie z drużyną męską. Przygotowała pięć razy bufet na nauczycielskie konferencje rejonowe, zebrania i ogniska. Urządziła wspólnie z drużyną męską przedstawienie, z którego dochód przeznaczono na dzieci polskie za granicą. Obchodziła też święto patrona harcerzy św. Jerzego, biorąc udział w uroczystej zbiórce, w świetlicy szkolnej. Drużyna posiada fundusze ze składek miesięcznych i imprez 79 zł 57 gr., saldo 48 zł 54 gr.

Drużyna męska – [im. Kazimierza Pułaskiego] Opiekunem i drużynowym jest nauczyciel Feliks Kolbicz. Drużyna liczy 22 członków w dwóch zastępach. Pierwszy zastęp tzw. „Grajków“ złożony jest z 10 harcerzy, z których każdy gra na jakimś instrumencie, tworzy orkiestrę harcerską. Drugi zastęp wykonuje ważne prace związane z życiem drużyny. Drużyna posiada własną biblioteczkę składającą się z 20 tomów. Prenumeruje trzy pisma harcerskie, prowadzi gazetkę harcerską i wspólnie z drużyną harcerek świetlicę harcerską. Przy drużynie działa introligatornia. Orkiestra harcerska grała na pięciu zabawach szkolnych. Wystąpiła z koncertem na akademii 11.XI.1935 r. Dała koncert na rzecz szkolnictwa polskiego za granicą i koncert dla biednych dzieci. Wystąpiła z koncertami na uroczystych akademiach 1 lutego 1936 r., 3 czerwca z okazji dziesięciolecia prezydentury [Ignacego Mościckiego] i 7 czerwca z okazji Święta Spółdzielczego. Występowała również na dwóch konferencjach rejonowych. Ogółem orkiestra harcerska wystąpiła w ciągu roku szkolnego 1935/36 23 razy i wyćwiczyła 32 utwory muzyczne. Zbiórek zastępu odbyło się w ciągu roku szkolnego 96, zbiórek drużyny 16. Uroczyste zbiórki drużyny: 11.XI.1935, 1.II.1936, 19.III.1936, 4.IV, 3.V., 3.VI. Wykonano następujące ważniejsze prace: 9 pulpitów, ozdobienie świetlicy, prowadzenie biblioteczki harcerskiej, gazetki harcerskiej, oprawianie książek i prace społeczne.

Drużyna im. K. Pułaskiego z opiekunem dh. F. Kolbiczem, maj 1935 r. [fot. ze zbiorów M. Dobrowolskiej]

Zakres prac wykonanych przez drużyny wymagał dużego wysiłku zarówno ze strony młodzieży, dzieci jak i ich opiekunów. Mimo, że działania druhen nie miały takiego pogłosu i efektowności jak występy orkiestry dh. Kolbicza to właśnie w gronie żeńskim pełniej czerpano z bogactwa metod i środków harcerskiego wychowania. Druhny była lepiej zintegrowane. Swoje cele realizowały całą drużyną. Wspólne wypełnianie zadań , rozwiązywanie problemów wpływało na ich kreatywność i zaradność. Na przykład dh. Wanda Chodorowska w poszukiwaniu nowych sposobów zarobkowania zaszczepiła wśród dziewcząt wykonywanie techniką makramy różnego rodzaju pasków z kolorowych sznurków. Wszystko to wpływało pogłębienie relacji między druhnami. Ich zżycie przejawiało się także wspólnymi wymarszami na niedzielne msze święte. Bardzo ważnym zadaniem jakie wypełniały dziewczęta było prowadzenie zuchów. Ta działalność znacznie poszerzała możliwości oddziaływanie harcerstwa na iłżeckie środowisko dzieci i młodzieży. W drużynie męskiej był wyraźny podział na grających i na tych do ważnych prac związanych z życiem drużyny. Głównie, to doskonalenie „Grajków“ pochłaniało drużynowego (96 zbiórek zastępu). Z tego powodu drugi zastęp mógł pozostawać zaniedbany.[10] 
W lipcu 1936 r. w Sowińcu k/Krakowa wznoszono kopiec ku czci marszałka Józefa Piłsudskiego. W czynie tym brało udział czterech iłżeckich harcerzy (m.in. Józef i Grzegorz Cichoszowie).

Rok 1937 przynosi zmiany personalne. Opiekunem harcerzy z ramienia szkoły został nauczyciel Zygmunt Kiepas, późniejszy sławny partyzant AK „Krzyk”. Utrzymano dawny podział drużyny męskiej na dwa zastępy. Pierwszym z nich kieruje Zygmunt Kiepas, który powraca do typowych form metodyki harcerskiej zarzuconych przez dh. Kolbicza. Wiele zbiórek organizuje w terenie. Chłopcy uczą się terenoznawstwa, czytania mapy, posługiwania się kompasem. Jak po latach stwierdził druh Jerzy Zaborowski nabyte umiejętności uczyniły z nich małe wojsko. 
Drugi zastęp ( orkiestrę ) prowadzi dh Feliks Kolbicz. Z racji profilu grupy, wiele czasu druhowie poświęcali nauce i doskonaleniu gry na instrumentach. To już szósty rok działalności orkiestry, która liczy teraz 15 druhów. Chłopcy grają coraz lepiej i ciągle wzbogacają swój repertuar. Wypływają na szersze wody uświetniając liczne uroczystości w pobliskich miejscowościach. W 1937 r. orkiestra brała udział w zlocie harcerskim w Ostrowcu Świętokrzyskim. W Starachowicach (1 maja) przygrywała podczas manifestacji robotniczej. Zaangażowanie młodzieży w tej uroczystości nie zyskało akceptacji władz oświatowych, dh Kolbicz otrzymał upomnienie.

Harcerze swoje umiejętności muzyczne wykorzystywali także w celach zarobkowych. Wspólnie z harcerkami organizowali zabawy taneczne. Druhny były odpowiedzialne za „bufet“, druhowie za przygotowanie miejsca do tańca, sprzedaż biletów i oprawę muzyczną. Pamiętna dla wszystkich była zabawa na wzgórzu zamkowym w ostatnią niedzielę sierpnia 1939 r. Tańce zostały przerwane wiadomością o powszechnej mobilizacji. Po ogłoszeniu tej informacji nikt już nie myślał o dalszej zabawie. Popularne miejsce potańcówek i harcerskich ognisk za parę dni miało się stać sceną zaciętych walk.

Po wybuchu wojny harcerzy angażują się do zadań związanych z obroną przed dywersją a harcerki w służbach sanitarnych. Druhowie z Iłży pełnią dozór obiektów energetycznych , linii telefonicznych i mostów. Czynią to tylko w godzinach dziennych, między 6 a 20. Podczas godzin nocnych czuwają dorośli. Tuż po bitwie o Iłżę, od wczesnego rana 09.09.1939 r. wielu harcerzy zbierało z pobojowiska a następnie ukrywało  broń i wojskowe wyposażenie. Po wkroczeniu Niemców harcerstwo męskie zaprzestało zorganizowanej działalności. Harcerki spotykały się do momentu aresztowania przez Gestapo swojej drużynowej Zofii Wieczorskiej (1941). Później wiele z druhen (m.in. Jadwiga Kowalska, Helena Sępioł, Zofia Ciepielewska, Barbara Zbrożyna, Michalina Leśnikowska) przystąpiło do konspiracji, pełniąc głównie funkcje łączniczek i sanitariuszek. 
Po aresztowaniach i rozstrzelaniu (29.VI.1940 r.) iłżeckich konspiratorów z organizacji Orzeł Biały młodzi członkowie ich rodzin, harcerze Janusz Szymański i Janusz Renner zawiązali w 1941 dziecięcą tajną organizację. Mieli swoją przysięgę i szyfr, obowiązywała ich tajemnica. Usiłowali nawiązać kontakt z ZWZ – AK i Szarymi Szeregami. Ze względu na bardzo młody wiek członków dowództwo lokalnej komórki AK poleciło rozformowanie grupy. Zaprzysiężeni zostali  tylko dwaj najstarsi druhowie.

Podczas II wojny światowej wielu iłżeckich harcerzy znalazło się w konspiracji, nie działali oni jednak w ramach tajnych struktur harcerskich. Wyjątkiem  mogą być członkowie rodziny Cichoszów, z których Stanisława, Józef , Franciszek i Tadeusz  w latach 1940-1942  współpracowali z konspiracyjną grupą harcerzy skarżyskich dowodzonych przez Władysława Wasilewskiego „Oseta”. 

Więcej należy powiedzieć o samych  Cichoszach, którzy z harcerstwem mieli wiele wspólnego za sprawą głowy rodziny Stanisławy, harcerki z krwi i kości i jej brata Józefa, który wspierał ją  w trudzie utrzymania i wychowania pozostałych braci.  Stanisława pracowała w Skarżysku  od 1938 r. Po wybuchu wojny postanowiła ściągnąć do siebie wszystkich młodszych braci: Józefa, Franciszka, Grzegorza, Tadeusza i Mariana, którym owdowiały ojciec nie potrafił zapewnić godnych warunków życia.  Ze starszych braci Antoni mieszkał w Skarżysku, Stefan został zabity przez Niemców 8.09.1939 r. a Ludwik zginął  w sowieckiej niewoli (25.03.1941 r.).

Rodzina Cichoszów, od prawej: Stanisława „Sława”, Józef „Bąk”, Franciszek „Rekosza”, Grzegorz „Bryś”, Tadeusz „Stef” i Marian [fot. ze zbiorów Z. Cichosza]

Rodzina zamieszkała na Milicy pod nr. 145. Oprócz najmłodszego Mariana, pozostali pracowali zawodowo i zaangażowali się w konspirację.  W Skarżysku znalazł się również dh Kazimierz Kwiatek kolega z Iłży  Franka i Józia. W 1942 r. Cichoszowie wstąpili do Gwardii Ludowej  i  przekazali  broń, którą ukryli po bitwie pod Iłżą.[11] Rodzina kolportowała podziemną prasę, pozyskiwała broń i amunicję, materiały opatrunkowe, ubrania, art. spożywcze dla potrzeb konspiracji, brała udział w akcjach sabotażowych i propagandowych; na „Górce” (Milica 145) organizowano odprawy, spotkania, kursy szkoleniowe, przechowywano „spalonych” i rannych. W sierpniu 1944 r. Cichoszowie musieli opuścić dom i przenieść się do lasu.  Do partyzantki nie poszedł tylko Marian, pozostali przydzieleni zostali do obsługi dywizyjnej radiostacji. Po zakończeniu akcji „Burza”  rodzina znalazła się w II /3 pp Leg. AK  pod dowództwem Antoniego Hedy „Szarego”.[12]  W październiku w wyniku częściowej demobilizacji z lasu wyszedł Tadeusz „Stef” . Podczas bitwy „Piekiełko” 05.11.1944 r. zginęli Józef „Bąk” i  Grzegorz „Bryś”, a Franciszek  „Rekosza” kontuzjowany opuścił oddział. Stanisława „Sława” pozostał w partyzantce do końca grudnia 1944 r. W 1945 r. „Sława”  zorganizowała ekshumacje i przeniosła ciała ukochanych braci z lasów niekłańskich  na cmentarz w Iłży. Pogrzeb przekształcił się w uroczystość patriotyczną.  Pożegnanie nie obyło się bez salwy honorowej, którą oddał przyjaciel poległych Kazimierz Kwiatek „Śmigiełko”, wystrzelał  cały magazynek Visa. Niestety rok później sam „Śmigiełko” jako wróg nowej władzy zostanie zastrzelony przez milicjanta i spocznie na zawsze obok  swoich przyjaciół.  Wtedy w imieniu iłżeckich harcerzy pożegnał go dh R. Fox.

„Sława” w konspiracji pozostała do marca 1947 r. pełniąc m.in. funkcję płatnika. Mimo trudnych warunków nowego ustroju,  inwigilacji ze strony UB, rzuciła  się w wir pracy skarżyskiego harcerstwa.     W 1946 r. zorganizowała obóz w Małomierzycach koło Iłży, tam gdzie w 1928 sama rozpoczynała swoją obozową przygodę. Może wybór miejsca był potrzebą związania trudnej teraźniejszości ze szczęśliwą przeszłością? Dh. „Sława“ została Komendantką Hufca Żeńskiego w Skarżysku równocześnie prowadząc drużynę i szczep.

Po wyzwoleniu Iłży przez wojska sowieckie 16.01.1945 r. żywiołowo zaczęło rozwijać się harcerstwo. Od 01.03.1945 r. w iłżeckim gimnazjum rozpoczął pracę dh Henryk Kośla. Jeszcze w tym samym miesiącu wraz z dh. J. Wiąckiem organizuje drużyny harcerskie. Drużyna koedukacyjna z gimnazjum za patrona obrała króla Stefana Batorego, jej drużynowym został Piotr Pawelec. Powołano zastęp kadrowy – kierowany przez dh. Wiącka. Warunki odtwarzania organizacji są bardzo trudne. Braki materialne uzupełnia harcerska zaradność i entuzjazm. Mundurki zastąpiono biało-czerwonymi proporczykami z wyszytymi na żółto literami ZHP. Emblematy te noszono na kołnierzach płaszczy. Na przełomie czerwca i lipca 1945 r., w Małomierzycach odbył się pierwszy powojenny obóz. Ze względu na brak namiotów spano w stodołach. Na obozie miało miejsce przyrzeczenie. Okoliczności tego wydarzenia były niezwykłe. Przytaczam je za dh. R. Foxem: Dnia 30.VI. przy ognisku, późnym wieczorem za wsią na skraju lasu składaliśmy przyrzeczenie na biało-czerwoną flagę. Sceneria tej uroczystości byłą wspaniała. Niebo świeciło gwiazdami, iskry z ogniska strzelały wysoko a z lasu co pewien czas słychać było wyraźnie serie z broni maszynowej bądź pojedyncze strzały karabinowe. Kilka razy teren oświetlały kolorowe rakiety. Gdy wracaliśmy na kwatery do wsi za drzewami wysokopiennego lasu stali uzbrojeni ludzie. Był to bowiem czas kiedy w lesie pozostawały niektóre, nieliczne już oddziały partyzanckie, które jeszcze nie zdecydowały się na ujawnienie.

Powróćmy jeszcze na chwilę do czasów wojny. Wiele wydarzeń i poczynań tamtego okresu związanych z harcerstwem na ziemi iłżeckiej pozostaje nadal tajemnicą. Czasowo w mieście i okolicy działały harcerskie grupy konspiracyjne realizujące określone zadania. Między marcem a grudniem 1943 r. Szare Szeregi organizowały tutaj Pogotowie Harcerskiej Służby Krwi. Używali kryptonimów „Jędrusie“ i „Ropuha“ (Rozproszony Pułk Harcerski). Współpracowano ze szpitalami, lekarzami i studentami medycyny z Iłży i Starachowic. Na ziemi iłżeckiej odbył się także jeden z kursów „Szkoły za lasem“. W konspirację zaangażowana była także młodzież napływowa, którą wojenne losy rzuciły do Iłży Jedną z takich osób był wspomniany już dh Ryszard Fox. W marcu 1940 roku wraz z rodziną wysiedlony został z Kalisza. W 1943 r. został łącznikiem  AK, współpracował z oddziałem „Potoka”. W czerwcu 1944 przekazał partyzantom samodzielnie zdobytą broń i 120 szt. amunicji. Dh Fox pochodził z patriotycznej rodziny. Jego ojciec był powstańcem wielkopolskim i kapitanem WP. We wrześniu dostał się do sowieckiej niewoli, przebywał w Starobielsku, skąd został wywieziony i zamordowany. Przed wojną służył w 29 pułku Strzelców Kaniowskich. Był bliskim kolegą kpt. Franciszka Dąbrowskiego, późniejszego zastępcy mjr. Sucharskiego na Westerplatte.
W wakacje 1945 r., na początku sierpnia z Iłży wyjechało ok. 20 harcerzy na obóz Centralnej Akcji Szkoleniowej do Ossowca i Musuł. Pieniądze na wyjazd wypracowano organizując festyn na wzgórzu zamkowym. Po CAS-ie iłżeckie środowisko zyskało nowe kadry umożliwiające dalszy rozwój organizacji. We wrześniu w Pakosławiu powstała drużyna harcerska pod komendą dh. Foxa. Tym samym został spełniony warunek formalny utworzenia Hufca Iłża, który został powołany do życia rozkazem Naczelnik Harcerzy z dnia 26.09.1945 r. Pierwszym hufcowym mianowano dh. Henryka Koślę. Zawiązano także Radę Hufca składającą się z wszystkich drużynowych i funkcyjnych poszczególnych referatów: drużyn, wychowania fizycznego, szkolenia, gospodarczego i sprawozdawczego. Hufiec otrzymał izbę harcerską (dawna sala parafialna).

Aby zarobić na przyszłe wakacje zorganizowano zespół teatralny. Druhowie Fox i Kośla napisali scenariusz przedstawienia. Pierwsze dwie odsłony poświęcone były przeżyciom okupacyjnym, na trzecią  składały się skecze, piosenki i scenki humorystyczne. Sztuka wystawiana była w remizie strażackiej i cieszyła się ogromnym powodzeniem. Harcerska trupa wyruszyła nawet w „tournée“ po okolicznych miejscowościach. W 1946 r. hufiec zorganizował „choinkę“ dla wszystkich harcerzy. Urządzano także zabawy, na których młodzież i dzieci bawiły się wspólnie z rodzicami. Cenną inicjatywą hufca były wycieczki turystyczno – krajoznawcze do Starachowic, Kielc, Radomia i Warszawy. 

Komenda Hufca zdawała sobie sprawę, że letnia akcja obozowa nie może objąć większej części harcerzy. Dlatego dla tych którzy musieli pozostać w domach aby pomagać przy żniwach organizowano jednodniowe biwaki. Wielkim wydarzeniem w lipcu 1946 r. był obóz wędrowny po wybrzeżu Zatoki Gdańskiej. W pamięci druhów najbardziej utrwaliła się wizyta na Westerplatte i na ORP Żbik, który właśnie powrócił z internowania w Szwecji.

W dniu 01.11.1946 r. na funkcję p.o. drużynowego II Drużyny Harcerzy im. St. Batorego zostaje powołany dh R. Fox. W grudniu opuszcza Iłżę dh H. Kośla aby rozpocząć pracę w Głównej Kwaterze Harcerzy. Komendantem Hufca mianowano dh. Piotra Pawelca.[13] W okresie ferii wielkanocnych ’47 r., w pobliskiej Lubieni hufiec zorganizował kurs zastępowych. Jest to ostatnie duże przedsięwzięcie z udziałem dh. Foxa. W dniu 1 maja harcerze wzięli udział w obchodach Święta Pracy. Następnego dnia otrzymali zakaz organizacji uroczystych zbiórek i pochodów z okazji Święta 3-go Maja. Niektórzy z druhów nie podporządkowują się zarządzeniu. Po zmroku przemykając po ulicach miasteczka wznosili okrzyki „Niech żyje 3 Maja”. Dh Fox na znak protestu występuje z ZHP. W przeciągu pół roku iłżeckie struktury tracą dwóch energicznych działaczy.  W 1947 r. władza komunistyczna czuje się na tyle pewnie, że już nie potrzebują maskować swoich prawdziwych intencji. Programowo likwidują wszystko, co posiada związki z przedwojenną Polską.[14] Harcerstwo jest stopniowo ograniczane aż do całkowitej likwidacji. W 1950 r. nastąpiło rozwiązanie ZHP. Na jego miejsce powołano Organizację Harcerską wzorowaną się na ruchu pionierskim. Wychowanie zostaje zastąpione indoktrynacją.

Odwilż październikowa 1956 r. przyniosła zmiany w działalności organizacji młodzieżowych. W grudniu na zjeździe w Łodzi reaktywowano ZHP. Podobnie jak po II wojnie światowej gwałtownie zaczęły powstawać drużyny harcerskie i zuchowe. Do  organizacji wrócili dawni instruktorzy, uformowani jeszcze przed 1939 r. Komuniści jednak  kontrolowali sytuację i nie pozwoliły na rzeczywisty powrót pełni tradycyjnego harcerstwa.  W ciągu kilku kolejnych lat kształtowano nowe oblicze organizacji, które w efekcie cechowało się masowością i akcyjnością. W 1956 r. Iłża nie jest już siedzibą hufca. Harcerze z miasta  i okolic skupieni są w Ośrodku Pracy Drużyn, należącym do Hufca Starachowice – Powiat.  Pierwszym komendantem ośrodka został dh Piotr Pawelec, kolejnymi byli  dh Andrzej Wojtal i Zenon Mroczkowski.  Akcje obozowe organizowane były przez hufiec. Drużyny z iłżeckiego ośrodka należały do najliczniejszych dlatego z czasem jeden z turnusów obozu przeznaczony był głównie dla Iłży.  W dniach 30.04. – 01.05.1957 r. na  iłżeckim zamku odbył się zlot hufcowy połączony z przyrzeczeniem  i biegiem na stopień przewodnika. W wydarzeniu wzięło  udział  180 druhen i druhów. W wakacje iłżeccy harcerze wyjechali na obóz do Dołów Biskupich.

Na obozie w Dołach Biskupich , lipiec 1957 r. [fot. ze zbiorów Z. Włodarskiej]

01.05.1958 r. – w Seredzicach odbył się Zlot Drużyn Harcerskich Rejonu Iłża. Organizatorem  zlotu była 2 D.H. im. Płk. Dionizego Czachowskiego, a funkcję  komendanta zgrupowania pełnił dh Piotr Pawelec. W wakacje 1958 r. iłżanie zorganizowali obóz wędrowny po Górach Świętokrzyskich. Komendantem  był dh Stanisław Sadkowski, oboźnym i kwatermistrzem dh Piotr Pawelec.

1965 r. do najliczniejszych drużyn w Hufcu Starachowice-Powiat należała drużyna działająca w iłżeckim liceum (49 harcerzy) i 54 Drużyna Zuchów w szkole podstawowej. Do nowego podziału administracyjnego w 1975 r. harcerze iłżeccy skupieni byli w Gminnym Związku Drużyn.[15] W szkole podstawowej  działał 25  Szczep Drużyn, który tworzyło przynajmniej 2 drużyny (1969 r.)  Drużyna Żeńska im. Małgorzaty Fornalskiej i 107 Drużyna Męska im. Dionizego Czachowskiego (werblistów i fanfarzystów) prowadzona przez dh. Władysława Jastalskiego.  Na początku lat 70 działały również gromady zuchowe, prowadzone m.in. przez dh.dh. Ewę Jędrzejewską i Elżbietę Stompor.

Czym charakteryzowało się harcerstwo  iłżeckie w latach 60 i 70 ubiegłego wieku. Było przede wszystkim organizacja masową. Raz w roku organizowano duże przyrzeczenia, na których do organizacji wstępowało  200-300 uczniów.  Z tego powodu większość dzieci miało przynajmniej epizodyczny kontakt z ZHP. W pracy harcerskiej, zgodnie z wytycznymi struktur nadrzędnych (chorągwi, KG ZHP) skupiano się na realizacji zadań określonych w tzw. akcjach. Tradycyjna działalność harcerska prowadzona była przede wszystkim na obozach letnich.

Niewątpliwie największy wpływ na oblicze iłżeckiego  harcerstwa miał dh Władysław Jastalski, który najpierw kierował Gminnym Związkiem Drużyn, a od 15 stycznia 1976 r. był pierwszym  komendantem reaktywowanego hufca. Oprócz pełnienia kierowniczej funkcji Komendant  był inicjatorem powstania i opiekunem drużyny werblistów i fanfarzystów. Dzięki jego zaangażowaniu, oryginalnym pomysłom,  umiejętnemu pozyskiwaniu środków i pomniejszania balastu politycznego iłżeckie harcerstwo było prężne i stwarzało ciekawą ofertę dla dzieci. Dh  Jastalski wprowadził stałe punkty harcerskiej działalności. Na początku każdego roku szkolnego odbywał się Harcerski Start,  impreza skupiająca harcerzy z całego hufca podczas której bawiono się i rywalizowano w różnych dyscyplinach sportowych. W 1983 r. dh Komendant zainicjował organizację festynów harcerskich. Odbywały się one do 1995 r. i miały bogatą ofertę artystyczną i ludyczną.

Dh. Władysław Jastalski, wychowawca wielu pokoleń iłżeckich harcerek i harcerzy [fot. P.N.]

W iłżeckim harcerstwie ważne miejsce zajmowała działalność na polu kultury fizycznej. Hufiec organizował turnieje w halowej piłce nożnej, tenisie stołowym, szachach i warcabach. Dh Wł. Jastalski ufundował puchary przechodnie dla chłopców, piłkarzy nożnych i dziewcząt grających w dwa ognie. W 1987 r. zaczęto organizować zawody w wieloboju sprawnościowym, a rok później odbył się pierwszy bieg przełajowy. Wakacyjnym dopełnieniem aktywności sportowej były tradycyjne olimpiady obozowe, które odbywały się na każdym obozie letnim od końca lat 70. Odpowiedzialnym za ich organizacje był dh Stanisław Cybulski.  

Olimpiada obozowa w Sromowcach Kątach 1981 r. [fot. Kronika obozowa]
Strony z kroniki obozowej ze Sromowców Kątów 1982 r.

W 1986 r. powołano do życia drużynę żeglarską, którą prowadził dh S. Jaroszek z pomocą dh. J. Milanowskiego. W sierpniu odbył się pierwszy obóz żeglarski – rejs. Przepłynięto  trasę  Ruciane-Nida  – Giżycko. Korzystano ze sprzętu  i pomocy żeglarzy z  Klubu Żeglarskiego „Ikar” z Radomia. W następnym roku iłżecka drużyna otrzymała sprzęt po „Ikarze”, były to 4 „Optymisty”,  1 „Orion”, 1 motorówka, 2 łodzie typu „Bez 2”, 1 „Carina” i 1 „Kormoran”.  W roku 1987 odbył się ponowny rejs po Krainie Wielkich Jezior (Ruciane –Węgorzewo – Giżycko), a w 1988 r. drużyna zorganizowała stacjonarny obóz żeglarski w Stykowie k/Brodów Iłżeckich.

W drugiej połowie lat 80 duże sukcesy odnosiła IX DH (sportowa) dh Janusza Szmita. Jego podopieczni zajmowali czołowe lokaty w zawodach centralnych i regionalnych: II miejsce dziewcząt w III Ogólnopolskim Turnieju Piłki Nożnej w Warszawie (1986), I miejsce w Młodzieżowym Wieloboju Sprawnościowym X Chorągwianych Manewrów Techniczno-Obronnych,  I miejsce dziewcząt i chłopców w eliminacjach strefowych w Wieloboju Sprawnościowym  podczas X Manewrów Techniczno-Obronnych (Zaklików 1986), I miejsce w Wieloboju Sztafet (dziewcząt starszych) na X Centralnych M.T.O. (Orzysz 1986), II miejsce dh. E. Wylotek w Letnim Trójboju Obronnym na X Centralnych M.T.O. (Orzysz 1986), I miejsca w Wieloboju Pożarniczym i Wieloboju Sanitarnym na XI M.T.O. (Nowe Miasto 1988). Z dużym powodzeniem iłżeccy harcerze startowali również za granicą (ZSRR).

Sportowa Drużyna dh. Janusza Szmita [fot. Kronika Hufca]

Kończąc podsumowanie działalności harcerzy na niwie sportowej, powróćmy do początków działalności reaktywowanego hufca. Jedną z pilniejszych potrzeb organizacji były pozyskanie siedziby.  Za zgodą i pomocą dyrektora szkoły podstawowej Wł. Brodawki poddasze szkoły zostało zabudowane i przeznaczone na harcówkę. 23.03.1977 r. nastąpiło uroczyste oddanie izby harcerskiej. Obszerne pomieszczenie z kominkiem było jednocześnie miejscem zbiórek i izbą pamięci.

Przełom rok 1980 w historii Polski, odcisnął się także w harcerstwie. Oddolnie i spontanicznie powracano do tradycji przedwojennych. Odrzucano elementy wprowadzone do ZHP przez komunistów i odwoływano się do idei narodowo-chrześcijańskich.  Wyraźnym zwiastunem zmian stał się Zlot 70-lecia Harcerstwa, zorganizowany w Krakowie 18-20.09.1981 r. Chorągiew Radomską reprezentowała 40 osobowa grupa iłżeckich harcerzy (zespół fanfarzystów i 10 druhen z LO).

 W Iłży na początku lat 80 wyłoniła się aktywna grupa harcerzy starszych przy Liceum Ogólnokształcącym. Początkowo tworzyli drużynę koedukacyjną pod kierunkiem dh. drużynowej Renaty Kiepas. Po wyłączeniu się z działalności dotychczasowej kadry (uczniów klas maturalnych),  nowe kierownictwo zdecydowało o podziale drużyny. W ten sposób powstała 43 Starszoharcerska Drużyna Żeńska (drużynowa dh. K. Łoboda) i 44 Starszoharcerska Drużyna Męska im. płk. Władysława Muzyki.(drużynowy dh P. Nowakowski). Wiele harcerek i harcerzy starszych wzięło udział w wakacyjnych obozach szkoleniowych – Centralnej Akcji Szkoleniowej w Zarzęcinie (1981 r.) i Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej koło Mirosławca na Pojezierzu Pomorskim (1982 r.). Pozwoliło to im na podniesienie kwalifikacje i uzyskania pierwszego stopnia isntruktorskiego. Wkrótce część  z nich włączyła się aktywnie do bieżącej pracy harcerskiej jako kadra hufca. Pojawiły się nowe inicjatywy, powstał harcerski zespół muzyczny oraz wydano biuletyn informacyjny „Semaforek” (redkatorzy: S. Jaroszek i G. Tyrała).

17.12.1982 r. w iłżeckim hufcu dobyły się wybory, które ustanowiły nowe władze Z 15 osobowej Rady wyłoniono Komendę Hufca.  Komendantem hufca został ponownie dh Wł. Jastalski, za-cą kom. dh S. Jaroszek, Kier. Ref. Harcerskiego dha E. Stompor, Kier. Ref. Zuchowego dha M. Adamus, Kier. Ref. Starszoharcerskiego dh. J. Kasiński, Kier. Ref. Nieprzetartego Szlaku dh T. Janiak. Jednym z najważniejszych zadań jakie postawiła przed sobą Komenda było nadanie hufcowi bohatera i ufundowanie sztandaru.  3.06.1984 r. Hufiec Iłża otrzymał imię Bohaterów Powstania Styczniowego i piękny sztandar. Uroczystość uświetniło szereg wydarzeń towarzyszących: zlot, festyn, odsłonięcie tablicy pamiątkowej, ognisko na zamku. Należy wspomnieć, że przed nadaniem imienia iłżeccy harcerze wzbogacili się o nową Harcówkę, którą  urządzono w dawnym budynku mieszkalnym  przy LO.

Wręczenie sztandaru 3.06.1984 r. [fot. Kronika Hufca]

Rok 1984 przyniósł jeszcze dwa istotne wydarzenia. 26.10 przyłączony został do Hufca Iłża Hufiec Rzeczniów, a 21.11 odbyła się IV konferencja sprawozdawczo-wyborcza na której dokonano wyboru władz. Ponownie kom. hufca został dh Wł. Jastalski, za-cą. kom. dh S. Jaroszek. W komendzie znaleźli się także: Z. Płucisz, T. Janiak, J. Kasiński, M. Cieciora, H. Bajon. 16 XI 1988 odbyła się V Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza, Komendantem został ponownie dh Wł. Jastalski, Za-cą  ds. programu – dh. Z. Płucisz, Za-cą ds. organizacji – dh J. Szmit, członkami KH – dh J. Kasiński i dh S. Jaroszek.

W marcu 1989 r. odbyła się XXVI Zjazd ZHP, który usankcjonował zmiany wprowadzane w organizacji od początku lat 80. Zmieniono Statut, Przyrzeczenie, Prawo Harcerskie, Zobowiązanie Instruktorskie. W zjeździe wzięli udział dh Wł. Jastalski i dh. Janusz Szmit, który wszedł do składu prezydium zjazdu. Niedługo po tym wydarzeniu dh Jastalski w Kronice Hufca napisał: „Zaczyna się wreszcie w naszym kraju coś dziać, zrywa się ze schematami, zaczyna się wychodzić z wytartych śladów , zaczynamy przecierać dawno zarosłe ścieżki – idzie nowe – jakie – zobaczymy” .

Zachodzące zmiany pozwoliły na realizację dawnych zamierzeń. Jednym z nich było przeniesienie z budynku harcówki  przy LO na fasadę Magistratu tablicy pamiątkowej ufundowanej  przez iłżeckich harcerzy w 1984 r., a poświęconej Powstańcom styczniowym i listopadowym. Pierwotnym zaplanowanym i uzgodnionym z władzami miejscem zawieszenia tablicy miał być Magistrat. Z powodów politycznych władze cofnęły pozwolenie i tuż przed odsłonięciem trzeba było szukać nowej lokalizacji. Pomocnym (odważnym) okazał się dyrektor Liceum  Wł. Brodawka, który zgodził się na umieszczenie tablicy na swoim terenie. Dopiero 22.01.1990 r. odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy na właściwym miejscu.  

Harcerze iłżeccy zawsze dbali o pamiątki związane z walkami o niepodległość. Troska ta przejawiała się głównie w porządkowaniu i upiększaniu miejsc pamięci narodowej. Ich działalność została doceniona przyznaniem dla Hufca Iłża Srebrnego Medalu Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej (8 IX 1989 r.)„Wychodzenie z wytartych śladów” to także zmiana oficjalnego nastawienia ZHP do kwestii religijnych. Z okazji przybycia do Radomia Ojca Świętego Jana Pawła II Chorągiew Radomska przeprowadziła akcję zdobywania odznaki „Vaticanus” . Wzięło w niej udział 80 harcerzy z Hufca Iłża, którzy 4 VI 1991 r. uczestniczyli we mszy świętej odprawianej przez dostojnego gościa na radomskim lotnisku .   

Czas przemian politycznych od końca lat 80. to równocześnie czas chaosu gospodarczego i kryzysu. Z roku na rok zaczyna brakować  funduszy na dotowanie ZHP.  Ograniczenia te odczuwalne się i w iłżeckim środowisku. Z powodu braku środków na utrzymanie jachtów władze hufca w 1992 r. podjęły decyzję o bezpłatnym wyczarterowaniu części sprzętu pływającego osobom prywatnych, które w zamian maja przeprowadzać na swój koszt konserwacje i szkolenia żeglarskie dla  harcerzy. Natomiast jachty „Carina”, „Kormoran” i 2 „Optymisty” zostały przekazane KH w Grójcu. W związku z trudnościami finansowymi wyraźnie spadła liczba dzieci i młodzieży wyjeżdżających na wypoczynek  letni. „Zakłady pracy nie pomagają, a rodzice nie mają na tyle pieniędzy aby pokryć cały koszt pobytu na obozie. Chorągiew także nie ma pieniędzy, nie przydziela dotacji na działalność programową Hufca.  Tradycja organizacji wakacyjnych obozów w iłżeckim hufcu była już ugruntowana. Corocznie z tej formy wypoczynku korzystały setki harcerzy. W latach największej popularności  organizowano wyjazdy na 2 turnusy, każdy po 3 tygodnie.

Już wspomniano wyżej o kilku obozach letnich. Nie udało się ustalić miejsc organizacji wypoczynku letniego w latach 1959-1968. W 1969 r. iłżeccy harcerze wyjechali do Małogoszczy, w 1970 do Ćmielowa,  w 1971 do Cedzyny, w latach 1972-1973 organizowano obozy w Borkowie. Od 1974 r. lokalizacje  obozów wykraczają poza teren Chorągwi Kieleckiej. Przez 7 sezonów (1974-1980) miejscem obozowania stały się Siekierki k/Krynicy Morskiej. Przez dwa lata, 1981-1982 obozy rozbijano w Sromowcach Kątach przy przystani flisackiej. Były to pierwsze dwa obozy na których hufiec korzystał z własnej nowej bazy sprzętowej, wcześniej całe wyposażenie wypożyczano z innych ośrodków. W 1983 r. obozowano w Darłówku, w 1984 w Jarosławcu na Jeziorem Wicie, 1985-1987 w Unieściu k/Mielna.

Jedna z drużyn obozu w Darłówku (1983), pierwszy z lewej dh S. Cybulski, obok dh Barabara Koczorowska, na tle masztu dh Grzegorz Tyrała, następnie dh Wł. Jastalski, P.Nowakowski, strzałką wskazany dh. Stasio Jaroszek [fot. Kronika Hufca]

W 1986 r. oprócz wyjazdu na obóz letni harcerze z hufca przebywali na wypoczynku w NRD, inna grupa na obozie żeglarskim a zuchy na kolonii w Przysusze. Podobna sytuacja miała miejsce w 1987 i 1988 r. W 1988 r. Hufiec Iłża ostatni raz samodzielnie zorganizował obóz letni w Łomnicy Zdrój.  W kolejnych latach harcerze będą wyjeżdżać na obozy prowadzone przez inne hufce. W 1989 na obóz organizowany przez KH Sienno do miejscowości Chłopy, wyjechało 10 druhów z Hufca Iłża; na obóz w Wiciu zorganizowany przez KH Przysucha wyjechało 62 dzieci, w Przysusze na kolonii zuchowej przebywało 40 zuchów, do Białogóry z KH Białobrzegi wyjechało 15 dzieci, do Ostrowa Wielkopolskiego z KH Lipsko 42 dzieci i do NRD 32 osoby. W 1990 r. z wypoczynku letniego skorzystało jednie 20 osób (Białogóra i Łazy). W 1992 i 1993 dh Roman Przydatek zorganizował wyjazd letni  do Smereku w Bieszczadach. W latach 1994-1997 dzieci i młodzież wyjeżdżały na obozy do Sztutowa, organizowane przez KH Grójec.  Samodzielnym przedsięwzięciem KH Iłża był obóz w Czarnej (Bieszczady) w lipcu 2000 r. Wzięło w nim udział 57 druhen i druhów  plus 10 osób kadry. Komendantem obozu był dh Robert Ciepielewski.

Kończąc wątek organizacji wypoczynku letniego powróćmy do chronologii wydarzeń. 4.06. 1994 r. uroczyście obchodzono X lecie nadania hufcowi imienia Bohaterów Powstania Styczniowego. Z tej okazji wielu instruktorów, harcerzy i sympatyków ZHP zostało odznaczonych pamiątkowymi medalami i odznakami ( Medal A. Małkowskiego,  Odznaka Harcerska Służba Ziemi Radomskiej, Złota Lilijka 80-lecia ZHP, Srebrna Odznaka Rady Przyjaciół Harcerstwa) Impreza plenerowa – festyn z powodu deszczowej pogody nie udała się, rozegrano jedynie bieg uliczny „O błękitną wstęgę Iłżanki”.

9.11.1995 r. odbyły się kolejne wybory. Komendantem hufca pozostaje dh Jastalski, zastępcami –  Róża Pastuszka i R. Ciepielewski. Niestety zauważalny staje się odpływ kadry instruktorskiej. Kolejne wybory odbyły się po dwóch latach, 7.11.1997 r. Po 31 latach przewodzenia Hufcowi Iłża ze stanowiska komendanta odchodzi dh Wł. Jastaslki pozostając jednak we władzach Komendy Hufca jako członek. Komendantką hufca została dha Barbara Głód, zastępcą dh Andrzej Wach. Ostatnie wybory hufcowe  w XX wieku odbyły się 3.11.1999 r. Komendantem został dh. R. Ciepielewski, zastępcą dh Leszek Orczykowski, członkami KH dh: R. Bednarczyk, A. Wach, B. Głód.

II

Wiek czterdziestu paru lat zapewnia już pewną perspektywę pozwalającą spojrzeć na swoje dzieciństwo i młodość. Ważne w tej retrospekcji jest posiadanie własnych dzieci i troski o ich właściwe wychowanie. Z punktu widzenia rodzica mogę dzisiaj docenić znaczenie i zasługi harcerstwa w formowaniu młodego człowieka. Zatrzymując się nad własnym dzieciństwem i młodością dostrzegam, że wiele pozytywnych cech i nawyków zostało zaszczepionych we mnie dzięki temu ruchowi. Mimo, że nie działam już czynnie w harcerstwie jednak jego idee są aktualne i obecne w moim życiu. Mogę powiedzieć, że wciąż podążam w tym samym kierunku, idę do tego samego celu. Jestem tylko nieco starszy. (…)

Urodziłem się i wychowałem w Iłży. W tej niewielkiej miejscowości znaliśmy się wszyscy. Chodziliśmy do jednej szkoły a w niedzielę do tego samego kościoła. Przygodę z harcerstwem rozpocząłem w 1974 r. zapisując się do gromady zuchowej. Z tego okresu w mojej pamięci pozostał incydent z beretem zuchowym. Ponieważ posiadał on jaskrawo żółty kolor szybko został ubrudzony. Samodzielne pranie doprowadziło filcowy beret do deformacji. Nie mogłem w żaden sposób przywrócić mu pierwotnego kształtu. Na głowę już się nie nadawał, mogłem go nosić tylko na plecach. Później gdy byłem trochę starszy zapisałem się do drużyny harcerskiej. W szkole podstawowej działała drużyna werblistów i fanfarzystów. Chłopcy mieli jednakowe mundurki z epoletami i spodnie z białą wypustką. Grajkowie często byli ozdobą wielu uroczystości harcerskich i państwowych. Przynależność do tej grupy wyróżniała pozytywnie. Oprócz tego, że było tam wielu starszych kolegów, wydawało mi się, że wszyscy wkoło nas podziwiali. Może były to mało wzniosłe inspiracje lecz przyciągały młodzież i skłaniały do pracy i doskonalenia się. Musieliśmy przecież regularnie odbywać zbiórki, na których uczyliśmy się gry na instrumentach. Podejmowanie tych drobnych zobowiązań wpływało na rozwijanie samodyscypliny i wytrwałości.

Drużyna fanfarzystów i werblistów na zlocie w Zwoleniu, maj 1980 r. [fot. Kronika 107 Męskiej Drużyny im . D. Czachowskiego]

Prawdziwie w harcerstwie zasmakowałem dzięki obozom letnim. Były one autentycznymi szkołami życia. Bez rodziców, w leśnej głuszy szybko przekonałem się, że chcieć to móc. Warty nocne, służby w kuchni, samoobsługa przy posiłkach i utrzymaniu higieny, gry i zabawy terenowe, olimpiady obozowe, wszystkie te działania sprawiały, że stawaliśmy się odpowiedzialni za jakiś fragment rzeczywistości. Wykonywanie prostych i podstawowych czynności życiowych wyznaczonych przez rozkład dnia wyrabiało karność, punktualność, zaradność, odpowiedzialność za innych, itd. Wspólne obowiązki nie pozwalały na utyskiwanie i „mazanie się”. Na obozach doświadczyłem ważnej prawdy , że pokonywanie trudności w jakiś sposób uszlachetnia i umacnia. Pamiętam dumę, że wytrzymałem komary, warty nocne, deszcze i zimno, które nieraz towarzyszyły nam pod namiotami. Oczywiście przeżywanie trudnych chwil wspólnie sprawiało, że nie miały one takiego ciężaru jak wtedy gdy jesteśmy samotni. Jeszcze jedną zaletą wspólnego pokonywania trudności była niezwykła integracja braci harcerskiej. Tworzyły się więzi, które przeradzały się niekiedy w trwałe przyjaźnie. Spotykając się w harcerskim gronie zawsze mieliśmy wiele wspomnień dotyczących obozów. Potrafiliśmy godzinami opowiadać różne przygody z letnich wyjazdów. Najbardziej utrwaliły się w pamięci te śmieszne i te które były trudne i wymagające.

Osobliwe przeżycie stanowiły dla mnie ogniska obozowe. W naszym środowisku iłżeckim były bardzo rozśpiewane i radosne. Na każdym obozie byli gitarzyści, którzy prowadzili akompaniament. W programie prawie każdego ogniska oprócz piosenek znajdowały się także skecze. Wywoływały one eksplozje śmiechu. Na koniec wspólnej zabawy stawaliśmy w kręgu i śpiewaliśmy „Idzie noc” po czym w ciszy przekazywaliśmy sobie iskierkę. Czasami zostawałem jeszcze przy dogasającym ognisku, patrząc jak żarzą się polana. Wokół mnie był cichy i ciemny las a nad głową gwiaździste niebo. Już wtedy wiedziałem, że były to wyjątkowo piękne i szczęśliwe chwile.

Strony kroniki obozowej ze Sromowców Kątów 1982 r.

Ogniska harcerskie uczyły nas przede wszystkim śpiewu i dobrej zabawy. Niektóre piosenki , które poznałem miały na mnie dużą siłę oddziaływania. W wielu wypadkach utożsamiałem się z ich przekazem. Wyrażały one moje uczucia wznioślej niż ja sam to mogłem uczynić. Po latach niektóre z nich śpiewałem do snu moim małym córeczkom, choć raczej nie były to kołysanki. Inne, które szczególnie zapadły mi w serce i pamięć nucę i dziś, np. Idziemy na przód, czy Harcerską dolę. Niektóre z piosenek były „wywrotowe”. Najpopularniejszą w naszym gronie „Jak mówił wódz słoneczko Stalin” śpiewaliśmy tylko na obozowych ogniskach. Gdyby to usłyszał ktoś „odpowiedzialny i świadomy politycznie” i powiadomił odpowiednie organy nasz Druh Komendant, który pozwalał na te wykonania, miałby delikatnie mówiąc nieprzyjemności. Nielegalne teksty były skróconymi lekcjami prawdziwej historii, której byliśmy pozbawieni. W tym miejscu powinienem wspomnieć, że odkąd pamiętam była we mnie naturalna „alergia” do tego co związane z PZPR – em i socjalizmem. Większość moich rówieśników cechowała się podobną postawą wobec „siły przewodniej Narodu”. Była to naturalna obrona organizmu przed toksycznymi ideami, które komuniści próbowali wszczepiać w każdą dziedzinę życia. Robili to na różne sposoby, wyrafinowanie lub bezczelnie. Oczywiście te pierwsze były skuteczniejsze i trudniejsze do rozpoznania przez co czasami ulegaliśmy ich działaniu. Jako harcerze braliśmy udział w uroczystościach państwowych związanych z władzą ludową, pochód 1-majowy, niekiedy 22 lipca obchodzony na obozach harcerskich. Gdy uczyłem się już w liceum wykorzystywano harcerzy do wystawiania wart przy pomniku MO i SB. Wtedy jeszcze jako młodzież nie znaliśmy prawdy o komunie i ich ramionach zbrojnych utrwalających władzę ludową po 1945 r. Żołnierzy Wyklętych nazwano bandytami a prawdziwi bandyci zostali bohaterami. Kiedy do naszej świadomości dotarło, że jest odwrotnie poinformowaliśmy naszego opiekuna z ramienia szkoły dh. Kasińskiego, że już nie będziemy pełnili warty przy pomniku „utrwalaczy”. Dyrekcja liceum nie naciskała abyśmy zmienili zdanie.

Z czasem moje samookreślenie polityczne i światopoglądowe stawało się bardziej wyraźne i jednoznaczne. Czytelnym wyrazem tego było noszenia krzyżyka na prawej patce kieszeni mundurka. Niektórym nie podobało się tak ostentacyjne wyrażania wiary. Wbrew temu określeniu moje zachowanie nie było obliczone na pokaz. Wynikało z własnych przekonań ukształtowanych przez przynależność do Kościoła. Było pewną przeciwwagą wobec oficjalnej linii ZHP, która akceptowała ingerencje ideologii komunistycznej. Na pierwszej stronie książeczki harcerskiej umieszczono fragment ze Statutu: „ZHP jest członkiem Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej (…)” Poniżej niego skażone przyrzeczenie: „Przyrzekam całym życiem służyć Tobie, Ojczyzno, być wiernym sprawie socjalizmu …” Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Wstawki socjalistyczne w hymnie harcerskim czy przyrzeczeniu zawsze wywoływały we mnie bunt i obrzydzenie. Już jako drużynowy drużyny starszoharcerskiej popełniłem „zbrodnię”. Pozwoliłem aby dwie druhny składające przyrzeczenie uczyniły to według roty przedwojennej, w której było odniesienie do Boga, nie do socjalizmu.

Oprócz tego, że należałem do harcerstwa wcześniej zostałem ministrantem. Obie te służby przenikały się we mnie i uzupełniały. Zarówno Kościół jak i harcerstwo posiadały te same ideały i wzorce wychowawcze. Przed wojną obie instytucje kształtując dzieci i młodzież dążyły w tym samym kierunku i wzajemnie wspierały się. Harcerstwo wracając w latach 80-tych do źródeł nie mogło pominąć tej jedności. Jeżeli ruch chciał prawdziwie wrócić do korzeni musiał opowiedzieć się światopoglądowo. Niemniej wtedy jeszcze brakowało mi w życiu harcerskim oficjalnego elementu sakralności. Pamiętam jak z pewną zazdrością patrzyłem na makietę obozu harcerskiego wystawioną w oknie „Starówki” ( przy ul. Rwańskiej). Znajdowała się tam na drzewie mała kapliczka, przed którą, wyobrażałem sobie, brać obozowa codziennie wspólnie modliła się. Spontanicznym przejawem wyrażenia mojej wiary po harcersku na obozach letnich była obecność w mundurku na niedzielnych mszach św. Ważnym wydarzeniem dla mnie był udział pocztu sztandarowego ZHP w partyzanckiej mszy św. Miałem zaszczyt być wtedy chorążym. Było to chyba w październiku 1981 r., po nabożeństwie, gdy formowaliśmy kolumnę marszową podszedł do nas Antoni Heda „Szary” i wyraził radość z naszej obecności.

Harcerskie wychowanie odbywało się głównie poprzez instruktorów i starszych rówieśników. Pamiętam jak bardzo imponowali mi druhowie, którzy pięknie i płynnie opowiadali różne historie, podawali tytuły książek, często używali słów, których nie rozumiałem. To wywoływało we mnie chęć dorównania, mówienia tym samym językiem, przeczytania wymienionych książek, poznania znaczenia nowych terminów. Krótko mówiąc byłem pozytywnie motywowany. Wielki wpływ na moje wychowanie miał dh Władysław Jastalski. Nie będzie w tym przesady gdy powiem, że traktowałem Go jak drugiego Ojca. Wraz z moim przyjacielem „Malą” spędzaliśmy każdą przerwę międzylekcyjną w harcówce, rozmawiając z Komendantem lub grając w piłkarzyki. Miałem poczucie, że jesteśmy ważni. Wyróżnieniem dla nas było powierzanie nam przez Komendanta pewnych obowiązków i prac, które z radością i zaangażowaniem wykonywaliśmy. Był dla nas wielkim autorytetem, którego nie kwestionowaliśmy.

Oprócz instruktorów pomocni harcerzom w dążeniu do doskonałości mieli być bohaterowie drużyn i hufców. Patronem mojej drużyny był płk Wł. Muzyka, obrońca Iłży w 1939 r., bohaterami hufca byli Powstańcy Styczniowi. W jednym i drugim przypadku wielkość tych osób nie uległa dewaluacji w wyniku przemian politycznych. Poza tym miałem wiele innych wzorców, z którymi chciałem się utożsamiać. Z pewnością najważniejsi z nich to bohaterowie „Kamieni na szaniec” – „Rudy”, „Zośka” i „Alek”.

W 1981 r. rozpocząłem naukę w L.O. im. Mikołaja Kopernika w Iłży. Działała tam już prężnie starszoharcerska drużyna, która wchłonęła chętnych pierwszaków. Odżyły znajomości ze starszymi koleżankami i kolegami których znałem z podstawówki i z obozów. Przez pół roku byliśmy jeszcze w jednej drużynie z maturzystami. Wielu z nich ze względu na egzamin dojrzałości wkrótce zawiesiło działalność. Muszę przyznać, że miałem pewne trudności z przystosowaniem się do wymogów dydaktycznych nowej szkoły. Chciałem już z niej zrezygnować i przenieść się do szkoły zawodowej. Na szczęście do pozostania przekonała mnie Mama i fakt, że w zawodówce nie było harcerstwa. Tak więc ZHP w dużej mierze zawdzięczam swoją dalszą edukację, która otworzyła mi najkrótszą drogę na studia.

Jedno z najistotniejszych doświadczeń jakie doznałem dzięki harcerstwu była możliwość służenia bezinteresowną pomocą innym. Wydaje mi się, że jeżeli pewnych rzeczy nie nauczymy się we wczesnej młodości to w wieku dojrzałym jest to bardzo trudne a może nawet niewykonalne. Razem ze wspomnianym już moim przyjacielem „Malą” otrzymaliśmy zadanie, w ramach „Akcji Zima” otoczenia opieką panią Marię Ciepielewską wraz z jej córką. Później okazało się że nasza akcja trwała znacznie dłużej bo przez wszystkie lata liceum.

Dzięki drużynowej Renacie Kiepas nawiązaliśmy kontakt ze „Starówką” i jej Komendantem dh. Mirosławem Mazurkiewiczem. Dla wielu z nas było to pierwsze bliskie spotkanie z tradycyjnym harcerstwem. Zaskoczeniem dla mnie była znajomość przez Druha Mazurkiewicza mojego taty, który w latach 50-tych był radomskim harcerzem. W pamięci został mi wyjazd do „Starówki” ( jeszcze przy ul. Wałowej) na Andrzejki. W gawędzie przy kominku dh. Mirosław mówił m.in. o lilijce. Później zaśpiewaliśmy, chyba na życzenie Druha „Małą harcerską lilijkę”. Dh Mazurkiewicz skupił wokół siebie starsze pokolenia instruktorów i harcerzy oraz zorganizował muzeum harcerskie, gromadzące bezcenne pamiątki. Ośrodek „Starówka” był zaczynem dla odradzającego się harcerstwa.

Dh Mirosław Mazurkiewicz

Jeszcze zanim poznałem dh. Mazurkiewicza, pewnym przełomem w postrzeganiu bogactwa tradycji i historii organizacji stał się wyjazd na Jubileuszowy Zlot 70-lecia Harcerstwa do Krakowa. Spotkani tam starsi panowie w krótkich spodenkach byli nośnikami idei przedwojennego harcerstwa, które chronili ponad 40 lat przed destrukcją ze strony komuny. Podczas imprezy braliśmy udział w biegu terenowym. Jego zakończenie miało miejsce na Kopcu Piłsudskiego. Tuż przed zlotem obiekt ten wydobyto z gąszczu zarastającej go zieleni. Wiele lat później dowiedziałem się, że kopiec w 1936 r. sypali również harcerze z Iłży. Ważnym wydarzeniem zlotu było ognisko w scenerii Skałek Twardowskiego. Gawędę wygłosił dh. Stanisław Broniewski „Orsza”, naczelnik Szarych Szeregów i dowódca akcji pod Arsenałem.

Przytoczyłem powyżej wiele faktów wskazujących na szeroki zakres oddziaływania harcerstwa na moje wychowanie i edukację. Ruch ten poprzez swoje atrakcyjne metody i środki miał wielki wpływ prawie na każdą dziedzinę mojego życia. Zawdzięczam mu liczne przyjaźnie i znajomości oraz wiele cennych i ciepłych wspomnień. Wspólnie z Kościołem nadał mi pewien kierunek, w którym miałem dążyć w drodze przez życie. Dzięki Bogu nie zdewaluowały się dla mnie dziecięce ideały. Moją postawę życiową mogę określić jako konserwatywną, tzn. uznającą i kultywującą tradycje i wartości przodków. Dziś często osoby reprezentującą ten pogląd pogardliwie nazywa się moherami. Nowi-starzy inżynierowie dusz ponownie próbują stworzyć nowego człowieka. Zapomnieli niedawnych tragicznych prób osiągnięcia tego celu. Z natury przedmiotem ich eksperymentów są głównie dzieci i młodzież. Zamiast prawdziwego wychowania, które streszczenie swojego programu znajdowało w zawołaniu „Czuwaj” mówi się młodym „róbta co chceta”. [16] Każdy rozsądny człowiek wie, że nie można wychować bez wymagań a tym samym wyrzeczeń, ograniczeń, wstrzemięźliwości, konsekwencji, zaparcia się siebie. Wszystko te cechy wydają się trudne do dobrowolnej akceptacji szczególnie przez młodych. Jednak fenomen harcerstwa poprzez swoje metody czyni te nieprzyjemne ograniczenia, łatwymi do uniesienia a nawet pożądanymi. Jest to jedna z najważniejszych zalet harcerstwa i klucz do młodych dusz. Pięknie tę prawdę oddaje druga zwrotka mojej ulubionej piosenki harcerskiej, która nich będzie puentą moich wynurzeń.

„Nam trud nie straszny ani znój,

Bo myśmy złu wydali bój

I z nim do walki wciąż nas gna

Harcerska dola radosna.”

phm. Paweł Nowakowski


Przedstawiony zarys dziejów iłżeckiego harcerstwa od jego powstania do końca XX wieku w istocie jest tylko zarysem, wymagającym dalszych badań i opracowań. Poruszono w nim jedynie najistotniejsze wydarzenia, nie wspomniano o wielu osobach i działaniach. Czas biegnie nieubłaganie, przez organizację przechodzą nowe pokolenia, czy pozostawią po sobie ślad? Odtworzenie historii iłżeckiego ZHP od połowy lat 70 możliwe było dzięki istnieniu kronik harcerskich pisanych głównie przez dh. Wł. Jastalskiego, któremu za troskę o zachowanie wspomnień o wielu z nas winniśmy szczególną wdzięczność.  


[1] A. Małkowski, O wychowanie skautowe, Chicago 1915, s. 5-6.

[2] J.w., s. 6.

[3] J.w., s. 18.

[4] J. Szczepański, Moje szkoły wspomnienia s.  48-49.

[5] W artykule Zarys dziejów iłżeckiego harcerstwa w latach 1919-1950, opublikowanym w 2011 na portalu www.ilza.com.pl zamieściłem błędną informację o śmierci  Jan Jaklewicza podczas wojny 1920 r.  W rzeczywistości poległ jego brat Adam, członek iłżeckiego POW.  Jan w okresie międzywojennym pracował jako rachmistrz w starachowickiej fabryce broni. Był bardzo inteligentnym, energicznym i nieco ekscentrycznym człowiekiem. Zmarł prawdopodobnie wskutek powikłań pooperacyjnych żołądka  w drugiej połowie 1944 r.  W artykule wspomniałem również o matce Jana, której mieli pomagać iłżeccy harcerze jeszcze w 1946 r.  Z jakiego powodu to czynili? Być może chodziło o zasługi rodziny Jaklewiczów w walce o odzyskanie niepodległości – Adama, który zginął podczas walk o niepodległość ok. 1918 r. i Piotra Jaklewicza (seniora), tragicznego uczestnika rewolucji 1905 r. Działalność Piotra została doceniona pośmiertnie przyznaniem  Krzyża Niepodległości z Mieczami. To rzadkie odznaczenie przyznano,  również pośmiertnie Maksymilianowi Jakubowskiemu, komendantowi iłżeckiego POW.

Piotr Jaklewicz  podczas rewolucji 1905 r. najpierw uczestniczył w  kolportowaniu nielegalnej prasy, później był agitatorem by ostatecznie przejść do walki zbrojnej z Rosjanami. Zorganizował i został  dowódcą Lotnego Oddziału Bojowego, który m.in. rozbroił policjantów w Skarżysku, przeprowadzał akcje ekspropriacyjne i  prowadził walkę partyzancką. Został schwytany i uwięziony  w Radomiu a następnie w cytadeli warszawskiej. Wyrokiem sądu wojskowego skazano go na śmierć przez powieszenie. Wyrok   został wykonany 6.11/24.10.1906 r. o godz. 4 rano na stokach cytadeli. Do wzięcia udziału w egzekucji została przymuszona żona.  

[6] M. Peszyńska, 07.09.1896 r. w Głowaczowie . Szkołę powszechną i gimnazjum ukończyła w Radomiu, seminarium nauczycielskie i wyższy kurs nauczycielski w Warszawie. Na początku okupacji kontynuowała pracę w szkole powszechnej w Iłży. Po wykryciu przez Niemców, że na zajęciach korzysta z zakazanych polskich książek musiała uciekać i  ukrywać się do końca okupacji.  

[7] S. Cichosz – Staszałek „Sława”, Z pamiętnika kobiet walczącej, s. 22-23.

[8] 12 XI 1930 r. Wczoraj była uroczystość święta narodowego 11 listopada. Naszą drużynę prowadziła Halina, a męską harcerską dla niewiadomych mi powodów prowadził Henryk Szymański. Wieczorem odbyła się akademia (…)                                             19 III 1933 r.  Dziś dzień imienin Wybawcy kochanej naszej Ojczyzny, Marszałka Józefa Piłsudskiego (…) Wczoraj wieczorem odbył się capstrzyk, a choć to było wieczorem to jednak nasza drużyna stawiła się najliczniej bo 38 druhen, choć ostatnie z nich liczyły 10 lat . – S. Cichosz, Dzienniczek 1929-1933 (kopia rękopisu w posiadaniu autora)

[9] Stanisława Cichosz w wielu miejscach swojego dzienniczka wystawiała bardzo dobre świadectwo Marii Peszyńskiej. W jednym z fragmentów pisała: Bo któż nam dał tę miłość do Ojczyzny, któż wyprowadził nas z tego mniemania o poddaństwie mężczyźnie – kto nauczył nas walczyć ze złem, kto dał tę moc skrzydłom naszym rwącym się z każdym dniem wyżej i wyżej, kto nauczył nas śmiać się wobec przeciwności, kto nauczył nas walczyć o byt? – Ona!!! Ta święta na tym świecie istota, która całe swe życie poświęciła Ojczyźnie a przez to wychowaniu młodzieży. Zaraz można to poznać po wzroście ilości dziewcząt w naszej drużynie.

[10] Bohaterem drużyny był Kazimierz Pułaski.

[11] 4 rkm, 10 kb, kilka skrzynek amunicji i granatów.

[12] O „Sławie” i rodzinie Cichoszów „Szary”, napisał: Cała rodzina wyrosła w duchu patriotyzmu, położyła wielkie zasługi dla naszej organizacji i dla Polski. „Sława” harcerka od 12 roku życia, służy w harcerstwie do dziś, jest harcmistrzynią i członkiem Kręgu „Łysica”, a także bardzo aktywnie włącza się do naszych akowskich uroczystości. Obdarzona poetycką wrażliwością, stworzyła wiele wierszy związanych tematycznie z naszym życiem obozowym i naszą walką. (A. Heda, Wspomnienia „Szarego”, s. 252)  
Po okupacji niemieckiej Sława

[13] Prawdopodobnie kolejnymi hufcowymi byli Ludwik Gaździński i ? Piasek

[14] My, instruktorzy, wychowawcy najmłodszego pokolenia budującego socjalistyczną Polskę, zrywamy ze wszystkimi pozostałościami wychowania skautowego i harcerskiego, które są odbiciem ustroju kapitalistycznego, i chcemy naszą robotę harcerską oprzeć na zasadach wychowania socjalistycznego. (frag. uchwały podjętej na Konferencji Komendantów i Komendantek Chorągwi w dniu  20.12.1948 r.)

[15] Gminny Związek Drużyn mógł zastąpić nazwę Ośrodek Pracy Drużyn w 1973 r., po częściowej reformie administracyjnej przywracającej gminy.

[16] Zdania te pisałem 7 lat temu. Dziś są jeszcze bardziej aktualne, obserwując nasilone działania lobby homoseksualnego,  chcącego przejąć kontrolę nad wychowaniem dzieci i kształtowaniem młodzieży.  

W 77 rocznicę śmierci ks. kmdr. ppor. Władysława Miegonia odbyły się w Iłży uroczystości upamiętniające postać błogosławionego. Rozpoczęliśmy mszą świętą, którą koncelebrowało sześciu księży, kazanie wygłosił ks. kmdr. por. Zygmunt Jaworski. Na mszę licznie przybyli mieszkańcy i uczniowie okolicznych szkół.

Dzięki gościnności dyrekcji Domu Kultury dalsze uroczystości odbyły się w sali wiodowiskowo – kinowej. Prelekcje wygłosili ks. por. Zygmunt Jaworski i dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej pan Tomasz Miegoń.

W wykładach uczestniczyli również słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Iłży.

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji.

« 1 z 2 »

Ryszard Wójcik

r.wojcik290@upcpoczta.pl

Tekst powstał jeszcze w latach 90-tych XX wieku na prośbę jednego z członków ŚZŻ AK, który tworzył projekt strony informacyjnej w przestrzeni internetowej na rzecz stołecznego oddziału Środowiska Korpusu „Jodła”, funkcjonującego po dzień dzisiejszy w W-wie z siedzibą przy ul. Zielnej tzn. w Paście. Z nieznanych mnie przyczyn nie został wykorzystany. Tekst poza drobną korektą i kosmetyką jest identyczny z pierwowzorem. Zgodnie z sugestią zamawiającego, miał mieć cele i zadania zbliżone do encyklopedycznych. Pierwotny tytuł brzmiał „Oddział/ły ppor./por./kpt. „Szarego” Antoniego Hedy”. Był to z mojej strony celowy zabieg, aby podkreślić, że mimo identycznego rdzenia ludzkiego (kadrowego), w okresie istnienia (działalności) sierpień 1943 – sierpień 1945, ukazana taktyczna formacja partyzancka zmieniała swoje usytuowanie w ramach pionu walki bieżącej Armii Krajowej, po jej rozwiązaniu Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, ulegała przeobrażeniom wewnątrzorganizacyjnym, a co za tym idzie stanowiła w znaczącym stopniu odrębną jakość militarną na polu walki, zresztą w zgodzie z aktualnymi koncepcjami struktur wyższego szczebla, do Okręgu włącznie. Czytelnik potencjalny, w zależności od posiadanej wiedzy bądź orientacji w meandrach wykorzystania zgromadzonego potencjału organizacyjnego i militarnego przez Związek Walki Zbrojnej/Armię Krajową/Nie/Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj/Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość po lekturze, jednostkowo musi sobie odpowiedzieć na pytanie, które jest zarazem zmodyfikowanym tytułem opracowania:

ODDZIAŁ CZY ODDZIAŁY PPOR./POR./KPT. „SZAREGO” ANTONIEGO HEDY?

Prolog

Wydarzenia latem 1943 roku, w które zaangażowane zostały struktury konspiracji iłżeckiej AK (podobwodzie „Dolina”) okazały się brzemienne w skutkach. Od blisko roku komendę nad nimi sprawował ppor. „Szary” Antoni Heda. Mozolnie budował w oparciu o instrukcje i rozkazy, płynące ze Starachowic ze szczebli wyższych w obwodzie Iłża, swój potencjał aby jak najlepiej przygotować go do decydującego starcia. A był on niemały. Po zakończeniu akcji scalania w 20 plutonach konspiracyjnych pod nr. 159-171 i nr. 178-185, czekało na sygnał do walki 1231 zaprzysiężonych żołnierzy uzbrojonych w 445 kb, 18 km, 31 pistoletów, 167 granatów. 1

20 lipca 1943 r, skoncentrowane oddziały leśne Kedywu pod dowództwem por. „Ponurego” Jana Piwnika w czasie odskoku ze swojej bazy na Wykusie, w trakcie trwania niemieckiej operacji przeciwpartyzanckiej, weszły w obręb lasów starachowickich. Obecność ostrzelanego i licznego żołnierza leśnego przyśpieszyła pewne decyzje komendanta podobwodu „Dolina”. Tym bardziej, że jeszcze w czerwcu tegoż roku ppor. „Szary” Antoni Heda nawiązał współpracę z por. „Ponurym” Janem Piwnikiem, oferując wsparcie kwatermistrzowskie dla jego ludzi. Teraz podczas kolejnej wizyty zaplanowali akcję opanowania Iłży w nocy 24/25.07.1943 r. 2 Miała ona trzy zasadnicze cele do osiągnięcia:

  1. zdobycie zaopatrzenia, w tym żywności, bielizny, obuwia itd. na potrzeby zgrupowania;
  2. zniszczenie w urzędach niem. wszelkiej dokumentacji pomocnej okupantowi w eksploatacji terenu pow. iłżeckiego;
  3. likwidację fizyczną zdekonspirowanej agentury okupanta w miasteczku.

Użycie oddziałów leśnych Kedywu do tego rodzaju akcji było zgodne z wytycznymi płynącymi z Okręgu i KG AK. Przede wszystkim pozwalało na zachowanie w stanie nienaruszonym własnych struktur przez konspirację w terenie i nie angażowania jej na potrzeby tzw. walki bieżącej.

Rozwój wypadków pokrzyżował plany. Niemcy bowiem wprowadzili do operacji przeciwko żołnierzom por. „Ponurego” całkiem pokaźne siły policyjne. W efekcie zgrupowanie zmuszone było opuścić obszar, gdzie zlokalizowane były ośrodki konspiracji AK-owskiej pod komendą ppor. „Szarego”. W czasie niemieckich poczynań, wysłani przez dowódcę podobwodu „Dolina”, w charakterze przewodników bądź łączników, członkowie lokalnych placówek w liczbie 4-5 nie dotarli do miejsc przeznaczenia. Trzej (ppor. Zygmunt Kiepas  „Krzyk”, pchor. Władysław Dąbek „ Bukowy”, Henryk Nagrodkiewicz „Skała”, „Chan”), wpadli w ręce żandarmerii, zostali aresztowani oraz odesłani na dalsze śledztwo do Starachowic. Informacja o wpadce podległych sobie żołnierzy już następnego dnia dotarła do ppor. „Szarego”. Pomny doświadczeń sprzed kilku miesięcy, kiedy utracił bezpowrotnie swojego zastępcę w podobwodzie ppor. „Szczęsnego” Jerzego Żmijewskiego, tym razem postanowił działać w kierunku uwolnienia podwładnych. Intensywne zabiegi i przygotowania trwały blisko 2 tygodnie. Znaczącego wsparcia udzielili jego planom ludzie pracujący na szczeblu obwodu iłżeckiego w pionie wywiadu i kontrwywiadu oraz Kedywu: ppor. „Elski” Zdzisław Lis, por. policji „Staszek” Zygmunt  Proch, ppor. „Błaszko” Bolesław Jakubowski. Zdecydowanym przeciwnikiem rozwiązania siłowego, ze względu na potencjalne represje ze strony okupanta, był komendant podobwodu „Wola” Starachowice por. „Fiszer” Stanisław Ciaś, ale ostatecznie jego zwierzchnik komendant obwodu Iłża kpt. „Jaś” Jan Wojciechowski dał przyzwolenie na przeprowadzenie akcji.

W nocy 9/10 sierpnia 1943 r. 3 grupa szturmowa licząca ledwo 6 żołnierzy (ppor. „Szary” Antoni Heda, ppor. „Judym” Marian Wujkiewicz, ppor. „Błaszko” Bolesław Jakubowski, pchor. „Sęp” Jan Jurek, strz. „Spokojny” Ryszard Koszelnik, strz. „Ziomek” Zygmunt Żurek) przy czynnym współudziale zastępcy komendanta aresztu, funkcjonariusza policji granatowej „Gołębia” Czesława Rogowskiego, dokonała uwolnienia 58-61 przetrzymywanych. Akcję przeprowadzono bez strat własnych. Spośród uwolnionych 2-ch zostało wskazanych przez towarzyszy niedoli, jako szpicli i zlikwidowanych, m.in. b. działacza KPP (Komunistycznej Partii Polski) Mariana Kocię ze Skarżyska Książęcego.

Nie podlega dyskusji rola i znaczenie w zakresie organizacji i realizacji akcji ppor. „Szarego”Antoniego Hedy, jako inicjatora, pomysłodawcy oraz znaczącego wykonawcy rozpuszczenia aresztu śledczego w Starachowicach. Nie sposób jednakże przejść nad pomijaniem innego uczestnika przedsięwzięcia. Ppor. Bronisław Jakubowski „Błaszko” 4 to zupełnie zapomniana postać, całkiem niesłusznie. Z racji pełnionej ówcześnie funkcji szefa Referatu Kedywu w obwodzie Iłża nominalnie to on winien kierować przeprowadzeniem akcji. Czy faktycznie sprawował dowodzenie, to zupełnie odrębny temat. Przyjęło się w historiografii, że ta rola została przypisana ppor. „Szaremu”.

1. Oddział leśny obwodu Iłża ppor. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa

1.1 Umiejscowienie w strukturach AK, a organizacja wewnętrzna

W 10 lat po uwolnieniu z rąk niemieckich siepaczy, tym razem aresztowany przez kolejnych okupantów, określanych mianem żydokomuny, ppor. „Krzyk” Zygmunt Kiepas zezna/napisze na śledztwie: „Po rozbiciu więzienia co było robić, droga do domu zamknięta, wszyscy znajomi też mnie się bali jak ognia ze względu na konsekwencje za przetrzymywanie bandyty. Postanowiłem pozostać w lesie. Rano po pożywieniu się ja z częścią więźniów poszedłem w kierunku m. Borcuchy, a Szary z grupą szturmową i też częścią więźniów, którzy chcieli pójść do domu w kierunku Jasieńca. Przez kilka dni, aż do poł. Września [1943 r. – moja uwaga] kwaterowaliśmy w ok. m. Borcuchy. Ja przebywałem częściowo w lesie, częściowo na melinie, bo się źle czułem. W poł. września  „Szary” przyjechał do oddziału, z tym, że w międzyczasie dołączyła grupa Tarłów która przez jakiś czas przebywała w Lasach Bałtowskich z kpr. „Fuksem”, plut. „Wrzosem” i sierż. „Brzozą”. Byli to ludzie spaleni na terenie Tarłowa i przysłani przez podobwodowego  „Wilka”.  Mniej więcej już od poł. września  „Szary” objął d-dztwo oddziału i jako pierwszą robotę zaplanował napad na majątek Pakosław(…)” 5

Jedno nie ulega wątpliwości, że: „Oddział AK, który we wrześniu 1943 r. znalazł się w lasach potoczkowskich koło Tarłowa, składał się z dwóch grup. Jedna grupa rekrutowała się z osób uwolnionych z niem. więzienia w Starachowicach przez oddział „Szarego”, do tej grupy należał również Kiepas. Druga grupa składała się z członków placówki tarłowskiej, którzy po zdekonspirowaniu ich wobec Niemców schronili się do oddziału „Szarego”. D-cą tej grupy był Zawisza ps. „Brzoza”. Po złączeniu się obu grup d-cą oddziału został wyznaczony przez „Szarego” Kiepas, zaś Zawisza pełnił funkcję szefa zaopatrzenia. Ponieważ obie grupy połączyły się w przeddzień wymarszu do lasów potoczkowskich, nie stanowiły one całkowicie zwartego oddziału, tym bardziej, że grupa tarłowska była liczniejsza i że znała ona teren tarłowski. Dlatego też mimo d-dztwa  Kiepasa, oddział prowadził Zawisza, jako obeznany z terenem. Zarówno Kiepas jak i członkowie zwolnieni z więzienia starachowickiego, terenu tarłowskiego nie znali. Na tym tle były pewne tarcia między dowództwem, gdyż (…) Zawisza był samowolny i często działał na własną rękę. Do lasów potoczkowskich oddział był skierowany przez Szarego. Jakie było jego zadanie (…) Szary podaje, że oddział skierował do dyspozycji d-dztwa placówki tarłowskiej. Inni podają, że został on skierowany na wniosek Zawiszy, (…) [Zygmunt Kiepas] zaś twierdzi, że miał on wykonać wyrok na osobach, które zdekonspirowały placówkę tarłowską. (…) jest niewątpliwym, że oddział miał na celu wyjaśnienie, kto dopuścił się zdrady wobec Niemców i ochronę członków AK przed ewentualnymi aresztowaniami. O decydującym głosie placówki tarłowskiej świadczy choćby fakt, że oddział, natychmiast po przybyciu do lasów potoczkowskich, skontaktował się z d-cą placówki Tarłów, [Edwardem] Niezgodzińskim ps. „Wilk” (…) stosunki w oddziale były takie, że Kiepas nie panował całkowicie nad podległymi mu ludźmi, a szczególnie nad Zawiszą, który nawet wyłamywał się spod d-dztwa Szarego” 6

Okoliczności, w jakich powstawały te relacje nie pozwalają do końca im ufać, uznać za w pełni wiarygodne. Jedno jest jednakże pewne, oddział leśny ppor. „Krzyka” liczył w granicach 20-30 żołnierzy, spośród których w pierwszym stadium dominującą rolę odegrała tzw. grupa tarłowska pod d-dztwem sierż. „Brzozy” Leopolda Zawiszy. Ona stanowiła jądro oddziału. Rekrutowała się z jednej strony, z żołnierzy kursu podchorążych uwolnionych w akcji starachowickiej, z drugiej, z żołnierzy tegoż kursu  ukrywających się przed aresztowaniem oraz innych uprzedzonych o groźbie aresztowania z tamtejszego terenu. Ich liczebność w granicach 15 ludzi, wzajemne relacje oraz osobowość sierż. „Brzozy” zaważyły w dużym stopniu o działalności całości grupy. Jedyną akcją zbrojną wtedy, wykonaną wówczas była likwidacja Wacławy Strzeleckiej, akuszerki z Tarłowa za współpracę z Niemcami i Piotra Borunia, członka formacji komunistycznego GL , za bandytyzm. Druga z egzekucji nosiła w sobie znamiona samowoli ze strony wykonawcy bezpośredniego, sierż. „Brzozy” Leopolda Zawiszy, który odegrał decydującą rolę w tych wydarzeniach. Komendant placówki w Tarłowie ppor. „Wilk” Michał Edward Niezgodziński, na barki którego spadł w pierwszych dniach po nocy 9/10.08.1943 r., problem aprowizacji partyzantów, bardzo dobitnie scharakteryzował temat dowodzenia: „ (…) po odbiciu z więzienia „Krzyk” wg mnie pełnił funkcję d-cy grupy leśnej z tytułu tego, że był on najstarszy stopniem”. 7 I tu dotykamy sedna problemu. Nie od dziś wiadomo, że „posiadany stopień wojskowy niekoniecznie decydował o pełnieniu funkcji dowódczej. W prymitywnym, ale wymagającym bogatego doświadczenia życiu oddziałów partyzanckich, wszystko odbywało się drogą naturalnej eliminacji. Ten był lepszy, kto lepiej potrafi dawać sobie radę lub sprawniej kierować innymi” 8.

Kryzys dowodzenia został stosunkowo szybko opanowany. Ppor. „Krzyk” Zygmunt Kiepas doszedł do sprawności fizycznej, podobnie jak pchor. „Bukowy” Władysław Dąbek, po niemieckim śledztwie w Starachowicach. Pomocne okazały się kroki podjęte przez ppor. „Szarego” Antoniego Hedę w celu intensyfikacji szkolenia oraz wchłonięcie napływu ochotników. Nie ma bowiem nic gorszego niźli bezrobotny partyzant. Ostatecznie uformowała się grupa leśna na kształt plutonu w składzie 2-3 drużyn: d-cy: pchor. „Lis” Stefan Sławiński, pchor. „Bukowy” Władysław Dąbek, kpr. pchor. „Fuks” Marian Badowski vel Zbigniew Michalski (później kpr. „Bielik” Włodzimierz Gmerek) + sekcja gosp.

1.2 Wysiłek zbrojny i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej

 W połowie września 1943 r. nad oddziałem ppor. „Krzyka” komendę objął dotychczasowy komendant podobwodu „Dolina” ppor. „Szary”. Doszło do przeprowadzenia kilku spektakularnych akcji bojowych na korzyść miejscowej konspiracji:

15.09.1943 r. – rozbicie stutzpunktu w majątku  Pakosław k/Iłży,  złożony z niem. żołnierzy tzw. ozdrowieńców w sile plutonu, przy wsparciu miejscowej konspiracji, zdobyto broń i wyposażenie przy stracie 1 rannego strz. „Szczodrego” Franciszka Sławińskiego; po stronie wroga zginęło 8 żołnierzy, a 10 wzięto do niewoli, w tym rannych (po udzieleniu pomocy medycznej wypuszczeni na wolność);

19.09.1943 r. – potyczka z niemiecką pogonią za uciekinierami w lasach chlewiskich w trakcie przygotowań do uderzenia na obóz dla jeńców sow. w Baryczy k/Końskich; przejęto 4 sowieckich żołnierzy, likwidując 3 Niemców bez strat własnych;

23.09.1943 r. – akt terroru w stosunku do wioski Gozdawa zamieszkałej przez niemieckich kolonistów; zdobyto broń, przedsięwzięto środki propagandowo-odwetowe w stosunku do ochrony miejscowości i jej mieszkańców, akcja bez strat własnych. 

Uporano się z osobą sierż. „Brzozy”, żołnierza niewątpliwie dzielnego, ale jego niesubordynacja, działalność na własną rękę, w końcu dezercja i kradzież broni stanowiły śmiertelne niebezpieczeństwo nie tylko dla zwartości oddziału, ale i dla miejscowej konspiracji. Wykonania wyroku podjęli się i wykonali go żołnierze macierzystej dla sierż. „Brzozy” kompanii konspiracyjnej z Tarłowa. 9

Wszystkie przeprowadzane akcje znamionowały na wskroś zaczepny charakter, z  użyciem czynnika zaskoczenia i forteli wojennych (żołnierz umundurowany za przeciwnika). Tylko w Pakosławiu użyto całości posiadanych sił, wzmacniając je dodatkowo grupą zmobilizowaną przez ppor. „Grada” Stanisława Kowalczyka w podległym sobie rejonie podobwodu „Dolina”. W pozostałych akcjach odział wystawiał grupy wypadowe w liczbie kilku, kilkunastu ludzi.

Bolączką powstającej partyzantki jest zawsze kwestia zabezpieczenia w żywność. W tym wypadku pomoc płynęła ze struktur terenowych. Celem było zapobieżenie niechybnym rekwizycjom po wsiach i antagonizowaniem ludności, obarczonej zresztą kontrybucjami narzuconymi przez okupanta. Rola terenowych struktur jest w tym przypadku nie do przecenienia. Rzecz jasna znacząca część wysiłku musiała również iść w kierunku zabezpieczenia stanu osobowego głównie w środki żywnościowe.

1.3 Wnioski

Oddział leśny ppor. „Krzyka” działał zbyt krótko, w granicach 1-2 miesięcy, aby w jakiś trwały sposób zapisać się w historii walk partyzanckich, jako samodzielna formacja. Był epizodem, jakich wiele pojawiło się wówczas. Związki z podobwodem „Dolina”, a wcześniej z placówką w Tarłowie zaważyły na jego funkcjonowaniu w terenie. To, że nie dołączył do zgrupowań Kedywu por. „Ponurego” Jana Piwnika jest pewnego rodzaju zagadką. Samodzielne wcześniej grupy leśne w obszarze obwodu Iłża o zdecydowanie większym dorobku partyzantki, np. ppor. „Jurka Czerwonego” Władysława Czerwonki, zmuszone były podporządkować się Kedywowi Okręgu i zostały wchłonięte w jego mobilizowane struktury. Jedynym wytłumaczeniem może być ciągłe zaangażowanie zgrupowania por. „Ponurego” w walce z niemieckimi obławami. Również osobowość ppor.  „Szarego” Antoniego Hedy, który zdążył poznać arkana partyzantki leśnej i niewątpliwie miał już wtedy określone plany w odniesieniu do oddziału ppor.  „Krzyka” Zygmunta Kiepasa, jakby nie było swojego podwładnego w terenie, musiały rzutować na  rolę, jaką przyszło mu odegrać.

Nie ma co ukrywać był to wstęp do organizacji, jako zalążek, słynnego w niedalekiej przyszłości oddziału „Szarego”, który przejdzie do historii AK na Ziemi Kielecko-Radomskiej, jako formacja o wyjątkowo bojowych zasługach.

2. Oddział  Kedywu ppor.”Szarego” Antoniego Hedy obwodu Iłża

2.1 Umiejscowienie w strukturach AK

W I poł. października 1943 r. ppor. „Szary” Antoni Heda otrzymał  przyzwolenie od komendanta obwodu Iłża kpt. „Jasia” Jana Wojciechowskiego, na zdanie komendy  podobwodu  „Dolina”  podporucznikowi „ Judymowi” Marianowi Wujkiewiczowi oraz objęcie funkcji kier. referatu Kedywu we wspomnianym obwodzie Iłża wraz z jednoczesnym d-dztwem nad oddziałem leśnym. Decyzja ta pozwoliła na rozbudowę stanów liczbowych. Z racji podporządkowania partyzantki leśnej walce bieżącej oddział ppor. „Szarego” w dniach 11-12.11.1943 r. przebywał na koncentracji zgrupowania Kedywu pod d-dztwem por. „Ponurego” Jana Piwnika, jako szefa Kedywu Okręgu Kielecko-Radomskiego, na Szczytniaku. Liczył wówczas ok. 40 ludzi. Poza tym incydentalnym faktem oddział działał samodzielnie, głównie w oparciu o lasy starachowickie i małomierzyckie. Nazywanie go IV Zgrupowaniem  „Ponurego”, gdyż można spotkać się i z takim terminem, należy jednak  traktować to z przymrużeniem oka i na wyrost. 10

Jego liczebność oraz organizacja w okresie październik-grudzień 1943 r. jest niezwykle trudna do ustalenia z braku wiarygodnych materiałów źródłowych. Liczba ok.150 żołnierzy, bo o takiej się wspomina 11 jest zdecydowanie zawyżona. Na terenie obwodu Iłża nie było potrzeby utrzymywania tak licznej grupy leśnej, a co za tym idzie aktywizacji terenu i miejscowej konspiracji, nie wspominając już o problemach kwatermistrzowskich z otrzymaniem aprowizacji dla takiej masy wojska w obszarze pod kontrolą niemieckiego okupanta. Najbliższymi rzeczywistości są dane mówiące o 40-60 żołnierzach, operujących grupami wypadowymi w sile plutonu lub wzmocnionej drużyny. Podsumowując stan organizacyjny na pewno została zachowana organizacja plutonu, tzn. d-ca, z-ca d-cy, 2-4 drużyny + tabor + sekcja gosp. Formował się zespół dowódczy i trwał dobór żołnierza dzięki napływowi ostrzelanemu materiałowi ludzkiemu, w tym nawet z formacji Kedywu por. „Ponurego” Jana Piwnika, ludzi spalonych z terenu, w końcu także ochotników. Sukcesy w walce pozwoliły uzbroić i wyekwipować w pełni stan osobowy, jak również usamodzielnić go materialnie. Rosnące koszty utrzymania bowiem w takich wypadkach spadały na lokalne struktury.

2.2 Wysiłek zbrojny i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej

Z akcji bojowych wymienić należy:

09.1943 r. – rozbrojenie i rozmundurowanie warty zewnętrznej z Werkschutzu ukraińskiego pod  zakładami w Starachowicach przez patrol pod d-dztwem pchor. „Tygrysa” Józefa Małka;

15.10.1943 r. – przeniknięcie na teren zakł. „Hermann Goering Werke” w Starachowicach grupy wypadowej pod d-dztwem ppor. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa celem wejścia w posiadanie zawartości kasy; próba nieudana z powodu  przypadkowego alarmu; skład osobowy grupy wycofał się bez strat własnych;

29/30.10.1943 r. – przeniknięcie na teren zakł. „HGW” w Starachowicach grupy wypadowej pod d-dztwem ppor. „Szarego” Antoniego Hedy, rozbrojenie ochrony i przejęcie sumy 2,5 mln zł GG w kasie; zdobyto przy tym broń i oporządzenie bez strat własnych;

7.11.1943 r. – rekwizycja w maj. Michałów pod zarządem niemieckim (Liegienschatf)  bydła, trzody chlewnej, koni, szeregu art. spożywczych;

9.11.1943 r. – likwidacja konfidenta narodowości ukraińskiej Łysiaka, zatrzymanego podczas akcji w Michałowie;

20.11.1943 r. – wykonanie wyroku śmierci na funkcjonariuszu policji granatowej nazwiskiem Pora, którego z użyciem grupy wypadowej przeprowadzono z Wierzbnika do lasu;

24.11.1943 r. – likwidacja konfidenta nazwiskiem Felerski po śledztwie i wyroku, sprowadzonego przez grupę wypadową 2 dni wstecz z Wierzbnika;

25.11.1943 r. – likwidacja konfidenta nazwiskiem Pawłowski po śledztwie i wyroku, sprowadzonego przez grupę wypadową 3 dni wstecz z Wierzbnika;

14.12.1943 r. – rozbrojenie ochrony i przejęcie transportu żywności na drodze krakowskiej –

zdobyto broń i oporządzenie funkcjonariuszy policji granatowej bez strat własnych;

10-11.1943 r. – likwidacja po wyprowadzeniu i przesłuchaniu ze Starachowic konfidentów niemieckich: Gerarda Romanowskiego, Fabryńskiego,  Felerdta i Pancka;

10-12.1943 r. – akcje zaopatrzeniowe w majątkach pod kontrolą niemiecką, np. w Woli Siennieńskiej.

Po koncentracji na Szczytniaku pod komendą por. „Ponurego” Jana Piwnika oddział udał się na leże zimowe. Większość stanu osobowego zdemobilizowano. W obozie zimowym w lasach starachowickich wraz z ppor. „Szarym” Antonim Hedą ostało się niespełna kilkunastu ludzi, dla których nie było początkowo melin.

Oddział Kedywu ppor. „Szarego” Antoniego Hedy nie różnił się, ani organizacyjnie, ani strukturalnie od identycznych, jeżeli nie zbliżonych związków walki bieżącej w lesie. Oczywiście nie biorąc pod uwagę zgrupowań por. „Robota” Waldemara Szwieca, por. „Mariańskiego” Stanisława Pałaca czy por. „Nurta” Eugeniusza Kaszyńskiego pod komendą por. „Ponurego”. Zanik działalności militarnej zimą 1943/44  (urlopowanie prawie całości stanów osobowych) nie był odejściem od zasad walki partyzanckiej. Dzięki temu chroniono stałe obozowiska i ziemianki, zapobieżono ewentualnym stratom w ludziach i sprzęcie. Służba leśna, która sprzyjała konspiracji, udzieliła znaczącej pomocy. Niemcy rzadko w tym okresie penetrowali kompleksy leśne formacjami policyjnymi, w celu wykrycia partyzantów. Opierali się raczej na rozbudowanej siatce agenturalno-konfidencjonalnej. Szeroka współpraca z pionem wywiadu i kontrwywiadu na szczeblu obwodu dawała gwarancję sukcesu. Stąd tak znaczący udział akcji likwidacyjnych (wykonanie zleconych wyroków) z udziałem żołnierzy ppor. „Szarego” Antoniego Hedy i ppor. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa. Rozpracowanie i wiedza o funkcjonowaniu kasy zakł. ”Hermann Goering Werke” w Starachowicach to też zasługa żołnierzy konspiracyjnego wywiadu.

2.3 Wnioski

Warto podkreślić na wstępie niekwestionowany autorytet d-cy ppor. „Szarego” wśród podkomendnych ale i ludności, oczekującej wsparcia przed rabunkową eksploatacją okupanta. Dlatego każda akcja wymierzona w te struktury policyjne czy administracyjne okupacyjnego aparatu, które bezpośrednio były zaangażowane we wspomniany proceder miała także spory ładunek emocjonalny i propagandowy w odniesieniu do rodzimej ludności, nosiła charakter odwetu w stosunku do władz niemieckich. I tak była odbierana przez obydwie strony. Dobór celu ataku nie nosił więc znamion przypadku, a wręcz przeciwnie bywał starannie ujmowany już w sferze planowania. Dowódca oddziału ppor. „Szary” Antoni Heda prowadził bezpośrednio swoich żołnierzy w akcjach o dużej skali trudności czyli w styczności z nieprzyjacielem. Z racji obowiązków kierownika referatu pionu walki bieżącej w obwodzie Iłża, i to rozlicznych, musiał przebywać poza grupą leśną. Utrzymanie dyscypliny, zapobieżenie demoralizacji, podniesienie poziomu wyszkolenia spoczywało na zastępcy d-cy ppor. „Krzyku” Zygmuncie Kiepasie czy kandydatach na oficerów. Warto wiedzieć, że dowódcy drużyn w tamtym momencie mieli stopnie podchorążych. Gwiazdki oficerskie, jakie otrzymają za kilka miesięcy wtedy zaczynali dopiero wykuwać. Warunki bytowania i tak niezwykle trudne, wymagały nie tylko psychofizycznego przygotowania. Problem urlopowania żołnierzy spędzał sen z powiek kadrze. To była słaba strona wszystkich formacji leśnych. Dlatego też tak dalece rozbudowany został system opieki, tak najwłaściwiej należałoby nazwać wzajemne relacje lokalnej konspiracji z leśnymi. Każde wejście w kontakt ogniowy z Niemcami groził represjami, na skalę niewyobrażalną (casus Michniowa). Stąd w oddziale Kedywu u ppor. „Szarego” taka pedantyczna dbałość o rozpoznanie obiektu uderzenia, dbałość o rannych i wziętych do niewoli żołnierzy Wehrmachtu, a nade wszystko zabezpieczenie kontrwywiadowcze. To ostatnie było stosunkowo prostym zabiegiem. Gros żołnierzy o celu akcji dowiadywało się nierzadko dopiero w trakcie marszu na pozycje wyjściowe.

Do listopada 1943 r. oddział przebywał w lesie. Pobyt w wioskach musiał się ograniczać do niezbędnego minimum. Pojawienie się w jakiejkolwiek miejscowości obcych, uzbrojonych ludzi było natychmiast wychwytywane przez mieszkańców. Kto spośród nich, ze sobie znanych powodów, miewał kontakty z Niemcami o znamionach zdrady, nie zawsze było łatwe do uchwycenia.

Formacje policyjne okupanta, jeżeli tylko miały konkretne informacje o „bandach” natychmiast przystępowały do obławy oraz represji na ludności cywilnej. Tego rodzaju problemy stanęły przed oddziałem i jego kadrą dowódczą. Ppor. „Szary” Antoni Heda w takich sytuacjach starał się je dostrzec i zaradzić w odpowiednim momencie.

Gdy jeszcze późną zimą 1943/44 oddział po przerwie przystępował do działalności, czynił to w dalece innej od poprzedniej strukturze organizacyjnej i podporządkowania. Komenda nowo sformowanego Inspektoratu  Starachowickiego (obwody Końskie i Iłża), dostrzegła walory żołnierzy ppor. „Szarego” Antoniego Hedy i uznała za wskazane, aby to oni właśnie przez najbliższe miesiące 1944 r. realizowali zadania dywersyjne i bojowe. Bowiem w obwodach AK Iłża i Końskie brakowało wówczas zespołu żołnierskiego o tak wysokim morale, dorobku i potencjale.

3. Oddział dyspozycyjny Inspektoratu Starachowice „Baszta”

3.1 Umiejscowienie w strukturach AK, a organizacja wewnętrzna

W lutym 1944 r. rozpoczęła się mobilizacja oddziału po „przerwie zimowej” okupionej nierzadko b. bolesnymi stratami osobowymi. W noc sylwestrową 31.12/1.01.1944 r. miejsce pobytu w Michałowie u młynarza  Albiekiera grupa chłopców pchor. „Zwida” Jana Ziębory została otoczona przez żandarmerię powiadomioną przez zdrajców. Zginął podczas odskoku „Skalbmierz” Zdzisław Łęcki, a rany odniósł „Zant” Aleksander Kosior i „Wierch” Eugeniusz Ziębora. Jeden ze zdrajców, brat młynarza poniósł zasłużona karę. 12 W nocy 18/19.02.1944 r. na melinie po walce ciężko ranni wpadają w ręce wroga pchor. „Czerkies” Edmund Kamiński i pchor. „Fuks” Marian Badowski .

Wywiezieni na śledztwo do Radomia tam zostają zamordowani. Tej feralnej nocy dla konspiracji starachowickiej ginie w walce związany z oddziałem ppor. „Szarego” Antoniego Hedy, por. policji „Staszek” Zygmunt Proch. „ (…) Jego żona dowiedziała się od współpracowników męża z K-ndy Obwodu, że Niemcy rozpracowali go na skutek donosu pewnego Żyda do gestapo w Radomiu. Żyd ten miał zostać zidentyfikowany i skazany na śmierć, a wyrok wykonany”. 13

Pierwsze zadanie zlecone ppor. „Szaremu” Antoniemu Hedzie w nowych strukturach, jeszcze w lutym 1944 r., to przejęcie zrzutu w koszu zlokalizowanym we wsch. części obwodu iłżeckiego na Powiślu. Wzięło w nim udział 56 żołnierzy. 14Jest to ważna informacja, gdyż mówi o liczebności oddziału na początku newralgicznego 1944 r., ale już poddanych od strony taktycznej d-dztwu w terenie na szczeblu inspektoratu. To stamtąd spływały rozkazy co do głównych kierunków aktywności militarnej. Rozszerzenie działalności poza obręb powiatu iłżeckiego od maja 1944 r. na sąsiedni powiat konecki było tego rodzaju przejawem. W AK nie było miejsca na zbytnią samodzielność poza rozwiązania taktyczne przy wykonawstwie rozkazu. Inna rzecz, że oddział był kuźnią kadr niższego rzędu, tzn. liniowych, do kompanii włącznie, jak również okazją do ostrzelania i zahartowania żołnierza w walce. Od strony organizacyjnej można mówić o atrybutach kompanii piechoty, bo taki kształt nabierał oddział ppor. „Szarego” w miarę naboru kandydatów na  żołnierzy – partyzantów, począwszy od 13 marca 1944 r., tzn. wcielenia grupy koneckiej pchor. „Orkana” Stanisława Kołodziejczyka. Materiał żołnierski był niezwykle zróżnicowany. Tworzyli go nade wszystko ochotnicy. Wywodzili się oni z kręgów konspiracji AK, którzy z różnych powodów musieli opuścić dotychczasowe przydziały i znaleźć schronienie w lesie. Najwartościowszy element tworzyli żołnierze o znacznym dorobku i doświadczeniu bojowym, już wcześniej zaabsorbowani w walce bieżącej, np. wywodzący się z grup Kedywu koneckiego, grup dywersji w obwodach i podobwodach w Skarżysku-Kamiennej i Starachowicach. Przez oddział przewinęła się znaczna liczba jeńców sowieckich, uciekinierów m.in. z Baryczy k/Końskich. Był to element żołnierski wyszkolony, odporny na trudy, ale niepewny. Stąd decyzje ppor. „Szarego” o odsyłaniu ich na wschód za Wisłę lub do formacji sowieckich, gdy tylko takowe pojawiły się w Kieleckiem. Najczęściej kierowano ich do prac gospodarczych przy kuchni polowej. Do wyjątków należał lekarz mjr. sowiecki narodowości ormiańskiej „Doktor” Muszeg Stiepanian Siedrakowicz, który przebywał w oddziale aż do września 1944 r. Znaczący wpływ na sprawność bojową oddziału miał napływ żołnierzy z dystynkcjami oficerskimi lub podchorążych z konspiracji, ale też i podoficerów zawodowych, rezerwy i wyszkolonych w konspiracji. W tym okresie kadrę dowódczą zasilił nawet 1 cichociemny ppor. „Jeleń” Ludwik Wiechuła, wyspecjalizowany w saperce i dywersji. To był niezwykle pożądany i wyczekiwany zastrzyk profesjonalizmu, wielokrotnie wykorzystywany w wielu działaniach partyzanckich. Każde pojawienie się znaczniejszej grupy zmuszało do przedsięwzięć wewnątrzorganizacyjnych, żeby ją wchłonąć bez uszczerbku dla zwartości drużyny czy plutonu. Z wiadomych przyczyn przybywający żołnierze w większym zespole bywali rozmieszczani po różnych pododdziałach(drużynach i plutonach). Do wyjątków należała grupa sierż. „Wrzosa” Mieczysława Zasady, na bazie której w okresie późniejszym zbudowano pełny pluton.

O ile w pierwszym okresie do końca kwietnia 1944 r. oddział ppor. „Szarego” operował jeszcze w obrębie obwodu iłżeckiego i właściwie trudno powiedzieć, aby jego działalność w jakiś sposób różniła się od poprzedniej w zakresie zadań. Nakierowana była na samoobronę i zdobycie broni. Wraz z przejściem do obwodu koneckiego, co nastąpiło po 27-28.04.1944 r., kiedy zapadła ostateczna decyzja, gros jego wysiłek została skoncentrowany na zdobyciu amunicji przewożonej transportem kolejowym, której brak stale odczuwano w oddziałach partyzanckich. Widać tu rękę pełniącego funkcję inspektora w „Baszcie”, mjr. „Kosa” Stefana Gądzio, niezwykle barwnej, ale i tragicznej postaci.

Od strony organizacji oddział miał strukturę niezwykle uproszczoną: d-ca ppor. „Szary” Antoni Heda ,z-ca ppor. „Krzyk” Zygmunt Kiepas (od lutego do maja 1944 r. poza,  leczy rany), na jego miejsce wchodzi por. „Blady” Henryk Gruszczyński (po uwolnieniu z więzienia w Końskich już poza oddziałem), trzy plutony strzeleckie pod d-dztwem pchor. „Lisa”, pchor. „Surmy” Feliksa Gliszczyńskiego (po akcji starachowickiej wydalony z oddziału w efekcie decyzji  „Szarego”), pchor. „Bukowego” Władysława Dąbka (odszedł na bezterminowy urlop), pchor.  „ Orkana” Stanisława Kołodziejczyka, pchor. „Zwida” Jana Ziębory (oddelegowany do konspiracji), pchor. „Kruka” Kaliksta Kwapińskiego (wcielony przed Wielkanocą 1944 r.), drużyna gosp. z taborami, sekcja sanitarno-med. W każdym z plutonów istniała dążność do formowania  drużyn strzeleckich. Zwrócić należy uwagę na znaczną rotację, gdy chodzi o dowódców plutonów w tym okresie. Ale jest to naturalny proces, gdyż jednoosobowy system dowodzenia wręcz wymuszał takie rozwiązania. Oddział inspektoracki pod k-ndą ppor. „Szarego” Antoniego Hedy to coraz lepiej funkcjonujący organizm z miesiąca na miesiąc. Odpowiedzialność spoczywała w rękach jednego człowieka, a system decyzyjny i realizację na niższych szczeblach musiał powierzać żołnierzom, co do których miał pewność, że go w godzinie próby nie zawiodą. 

Po 3 maja 1944 r. następuje diametralne wzmocnienie oddziału i ów proces będzie trwać już nieprzerwanie do sierpnia 1944 r. Inna rzecz, że do niektórych przedsięwzięć militarnych mógł być powiększony nie tylko od strony liczebności, przez mobilizowane grupy konspiracji terenowej lub wspierany przez inne pododdziały leśne obwodowe lub podobwodowe, i tak też czyniono.

3.2 Wysiłek zbrojny  i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej                                   

26.02.1944 r. – przypadkowe starcie w m. Edwardów z grupą żandarmerii i policji granatowej na patrolu; straty własne: 1 zabity plut. „Brzeszczot” Wiktor Kotwica,1 ranny ppor. „Krzyk” Zygmunt Kiepas; straty niem.: 3 zabitych oraz spośród funkcj policji 1 zabity i 1 ranny (zmarł), w tym niestety plut. granatowej policji „Świst” Marian Piotrowski, żołnierz AK;

24/25.03.1944 r. – uderzenie na wartownię zakł. „HGW” w Starachowicach przy wydatnym wsparciu zmobilizowanych do tej operacji sił podobwodu „Wola” Starachowice; straty własne 2 zabitych: „Seweryn” Stanisław Seweryn i „Patyk” Łyżyński, ranni: kpr. „Jola” Stefan Kozłowski i „Michał” NN (żołnierz sow.). Straty n-pla szacuje się na 7 zabitych Werkschutzów ukrain., byli też ranni;

30/31.03.1943 r. – opanowanie miejscowości Sienno; na podwodach wywieziono art. spożywcze, surowce pobrane z magazynów, dokonano zniszczeń dokumentacji kontygentowej i innej w biurach administracji okupacyjnej, wykonano wyrok chłosty na niem. współpracownikach, dokonano likwidacji akuszerki za działalność agenturalną na rzecz okupanta;

01.04.1944 r. – bitwa koło maj. Jeleniec z obławą żandarmerii; przy stracie 4 zabitych: „Szklanka” Jan Pączek, „Misza” Michał Bondarenko, „Wiązka” Eugeniusz Borcug, „Piotr” NN, 3 rannych: pchor. „Orkan” Stanisław Kołodziejczyk, „Tygrys” Józef Małek oraz „Mikołaj” NN (żołnierz sow.), oderwano się od n-pla; straty przeciwnika ponoć aż 18 zabitych i ok. 20 rannych;

04.1944 r. (początek) – likwidacja rodziny Kwietniów w m. Krynki za wydanie Niemcom rodziny Lipskich, którzy zostali przez nich zamordowani;

24.04.1944 r. – zasadzka koło m. Marcule na pododdział Forstschutzu (straży leśnej); straty n-pla 7 zabitych, 9 rannych; zmuszenie tej formacji do opuszczenia Lubieni; straty własne 1 zabity – „Komar” Tadeusz Kazimierowicz; jednocześnie zniszczono nadjeżdżający samochód z 2 niem.  żołnierzami (1 ranny dostał się do niewoli,1 uciekł);

około 10.04.1944 r. – wykonanie wyroku na żołnierzu w oddziale „Jerzym” Stanisławie Mierniku, który utrzymywał kontakty z rozpracowaną przez wywiad konfidentką gestapo;

24.05.1944 r. – konfiskata w sklepie w Starachowicach przez grupę pod d-dztwem pchor. „Zwida” Jana Ziębory dużej ilości materiałów ubraniowych;

25.05.1944 r. – rekwizycja w Mircu przez grupę pchor. „Zwida” Jana Ziębory art. spożywczych.

Już z charakteru przeprowadzonych akcji uwidacznia się zasada, że wykorzystanie potencjału drzemiącego w oddziale inspektorat nie zostawiał wyłącznie bezpośredniemu d-cy, stąd wyznaczanie bardzo konkretnych zadań bojowych. Trwało to do momentu koncentracji sił okręgu, już w zmienionej sytuacji geomilitarnej.

Jak słusznie zauważył jeden z szaraków, wcześniej robotowców: „W oddziale „Szarego” kierowano się zasadą, odziedziczoną po Zgr. „Ponurego”, aby odpoczywać i nocować na leśnych biwakach. Przestrzeganie tej zasady zaoszczędziło zarówno nam, jak i ludności wiejskiej, wielu niepotrzebnych ofiar.” 15 Ciekawe, że do podobnych, jeżeli nie zbliżonych wniosków doszedł inny z żołnierzy AK, bliskich współpracowników szaraków z pobytu w lasach starachowickich:  „Szary pracując do wybuchu wojny w przem. zbrojeniowym, był uczulony na działalność obcego wywiadu. To uczulenie weszło mu w krew. potrafił znakomicie dostrzegać wszelkie niebezpieczeństwa ze strony wywiadu wroga i wiedział jak postępować, aby wróg był bezsilny. Przede wszystkim starał się bezwzględnie zachować tajemnicę miejsca postoju oddziału. Kontakty ze światem zewnętrznym mogły być prowadzone przez nielicznych i pewnych łączników. Nikomu nie wolno było opuścić oddziału, a jeśli kogoś wypuszczał do domu, to musiał być całkowicie pewny tej osoby, że nie zdradzi miejsca postoju. (…) Na jednym miejscu nigdy nie przebywał dłużej niż 3 do 4 dni. Starał się, aby jak najmniej ludzi znało jego osobę. (…) „Szary zakładał fikcyjnie, że w oddziale ma szpiega i starał się tak postępować, aby ten wyimaginowany szpieg był bezsilny. Często podkreślał, że warunki walki trzeba przeciwnikowi narzucić a nie przyjmować jej tam gdzie on by chciał. Nie akceptował nigdy umawiania się na określony termin lub miejsce spotkania. Jeśli zachodziła taka potrzeba to rezerwował dla siebie decyzję w tej sprawie. W walce świecił przykładem odwagi, pewności siebie, i konsekwencji działania. Wszystkie te cechy wpływały korzystnie na podległych mu żołnierzy, którzy wiedzieli, że d-ca nigdy nie zawiedzie.” 16

Swoje cechy rasowego d-cy part. ppor. „Szary” Antoni Heda rozwijał równolegle z oddziałem, także doskonaląc rozwiązania taktyczne i wzbogacając warsztat. Wspominany tu kilkakrotnie problem zabezpieczenia kontrwywiadowczego był wobec operatywności niem. aparatu policyjnego niezwykle złożonym zagadnieniem w miarę trwania okupacji. W oparciu o doświadczenia, wyniesione z lat uprzednich, dla ppor. „Szarego było to wręcz obsesją, ale w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na każdym kroku dostrzegał zagrożenie i to całkiem realne. „Wydałem także rozporządzenie na temat opuszczania obozu. Kto wydalił się bez zezwolenia poza obszar ubezpieczany, miał być uważany za szpiega i jako takiemu groziła mu śmierć. Podobnie – oddalenie się w czasie marszu bez zezwolenia – podlegało tym samym rygorom. Kontrola obecności żołnierzy w oddziale odbywała się często nocą. To było potrzebne dla bezpieczeństwa całego oddziału. Jeżeli w obozie znalazłby się szpicel, miałby w tych warunkach utrudnione działanie. Zniknąć mógł tylko raz, a my widząc jego nieobecność moglibyśmy natychmiast zmienić miejsce stacjonowania.” 17

Walka z rozbudowaną oraz rozbudowywaną siecią agenturalno-konfidencjonalną była zresztą jednym z priorytetów nie tylko oddziałów leśnych, ale wszystkich struktur konspiracji  AK oraz Polskiego Państwa Podziemnego.

W trudnych sytuacjach bojowych, w styczności z n-plem, oddział działał b. elastycznie. Czy to pod Jeleńcem czy w marcowej akcji w Starachowicach, gdy tylko minął czynnik zaskoczenia albo nie zaistniał, dochodziło do kryzysu w walce, nie wdawał się w niepotrzebną wymianę ognia czy kontynuację starcia w jakiejkolwiek postaci i za wszelką cenę. Na sygnał wizualny bądź słuchowy w oparciu o opracowaną wcześniej koncepcję szaracy podejmowali próbę oderwania się od przeciwnika. Częstokroć pod osłoną wydzielonego zespołu żołnierzy. A gdy tylko nadarzyła się okazja, odgryzali się wykorzystując podstawową zasadę i czynnik walki partyzanckiej – zaskoczenie. Zwraca wciąż uwagę znacząca liczba akcji zaopatrzeniowych. Wyżywienie w warunkach leśnych kilkudziesięciu żołnierzy stawiało przed kwatermistrzostwem wręcz niewykonalne zdawałoby się, zadanie. Kierowanie potencjału na ten kierunek w znacznym stopniu zdejmowało z barków mieszkańców biednych w gruncie rzeczy wiosek i przysiółków, obowiązek utrzymywania leśnego wojska. Relacje z ludnością okoliczną, te niekonfliktowe, miały zbawienny wpływ na współistnienie zgodnie z zasadą: „partyzanci bronią mieszkańców, mieszkańcy wspierają partyzantów”. 

3.3 Wnioski

Nadmienić i podkreślić należy: „kilka elementarnych zasad partyzanckiego zachowania:

  1. biwak leśny, zamiast noclegów w osiedlach;
  2. trzymać się w grupie, która nawet otoczona, ma szanse na pomyślny przebój;
  3. nie ufać nikomu bez potrzeby.

Tych zasad trzymał się „Szary” , który przybył wiosną na Konecczyznę z oddziałem inspektorackim. Wyciągnął też wnioski z partyzanckich niepowodzeń swych poprzedników. Wspominając casus „Ponurego” zwykł był mawiać: „U mnie Motor się nie uchowa.” 18

W okresie luty – czerwiec 1944 r. ppor. „Szary” Antoni Heda dokończył właściwie formowanie szaraków, uściślając jego zasadniczy trzon dowódczy i żołnierski. Powstała groźna i operatywna maszyneria do walki z terrorem niem. Potem przyjdzie tylko doskonalić rzemiosło partyzanckie i rozwijać w miarę potrzeb istniejącą strukturę. W tym okresie „ co zaobserwował pchor. „Zwid” [Jan Ziębora – moja uwaga] to zmianę w osobowości komendanta „Szarego”, stał się b. niecierpliwy i nerwowy. Narastanie trudności związanych, z wszechstronnym rozrastaniem się oddziału zwiększyło zakres obowiązków, zmuszało do zrzucenia części zadań na innych oficerów, obarczanie obowiązkami innych wycinkową odpowiedzialnością wg specjalizacji wymagało dużego kapitału zaufania do obecnych już w oddziale oficerów, jak i do tych, którzy dopiero przybywali do oddziału. Trudne to były decyzje i potrzebne do tego celu trzeźwe i rzeczowe oceny d-cy o możliwościach poszczególnych oficerów. Bo jednostka najbardziej zdolna i pracowita, pracująca sama nie podoła w tym zakresie potrzeb i rosnących z dnia na dzień obowiązków.” 19 Autor tych słów dotknął  niezwykle ważkiego zagadnienia. Przeobrażenia wewnątrzorganizacyjne, rosnąca liczebność, wartość militarna etc., siłą rzeczy zmuszały do odejścia od zasady wzrokowego dowodzenia, do zmiany stylu dowodzenia od bezpośredniego do pośredniego. Na pewno pomocna okazała się tu „opieka” ze strony inspektoratu. Oddział nie musiał samodzielnie poszukiwać celów. Okazał się niezwykle pojętnym realizatorem zamierzeń inspektorackich, gł. w zakresie przejęcia ładunku amunicji.

4. 4 kompania 72 pp AK czy samodzielny batalion?

4.1 Umiejscowienie w strukturach AK, a organizacja wewnętrzna

W końcu czerwca 1944 r. oddział pod d-dztwem  ppor. „Szarego” tworzyły 2 niepełne kompanie, druż. administracyjna, druż. saperska, druż. sanitarno – medyczna, druż. gospodarcza z taborami, zwiad konny w składzie 1+4 żołnierzy, czyli klasyczna struktura batalionowa. Jednakże ze szczątkowej korespondencji na szczeblu inspektoratu  i okręgu wynika, że wbrew dążeniom d-cy o budowie skadrowanego batalionu czy też zalążków struktur batalionowych,  przełożeni z wyższych struktur traktowali jego wysiłki w tym zakresie, jako fragment 72 pp 28 DP AK.  Rozkaz ogólny nr.1 z datą 23.07.1944 r. w części: Wytyczne Kndta Okr. Radom do walki bieżącej mówiły bardzo wyraźnie, że:  „każdy Inspektorat na swoim terenie organizuje kompanię partyzancką 3-plutonową (…) Inspektorat B [tzn. Starachowice – moja uwaga] 4 komp. 72 pp.” 20 Blisko miesiąc wstecz Kndt  Okr. Radom płk. „Ein”( „Mieczysław”) Jan Zientarski w Rozkazie ogólnym nr.1 Kndta Okr. AK Radom z 29.06.1944 r. w części Przygotowanie do akcji powstańczej bardzo wyraźnie umiejscawia formację ppor. „Szarego” Antoniego Hedy, i to w zdecydowanie wcześniejszym przedziale czasowym, tymi słowy: „(…) piękny objaw podobnej inicjatywy ze strony ob. Szarego d-cy 4 komp.72 pp  (…) ob. Szaremu i wszystkim żołnierzom 4 komp. 72 pp w imieniu służby dziękuję.” [dot. akcji koneckiej – moja uwaga] 21 Na początku 07.1944 r., faktycznie oddział ppor. „Szarego” Antoniego Hedy miał w szeregach 5 oficerów, 17 podoficerów i 103 strzelców. Ten stan w gruncie rzeczy dotrwał do koncentracji, choć tuż przed nią, w celach szkoleniowych (na staż w partyzantce) dotarła grupa i to dosyć liczna strażaków i harcerzy pod d-dztwem  ppor. „Szparaga” Włodzimierza Dalewskiego i phm. „Borowskiego” Tadeusza Witeckiego.

Kadra dowódcza szaraków, a uściślając oficerska i podoficerska, jaka przewinęła się przez oddział stanowiła po części kadrę dla pułku i batalionu na koncentracji.

4.2 Wysiłek zbrojny i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej

Jeżeli chodzi o działalność bojową to oddział ppor. „Szarego” Antoniego Hedy w tej strukturze realizował wytyczne z okresu poprzedniego, płynące wciąż z inspektoratu starachowickiego. Główne cele zadaniowe to samoobrona oraz zdobycie transportu z amunicją.  Z tego powodu przemieszczał się wzdłuż  tras kolejowych ze Skarżyska Kamiennej na Końskie lub Kielce. Wykaz akcji dużo mówi o częstotliwości:

5/6.06.1944 r. – przy współudziale miejscowej konspiracji uderzenie na więzienie w Końskich. Spośród aż 75 uwolnionych dwaj więźniowie okazali się szpiclami, jednego Młodakowskiego zlikwidowano, drugi zdołał w trakcie odwrotu zbiec; straty własne: 3 zabitych „Smrek-Delfin” Ryszard Bielejes, „Grom” Stefan Pałka, „Ludwik” Stanisław Pietrzykowski oraz 1 ranny „Sikorski” Serba;

10.06.1944 r. – zasadzka pod Stąporkowem na niem. oddział pacyfikacyjny, który uległ w walce; w pogromie zginęło 25 zabitych Niemców a 36 odniosło rany, spalono 6 ciężarówek i zniszczono samochód osobowy, zdobyto broń i oporządzenie; wsparcia udzielił oddział Kedywu obwodu Końskie pod d-dztwem  por. „Bogdana” – „Cygana” Brobnisława Dudy;

11.06.1944 r. – likwidacja żołnierza  „Przepiórki” NN, który zdezerterował z oddziału, śledztwo wykazało i udowodniło mu współpracę z gestapo;

16.06.1944 r. – zasadzka na transport kolejowy  w Sołtykowie, po zatrzymaniu pociągu okazało się, że w wagonach przewożono drewniane obuwie i konie;

24.06.1944 r. – starcie z niem. patrolem na opanowanej stacji w Suchedniowie w oczekiwaniu na transport kolejowy z amunicją; straty własne: 1 zabity – ppor. „Poranek” Józef Świerczyński,  Niemcy stracili 7 zabitych i 5 rannych;

7/8.07.1944 r. – zatrzymanie przez ubezpieczenie oddziału w sile 2 plutonów dwóch samochodów koło Łęcznej w trakcie zasadzki na transport z amunicją, w tym jednego z blisko 400 szt. umundurowania dla funkcjonariuszy Ostpost;

07.1944 r. (początek) – zdobycie zapasów mundurowych w zatrzymanym koło Wąsoszy węgierskim transporcie kolejowym przez pluton sierż./ppor. „Wrzosa” Mieczysława Zasady przy znaczącym współdziałaniu ze strony konspiracji koneckiej, ale również przychylnym Polakom Węgrom;

19.07.1944 r. – udana zasadzka w m. Wólka Plebańska na transport z amunicją po wielogodzinnym wyczekiwaniu; ochrona niem. po krótkiej walce zaprzestała oporu tracąc przy tym 1 zabitego,1 rannego i 5 wziętych do niewoli; na zgromadzone 35 podwód przeładowano blisko 0,5 mln szt. naboi oraz 1,3 ton trotylu.

20.07.1944 r. (około) – w pobliżu gajówki Cecylia starcie ogniowe z niem. obławą, zniszczenie taboru kołowego n-pla przez atak z zewnątrz, wsparcie ze strony sowieckiej grupy wywiadowczej płk. Dona (?) w ostaniej fazie walki; bez strat własnych, straty wroga 2 zabitych; rozładowanie zdobyczy w postaci 35 podwód z amunicja i 1,3 ton mat.wybuchowych;

07.1944 r. (schyłek) – zdobycie w Fiodorze stada bydła na potrzeby oddziału;

31.07.1944 r. – nieudana akcja likwidacji niem. nadleśniczego pod Ruskim Brodem przez grupę wypadową pod d-dztwem ppor. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa; straty własne 2 zabitych:  „Zant” , „Ryszard” NN;

07/08.1944 r. (przełom) – likwidacja po śledztwie dwóch agentów narodowości ukraińskiej koło Klepacz przez pododdział ppor. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa.

Latem 1944 r., w czerwcu – lipcu, następuje zwielokrotnienie przedsięwzięć militarnych, będących udziałem podkomendnych ppor. „Szarego” Antoniego Hedy. Na pewno był to efekt wzrostu liczby wcielonych żołnierzy. Dzięki posiadanym zasobom ludzkim całość formacji była w stanie operować samodzielnymi pododdziałami w sile niepełnej kompanii czy plutonu. Rzadko kiedy podejmowano zamierzenia militarne całością posiadanych sił i środków. Gdy zachodziła taka potrzeba oddział mógł zostać wzmocniony na czas akcji przez miejscową konspirację i w uzgodnieniu z lokalnym d-dztwem.

Po wykonaniu zadania następował pospieszny odwrót zaplanowaną wcześniej trasą z uwagi na niebezpieczeństwo pościgu i to na znaczne odległości, nawet  do 20-30 km. Zdarzały się odstępstwa od tej zasady, gdy żołnierze zalegali w trudno dostępnym terenie, ale w niewielkiej odległości od przeciwnika: „(…) to była chytra metoda naszego komendanta, który poznał już taktykę Niemców. Wiedzieli oni, że oddział po każdej akcji odbijał od miejsca jej wykonania jak najdalej. Dlatego szukali nas … .” 22 Chodziło w gruncie o to, aby koncentrowane przez Niemców siły uderzyły w próżnię. Każda obława groziła bowiem starciem z wrogiem o potencjale górującym nad partyzantami.

W trakcie wszelkich przemarszów, aby nie trudzić żołnierza nadaremnie, częstokroć  stosowano podwody. Najczęściej patrol zgłaszał zapotrzebowanie u miejscowego sołtysa a ten wyznaczał gospodarza świadczącego obowiązek ich dostarczenia.

Tzw. polowanie na transporty z amunicją niezwykle zawęziły zadania bojowe. Wszystko podporządkowano temu newralgicznemu  zagadnieniu, włącznie z kontaktami na ludzi pracujących w wywiadzie płytkim, aby tylko przechytrzyć Niemców, a co za tym idzie zdobyć jakże cenną zawartość w postaci amunicji i mat. wybuchowych. Przeciwnik usilnie pracował nad tym, aby wprowadzić w błąd co do czasu i trasy przejazdu. Dlatego oddział zmuszony był poświęcić aż miesiąc, żeby osiągnąć pełny sukces. W oczach przełożonych potwierdził wszystkie walory, jakimi dysponował. Osiągnięty efekt końcowy ugruntował wartość szaraków na tle innych formacji  partyzanckich.

4.3 Wnioski

Dla wyższych struktur AK, czy to w okręgu, czy to w inspektoracie działalność militarna oddziałów partyzanckich nie była celem samym w sobie. Nie wolno zapominać, że wszelkie plany odnoszące się do wykorzystania potencjału tworzyli zawodowi wojskowi. Dla wielu z nich grupy leśne to nic więcej niźli cywil-banda z bronią. Nie należy więc dziwić się, że w momencie wyjścia z konspiracji wśród tej kategorii kadry dowódczej istniała tendencja pomniejszania dorobku partyzanckiego, ba rozparcelowania kadr partyzanckich w ramach tworzonych batalionów i pułków. Górę brała solidarność zawodowa i osobiste ambicje. Ostatecznie opór materii był zbyt silny i skuteczny. Był to temat ważki i absorbujący najwyższe czynniki aż po koncentrację i w jej trakcie:  „Ambicja d-cy, założyciela oddziału schodzi na błędne drogi, nie pozwalając mu przyznać się wobec samego siebie i wobec przełożonych, że nie jest w stanie ogarnąć swym umysłem i przygotowaniem wyższego szczebla dowodzenia. Wydaje mu się, że z chwilą oddania się pod dowództwo człowieka z wyższymi kwalifikacjami, przekreśli i pogrzebie pamięć o swych dotychczasowych zasługach, a imię jego zostanie zapomniane. Takie podejście jest błędne. (…) Chcemy tylko rozbudować ramy istniejących oddziałów do stanu odbudowanych pułków i dywizji Armii Polskiej. Jesteśmy tą  Armią i dla niej musimy zrezygnować z ambicji osobistych.” 23

Dla oddziału ppor. „Szarego” Antoniego Hedy te dylematy miały stać się udziałem już w najbliższej przyszłości. Rozstrzygnięcie czy szaracy pozostaną szczeblem kompanijnym czy też batalionowym, jak tego pragnął ich aktualny d-ca, miało zapaść poza nimi. Za oddziałem niewątpliwie stały dokonania bojowe, ale one były solą w oku dla tej części korpusu oficerskiego, który do końca nie czuł ducha walk partyzanckich. Dla niego regulaminy WP miały rozstrzygające znaczenie.

5. II batalion Koneckiego pp AK/ 3 pp Leg. AK 24

5.1 Umiejscowienie w strukturach AK, a organizacja wewnętrzna

Formowanie II/ 3 pp Leg. AK zaczęło się od 1.08.1944 r. Oddział por. „Szarego” Antoniego Hedy przedstawiał wartość już 2 pełnych kompanii piechoty,  por. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego i por. „Jelenia” Ludwika Wiechuły (po 3 plutony, każdy po 3 drużyny) oraz 3 komp. por. „Rawicza” Władysława Lasoty (2 plutony wraz z plutonem wsparcia/broni ciężkiej: 2 ckm wz. 30, 1 ckm Maxim, 2 piaty, 1 granatnik oraz zwiadem konnym 1+6)

Po reorganizacji struktura II baonu Koneckiego pp AK wyglądała ostatecznie i w przybliżeniu:

  • d-ca baonu rtm. „Bułany” Raczkowski (poległ 29.07.1944 r. w Suchedniowie w przypadkowym starciu w trakcie obejmowania d-dztwa), kpt. „Kaktus” Tadeusz Struś (odszedł na własną prośbę), por. „Szary” Antoni Heda (początkowo desygnowany na funkcję z-cy d-cy),
  • z-ca d-cy baonu por. „Krzyk” Zygmunt Kiepas,
  • adiutant d-cy por. „Marian” Antoni Świtalski (wcześniej w oddziale ppor. „Barabasza” Sołtysiaka,
  • kwatermistrz por. „Narew” Edward Nadarkiewicz
  • kancelaria chor. „Halny” Jan Tarkowski
  • kapelan ks. „Zagłoba” Feliks Kowalik
  • lekarz „Muszeg” Sierdakowicz Stiepanjan (mjr. sow)
  • 1/4 komp. (dca por. „Sęk” Henryk Wojciechowski) w składzie:
  • 1 pluton  (d-ca ppor. „Orkan” Stanisław Kołodziejczyk) w tym: 1 druż. (d-ca plut. pchor. „Walter”  Tadeusz Chmielowski); 2 druż. (d-ca kpr. „Rubin” Bolesław Kamiński);
  • 3 druż.(d-ca kpr. „Lawal” Tadeusz Barański);
  • 2 plut. (d-ca ppor. „Lis” Stefan Sławiński) w tym:1 druż. (d-ca pchor. „Tygrys” Józef 
  • Małek), 2 druż. (d-ca kpr. „Bielik” Włodzimierz Gmerek), 3 druż. (d-ca pchor. ”Szczodry” Franciszek Sławiński);
  • 3 plut. (d-ca ppor. „Kowalski” Henryk Dajer w tym: 1 druż. (d-ca kpr. pchor. „Krogulec” Tadeusz Łęcki), 2 druż. (d-ca kpr. „Piorun” Marian Stopa), 3 druż. (d-ca „Iskra” Mieczysław Krajewski)
  • inni d-cy drużyn: plut. „Koreja”, sierż. „Tommy” Roman Lenartowicz, plut. „Vis”, „WuWu” Bogusław Jaźwiec;
  • 2/5 komp. (d-ca por. „Jeleń” Ludwik Wiechuła, szef komp. sierż. „Szczep” Józef Szczepanik) w składzie:
  • 1 plut. (d-ca por. „Palma” Tadeusz Badowski) w tym: 1 druż. (d-ca sierż. „Chyży”  Kazimierz Grzybowski ), 2 druż. (d-ca kpr. pchor. „Kier” Stanisław Kucharski, 3 druż. sierż. „Rogacz” Zygmunt Woźniakowski;
  • 2 plut. (sierż./ppor. „Wrzos” Mieczysław Zasada) w tym: 1 druż. (d-ca kpr. „Wołodyjowski” Jan Siwiec, 2 druż. (d-ca plut „Korzeń” Marian Młynarczyk), 3 druż. (d-ca  pchor. „Kordian”)
  • 3 plut. (ppor. „Maruda” Bernard Wiechuła) w tym: 1 druż. (d-ca kpr. pchor.  „Mały” Zbigniew Mokrzański), 2 druż. (d-ca kpr. pchor. „Bosman” Ignacy Lesiakowski),   
  • 3 druż. (d-ca kpr. „Mech” Władysław Nowak).
  • 3/1 komp. (d-ca por. „Młot” Kazimierz Kosmal, z-ca d-cy ppor. „Czyż” Antoni Sarzyński, szef  komp. wachm. „Murzyn”, potem  sierż. „Wiąz” Krakowiak), w składzie:
  • 1 plut. (d-ca ppor. „Buczyński” Stefan Bilski) w tym: 1 druż. (d-ca sierż. „Korsarz” Wacław Wrębiakowski), 2 druż. (d-ca „Balon” Bolesław Koselnik), 3 druż. (d-ca  „Krogulec” Tadeusz Łęcki)
  • 2 plut. (d-ca ppor. „Zygmunt” Zygmunt Bartkowski) w tym: 1 druż. (d-ca kpr. „Żmudzin” Henryk Polak), 2 druż. (nie ustalono), 3 druż. (nie ustalono)
  • 3 plut. (d-ca ppor. „Milczek” Stanisław Fert), d-dców drużyn nie ustalono
  • 6 komp. (d-ca por. „Judym” Marian Wujkiewicz) w składzie:
  • 1 pluton  (d-ca ppor. „Błyskawica” Ryszard Brodecki) w składzie 1 druż. (d-ca kpr. „Dzik” Wacław Kornecki), 2 druż. (d-ca kpr./plut. „Felek” Bolesław Niezgoda, 3 druż. (d-ca pchor. „Bukowy” Władysław Dąbek),                                                   
  • 2 pluton (d-ca ppor. „Grad” Stanisław Kowalczyk) w tym: 1 druż. (d-ca pchor.  „Lubicz” Marian Sadowski), 2 druż. (d-ca kpr. „Szczepan” Marian Kubis), 3 druż. (d-ca plut. „Miły” Stanisław Czajkowski),
  • 3 pluton (d-ca sierż./ppor. „Żmija” Jan Cheda) w tym: 1 druż. (d-ca „Rys”, „Tygrys” Stanisław Cheda), 2 druż. (d-ca st. sierż. „Socha” Władysław Świostek), 3 druż. (d-ca kpr. „Spokojny”), inni d-cy drużyn : „Cichy” Franciszek Aleksanderek, pchor. „Mały” Zbigniew Wnuk, sierż. „Zew” Mieczysław Śliwiński;
  • kompania wsparcia (d-ca por. „Rawicz” Władysław Lasota) w składzie: pluton broni ciężkiej (ckm-y i piaty), zwiad konny sekcja 1 (d-ca plut. „Lot” Tadeusz Winiarski, sekcja 2 (d-ca „Antek” Antoni Gumowski), drużyna minerska (d-ca pchor. „Janusz” Mirosław Starski),
  • pluton łączności sierż./ppor. „Sęp” Jan Jurek, w tym łączniczki: „Sława” Stanisława Cichosz, „Zjawa”, drużyna sanitarna w składzie: „Barbara” Józefa Brogowska, „Elsinoe”, „Iza” Izabela Trzaskowska, „Scarlet”,  „Basia” Barbara Kaca, „Iwonka” po wchłonięciu kilku dziewcząt z obwodu Końskie;
  • oficer broni – pchor. „Wicher” Mieczysław Łyżwa / sierż. „Oset” Franciszek Rurarz;
  • rusznikarz – kpr. pchor. „Rymwid” Maciej Radwan;
  • szef zaprowiantowania – plut. „Marcel” NN (Ślązak), sprawował nadzór nad zapasami żywności;
  • warsztaty: krawiecki, szewski;
  • tabory: każda kompania posiadała dwukonny wóz taborowy (do przewozu żywności i amunicji), do tego tabor batalionowy złożony z kilku wozów.

Wykaz ten wiele mówi o rozwiniętym batalionie, ilości funkcyjnych i służb. Należy koniecznie dodać, że pododdział por. „Młota” Kazimierza Kosmala przesunięto na koncentracji do I bat. 3 pp Leg. AK, pod dowództwo  kpt. „Kłosa” Jerzego Wareckiego, jako 1 kompania w batalionie i w pułku. W jej miejsce dopiero 3.09.1944 r. weszła 6 komp. por. „Judyma” Mariana Wujkiewicza, nie bez wcześniejszych perturbacji. Na początku sierpnia 1944 r. dwukrotnie pododdziały pod d-dztwem por. „Krzyka” Zygmunta Kiepasa, a potem por. „Rawicza” Władysława Lasoty w trakcie powrotu na koncentrację po wypełnieniu zadania, zabierały ze sobą mniej lub bardziej liczne grupy ochotników, którzy ostatecznie zasilili szeregi formowanego 3 pp Leg. AK. Wszyscy ochotnicy musieli być uzbrojeni. To była podstawa przejścia w lasy koneckie.

Na okres koncentracji przybyło do batalionu blisko 800 ludzi, w tym ¼ bez broni. Tych ostatnich po kilku dniach odesłano z powrotem do konspiracji. 27.08.1944 r. wszyscy żołnierze sowieccy, jeżeli takowi jeszcze się ostali, odeszli (z wyjątkiem „Jusufa” Szaganiadze) do formacji sowieckich bądź komunistycznej AL.

Z kolei 28.09.1944 r. był ostatnim dniem operowania baonu por. „Szarego” Antoniego Hedy w strukturze dywizyjnej, gdyż zgodnie z rozkazem dowództwa 2 DP AK poszczególne oddziały batalionowe miały powrócić do macierzystych rejonów w celu demobilizacji.

5.2 Wysiłek zbrojny i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej

II Koneckiego 3 pp Leg. AK należał w kampanii letniej 1944 r., w trakcie realizacji „Burzy-Deszczu” i „Zemsty” (kryptonimy użycia mobilizowanych sił AK w okr. „Jodła”) do wyjątkowo „pracowitych”:

7/8.08.1944 r. – udział w akcji o kryptonimie „Mania”, kryło się pod nim zadanie wysadzenie mostu kolejowego pod Mroczkowem i odcinka toru w kierunku na Skarżysko;

9.08.1944 r. – w czasie obławy starcie ubezpieczeń 2 komp. z patrolem Kałmuków w służbie niem. pod Ciechostowicami;

15.08.1944 r. – zatrzymanie samochodu przez patrol pchor. „Janusza” Mirosława Starskiego, zdobyto kilka egz. broni, Niemców puszczono wolno;

– organizowanie zasadzek na transport kołowy przez patrole i zespoły żołnierzy do tego celu wydelegowanych;

15.08.1944 r. – wypad do Skarżyska patrolu w sile 3 żołnierzy na czele z ppor. „Szparagiem”  Włodzimierzem Dalewskim,  na zdobycznej platformie wojskowej przejęto z niemieckich „Konsumów” znaczne ilości pieczywa i papierosów;

23/24.08.44 r. – nieudana próba opanowania niemieckiego Stutzpunktu w majątku Janików przez pododdział kombinowany w sile niepełnej kompanii pod d-dztwem ppor. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego, nie udało się zdobyć bronionego budynku z braku zaskoczenia, rozbito odsiecz; w walce utracono 2 żołnierzy poległych: „Wilnianin”, „Sosenka” Stanisław Dębowski i kilku rannych; straty n-pla 7 zabitych żołnierzy formacji Luftnachrichtentruppe;

2.09.1944 r. – Grodzisko k/Radoszyc, pierwszy dzień walki w obronie pacyfikowanych Radoszyc,  której ciężar spoczywał na kompaniach II bat. Koneckiego pp AK, wspieranych przez patrole NSZ i 2 pp Leg. AK; rozbito doszczętnie fragmenty mieszanej grupy rozpoznawczej policji i Wehrmachtu, straty własne 2 zabitych: „Korwin” Kazimierz Proskurnicki, „Zenek” Edmund Rożnowski, ranny plut. „Samson” Józef Szczepanik; straty Niemców ocenia się na 28 zabitych;

13.09.1944 r. – Trawniki, starcie z niem. oddziałem wojsk regularnych, który przeprowadził natarcie z dwóch kierunków; straty własne, 3 zabitych: pchor. „Kruk” Kalikst Kwapiński, kpr. „Mech” Władysław Nowak, „Korczyński” Czesław Kotwica, 1 ranny, „Gołąb” Kazimierz Sobutka;

16/17.09.1944 r. – rozbicie umocnionego punktu pod Rykoszynem na przejeździe kolejowym przy wsparciu działonów piatów z I/172 pp Leg. AK (III/3 pp Leg.  AK); straty własne 2 zabitych: plut. „Podkowa” Roman Sonik, „Czarny” Jan Makucki i 10 rannych: „Rycerz” Aleksander Gieraszko (zmarł), st. sierż. „Burza” Stefan Jankowski, kpr. „Mały” Zbigniew Mokrzański, „Angor” Zbigniew  Łaniewski, „Mokry” Józef Pniak, „Morus” Stanisław Domagała, „Grzegorz” Henryk Bąk, „Wytrwały” Jan Rybaniec, „Wrzos” Stanisław Wróbel, „Kozak” Wacław Kustra; po stronie n-pla 6 zabitych i 1 ranny, pozostali zbiegli;

17(lub 18).09.1944 r. – Szewce, kilkugodzinne starcie ze znacznymi siłami niem. jakie wprowadzono do walki; w I fazie doszło do potyczki z niem. patrolem poszukującym drewna (2 Niemców poległo,4 zdołało się wycofać), w II fazie zasadzka ogniowa na pluton żołnierzy niem., który został doszczętnie rozgromiony (64 zabitych Niemców, 1 ocalał), w III fazie ostrzał artyleryjski i natarcia piechoty;  wprowadzenie do boju I/3 pp Leg. AK, straty własne, 3 zabitych i aż 11 rannych w dwu baonach, głównie w 2 i 3 plut. komp. por. „Serwo” Bolesława Barańskiego.

28.09.1944 r. – starcie w rej. Biadaszka z plutonem naziemnej Luftwaffe, który utracił 8 zabitych i kilku rannych; straty własne 1 zabity, „Woda” Jan Gluza i 1 ranny, „Zmierzch” Edward Szmit; zdobyto broń i oporządzenie;

5/6.10.1944 r. – w Parczówku k/Gowarczowa starcie z niemiecką zasadzką; straty własne 1 zabity,  „Poranek” Mieczysław Janas, ranni: „Grzybek” Władysław Sokołowski, „Warneńczyk” Władysław Jagiełło;

6.10.1944 r. – gajówka Piecyki, starcie obronne z obławą; w I fazie walki inicjatywa po stronie przeciwnika w wyniku zaskoczenia; straty własne, 2 zabitych: kpr. „Roland” Marian Kosiak, „Głos”  Stefan Serba i 1-2 rannych;

12.10.1944 r. – pod Żarnowem, wybicie załogi samochodu w liczbie 14 żołnierzy w przypadkowym starciu gdy na ubezpieczenie komp. „Sęka” ochraniającej miejsce planowanego zrzutu najechali Niemcy; tylko 3 wzięto do niewoli, zdobyto broń i oporządzenie, w tym pancerzownicę.

Na pewno II/3 pp Leg.  AK był częścią składową większych formacji na korzyść których prowadził wszelką działalność bojową, pod komendą d-cy pułku kpt. „Świątka” Stanisława Poredy. Stamtąd płynęły wszelkie rozkazy co do jej kierunków. Nie było miejsca na improwizację, tak charakterystyczną we wcześniejszych zmaganiach partyzanckich. Blisko 650 żołnierzy w szeregach batalionu por. „Szarego” Antoniego Hedy przechodziło w walce przyśpieszoną szkołę służby wojskowej i sztuki przeżycia na polu walki. Znacząca liczba dokonań w walce z wrogiem nie była efektem oddolnej inicjatywy. Wynikała przede wszystkim z aktualnego usytuowania batalionu w strukturze pułkowej np.

  • jako pododdział służbowy,
  • jako desygnowany w marszu na czoło awangardy zgrupowania.
  • jako desygnowany na ubezpieczenie pułku lub dywizji na kier. zagrożone ze strony okupanta.  Nierzadko był to efekt aktywności bojowej ze strony Niemców dla których odzyskanie kontroli nad miejscem przebywania batalionu szaraków okazało się priorytetem. Mogło się to odbyć wyłącznie poprzez bój. Uciążliwe marsze w warunkach nocnych podyktowane zostały zmiennymi koncepcjami co do użycia skoncentrowanych sił w ramach WJ WP (Wielkich Jednostek Wojska Polskiego). Od użycia ich bezpośrednio w bitwie o Warszawę (sierpień 1944 r.)  do otwarcia nowego ogniska walki w Kielcach (wrzesień 1944 r.).

Rozwiązania taktyczne dyktowały lokalne warunki. Inicjatywa była w rękach d-cy batalionu – kompanii – plutonu – drużyny. Akceptacja poczynań do szczebla d-cy pułku włącznie, musi być traktowana jako rzecz niezbędna. W wojsku nie dyskutuje się nad rozkazem, ale go wykonuje.

5.3 Wnioski

Ciekawe spostrzeżenie odnotował jeden z szaraków o długim stażu partyzanckim: „Partyzanci kampanii letniej i jesiennej 1944 r. nie znali w ogóle pojęcia co znaczy zdrada, kryjąca się wśród grona bliskich sobie ludzi. Teraz dla żołnierzy każdy oficer jest swój (…)   W kształtowaniu tej zdrowej atmosfery widzę dużą zasługę „Szarego”, który nigdy nie dał się wyprowadzić w pole żadnym „wtykom”. Oficerowie, przebywający z nami od kilku miesięcy, widzą w nas nie tylko podwładnych, ale i partnerów. Właśnie to partnerstwo jest czymś nowym, co torowało sobie drogę już w 1943 r. – z zahamowaniem tego procesu jesienią – i co w pełni ujawniło się w kampanii 1944 r.” 25

Z diametralnie innej strony była ocena płk. „Mieczysława” Jana Zientarskiego, wyrażona po przeglądzie zgrupowań pułkowych  2 DP Leg. AK: „Jeśli chodzi o wygląd jako całość, najlepiej prezentował się 2 pułk. Poza tym wybijał się II batalion 3 pp Leg. Wyszkolenie oddziałów do walki było dobre tam, gdzie trzonem były oddziały part. Pozostałe oddziały były uzbrojonym, pospolitym ruszeniem, maszerującym czwórkami.” 26

Pomiędzy dwiema opiniami jest luka czasowa w granicach 1-2 miesięcy. Pokazuje ona jak kampania letnia 1944 r. zaważyła i zaciążyła na oddziale, w jakże diametralnie innych warunkach trwania na posterunku, znanych szarakom sprzed koncentracji. To był już inny żołnierz, pewny swej wartości ugruntowanej przelaną krwią towarzyszy broni. To byli inni d-cy kompanii i plutonów, którzy nabyli doświadczenia bojowego nie w akcjach, a w polu. Swój autorytet wspierały dokonaniami na polu walki, a nie posiadanym stopniem. Nabyli pewności siebie w dowodzeniu. II/3pp Leg. AK godnie kontynuował dorobek poprzednich wcieleń oddziału „Szarego” Antoniego Hedy.

6. 3 pp Leg. AK (po demobilizacji)

6.1 Umiejscowienie w strukturach AK, a organizacja wewnętrzna

8.10.1944 r. odwołano dowództwa i sztaby powyżej struktur kompanijnych z zaleceniem powrotu na tereny macierzyste i szeroko rozumianej demobilizacji. Kadra, ale i gros żołnierzy przybyłych na koncentrację musiała powrócić do konspiracji, będąc zresztą tamże zdekonspirowana.

Oficjalne objęcie prerogatyw d-cy pułku przeszło na por. „Szarego” Antoniego Hedę z dn. 12.10.1944 r. rozkazem Komendanta Okr. AK Radom w części Organizacja okręgu po akcji „Deszcz”. Porucznikowi  „Szaremu” Antoniemu Hedzie przypadł zaszczyt dowodzenia formacją partyzancką złożoną z 2-ch batalionów o zmniejszających się stanach osobowych. Przy czym, po zamianie funkcjonującej numeracji pododdziałów I bat. (d-ca por. „Sęk” Henryk Wojciechowski, wcześniej kpt. „Chmura” Aleksy Kasprzycki) liczył jeszcze dwie pełne kompanie (d-cy:  por. „Sęk” Henryk Wojciechowski, por. „Jeleń” Ludwik Wiechuła) i trzecią kompanię szkieletową o niepełnych stanach (d-ca por. „Judym” Marian Wujkiewicz), II bat. (d-ca por. „Wąsowicz” Antoni Piwowarczyk, adiutant por. „Zawiły” Edward Długołęcki, kwatermistrz ppor. „Ireneusz” Józef Suliga) w sile wzmocnionej kompanii ok. 150 żołnierzy. Tworzyły ją wówczas trzy szkieletowe plutony pod d-dztwem ppor. „Zbigniewa” Władysława Piwowarczyka, ppor. „Nasza” Juliana Janickiego i ppor. „Józwy” Józefa Dobrota. Biorąc pod uwagę warunki działania była to wciąż masa wojska partyzanckiego, jakby nie było aż 535 żołnierzy w pułku po częściowej mobilizacji w dn. 23.10.1944 r.

Razem z batalionem por. „Szarego” Antoniego Hedy w lasy przysuskie dotarła część tzw. grupy sztabowej (sekcja RD/radiostacja nr. 46 sierż. „Strażaka II” Kazimierza Śliwy, d-ca por. „Dunin” Czesław Borkowski, z-ca por. „Stanisław” Zygmunt Zacharski, wóz taborowy kwatermistrzostwa Korpusu, d-ca ppor. „Kostek” Piotr Kuliberda). W październiku 1944 roku w szeregi 3 pp Leg. AK wcielono kilka pododdziałów, które trafiły w Koneckie z innych terenów. Przede wszystkim trzeba wspomnieć o silnej nie tylko liczebnie (aż 96 żołnierzy) tzw. grupie wileńskiej pod dowództwem por. „Lecha” Stanisława Degurskiego, którzy zdołali się przebić na Kielecczyznę, a wywodzili się ze Zgrupowania Kampinos rozbitego w krwawym starciu pod Jaktorowem. O identycznej proweniencji była grupa partyzantów, wcielona początkowo do 6 komp. 25 pp Ziemi Piotrkowskiej pod dowództwem  por. „Osucha” Zdzisława Suszyckiego.  Ostatecznie, ponosząc straty niebojowe dołączyła do zgrupowania pułkowego por. „Szarego” Antoniego Hedy. Podobnie jeden z patroli przejął zespół żołnierzy, wywodzący się z obwodu Grójec oraz oddziału por. „Lancy” Bolesława Ostrowskiego, wypartego z lasów chojnowskich w lasy spalskie i opoczyńskie. Po przekroczeniu Pilicy poszukiwali oni kontaktu z miejscową konspiracją AK.

Jednakże ciśnie się pytanie, co było zasadniczym powodem powiększenia w tak niekorzystnym położeniu operacyjnym (permanentne działania antypartyzanckie i to na znaczną skalę połączone z pacyfikacją terenu) stanów osobowych i powrotu do służby wcześniej urlopowanych oficerów. Część z nich nie miała nawet przydziału sprzed demobilizacji. Można to tłumaczyć tematem misji o krypt. ”Freston”. Z enuncjacji wynika, że 3 pp Leg. AK był brany pod uwagę, jako ta formacja, która miała przyjąć i ochraniać stan osobowy misji. Ciężkie położenie w jakim szczątkowy pułk znalazł się na początku listopada 1944 r. wykluczało taki scenariusz. Uwikłany w ciągłe utarczki z nieprzyjacielem walczył bardziej o przetrwanie i wyjście z opresji.

Po bitwie 3-5.11.1944 r. w 2 tygodnie później nastąpił powrót w lasy niekłańskie. 21.11.1944 r. zapadła decyzja o definitywnej demobilizacji zgrupowania pułkowego. Gros oficerów zostało urlopowanych. W poł.  listopada 1944 r. w polu walczyło jeszcze blisko 200 ludzi zorganizowanych w 2 kompanie, a 21.12.1944 r. to co pozostało po 3 pp Leg. AK przedstawiało wartość kompanii w składzie 3-4  szkieletowych plutonów. Do początków stycznia 1945 r. miało przetrwać w lesie ok.120 żołnierzy, ale moim zdaniem jest to liczba zdecydowanie zawyżona. „W grudniu [1944 r. – moja uwaga] oddziały AK okręgu „Jodła” były rozczłonkowane na leżach zimowych na melinach. Tylko nieliczne oddziały znajdowały się w stanie gotowości, czyli pogotowia, a do tych myśmy bezwzględnie należeli.”

Rozwiązanie oddziału miało miejsce w dn. 16.01.1945 r. na zbiórce w Niekłaniu w mieszkaniu aptekarza Kasperskiego z udziałem 15 żołnierzy.

6.2 Wysiłek zbrojny i rozwiązania w zakresie taktyki walki partyzanckiej

Zaangażowanie militarne 3 pp Leg. AK, po demobilizacji, nie należało na tle miesięcy uprzednich, od strony statystycznej do liczących się. Sucha liczba starć jest niezwykle uboga. Ale ta liczba nie oddaje krwawego charakteru bitew:

5.10.1944 r. – wyjście z obławy w lasach białaczowskich uchylając się od walki; wymiana ognia,  poległ strz. „Skromny” NN;

6.10.1944 r. – stracie z niemiecką obławą koło m. Piecyki; w I fazie walki  nieprzyjaciel nie wykorzystał elementu zaskoczenia, w II fazie oderwano się od przeciwnika, utracono 2 wozy taborowe; straty własne 2 zabitych: kpr. „Roland” Kosior, „Głos” Stefan Szczerba; kilku rannych, w tym sierż./ppor. „Zew” Mieczysław Śliwiński;

3.11.1944 r. – starcie z obławą niemiecką obok gajówki Cecylia pod Wólką Zychową; oderwano się od n-pla;

5.11.1944 r. – bitwa z niemiecką obławą w okolicy Piekła Niekłańskiego; w I fazie walki pełne zaskoczenie ze strony przeciwnika, w II fazie zgrupowanie pułkowe tocząc walki odwrotowe oderwało się od nieprzyjaciela; utracono definitywnie wozy taborowe; straty własne aż 11 zabitych: ppor. „Swoboda” Józef Węgrzynowski, kpr. „Jurek” Jerzy Spytek, kpr. „Wiktor”, kpr. „Rosa” Mieczysław Ciechociński, pchor. „Bystry” Stefan Skuza, „Bąk” Józef Cichosz, „Bryś” Grzegorz Cichosz,  „Psyche” NN, „Eros” NN; ok. 20 rannych: por. „Grad” Stanisław Kowalczyk (zmarł po operacji), „Rykoszet” Franciszek Cichosz, „Dym” Mieczysław Sołtys, „Pogoń” Edward Kiełczewski, „Kot” NN oraz 29 wziętych do niewoli (gł. z Kampinosu) ppor. „Ireneusz” Józef Suliga, „Lotaryńczyk” NN (nar. belgijskiej, uciekinier ze służby niem.), sanitariuszki: „Marysia”, „Lucynka”, „Janka” ;

10.11.1944 r. – likwidacja na postoju volksdeutscha nazwiskiem Majewski;

Jesień 1944 r. dla partyzanckiej formacji pułkowej por. „Szarego” okazała się niezwykłym doświadczeniem. Oto bowiem stroną atakującą nie byli bynajmniej już szaracy, ale wróg. Taka sytuacja dla partyzanta jest śmiertelnym niebezpieczeństwem i w dłuższym przedziale czasowym nie do utrzymania. „Tylko dzięki doświadczeniu d-cy pułku por. „Szaremu”, jego śmiałym i przemyślanym manewrom taktycznym mógł pułk tak długo maszerować w terenie naszpikowanym dywizjami wojsk niemieckich, lecz nie na wiele zdała się mądra taktyka d-cy zdobyta już wcześniej w partyzanckim  działaniu w 1943 r., skoro wycieńczony wskutek niedożywienia żołnierz, a przy tym wymęczony długimi marszami, marznący w chłodach październikowych i listopadowych nocy, zaczął zapadać coraz częściej na zdrowiu” 27 Nie ma co ukrywać, są granice ludzkich możliwości. Także dotychczas uprawiana taktyka zalegania w trudno dostępnych ostępach leśnych i uchylania się od walki zaczęła zawodzić. Przeciwnik tym razem okazał się niezwykle zdeterminowany, aby osiągnąć sukces taktyczny i operacyjny – zlikwidować zagrożenie na tyłach frontu, na jego bliskim zapleczu.

Determinacja szaraków, by zachować gotowość do boju w tak niekorzystnym położeniu zasługuje ze wszech miar na szacunek. Jeszcze raz okazało się, jak nieocenione jest posiadanie zaplecza dla leśnych żołnierzy w postaci konspiracji.  Z tego zasłynęła AK, która nie spieszyła się ze zbrojnym wystąpieniem, dopóki nie zbuduje podstawy w terenie. Bazami  dla szaraków w listopadzie – grudniu 1944 i w styczniu 1945 r. były:  gajówka Cisowe, kopalnia Motyki przy Skłobach, kopalnia Łopata k/Chlewisk oraz wsie Januchty, Paruchy, Wólka Zychowa.

 W dotychczas dobrze naoliwionej maszynerii, jaką był oddział por. „Szarego” Antoniego Hedy można było wyczuć drgania, zgrzyty i niedomagania. Zmiany w taktyce walki niemieckich formacji rzucanych do przeprowadzenia operacji antypartyzanckich nie spotkały się z kontrakcją. Pułk  por. „Szarego” dwukrotnie znalazł się w opałach z racji zaskoczenia przez przeciwnika. Nie potrafił wróg jednakże tego czynnika wykorzystać na polu walki. Dodać należy, że przeciwnikiem partyzantów były przeważnie związki taktyczne złożone z żołnierzy wywodzących się z terenów Związku Sowieckiego. Okazali się groźnym przeciwnikiem, gdyż nie obawiali się wkraczania do masywów leśnych. Poruszali się częstokroć fragmentami lasu o trudnej dostępności i które dotąd były słabiej ubezpieczane. Wszystkie szczeble dowódcze w 3 pp Leg. AK, nie dość, że osłabione demobilizacją to zachowały się rutynowo. A rutyna na polu walki zabija. O zmęczeniu materiału ludzkiego przedłużającą się kampanią niech nie wspomnę. Zaskoczenie oddziału w I fazie walki pod Piecykami oraz następnie w bitwie koło Piekła Niekłańskiego jest tego konsekwencją. Opanowanie i doświadczenie szaraków na wszystkich szczeblach pozwoliło oddziałowi wyjść z opresji. Inna sprawa, że okrutny wróg nie potrafił wykorzystać luk w działaniach obronnych, a szaracy przejmując z jego rąk inicjatywę potrafili  wyrwać się z okrążenia. Szczególnie bitwa listopadowa okazała się w skutkach pyrrusowym zwycięstwem. Zachowana została mobilność i zwartość oddziału, ale koszt w utracie siły żywej (zabici, ranni, wzięci do niewoli) wprost przerażający. Dotyczył  liczby aż 60 żołnierzy, w tym połowa wywodząca się ze Zgrupowania Kampinos rozbitego w bitwie pod Jaktorowem. Również powstały błędy w dowodzeniu formacją pułkową. II batalion por. „Wąsowicza” Antoniego Piwowarczyka, z braku rozkazów, wszedł do walki po odgłosach boju. Por. „Szary” Antoni Heda utracił kontakt z tym pododdziałem. Jest to świadectwo w jak ciężkim położeniu byli szaracy popołudniem i wieczorem 5.11.1944 r. D-cy szczątkowego 3 pp Leg. AK i tym razem dopisało szczęście, nieodłączny atrybut przeżycia na polu walki. 

6.3 Wnioski

Niepełny 3 pp Leg. AK pod d-dztwem  por. „Szarego” Antoniego Hedy od października 1944 r. walczył w sytuacji pełnej kontroli wroga nad terenami gdzie operował, nade wszystko w obszarze pow. koneckiego. Pacyfikacja trwała nieprzerwanie. Niemcy na dużą skalę wprowadzili do akcji antypartyzanckich formacje wyspecjalizowane, posiadające doświadczenie bojowe w tego rodzaju walce. Na likwidację i zubożenie bazy dla partyzantów nakładało się nasycenie miejscowości wojskiem frontowym. Do bitwy koło Piekła Niekłańskiego można jeszcze mówić o gotowości pułku do walki, zresztą kosztem znacznych ofiar. Po tym starciu musiał nastąpić zanik aktywności bojowej. Sytuacja militarna, warunki atmosferyczne (zbliżająca się zima), coraz gorsza kondycja psychofizyczna żołnierza, wymusiła taką, a nie inną decyzję, aby nie marnować niepotrzebnie zasobów ludzkich, które mogły jeszcze przydać się w przyszłości. Wg. plut. pchor. „Waltera” Tadeusza Chmielowskiego: „Zostając w lesie nie wierzyliśmy już w ponowne zorganizowanie się do powstania narodowego.” 28

Na szczególną uwagę zasługuje fakt dotrwania w szczątkowej formie oddziału do ofensywy sowieckiej w styczniu 1945 r. Rozkaz ostatniego d-cy AK gen. „Niedźwiadka” Leopolda Okulickiego z 19.01.1945 r. o rozwiązaniu AK, od strony formalnej kończy istnienie oddziału kpt.  „Szarego” Antoniego Hedy. Do legendy przeszli jako szaracy.

Epilog 29

W nocy 4/5.08.1945 r. miało miejsce uderzenie na więzienie w Kielcach, zgrupowania DSZwK (Delegatura Sił Zbrojnych w Kraju) pod d-dztwem kpt. „Szarego”. Akcję tę należy zaliczyć do wybitniejszych osiągnięć Antoniego Hedy, jako d-cy partyzanckiego ze względu na skale trudności. Kielce, będące miastem wojewódzkim posiadały silny garnizon: funkcjonariusze Wojewódzkiego UB i Wojewódzkiej Komendy MO, silne i liczne oddziały LWP oraz Armii Czerwonej, 8 specjalny pułk KBW (stacjonujący ok. 2,5 km za miastem). 

 Akcja kielecka była fragmentem szerszej operacji w ramach której oddziały poakowskie i NSZ atakowały miejsca odosobnienia, gdzie przebywali żołnierze AK, BCh i NSZ (więzienia, areszty śledcze, obozy itd.). W 1945 r. na Kielecczyźnie miały miejsce uderzenia w Częstochowie (31.03/1.04), w Kozienicach(5/6.05), w Pińczowie (3/4.06) , w Radomiu (9/10.09.).

Decyzję o dokonaniu ataku kpt. „Szary” podjął ostatecznie w 2 poł. czerwca 1945 r., po spotkaniu i odprawie z inspektorem mjr. „Kosem” Stefanem Gądzio. Znaczący wpływ miały też represje władz reżimowych na wielu przedstawicielach rodziny. Dwaj bracia Stanisław i Jan Chedowie zostali zamordowani na śledztwie prowadzonym przez żydokomunę z UB. Pretekstem do tak znacznych represji była udana akcja grupy „Żelaznego” Józefa Chedy na gorzelnię w majątku Prędocin.

W oparciu o opracowany przez siebie ramowy, trzypunktowy plan rzygotowań:1. wyszukanie ludzi i ich dobór, 2.ustalenie miejsca koncentracji, 3. przydzielenie zadań i ich wykonanie, przystąpił z energią do jego rywalizacji. Jeszcze w czerwcu 1945 r. w gajówce Pogorzałe odbyła się narada z udziałem por. „Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego, ppor. „Krogulca” Tadeusza Łęckiego, por. „Szparaga” Włodzimierza Dalewskiego,  sierż. pchor. „Niegolewskiego” Wacława Borowca, na której omówione zostały nastroje w terenie. Uczestnicy ustnie zdali kpt. „Szaremu” sprawozdania z możliwości mobilizacyjnych oraz zobowiązali się do wystawienia: por. „Zygmunt” ok. 40 żołnierzy, ppor. „Krogulec” ok. 50 żołnierzy, por. „Szparag” ok. 10 żołnierzy. 30 Ostateczne liczby odnośnie zmobilizowanych ludzi miały być przekazane kpt. „Szaremu” do 20.07.1945 r. Na początku lipca ostatni d-ca 3 pp Leg. AK rozdzielił zadania oficerom, z którymi zdołał nawiązać kontakty konspiracyjne:

1. por. „Sęk” Henryk Wojciechowski – mobilizacja etapami dawnego II/3 pp Leg. AK;

2. por. „Narew” Edward Nadarkiewicz – utrzymanie łączności pomiędzy konspiracją zaangażowaną w przygotowania w Skarżysku Kamiennej, Suchedniowie i Kielcach;

3. por. „Szparag” Włodzimierz Dalewski – rozpracowanie więzienia od strony minerskiej, rozpoznanie wstępne terenu akcji, ustalenie dyslokacji oddziałów reżimowych i sowieckich;

4. sierż. „Oset” Franciszek Rurarz – dostarczenie broni (przekazał z konspiracyjnych magazynów m.in.: 3 piaty, 3 ckm, kilka pm, trotyl i amunicję).

Byli też jego podkomendni z czasów okupacji niemieckiej, którzy z różnych powodów odmówili czynnego uczestnictwa. Jednocześnie za pośrednictwem inspektoratów DSZwK w Skarżysku i w Radomiu kpt. „Szary” Antoni Heda uzyskał kontakt z d-cami oddziałów leśnych: por. „Ostrolotem” Henrykiem Podkowińskim i por. „Harnasiem” Stefanem Bembińskim. Zostali oni podporządkowani jemu na czas operacji. Wystawili oni pododdziały w sile ok. 80 żołnierzy. 31

Ogółem do planowanej akcji desygnowano blisko 200 zdeterminowanych ludzi z doświadczeniem bojowym z dawnego 3 pp Leg.  AK i 72 pp AK.

           W oparciu o informacje wywiadowcze dostarczone przez por. „Szparaga” Włodzimierza Dalewskiego i „Mściciela”, kpt. Antoni Heda w ciągu dwu tygodni opracował już nie ramowy a szczegółowy plan uderzenia. Składał się on z 4-ch zasadniczych punktów:

1) koncentracja zgrupowania (miejsce i czas, sprawdzenie ludzi i broni, aprowizacja,  zapoznanie z akcją);

2) przerzut zgrupowania na pozycje wyjściowe do ataku (samochodami);

3) właściwe uderzenie z podziałem na grupę szturmową i osłony (ubezpieczenie);

4) odskok po akcji (odwrót). 32

Warto i trzeba dodać, że w trakcie przygotowań, dwukrotnie wydzielone zespoły żołnierzy dokonały ekspropriacji środków pieniężnych w placówkach bankowych w Warszawie i w Łodzi. Miały one służyć zakupowi żywności i wypłaty żołdu.

24.07.1945 r. w lasach chlewiskich nastąpił I etap mobilizacji. Stawiły się pododdziały por. „ Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego, por. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego, sierż. pchor. „Niegolewskiego” Wacława Borowca. W tym samym czasie w lasach koło Suchedniowa trwała mobilizacja pododdziału osłonowego por. „Krogulca” Tadeusza Łęckiego w sile kilkudziesięciu ludzi. Razem zgrupowanie liczyło ok.180 żołnierzy uzbrojonych w: 17 km-ów, 130 peemów, ok. 50 kb, 3 piaty oraz znaczne ilości trotylu.

D-dztwo nad nimi spoczywało w rękach por.  „Sęka” Henryka Wojciechowskiego. 33

Na tym etapie przygotowań wydatnej pomocy udzielili:  por. „Kowalski” Henryk Dajer (dostarczenie na miejsce piatów), kpr. pchor. „Stan” Stanisław Krawczyk i kpr.  „Choinka” NN (odpowiedzialni za mobilizację swoich ludzi). Morale partyzantów było b. wysokie, mimo że nie byli poinformowani o celu akcji. Ogółem mobilizacja przebiegła sprawnie i bez większych zakłóceń. Objęła do 200 żołnierzy. Świadczy to o zdolnościach organizacyjnych kpt. „”Szarego”, podlegających jemu oficerów, jak również o wielkości przedsięwzięcia.

Antoni Heda po otrzymaniu meldunków o zakończeniu mobilizacji, zarządził koncentrację całości sił w lasach dalejowskich w odl. 5 km od wsi Kruki na dzień 4.08.1945 r. do godz.11:00. Przegrupowanie nastąpiło również bezproblemowo, pomimo że pododdziały pod komendą por. „Sęka” miały do pokonania znaczną odległość. Oddziały radomskie przybyły na samochodach. Rankiem 4.08.1945 r. na koncentracji, już z udziałem kpt. „Szarego” dokonano przeglądu ludzi i broni, usuwając na miejscu zauważone braki i niedociągnięcia. Wszyscy żołnierze otrzymali żołd w wysokości 2000 zł za planowane 4 dni operacji.

Zgrupowanie wywodzące się z byłego 3 pp Leg.  AK i 72 pp AK, było ostatecznie uzbrojone w: 3 piaty, 20 km, 130 pm (w tym prod. bryt.), 100 kb, granaty i materiał wybuch. W przeddzień koncentracji por. „Szparag” Włodzimierz Dalewski przeprowadził rekonesans w Kielcach, odnośnie stwierdzenia sygnałów świadczących o posiadanych przez władze reżimowe wiadomościach o zamierzonym uderzeniu, np. wzmożony ruch pojazdów, wzmocnienie sił w mieście i ochrony więzienia.

Po zakończeniu przygotowań kpt. „Szary” Antoni Heda dokonał reorganizacji zgrupowania pod kątem przydzielonych zadań, na:

1. pododdział szturmowy w sile 40 żołnierzy (d-ca por. „Szparag” Włodzimierz Dalewski, saper);

2. pięć pododdziałów ubezpieczających miejsce akcji:

   a) por. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego od strony KW MO;

   b) por. „Ostrolota” Stanisława Podkowińskiego od strony kościoła;

   c) por. „Harnasia” Stefana Bembińskiego od strony wojsk sowieckich, w południowej       części parku;

   d) por. „Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego zabezpieczenie drogi odwrotu;

   e) sierż./pchor. „Niegolewskiego” zerwanie łączności zewnętrznej i wewnętrznej. 34

Kpt. „Szary” z obstawą (6 żołnierzy) miał przebywać przy grupie szturmowej. Dowódcom poszczególnych grup przydzielono przewodników. Niektórzy z nich, prawdopodobnie przebywali w Kielcach, aby na bieżąco monitorować sytuację na terenie planowanego działania. Jednocześnie wydzielona grupa przystąpiła do wykonania 2 pkt. planu, tzn. zdobycia środków transportu do przerzutu zgrupowania na pozycje wyjściowe do ataku. Przez cały dzień 4.08.1945 r. na szosie Skarżysko Kamienna – Kielce zatrzymywano samochody ciężarowe. W zorganizowaną zasadzkę wpadło 16 pojazdów, w tym kilka z 8 pułku specj. KBW i Wojewódzkiego UB. Zatrzymanych zostało ok. 60 osób, w tym 8 żołnierzy KBW, 10 członków PPR i 4 funkcjonariuszy UB. 35 Ci ostatni natychmiast trafili przed oblicze kpt. „Szarego”, który przesłuchał ich m.in. na okoliczność zatrzymanych kilka miesięcy wstecz członków rodziny Antoniego Hedy. Wszyscy czterej funkcjonariusze UB: Zdzisław Ciach, Wacław Góra, Kazimierz Mikołajczyk i Zygmunt Zyguła, przyznali się do udziału w operacjach skierowanych przeciwko żołnierzom AK, BCh i NSZ. Wyrokiem 9 osobowego sądu polowego, stosunkiem głosów 8:1 zostali skazani na karę śmierci. Wyrok wykonała sekcja egzekucyjna, o godz.19-ej ok.300-400 m od zwijanego obozowiska. 36 Również „Balon” Bolesław Koselnik z oddziału por. „Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego zmuszony był zastrzelić jednego z zatrzymanych, pragącego zbiec. Pracował prawdopodobnie dla UB.

O godz. 21:00, 4.08.1945 r. zgrupowanie DSZwK pod d-dztwem kpt. „Szarego” Antoniego Hedy na 14 samochodach opuściło miejsce koncentracji i udało się w kierunku Kielc. Samochód z d-cą był trzecim w kolumnie, którą poprzedzał na motocyklu por. „Narew” Edward Nadarkiewicz do przejazdu w m. Łączna. Po drodze partyzantów dwukrotnie minęły kolumny wojsk sow. i raz kolumna z UB.

Około godz. 23:00 całość zgrupowania dotarła do miasta na Pl. Katedralny. Wszystkie podod-działy sprawnie i szybko zajęły stanowiska wyjściowe do ataku:

1) por. „Ostrolota” w rejonie katedry, zabezpieczając wylot tamtejszych ulic;

2) por. „Harnasia” Stefana Bembińskiego w mundurach  LWP na skraju parku u zbiegu ulic Solnej – Staszica – Zamkowej,  ubezpieczając się bronią masz. od strony Wojewódzkiego UB i wojsk sow.;

3) por. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego w parku ubezpieczając się od strony KWMO, 4 pp LWP i 8 specjalnego  pułku KBW stacjonującego za miastem;

4) sierż./pchor. „Niegolewskiego” po opanowaniu poczty przy zbiegu ulic Sienkiewicza – Hipotecznej – Leonarda i zniszczeniu węzła łączności, blokowała bronią masz. koszary baonu szturmowego KWMO przy ul. Zagórskiej;

5) por. „Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego przygotowała podwody dla rannych, ubezpieczając główne kierunki odwrotu na południowy-wschód oraz utworzenie obrony okrężnej w rejonie Zagórza k/Kielc i patrolowanie przedmieść miasta;

6) por. „Szparaga” Włodzimierza Dalewskiego naprzeciw bramy więziennej.

Uderzenie rozpoczęło się o godz. 23:30 ostrzelaniem z piatów bramy więziennej od strony katedry. Została rozbita 2 strzałami i przy użyciu ładunku wybuchowego.  Po ich rozbiciu grupa szturmowa  złożona z ochotników, m.in. por. „Szparaga”, plut. pchor. „Wichra” Mieczysława Łyżwa, „Ląd”, „Rubin” Bolesław Kamiński, „ Ryś” Ryszard Mors, „Korsarz-Pirat” Wacław Wrębiakowski, „Twardy”, „Mały”, wtargnęła na podwórze więzienne gdzie ostrzelała ich warta (1+ 20 żołnierzy KBW), głównie z I piętra budynku pojedynczymi strzałami. 37 W ciągu niespełna 20 min. opór został złamany, a drzwi wejściowe do gmachu więzienia wysadzone trotylem. Do zaprzestania oporu przez wartę przyczyniły się nawoływania żołnierzy od „Szarego”, żeby zaprzestać strzelania, bo są Polakami. Po wysadzeniu drzwi prowadzących na oddziały więzienne grupa szturmowa z braku kluczy, ładunkami trotylu, łomami musiała wyłamywać drzwi od cel, także przy pomocy przybywajacych w nich od wewnątrz. Czynności te zajęły żołnierzom ok. 2 godzin. 38

W tym samym czasie dochodziło do starć ogniowych grup ubezpieczenia. Ich zmasowany ogień na gmach Wojewódzkiego UB, koszary baonu szturmowego KWMO uniemożliwił znajdującym się w nich funkcjonariuszom reżimowym podjęcie jakichkolwiek działań zaczepnych. Również wojska sowieckie powiadomione przez łączników UB, prowadziły jedynie działania osłonowe, ryglując bronią maszynową dostęp do niektórych rejonów miasta. O godz. 02:30 kpt. „Szary”, będąc ranny, zarządził odwrót. Aby zapobiec pościgowi, zgrupowanie wycofało się trzema kolumnami:

1) por. „Harnasia” Stefana Bembińskiego z grupą szturmową por. „Szparaga” Włodzimierza Dalewskiego w kierunku na m. Klon w lasach zagnańskich;

2) por. „Sęka” Henryka Wojciechowskiego w kierunku lasów daleszyńskich;

3) por. „Zygmunta” Zygmunta Bartkowskiego w kierunku na Zagnańsk i lasy dalejowskie. 39

O dezorientacji formacji reżimowych i całkowitym zaskoczeniu przez żołnierzy byłego 3 pp Leg. AK i byłego 72 pp AK, niech świadczy fakt, że jeszcze po wycofaniu zgrupowania DSZwK trwała w Kielcach strzelanina do godz. 03:00, a miasto było oświetlone rakietami sygnałowymi. Na miejscu akcji pozostały tylko rozrzucone ulotki. Dopiero ok. pół godz. po odwrocie szaraków wkroczył do Kielc dywizjon kaw.(85 ludzi) z 8 specj. pKBW. Zarządzony pościg nie dał rezultatu. Tylko koło Zagórza doszło do krótkotrwałej wymiany ognia z jedną z wycofujących się grup. Odwrót każda z kolumn prowadziła na własną rękę. Broń ciężka, w celu przyśpieszenia odskoku, była skrywana przez poszczególnych żołnierzy. Nosiła znamiona improwizacji.

Ogółem uwolniono 376 uwięzionych, w tym 50 kobiet, m.in. ppłk. „Lina” Antoniego Żółkiewskiego (b. d-ca 2 DP Leg. AK, zmarły w trakcie akcji na zawał serca), mjr. „Siwego” Michała Mandziarę (szef sztabu 2 DP Leg. AK, zdołał opuścić kraj), por. „Jelenia” Ludwika Wiechułę (cichociemny, b. d-ca 5 komp. II/3 pp Leg. AK, przeszedł granicę). Większość spośród uwolnionych po dojściu do m. Zagórze k/Kielc została rozpuszczona. Z braku materiałów wybuchowych  3 cele z uwięzionymi nie zostały otworzone. Wraz ze zgrupowaniem odeszło 10 spośród 15 rozbrojonych żołnierzy KBW, pełniących wartę w więzieniu.

Pomieszczenia więzienne w czasie ataku uległy poważnym zniszczeniom. Koszty remontu oszacowano na sumę 25 037 zł. 40 Straty atakujących żołnierzy zgrupowania  dawnego 3 pp Leg. AK i 72 pp AK wyniosły zaledwie 1 zabity (pchor. „Krogulec” Tadeusz Łęcki i 5 rannych, m.in.  „Sum” Tadeusz Derfel. 41 Straty strony reżimowej:  2 zabitych (lejtn.  sow. Michaił Azwiercjanow i funkcjonariusz I Komisariatu MO Stanisław Buduła) oraz 7 rannych (nacz. więzienia Konstanty Mastalerz, szef  PUBP Kielce Aleksander Bubla, funkcjonariusz UB Lech Jamróz i Jerzy Witek, żołnierze KBW Jerzy Wilczek i Alfred Harosł).

W dniach 5-6. 08.1945 r. nastąpiła stopniowa demobilizacja zgrupowania kpt. „Szarego” Antoniego Hedy. Gros żołnierzy przeszło do konspiracji przed władzami reżimowymi. W trakcie przewodu sądowego przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Kielcach kpt. „Szary” Antoni Heda o akcji kieleckiej wyraził opinię: „liczyłem na szybkość działania, że ochrona więzienia będzie zaskoczona i oporu żadnego nie będzie”. 42

Ryszard Wójcik

r.wojcik290@upcpoczta.pl

« 1 z 4 »

Notes:

  1. Marian Langer, Lasy i ludzie, W-wa 1993, s.151.
  2. Marek Jedynak, Robotowcy 1943, Monografia II Zgrupowania Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”, Końskie  2007, s. 81-82.
  3. za Michał Edward Niezgodziński, Kronika kompanii AK „Tarłów”, Ożarów-Łódź 1997, s. 36; Protokół przesłuchania Czesława Rogowskiego w dn.4.10.1949 r. w Starachowicach przez oficera śledczego WUBP Kielce Ludwika Skowronka, IPN Kr 0264/71. Można zetknąć się także z innymi datami akcji rozpuszczenia aresztu śledczego w Starachowicach np. w nocy 7/8.08.1943 r. u Jana Jurka, Ocaleni, Starachowice 1993, s.13; w nocy 6/7.08.1943 r. u Wojciecha Borzobohatego, Jodła, W-wa 1988, s.158.
  4. ur.10.01.1912 r., w latach 1926-33 ukończył Seminarium Nauczycielskie w Solcu n/Wisłą, roczną służbę wojskową odbył w 5  p strz. podhalańskich i ukończył ją w stopniu pchor. rez., pracował w Równem jako nauczyciel w szkole zawodowej, 30.03.1939 r. zmobilizowany do 1 p KOP w Chabówce k/Nowego Targu jako ppor. rez., udział w kampanii wrześniowej do bitwy pod Tomaszowem Lub., powrócił do rodzinnych Pawłowic, gdzie 15.11.1939 r. wstąpił do ZWZ, współtworzył tamtejszą konspirację, od 1940 r. dowódca konspiracji ZWZ/ /AK w obszarze gminy Tarłów i Pawłowice, 5.02.1943 r. uniknął aresztowania w trakcie pacyfikacji Pawłowic po wsypie (Niemcy zamordowali w odwecie matkę i rodzeństwo), ukrywał się na własna rękę przez 3 miesiące, po kwarantannie przydzielony do K-ndy obwodu Iłża na stanowisko Szefa Referatu Kedywu, uczestnik akcji rozbicia aresztu w Starachowicach 9/10.08.1943 r., od października 1943 r. na czele eksponowanego Referatu Przerzutów Powietrznych w obwodzie Iłża, w listopadzie 1944 r. zatrzymany przez funkcjonariuszy  Abwehry i oddany do dyspozycji gestapo, więziony  kolejno w Starachowicach, Radomiu i Częstochowie, uwolniony w styczniu 1945 r. przez żołnierzy Armii Czerwonej, pracował jako urzędnik, po czym w lipcu 1945 r. przybył do Bolesławca, gdzie 19.04.1947 r. ujawnił się w miejscowym PUBP (zaświadczenie nr 42146), 5.08.1949 r. podpisał zobowiązanie do współpracy z UB na wątłych materiałach tzw. kompromitujących (informator „Tarnina”), wg charakterystyki funkcj. PUBP w Bolesławcu z 4.02.1953 r. do tej daty nie dostarczył żadnych materiałów przydatnych  operacyjnie, w lutym 1953 r. opuścił Bolesławiec i wyjechał w nieznanym kierunku, dalsze losy niewiadome, IPN Ki 005/1104,str.2-13,16,18-20.
  5. Zeznanie Zygmunta Kiepasa pt. Moja działalność AK, IPN Kr.0264/71, k. 51.
  6. Wyrok z uzasadnieniem w spr. Zygmunta Kiepasa z dn.27.07.1954 r. Sądu Woj. w Kielcach – Ośrodek w Radomiu, IPN Kr.0264/71, k. 98, 100.
  7. Protokół przesłuchania Niezgodzińskiego Edwarda w dn.12.11.1953 r. przez oficera śledczego WUBP w Łodzi, IPN Kr.0264/711.
  8. Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej, Tom III. AK, wyd. 2 popr. W-wa-Londyn 1999, s. 533.
  9. Niezgodziński, Kronika…., s. 38.
  10. Cezary Chlebowski, Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie,wyd.3 popr. i rozszerz., W-wa 1981, s. 450.
  11. Wojciech Borzobohaty, Jodła, wyd. 2 popr. i rozszerz. W-wa 1988, s.158; Antoni Heda, Wspomnienia Szarego, wyd. 3, W-wa 2009, s. 113.
  12. Józef Małek, Zapomnieć nie umiem, W-wa 2005, s. 95
  13. Zbigniew Bielat, …. aż do ofiary mego życia, Starachowice 2000, s. 42-43.
  14. Rajmund Bolduan, Mój dom to Twój dom, Partyzancka przyjaźń [w:] „Dziennik Bałtycki”, nr. 93 z 20.04.1969 r.; Zygmunt Kiepas, Relacja z działalności w latach 1939-45, rękopis, zbiory prywatne.
  15. Tadeusz Chmielowski, Wakacje ze stenem, Łódź 2007, s. 204.
  16. Marian Langer, Lasy i ludzie, W-wa 1993, s.181.
  17. Antoni Heda, Wspomnienia „Szarego”, W-wa 2009, s.166.
  18. Bogumił Kacperski, Jan Zbigniew Wroniszewki, Końskie i pow. konecki 1939-45, część 4. Konspiracja konecka 1943-44, Końskie 2006, s. 29.
  19. Jan Ziębora, Relacja z działalności w konspiracji i partyzantce (mps), s. 107.
  20. Mieczysław Adamczyk, Jerzy Tomczyk (oprac.)„Burza” w okręgu radomsko-kieleckim w świetle dokumentów, Kielce 1996, s. 112.
  21. jak uprzednio
  22. Małek …., s. 132.
  23. Rozkaz szczególny Kndta Okr. AK Radom z 24.07.44 r. Stan odcinka walki bieżącej [w:] „Burza” w okręgu…, Kielce 1996, s. 174.
  24. Pułk, którego częścią był 2 baon pod komendą por. Antoniego Hedy „Szarego” do 7.09.1944 r. oficjalnie występował jako Konecki pp AK. Dopiero rozkazem z dn.8.09.44 r. przemianowano oddział na 3 pp Leg. AK. Obwód opatowski nie zdołał przeprowadzić mobilizacji pozwalającej na wystawienie formacji pułkowej, m.in. z powodu objęcia tamtejszych terenów działaniami frontowymi.
  25. Tadeusz Chmielowski, Wagary ze stenem, Łódź 2007, s. 208.
  26. Ryszard Wójcik, Zarys dziejów 3 pp leg AK [w:] AK. Okręg Radomsko-Kielecki, Materiały z sesji naukowej, Kielce 1999, s. 118.
  27. Ziębora, Relacja…, s. 155.
  28. Chmielowski…., s. 201.
  29. Treść rozdziału to poprawiona i uzupełniona wersja podrozdziału pt. Napad na więzienie w Kielcach z pracy dyplomowej (magisterskiej) mojego autorstwa pt. Antoni Heda ps. „Szary” jako organizator i dowódca partyzancki, obronionej w 1985 r. w Inst. Historycznym UW Studium Zaoczne, pod kierunkiem naukowym prof. Tadeusza Jędruszczaka.
  30. Protokół przesłuchania w charakterze podejrzanego Antoniego Chedy przez of. śledcz. PUBP w Końskich por. Józefa Kurnulala w dn. 2.08.1949 r., Arch. Sądu Woj. m. st. Warszawy, Wydz. IV K, Akta Sądowe nr. 135/58, k. 24-25.
  31. Protokół przesłuchania Antoniego Chedy przez of. śledcz. WUBP w Kielcach por. Ludwika Skowronka w dn. 7.05.1949 r. Arch. Sądu, Akta…, k. 112.
  32. Protokół przesłuchania Antoniego Chedy przez of. śledcz. WUBP w Kielcach por. Ludwika Skowronka w dn. 7.05.1949 r., Arch. Sądu… Akta…, k. 114-115.
  33. Protokół przesłuchania Antoniego Chedy przez of. śledcz. WUBP w Kielcach por. Ludwika Skowronka  w dn. 12.05.1949 r., Arch. Sądu… Akta… k. 126.
  34. jak poprzednio
  35. jak poprzednio
  36. patrz przypis 30
  37. Protokół przesłuchania świadka Władysława Szymańskiego przez of. śledcz. 4 Oddz. ZI KBW w Kielcach Sokół-Kutyłowskiego w dn.5.08.1945 r., Arch. Sądu, Akta…, k. 2.
  38. Protokół  przesłuchania Antoniego Chedy przez of. śledcz. WUBP w Kielcach por. Ludwika Skowronka w dn.13.05.1949 r., Arch. Sądu, Akta…, k. 130.
  39. Protokół  przesłuchania Antoniego Chedy przez of. śedcz. WUBP w Kielcach por. Ludwika Skowronka w dn. 11.05.1949 r., Arch. Sądu, Akta…, k.118.
  40. Pismo wyst. przez więzienie w Kielcach do Nacz.Wydz. Śledcz. WUBP w Kielcach z datą 1.06.1949 r., Arch. Sądu, Akta…, k. 72.
  41. Protokół przesłuchania świadka Boleslawa kamińskiego przez of. śledcz. PUBP w Starachowicach Józefa Ba-niasa w dn.7.09.1949 r.
  42. Przewód Sądowy,Wyjaśnienia osk. Antoniego Chedy przed WSR w Kielcach. Arch. Sądu. Akta…, k. 299.
« 1 z 4 »

Marianna Pakulska

Jan Kaim
Jan Kaim

Jan Kaim – wielki patriota, bezgranicznie oddany sprawom Ojczyzny, całe swe życie poświęcił walce o wolną Polskę. Za swą działalność więziony, torturowany. Należy do ofiar komunizmu, zgładzony w bestialski sposób w więzieniu na Rakowieckiej. Wśród więźniów zyskał miano „Męczennika Mokotowa”. Jedyną jego winą była bezgraniczna miłość do Ojczyzny, obrona wartości chrześcijańskich i narodowych oraz przeciwstawianie się sowietyzacji Polski. Wychowany w duchu chrześcijańskim i patriotycznym był zdecydowany poświęcić wszystko w imię tych wartości. I tak też się stało, oddał życie w imię zasad, które dla niego były najważniejsze.

Jan Kaim syn Pawła i Marii z domu Kiepas, urodził się w Starosiedlicach 17 września 1912 roku. Miał trzech braci: Antoniego, Stanisława i Władysława, dwie siostry Marię i Zofię oraz siostrę przyrodnią Ewę. Jan Kaim naukę pobierał w Starosiedlicach, Iłży, Nowogródku, Drohiczynie i w Kobryniu, gdzie w 1931 r. uzyskał maturę. Od września 1932 r. do września 1933 r. odbył zasadniczą służbę wojskową w Brześciu nad Bugiem. Mimo trudnych warunków materialnych (ojciec zmarł w 1930 r.) pragnął uczyć się dalej. Od 1933 r. do 1939 r. (z przerwami na pracę) studiował na Wydziale Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Lwowskiej. Już w czasie studiów brał czynny udział w działalności organizacji studenckich oraz w ruchu narodowym. W 1939 r. uzyskał absolutorium, ale przed wybuchem wojny nie zdążył złożyć egzaminu dyplomowego.

W pierwszej powszechnej mobilizacji 31 sierpnia 1939 r. zostaje powołany do wojska i przydzielony do 35 p.p. w Brześciu. W szeregach tego pułku walczył z Niemcami m.in. pod Kockiem, Wolą Guławską i Krzywdą. W tym pułku od 31 sierpnia do 17 września był dowódcą drużyny. Po rozbiciu pułku pod Brześciem wycofał się do Drohiczyna Poleskiego, gdzie wstąpił do 81. pp w GO gen F. Kleeberga, pełniąc tam funkcję zastępcy dowódcy plutonu. 7 października, po kapitulacji oddziału pod Krzywdą dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł 10 października 1939 r. w Łukowie. Następnie przedostał się do Niska, a stamtąd na tereny rodzinne do Starachowic, gdzie mieszkał do 30 listopada 1942. W listopadzie 1939 r. Jan Kaim wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), w której pełnił funkcję kierownika organizacyjnego powiatu starachowickiego i organizował oddziały NOW. Stoczył wiele walk z Niemcami na terenie Kielecczyzny (Starachowice, Iłża, Radom). Wykazywał w nich ogromną odwagę i determinację. Pod jego dowództwem walczył również jego młodszy brat Stanisław, który zginął w wieku 19 lat w czasie walk w rejonie Końskich.

W październiku 1942 r. w ramach akcji scaleniowej, NOW weszła w skład AK. Od 1 grudnia 1942 r. do 15 lutego 1943 r. Jan Kaim mieszkał w Radomiu, gdzie był dowódcą plutonu NOW-AK. Zagrożony wsypą przeniósł się do Warszawy, gdzie pod pseudonimem „Wiktor” został dowódcą plutonu specjalnego (rekwizycyjnego) przy KG NOW. W lutym 1943 r. w Warszawie został zaprzysiężony na rotę AK.

W czerwcu 1943 r. dowodził akcją rozbrojenia załogi niemieckiej w majątku Zakrzówek, pow. Radom. Został wówczas ranny w obojczyk. Od listopada 1942 r. do czerwca 1944 r. dowodził wielokrotnie akcjami konfiskaty towarów niemieckich na potrzeby organizacyjne.

W maju 1944 r. w domu w Warszawie przy ul. Złotej został aresztowany przez Gestapo (wraz ze swoją siostrą Marią, która kierowała Narodową Organizacją Wojskową Kobiet i była kurierką Komendy Głównej NOW). Jan Kaim oraz jego siostra Maria zostali osadzeni w więzieniu na Pawiaku i poddani brutalnemu śledztwu. Podczas śledztwa nikogo nie wydali. W „Kedywie” rozważano ich odbicie, ale 30 lipca 1944 r. Jan Kaim został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, a Maria Kaim dzień później do Ravensbruck. 17 września Jan Kaim został przetransportowany do KL Mauthausen, skąd po miesiącu został przeniesiony do KL Linz, gdzie przebywał do końca wojny.

Dnia 5 maja 1945 obóz został oswobodzony przez wojska amerykańskie, w wyniku czego również Jan Kaim odzyskał wolność. Do 2 lipca przebywał w Ośrodku Polskim w Linz, po czym transportem repatriacyjnym powrócił do kraju, aby rozpoznać nastroje społeczeństwa oraz rozeznać możliwości działania Stronnictwa Narodowego.

Polska wyzwolona spod okupacji niemieckiej, znajdowała się pod okupacją sowiecką. Jan Kaim zaczyna intensywną działalność na rzecz uwolnienia Polski od obcych wpływów. Dla niego walka się nie skończyła, bo Polska nie była jeszcze wolna. Nigdy nie pogodził się z perspektywą wprowadzenia w Polsce ustroju komunistycznego. Zdecydowany był walczyć o pełne wyzwolenie, nie mógł pogodzić się z narzuconym Polsce zbrodniczym ustrojem komunistycznym, zniewalającym naród.

Jan Kaim organizuje więc sieć dla przeciwstawienia się wprowadzeniu reżimu komunistycznego. Wyjeżdża z kraju jako kurier władz Rzeczypospolitej i emisariusz Stronnictwa Narodowego (SN) na uchodźstwie, aby organizować łączność między władzami SN w kraju i na emigracji.

Nawiązuje kontakty z działaczami głównych miast na terenie całego kraju. W kraju organizacja ta została zdelegalizowana przez władzę komunistyczną, a aktywizacja członków Stronnictwa Narodowego była bardzo utrudniona z powodu licznych aresztowań oraz z powodu obaw przed represjami aparatu bezpieczeństwa.

Po rozeznaniu sytuacji w kraju, nawiązuje kontakty z delegaturą rządu londyńskiego oraz kierownictwem Stronnictwa Narodowego. Przybywa do Monachium, Frankfurtu, Meppen, Paryża. Spotyka tam dywizję gen. Maczka i nawiązuje kontakty z delegaturą rządu londyńskiego oraz kierownictwem Stronnictwa Narodowego. Wszędzie szuka kontaktów i organizuje sieć dla przeciwstawienia się wprowadzeniu komunizmu.

W tym okresie Jan Kaim używa pseudonimów „Filip” i „Wiktor”. Wielokrotnie przyjeżdża do kraju z dyspozycjami rządu londyńskiego oraz by organizować zerwaną sieć informacyjną. Przeprowadza również na Zachód zagrożonych aresztowaniem działaczy SN. Niestety nie trwa to długo. Ostatni raz przekracza granicę 4 listopada 1947 r. w okolicach Szczecina. W Szczecinie oraz w wielu innych miastach całego kraju usiłuje nawiązać łączność z działaczami SN, ale wielu jest już aresztowanych. Zasadzka na Jana Kaima jest już przygotowana; cały czas jest śledzony. Po wykonaniu zadania, gdy ma wyjechać z kraju, w dniu 24 listopada zostaje aresztowany w Szczecinie i osadzony w więzieniu w Warszawie na Mokotowie.

W więzieniu Jan Kaim traktowany jest jak największy zbrodniarz; nie pozwalano mu na żadne kontakty z rodziną. Bestialskie metody, jakie wobec niego stosowano oraz okrutne tortury sprawiły, że zyskał miano „Męczennika Mokotowa”. Nawet po wydaniu wyroku śmierci nie zezwolono na widzenie z matką, nie przekazano jej żadnych rzeczy osobistych. Matka do końca swego życia miała nadzieję, że jej syn żyje, bo dlaczego mieliby go stracić? Za co miałby dostać karę śmierci? Przecież nigdy nie zrobił nic złego.

Niestety rzeczywistość okazała się brutalna! Janowi Kaimowi udało się przeżyć wojnę; wielokrotnie omijały go kule nieprzyjaciela na polu walki, mimo że walczył nieustannie nie licząc się z zagrożeniami. Nie oszczędzili go jednak komuniści. Człowiek tak mądry i wykształcony, mógł dobrze służyć Polsce. W kraju wyniszczonym wojną tacy ludzie byli Polsce potrzebni. Komuniści zadecydowali jednak inaczej, patriota i człowiek oddany swojej Ojczyźnie nie był ich zdaniem krajowi potrzebny!

płk Aleksander Wareci vel Warenhaupt ponosi osobistą odpowiedzialny za skazanie Jana Kaima na śmierć

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z dnia 6 maja 1949 r. Jan Kaim został skazany na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy postanowieniem z dnia 24 czerwca 1949 r. utrzymał powyższy wyrok w mocy. Sądy obu instancji nie zadały sobie trudu uzasadnienia przyjętej kwalifikacji prawnej ani faktów, które wskazywałyby na działalność przestępczą. Zarówno protokół rozprawy, jak i uzasadnienie orzeczeń sądów obu instancji, to zlepek prymitywnych sloganów i zwrotów, w których brak jakiejkolwiek argumentacji prawniczej. Wyrok został wydany w sposób uwłaczający wszelkim zasadom praworządności. Na rozprawie nie było prokuratora, nie było obrońcy, nie było świadków. Właściwie nie było żadnej rozprawy. W uzasadnieniu wyroku znajduje się stwierdzenie, że „usiłował przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego i obalić przemocą ustanowione organa władzy zwierzchniej Narodu, a następnie wraz z innymi zagarnąć ich władzę”. W aktach sprawy znajduje się też stwierdzenie, iż jest zbyt inteligentny i mądry, a w związku z tym zbyt niebezpieczny. Ówczesny sąd stalinowski nie wziął pod uwagę jego wielkich zasług w walce o wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej, które były oczywiste niezależnie od jego poglądów politycznych.

Prezydent R.P. Bolesław Bierut decyzją z dnia 13 lipca 1949 r. nie skorzystał z prawa łaski i w dniu 18 lipca 1949 r. wyrok został wykonany.

W wieku 37 lat, w pełni sił, zamordowano człowieka bez reszty oddanego sprawie Ojczyzny, wielkiego patriotę. Jan Kaim zginął dlatego, że miał inne poglądy, że nie godził się na bolszewizację kraju i utratę suwerenności. Stracono w sposób haniebny człowieka prawego i nieskazitelnego, dla którego liczyło się tylko dobro kraju, dla którego nie miały znaczenia żadne osobiste korzyści, który bez reszty poświęcił się dla dobra Ojczyzny.

W dniu 18 grudnia 1990 r. odbyła się rozprawa rewizyjna w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego, na której Jan Kaim został uniewinniony od przypisywanych mu przestępstw. Wyrok został uznany za haniebny, przy czym stwierdzono, że skazanie nastapiło z obrazą przepisów prawa materialnego. Nazwisko Jan Kaim zostało upamiętnione na pomniku ofiar stalinizmu na Warszawskim Cmentarzu na Powązkach oraz na tablicy umieszczonej na murach więzienia na ul. Rakowieckiej, wśród ofiar straconych w tym więzieniu w latach 1945-1956.

Świadectwo potwierdzające identyfikację odnalezionych szczątków

W dniu 11 listopada 2006 roku w Święto Niepodległości Prezydent Polski Lech Kaczyński, doceniając zasługi w bohaterskiej walce o niepodległość przyznał Janowi Kaimowi pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Miejsce odnalezienia szczątków Jana Kaima - Łączka
Miejsce odnalezienia szczątków Jana Kaima – Łączka

Szczątki Jana Kaima odnalazł zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka 23 maja 2013 roku w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na warszawskich Powązkach.

Uroczysty pogrzeb państwowy z asystą honorową Wojska Polskiego odbędzie się we wrześniu 2019 roku. Odnalezione szczątki zostaną złożone w Panteonie – Mauzoleum Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych na Łączce Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Ceremonia ta będzie zwieńczeniem tragicznej historii Ofiar zbrodni komunistycznych.

                                                                           Marianna Pakulska 

W dniu 30 maja 2018 r. pożegnaliśmy pana Jana Tusińskiego. Zmarł w wieku 94 lat, pochodził z Błazin, mieszkał w Iłży, był zaangażowany w życie miasta i parafii.

Wykonał wiele krzyży przydrożnych i misyjnych, które stoją na placu kościelnym i przy iłżeckich drogach. Bardzo ważnym dla niego zadaniem było nadzorowanie i praca przy wykonaniu krzyża, który stanął na wzgórzu zamkowym 14 lipca 2012 r.

Bogu polecamy Pana w modlitwie dziękując za pańskie życie.

W dniu 11 maja 2019 r. grupa mieszkańców Iłży wybrała się do Zamościa, wśród nich również przedstawiciele Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego. Okazją do spotkania były imieniny. Niezwykłe imieniny, bo Imieniny Leśmiana organizowane w mieście, w którym poeta mieszkał, tworzył i pracował jako notariusz.

Cykl wydarzeń związanych z imieninami obejmował cały weekend. Dla mieszkańców Iłży szczególnie bliska była wizyta w zamojskim Młodzieżowym Domu Kultury i otwarcie wystawy grafik Norberta Jastalskiego z tekstami Łukasza Babuli. Od czasu gdy wystawa była prezentowana w Iłży rozrosła się o kolejne osiem grafik, do których również teksty napisał Norbert. Spotkanie stało się również okazją do obejrzenia spektaklu, przygotowanego przez młodzież zamojską, do którego tekst, nawiązujący do biografii, twórczości i języka Leśmiana, napisał Piotr Johaniuk. Obejrzeliśmy również film pt. Malinowy zrealizowany przez Norberta Jastalskiego. Czas wypełniły ciekawe i inspirujące  rozmowy z naszymi przyjaciółmi z Towarzystwa Leśmianowskiego w Zamościu.

Po obejrzeniu wystawy Pan Sławomir Bartnik – Prezes Towarzystwa Leśmianowskiego, który o Zamościu i Bolesławie Leśmianie wie prawie wszystko, oprowadził nas śladami poety po Zamościu.  Z wielką pasją pan S. Bartnik opowiadał o życiu poety w Zamościu,  pokazał nam miejsca, gdzie mieszkał, pracował i lubił spędzać czas.

Kolejnym wydarzeniem, w którym wzięliśmy udział, było malowanie imieninowego prezentu na Rynku Wodnym. Nawet chwilowe przejście burzy nie zakłóciło pracy Norbertowi Jastalskiemu.

Sobotni dzień dopełniło imieninowe spotkanie w Restauracji Centralka, znajdującej się w budynku, w którym z rodziną mieszkał Bolesław Leśmian. W niedzielę 12 maja 2019 r. odbył się bieg na dystansie 7 kilometrów o nazwie Rozzielenie. Naszych mieszkańców, z sukcesami, reprezentowali członkowie Stowarzyszenia Miłośników Aktywności Fizycznej „Iłża pędzi”.

« 1 z 2 »