Aktualności

Marianna Pakulska

Jan Kaim
Jan Kaim

Jan Kaim – wielki patriota, bezgranicznie oddany sprawom Ojczyzny, całe swe życie poświęcił walce o wolną Polskę. Za swą działalność więziony, torturowany. Należy do ofiar komunizmu, zgładzony w bestialski sposób w więzieniu na Rakowieckiej. Wśród więźniów zyskał miano „Męczennika Mokotowa”. Jedyną jego winą była bezgraniczna miłość do Ojczyzny, obrona wartości chrześcijańskich i narodowych oraz przeciwstawianie się sowietyzacji Polski. Wychowany w duchu chrześcijańskim i patriotycznym był zdecydowany poświęcić wszystko w imię tych wartości. I tak też się stało, oddał życie w imię zasad, które dla niego były najważniejsze.

Jan Kaim syn Pawła i Marii z domu Kiepas, urodził się w Starosiedlicach 17 września 1912 roku. Miał trzech braci: Antoniego, Stanisława i Władysława, dwie siostry Marię i Zofię oraz siostrę przyrodnią Ewę. Jan Kaim naukę pobierał w Starosiedlicach, Iłży, Nowogródku, Drohiczynie i w Kobryniu, gdzie w 1931 r. uzyskał maturę. Od września 1932 r. do września 1933 r. odbył zasadniczą służbę wojskową w Brześciu nad Bugiem. Mimo trudnych warunków materialnych (ojciec zmarł w 1930 r.) pragnął uczyć się dalej. Od 1933 r. do 1939 r. (z przerwami na pracę) studiował na Wydziale Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Lwowskiej. Już w czasie studiów brał czynny udział w działalności organizacji studenckich oraz w ruchu narodowym. W 1939 r. uzyskał absolutorium, ale przed wybuchem wojny nie zdążył złożyć egzaminu dyplomowego.

W pierwszej powszechnej mobilizacji 31 sierpnia 1939 r. zostaje powołany do wojska i przydzielony do 35 p.p. w Brześciu. W szeregach tego pułku walczył z Niemcami m.in. pod Kockiem, Wolą Guławską i Krzywdą. W tym pułku od 31 sierpnia do 17 września był dowódcą drużyny. Po rozbiciu pułku pod Brześciem wycofał się do Drohiczyna Poleskiego, gdzie wstąpił do 81. pp w GO gen F. Kleeberga, pełniąc tam funkcję zastępcy dowódcy plutonu. 7 października, po kapitulacji oddziału pod Krzywdą dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł 10 października 1939 r. w Łukowie. Następnie przedostał się do Niska, a stamtąd na tereny rodzinne do Starachowic, gdzie mieszkał do 30 listopada 1942. W listopadzie 1939 r. Jan Kaim wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), w której pełnił funkcję kierownika organizacyjnego powiatu starachowickiego i organizował oddziały NOW. Stoczył wiele walk z Niemcami na terenie Kielecczyzny (Starachowice, Iłża, Radom). Wykazywał w nich ogromną odwagę i determinację. Pod jego dowództwem walczył również jego młodszy brat Stanisław, który zginął w wieku 19 lat w czasie walk w rejonie Końskich.

W październiku 1942 r. w ramach akcji scaleniowej, NOW weszła w skład AK. Od 1 grudnia 1942 r. do 15 lutego 1943 r. Jan Kaim mieszkał w Radomiu, gdzie był dowódcą plutonu NOW-AK. Zagrożony wsypą przeniósł się do Warszawy, gdzie pod pseudonimem „Wiktor” został dowódcą plutonu specjalnego (rekwizycyjnego) przy KG NOW. W lutym 1943 r. w Warszawie został zaprzysiężony na rotę AK.

W czerwcu 1943 r. dowodził akcją rozbrojenia załogi niemieckiej w majątku Zakrzówek, pow. Radom. Został wówczas ranny w obojczyk. Od listopada 1942 r. do czerwca 1944 r. dowodził wielokrotnie akcjami konfiskaty towarów niemieckich na potrzeby organizacyjne.

W maju 1944 r. w domu w Warszawie przy ul. Złotej został aresztowany przez Gestapo (wraz ze swoją siostrą Marią, która kierowała Narodową Organizacją Wojskową Kobiet i była kurierką Komendy Głównej NOW). Jan Kaim oraz jego siostra Maria zostali osadzeni w więzieniu na Pawiaku i poddani brutalnemu śledztwu. Podczas śledztwa nikogo nie wydali. W „Kedywie” rozważano ich odbicie, ale 30 lipca 1944 r. Jan Kaim został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, a Maria Kaim dzień później do Ravensbruck. 17 września Jan Kaim został przetransportowany do KL Mauthausen, skąd po miesiącu został przeniesiony do KL Linz, gdzie przebywał do końca wojny.

Dnia 5 maja 1945 obóz został oswobodzony przez wojska amerykańskie, w wyniku czego również Jan Kaim odzyskał wolność. Do 2 lipca przebywał w Ośrodku Polskim w Linz, po czym transportem repatriacyjnym powrócił do kraju, aby rozpoznać nastroje społeczeństwa oraz rozeznać możliwości działania Stronnictwa Narodowego.

Polska wyzwolona spod okupacji niemieckiej, znajdowała się pod okupacją sowiecką. Jan Kaim zaczyna intensywną działalność na rzecz uwolnienia Polski od obcych wpływów. Dla niego walka się nie skończyła, bo Polska nie była jeszcze wolna. Nigdy nie pogodził się z perspektywą wprowadzenia w Polsce ustroju komunistycznego. Zdecydowany był walczyć o pełne wyzwolenie, nie mógł pogodzić się z narzuconym Polsce zbrodniczym ustrojem komunistycznym, zniewalającym naród.

Jan Kaim organizuje więc sieć dla przeciwstawienia się wprowadzeniu reżimu komunistycznego. Wyjeżdża z kraju jako kurier władz Rzeczypospolitej i emisariusz Stronnictwa Narodowego (SN) na uchodźstwie, aby organizować łączność między władzami SN w kraju i na emigracji.

Nawiązuje kontakty z działaczami głównych miast na terenie całego kraju. W kraju organizacja ta została zdelegalizowana przez władzę komunistyczną, a aktywizacja członków Stronnictwa Narodowego była bardzo utrudniona z powodu licznych aresztowań oraz z powodu obaw przed represjami aparatu bezpieczeństwa.

Po rozeznaniu sytuacji w kraju, nawiązuje kontakty z delegaturą rządu londyńskiego oraz kierownictwem Stronnictwa Narodowego. Przybywa do Monachium, Frankfurtu, Meppen, Paryża. Spotyka tam dywizję gen. Maczka i nawiązuje kontakty z delegaturą rządu londyńskiego oraz kierownictwem Stronnictwa Narodowego. Wszędzie szuka kontaktów i organizuje sieć dla przeciwstawienia się wprowadzeniu komunizmu.

W tym okresie Jan Kaim używa pseudonimów „Filip” i „Wiktor”. Wielokrotnie przyjeżdża do kraju z dyspozycjami rządu londyńskiego oraz by organizować zerwaną sieć informacyjną. Przeprowadza również na Zachód zagrożonych aresztowaniem działaczy SN. Niestety nie trwa to długo. Ostatni raz przekracza granicę 4 listopada 1947 r. w okolicach Szczecina. W Szczecinie oraz w wielu innych miastach całego kraju usiłuje nawiązać łączność z działaczami SN, ale wielu jest już aresztowanych. Zasadzka na Jana Kaima jest już przygotowana; cały czas jest śledzony. Po wykonaniu zadania, gdy ma wyjechać z kraju, w dniu 24 listopada zostaje aresztowany w Szczecinie i osadzony w więzieniu w Warszawie na Mokotowie.

W więzieniu Jan Kaim traktowany jest jak największy zbrodniarz; nie pozwalano mu na żadne kontakty z rodziną. Bestialskie metody, jakie wobec niego stosowano oraz okrutne tortury sprawiły, że zyskał miano „Męczennika Mokotowa”. Nawet po wydaniu wyroku śmierci nie zezwolono na widzenie z matką, nie przekazano jej żadnych rzeczy osobistych. Matka do końca swego życia miała nadzieję, że jej syn żyje, bo dlaczego mieliby go stracić? Za co miałby dostać karę śmierci? Przecież nigdy nie zrobił nic złego.

Niestety rzeczywistość okazała się brutalna! Janowi Kaimowi udało się przeżyć wojnę; wielokrotnie omijały go kule nieprzyjaciela na polu walki, mimo że walczył nieustannie nie licząc się z zagrożeniami. Nie oszczędzili go jednak komuniści. Człowiek tak mądry i wykształcony, mógł dobrze służyć Polsce. W kraju wyniszczonym wojną tacy ludzie byli Polsce potrzebni. Komuniści zadecydowali jednak inaczej, patriota i człowiek oddany swojej Ojczyźnie nie był ich zdaniem krajowi potrzebny!

płk Aleksander Wareci vel Warenhaupt ponosi osobistą odpowiedzialny za skazanie Jana Kaima na śmierć

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z dnia 6 maja 1949 r. Jan Kaim został skazany na karę śmierci. Najwyższy Sąd Wojskowy postanowieniem z dnia 24 czerwca 1949 r. utrzymał powyższy wyrok w mocy. Sądy obu instancji nie zadały sobie trudu uzasadnienia przyjętej kwalifikacji prawnej ani faktów, które wskazywałyby na działalność przestępczą. Zarówno protokół rozprawy, jak i uzasadnienie orzeczeń sądów obu instancji, to zlepek prymitywnych sloganów i zwrotów, w których brak jakiejkolwiek argumentacji prawniczej. Wyrok został wydany w sposób uwłaczający wszelkim zasadom praworządności. Na rozprawie nie było prokuratora, nie było obrońcy, nie było świadków. Właściwie nie było żadnej rozprawy. W uzasadnieniu wyroku znajduje się stwierdzenie, że „usiłował przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego i obalić przemocą ustanowione organa władzy zwierzchniej Narodu, a następnie wraz z innymi zagarnąć ich władzę”. W aktach sprawy znajduje się też stwierdzenie, iż jest zbyt inteligentny i mądry, a w związku z tym zbyt niebezpieczny. Ówczesny sąd stalinowski nie wziął pod uwagę jego wielkich zasług w walce o wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej, które były oczywiste niezależnie od jego poglądów politycznych.

Prezydent R.P. Bolesław Bierut decyzją z dnia 13 lipca 1949 r. nie skorzystał z prawa łaski i w dniu 18 lipca 1949 r. wyrok został wykonany.

W wieku 37 lat, w pełni sił, zamordowano człowieka bez reszty oddanego sprawie Ojczyzny, wielkiego patriotę. Jan Kaim zginął dlatego, że miał inne poglądy, że nie godził się na bolszewizację kraju i utratę suwerenności. Stracono w sposób haniebny człowieka prawego i nieskazitelnego, dla którego liczyło się tylko dobro kraju, dla którego nie miały znaczenia żadne osobiste korzyści, który bez reszty poświęcił się dla dobra Ojczyzny.

W dniu 18 grudnia 1990 r. odbyła się rozprawa rewizyjna w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego, na której Jan Kaim został uniewinniony od przypisywanych mu przestępstw. Wyrok został uznany za haniebny, przy czym stwierdzono, że skazanie nastapiło z obrazą przepisów prawa materialnego. Nazwisko Jan Kaim zostało upamiętnione na pomniku ofiar stalinizmu na Warszawskim Cmentarzu na Powązkach oraz na tablicy umieszczonej na murach więzienia na ul. Rakowieckiej, wśród ofiar straconych w tym więzieniu w latach 1945-1956.

Świadectwo potwierdzające identyfikację odnalezionych szczątków

W dniu 11 listopada 2006 roku w Święto Niepodległości Prezydent Polski Lech Kaczyński, doceniając zasługi w bohaterskiej walce o niepodległość przyznał Janowi Kaimowi pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Miejsce odnalezienia szczątków Jana Kaima - Łączka
Miejsce odnalezienia szczątków Jana Kaima – Łączka

Szczątki Jana Kaima odnalazł zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka 23 maja 2013 roku w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na warszawskich Powązkach.

Uroczysty pogrzeb państwowy z asystą honorową Wojska Polskiego odbędzie się we wrześniu 2019 roku. Odnalezione szczątki zostaną złożone w Panteonie – Mauzoleum Żołnierzy Wyklętych – Niezłomnych na Łączce Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Ceremonia ta będzie zwieńczeniem tragicznej historii Ofiar zbrodni komunistycznych.

                                                                           Marianna Pakulska 

W dniu 30 maja 2018 r. pożegnaliśmy pana Jana Tusińskiego. Zmarł w wieku 94 lat, pochodził z Błazin, mieszkał w Iłży, był zaangażowany w życie miasta i parafii.

Wykonał wiele krzyży przydrożnych i misyjnych, które stoją na placu kościelnym i przy iłżeckich drogach. Bardzo ważnym dla niego zadaniem było nadzorowanie i praca przy wykonaniu krzyża, który stanął na wzgórzu zamkowym 14 lipca 2012 r.

Bogu polecamy Pana w modlitwie dziękując za pańskie życie.

W dniu 11 maja 2019 r. grupa mieszkańców Iłży wybrała się do Zamościa, wśród nich również przedstawiciele Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego. Okazją do spotkania były imieniny. Niezwykłe imieniny, bo Imieniny Leśmiana organizowane w mieście, w którym poeta mieszkał, tworzył i pracował jako notariusz.

Cykl wydarzeń związanych z imieninami obejmował cały weekend. Dla mieszkańców Iłży szczególnie bliska była wizyta w zamojskim Młodzieżowym Domu Kultury i otwarcie wystawy grafik Norberta Jastalskiego z tekstami Łukasza Babuli. Od czasu gdy wystawa była prezentowana w Iłży rozrosła się o kolejne osiem grafik, do których również teksty napisał Norbert. Spotkanie stało się również okazją do obejrzenia spektaklu, przygotowanego przez młodzież zamojską, do którego tekst, nawiązujący do biografii, twórczości i języka Leśmiana, napisał Piotr Johaniuk. Obejrzeliśmy również film pt. Malinowy zrealizowany przez Norberta Jastalskiego. Czas wypełniły ciekawe i inspirujące  rozmowy z naszymi przyjaciółmi z Towarzystwa Leśmianowskiego w Zamościu.

Po obejrzeniu wystawy Pan Sławomir Bartnik – Prezes Towarzystwa Leśmianowskiego, który o Zamościu i Bolesławie Leśmianie wie prawie wszystko, oprowadził nas śladami poety po Zamościu.  Z wielką pasją pan S. Bartnik opowiadał o życiu poety w Zamościu,  pokazał nam miejsca, gdzie mieszkał, pracował i lubił spędzać czas.

Kolejnym wydarzeniem, w którym wzięliśmy udział, było malowanie imieninowego prezentu na Rynku Wodnym. Nawet chwilowe przejście burzy nie zakłóciło pracy Norbertowi Jastalskiemu.

Sobotni dzień dopełniło imieninowe spotkanie w Restauracji Centralka, znajdującej się w budynku, w którym z rodziną mieszkał Bolesław Leśmian. W niedzielę 12 maja 2019 r. odbył się bieg na dystansie 7 kilometrów o nazwie Rozzielenie. Naszych mieszkańców, z sukcesami, reprezentowali członkowie Stowarzyszenia Miłośników Aktywności Fizycznej „Iłża pędzi”.

« 1 z 2 »

W sobotę 27 kwietnia 2019 r. członkowie i sympatycy Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego udali się na wycieczkę autokarową do Warszawy. W gronie 26 osób zwiedziliśmy wystawę „Cele bezpieki” znajdującą się w piwnicach Ministerstwa Sprawiedliwości przy ul. Koszykowej.

Następnym punktem programu było zwiedzanie Muzeum Katyńskiego znajdującego się w Cytadeli. Stamtąd udaliśmy się na „Łączkę” na wojskowych Powązkach. W tym miejscu odnaleziono szczątki ppor. Jana Kaima urodzonego w Starosiedlicach Żołnierza Niezłomnego, zamordowanego w 1949 r. w więzieniu na Mokotowie.

Ostatnim punktem wycieczki było zwiedzanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Stamtąd zmęczeni i zadowoleni wróciliśmy do domu.

Zapraszamy do obejrzenia fotografii wykonanych przez Adama Sępioła oraz Barbarę i Roberta Celuch.

« 1 z 2 »

           W dobie przynależności zamku do biskupstwa krakowskiego był on wielokrotnie remontowany i rozbudowywany. Wynikało to z praktycznych potrzeb gospodarzy, dla których obiekt spełniał szereg różnorodnych funkcji, począwszy od militarnej przez mieszkalną,  reprezentacyjną , administracyjną, penitencjarną  do gospodarczej. Zamek przeszedł kilka dużych renowacji. Pierwsza o której wiemy, na przełomie XV i XVI w., przeprowadzona została przez bp. Jana Konarskiego; druga, w 2 poł. XVI w. polegała na przebudowie zamku  gotyckiego w renesansowy, przeprowadzona  została przez bp. Filipa Padniewskiego; trzecia, po pożarze w 1588 r., dokonana przez bp. Piotra Myszkowskiego; czwarta  renowacja, została podjęta przez bp. Marcina Szyszkowskiego w 1618 r.; piąta, po zniszczeniach potopu szwedzkiego, zakończona w 1670 r. przez bp. Andrzeja Trzebickiego; szósta,  zrealizowana w 1737 r. przez bp. Andrzeja Lipskiego; siódmy remont wykonany został staraniem bp. A. Załuskiego w 1750 r.; ósma, ostatnia odnowa została przeprowadzona kosztem bp. Kajetana Sołtyka w 1782 r.  Po tej dacie następuje stopniowa dewastacja przekształcająca zamek w ruinę.  W 1873 r. resztki zamczyska zostały zakupione przez księcia Tadeusza Lubomirskiego, który chciał uchronić je przed całkowitym unicestwieniem.  Przełom w ratowaniu zabytku dokonał  się dopiero w 1907 r.  kiedy przyjechał do Iłży Oskar Sosnowski.  Architekt zdiagnozował stan ruin i sporządził  plan działań konserwatorskich.  Prace rozpoczęto trzy lata później. Podmurowano podstawę wieży głównej i wzmocniono przypory dawnej wieży bramnej. W tym czasie obiekt był już własnością  Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości . W latach dwudziestych Towarzystwo starało się o kontynuowanie prac renowacyjnych. Z budżetu Ministerstwa Robót Publicznych przeznaczono na ten cel fundusz w wysokości 100 000 marek . Ostatecznie środki te przekazano  na ratowania klasztoru na Św. Krzyżu.

Towarzystwo dobrze wywiązywało się ze swoich właścicielskich obowiązków. Widziało „konieczność stałego i bezpośredniego czuwania nad ruinami iłżeckimi”.[1] W tym celu delegowało swoich przedstawicieli. Pierwszym z nich był sędzia pokoju  Karol Gantner. Pieczę nad zabytkiem powierzył mu jeszcze poprzedni właściciel, książę Lubomirski. Sprawował tę funkcje do 1921 r. Jego następcą został rejent Stefan Kaleński, późniejszy burmistrz Iłży. Dla Zarządu Towarzystwa było oczywistością ustanowienie osoby odpowiedzialnej za obiekt. Obecność kuratora umożliwiała właściwy dozór i możliwość realizacji  programu konserwatorskiego i planu administracyjno-gospodarczego. [2] Na początku lat dwudziestych powstała koncepcja wydzierżawienia wzgórza zamkowego straży ogniowej, wraz z powierzeniem jej opieki  nad ruinami. Wszystko było uzgodnione lecz   z powodu obstrukcji Stefana Kaleńskiego  nie doszło do podpisania umowy. Gdy ruiny zostały zakupione przez gminę Iłża (1927 r.), magistrat „na wzgórzu zamkowym urządził park miejski, zaangażował dozorcę-ogrodnika i zasadził kilka tysięcy drzew dzikich.[3] Do II wojny światowej nie prowadzono już prac renowacyjnych, skupiono się głównie na pielęgnacji zieleni. Podczas bitwy o Iłżę 8-9 września 1939 r. ruiny doznały uszczerbku, szczególnie wieża główna. Naprawa wieży miała miejsce dopiero w 1958 r. Była wynikiem presji mieszkańców,  którym spadające kamienie wyrządzały szkody w obejściach i były zagrożeniem dla zdrowia i życia. [4] Pomocni w tej akcji byli  dziennikarze Nowej Wsi  i Życia Radomskiego.

Pod koniec lat 50-tych wrócono  do zadrzewiania wzgórza, ale tym razem władze nie mogły poradzić sobie z niszczeniem sadzonek. Z tego powodu postanowiono zatrudnić dozorcę. Oczywiście nie było funduszu na  etat. Zwrócono się o pomoc do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach, które w sierpniu 1959 r. odpowiedziało:  „Nawiązując do poprzednio przeprowadzonej korespondencji na temat zaangażowania dozorcy na zamku w Iłży, donosi się, że obecnie istnieje możliwość zaangażowania i opłacenia przez nas takiego pracownika. Proszę o spowodowanie nadesłania podania z życiorysem wraz z opinią tamtejszego Prezydium. Pracownik musi być sumienny z pełnym poczuciem odpowiedzialności, chcący pracować na tym stanowisku. Powinien być zaznajomiony z historią zamku by mógł poinformować wycieczkę zwiedzającą ten obiekt. Pracownik ten może być zaangażowany od dnia 1 września br.”[5]   Były to chyba wygórowane wymagania jak na dozorcę? Do znalezienia odpowiedniej osoby nie doszło, skoro Adam Bednarczyk w 1969 r. pisał w Słowie Ludu: „Zamek bez dozoru. Od wielu lat nie ma stróża na zamku w Iłży. Wydaje nam się, że należy zatrudnić kogoś przynajmniej na pół etatu, w godzinach popołudniowych od 13. Sprawa o tyle bardzo pilna i ważna, że zachowanie młodzieży na zamku daje nam dużo do myślenia. (…) Stróż na zamku będzie miał co robić, tym bardziej gdy wspomni się o zaśmiecaniu zamku, wybujałych chwastach, rozbitych butelkach itp. Dodajmy, że w lecie coraz więcej turystów zwiedza nasz gród.” Mimo upływu 50 lat uwagi p. Adama są nadal aktualne.

W  XX w. dokonała się głęboka przemiana w sferze ochrony zabytków.  Przy obecnych regulacjach prawnych  i  świadomości społecznej  nie powinno ubywać obiektów zabytkowych, przynajmniej tych cenniejszych. Jednak cały czas skreślane są z rejestrów te zabytki, które przez zaniedbanie przestały posiadać jakąkolwiek wartość.  Niestety  utrata wartości dotyczy także Zamku Iłża. Deprecjacja jest przede wszystkim konsekwencją zaniedbań i niedostatecznej opieki,  ale przyczyniają się do niej także błędne działania renowacyjne.

Dla zamku Iłża od lat 70. ubiegłego wieku powstało kilka koncepcji i projektów konserwatorsko – renowacyjnych:

  • Zamek w Iłży, zabezpieczenie, opr. przez A. Klimka (Politechnika Świętokrzyska 1973 r.),
  • Projekt konserwacji zamku górnego  St. Medekszy (1978 r.?)[6],
  • Projekty prof. Andrzej Kadłuczki z Politechniki Krakowskiej: zabezpieczenia i adaptacji wieży zamkowej do potrzeb turystycznych,  projekt zabezpieczenia ruin i ich zagospodarowania (1993, 1995),
  • Program ochrony i zagospodarowania zespołu zamkowego w Iłży (w
  • ramach Programu MKiSz : „Ochrona i konserwacja architektury obronnej” (1997)
  • Koncepcja zagospodarowania wzgórza zamkowego w Iłży P. Langera (2008 r.)[7]
  • Projekt prof. Jana Salma, zabezpieczenia murów zamku górnego z adaptacją wnętrz na cele muzealne (2010 r.)
  • Zabezpieczenia pozostałości murów zamku górnego w części północnej, opr. przez T. Grzelakowskiego  (2016 r.)

Dokumentacja,  którą sporządzono należy do najobszerniejszych jakie posiadają tego typu obiekty (historyczne ruiny zamków średniowiecznych).[8] Podczas badań stanu zasobu historycznych ruin w Polsce w latach 2010-2012, iłżecki zamek znalazła się w grupie reprezentatywnej składającej się z 10 obiektów[9].  Zostały one  poddane szczegółowej analizie pod względem posiadanej dokumentacji, stanu technicznego i prac konserwatorskich.  W badanej grupie  ruiny iłżeckie posiadają najbogatszą dokumentację, którą oceniono na 1.92 w 3 punktowej skali. Obiekt iłżecki, jako jedyny otrzymał maksymalną  ocenę za dokumentacje:  konserwatorską z koncepcją, opinie i ekspertyzy dla całości, projekty techniczne całościowe.  Ostatnie lata przyniosły kolejne nowe opracowania (nie publikowane) związane z badaniami teledetekcyjnymi zamku prowadzonymi przez dr R. Zapłatę w latach 2012-2016 i badaniami archeologicznymi  prowadzonymi przez dr Z. Lechowicza w 2015 r. Oprócz dokumentacji naukowej tworzona jest również dokumentacja urzędnicza taka jak Gminny Program Opieki nad Zabytkami czy Strategia Rozwoju Gminy i Miasta Iłża.

Mając tak obszerny zasób różnego rodzaju opracowań, można postawić pytanie, czy  przekłada się to na rzeczywistą i wymierną opiekę nad zabytkiem? W myśl ustawy  o ochronie i opiece nad zabytkami, opieka  polega na zapewnieniu przez właściciela warunków:

  1. naukowego badania i dokumentowania zabytku;
  2. prowadzenia prac konserwatorskich, restauratorskich i robót budowlanych przy zabytku;
  3. zabezpieczenie i utrzymanie zabytku oraz jego otoczenia w jak najlepszym stanie;
  4. korzystanie z zabytku w sposób zapewniający trwałe zachowanie jego wartości;
  5. popularyzowanie i upowszechnianie wiedzy o zabytku oraz jego znaczeniu dla historii i kultury.

Opieka nad zabytkiem to cały szereg działań  nawzajem uzupełniających się. Wydaje się jednak, że czynności zawarte w 3 i 4 punkcie –  zabezpieczenie i utrzymanie obiektu w jak najlepszym stanie oraz korzystanie z obiektu nie umniejszając jego wartości, są zadaniami nadrzędnymi. Bez realizacji tych elementarnych obowiązków nie można mówić w ogóle o opiece. Badania, sporządzanie dokumentacji,  popularyzacja to ważne wyznaczniki dbałości o zabytek, ale ich brak nie zagraża egzystencji obiektu. Natomiast  bez bieżących i stałych działań, czyli kontroli  i usuwania rodzących się zagrożeń jego żywotność zostanie znacznie ograniczona.

W przypadku ruin iłżeckich mamy wyraźną dysproporcję w realizacji poszczególnych warunków opieki. Jak już wykazałem wyżej, obiekt posiada znaczny zasób dokumentacji projektowej i naukowej, która wykorzystywana jest w praktyce w stopniu niedostatecznym.         W większości przypadków efekty badań naukowych, wnioski, zalecenia konserwatorskie czy plany renowacji i zabezpieczeń są wcielane w życie tylko częściowo i z dużym opóźnieniem.  Zamek Iłża nie miał  szczęścia także do jakości projektów i wykonawców, którzy bardzo często okazywali się podwykonawcami bez odpowiednich kwalifikacji. Poniżej przedstawiono szereg  działań, które za zgodą urzędu konserwatorskiego przyczyniły się do pomniejszenia wartości historycznej i estetycznej obiektu:

  1. Dach na wieży głównej (tzw. parasolka), negatywnie wpływa na estetykę budowli. Co ważniejsze nie spełnia należycie swojej funkcji ochronnej. Zadaszenie nie posiada rynien,  podczas gwałtownych ulew połączonych z wiatrem,  woda  która spływa z nawietrznej połaci dachu jest  wtłaczana do wnętrza wieży. (fot. 1)

Fot. 1 „Parasolka” (P.N.)

2. Nieprzemyślane przeprowadzenie przewodów  elektrycznych i instalacji odgromowej. (fot.2, 3)

fot. 2 (P.N.)
Fot. 3 Wyjątkowo „przemyślany” przebieg instalacji elektrycznej (fot. P.N.)

3. Źle wykonane prace dekarskie były powodem zalewania pomieszczeń skrzydła południowego (fot. 4, 5, 6)

4. Błędy murarskie polegające na używaniu nieodpowiednio przygotowanej zaprawy lub prowadzeniu prac przy zbyt niskich temperaturach. (fot. 7, 8)

5. W wielu miejscach niewłaściwie prowadzono prace murarskie – brak zachowania  wątku lub kładzenie nowych warstw kamieni na rumoszu  (fot. 9, 10, 10 a)

6. Brak przesklepień w otworach drzwiowych  w skrzydle południowym. (fot. 11)

Fot. 11 Brak przesklepień, nadproży i węgary na 3 m w górę. Tak wyglądały otwory drzwiowe w skrzydle południowym

7. Nieumiejętnie wykonana anastyloza (rekonstrukcja architektury z zachowanych fragmentów), w wyniku której zniszczono lub usunięto oryginalne elementy renesansowej  kamieniarki.(fot. 12)

Fot. 12 Po wykryciu uchybień nadliczbowe węgary wykuto i przeprowadzono barbarzyńską korektę wysokości. Zainstalowano także proste nadproża.

8. Źle wyprofilowana wylewka na szczycie wieży.  Woda, która się tam gromadzi powoduje korozję zbrojenia. (fot. 13, 13a)

9. Zasypanie fosy

10. Niedostateczne rozpoznanie wyglądu dawnego obiektu przez co w zrekonstruowanych przestrzeniach brak otworów okiennych, które niegdyś tam były.

Pomijając wady samych projektów,  przyczyna większości  popełnionych błędów leżała w braku rzeczywistego  nadzoru budowlanego i konserwatorskiego.   Sprzyjała temu absencja inspektorów na palcu budowy, którzy pojawiali się tam raz na kilka tygodni. Niektóre z uchybień  zostały już na zawsze wpisane w mury zamku. W łatwiejszych przypadkach błędy były usuwane lub niwelowane, co oczywiście generowało dodatkowe koszty i pomniejszyło wartość historyczną danego fragmentu obiektu.

W ubiegłym roku byliśmy świadkami kolejnego niepowodzenia działań opiekuńczych. Dwukrotnie rozpoczynano i wstrzymywano prace renowacyjne.  Z murów zdjęto warstwę rumoszu, która stanowiła  naturalną ochronę dla fragmentów położonych głębiej. Nie wiadomo kiedy ponownie ruszą prace, ale nie nastąpi to szybko. Warunkiem sine qua non rozpoczęcia robót budowlanych jest dokończenie badań architektoniczno-archeologicznych. Do tego czasu ulegną erozji kolejne warstwy kamienia. Z tego powodu powinny zostać przeprowadzone jak najszybciej doraźne działania zabezpieczające mury przed dalszą destrukcją. (fot. 14, 15) Kwestią niecierpiącą zwłoki jest również sprawa zachodniego muru kurtynowego. O problemie były poinformowane władzy miejskiej oraz urząd konserwatorski (styczeń 2018 r.). W protokołach z posiedzeń Rady Miejskiej i Komisji Zdrowia, Oświaty ….  nie znalazłem żadnego śladu zajęcia się tą sprawą. Nie dane mi było również poznanie działań urzędu konserwatorskiego.

Patrząc wstecz na ponad 100 lat opieki nad ruinami zamku biskupów krakowskich w Iłży można dostrzec wielki trud w jakim się ona dokonywała i dokonuje. Działania opiekuńcze    prowadzono impulsywnie i niekonsekwentnie. Na pewno jedną z obiektywnych przyczyn  takiego postępowania był brak środków finansowych, szczególni w okresie międzywojennym. Problem tkwił także w postawie decydentów, wśród których brakowało specjalistów od ochrony zabytków (poza okresem przynależności ruin do TOnZP) . Generalnie opiekę nad ruinami włodarze traktowali mniej lub bardziej po macoszemu. Często podejmowali działania naprawcze dopiero w momencie gdy obiekt zagrażał bezpieczeństwu, mieszkańców i turystów. Przez lata nie opracowano żadnego mechanizmu nadzoru i kontroli technicznej ruin. Oznacza to brak rozeznania stanu obiektu i w istocie obojętność na jego los.

Paweł Nowakowski


[1] AP w Kielcach, zespół 21 498, sygn. 118, k. 16, 17.

[2] Zarząd TOnZP zasugerowało  Stefanowi Kaleńskiemu potrzebę powołania „niewielkiego Komitetu Opieki nad Ruinami pod swoim przewodnictwem dla przeprowadzenia w porozumieniu z delegatem-rzeczoznawcą, p. prof. O. Sosnowskim robót najpilniejszych, ustalenia budżetu, a nade wszystko uregulowania granic własności T-wa.”  Do kompetencji  Komitetu należało by także znalezienie dzierżawcy dla ruin  i pobieranie czynszu.

[3] AP w Kielcach, zespół 21 498, sygn. 118, k. 36.

[4]W odpowiedzi na skargę Bronisławy Grzybowskiej zam. w Iłży, Wojewódzki  Konserwator Zabytków  skierował pismo  z dn. 30 VI 1955 r. do MRN w Iłży, przypominające, że na niej spoczywa obowiązek stałej opieki nad ruinami zamku. 

[5]  AP w Kielcach, zespół 21 309, sygn. 101, K. 27.

[6] „Etap II prac konserwatorskich obejmuje cały zamek górny, a więc obwód murów obronnych wraz z wieżą i urządzeniami bramnymi oraz wszystkie mury działowe i konstrukcyjne pomieszczeń użytkowych. Konserwacji zamierza się poddać mury o łącznej długości ok. 300 m. Zakłada się również adaptację pomieszczeń piwnicznych i izby w partii przyziemnej – obok bramy wjazdowej oraz organizację punktu widokowego na wieży.”

[7] Wzięła pod uwagę wytyczne zawarte w opracowaniu pt. Program ochrony i zagospodarowania zespołu  zamkowego w Iłży. (1997 r.)

[8] W Polsce znajduje się ok. 130 obiektów, które możemy określić jako historyczne ruiny zamków średniowiecznych. 

[9] W grupie reprezentatywnej oprócz Iłży znalazły się ruiny w: Bobrownikach, Ćmielowie, Dybowie, Janowcu, Liwie, Rabsztynie, Radzikach, Rytrze i Tarnowie.

22 stycznia minęła 76 rocznica śmierci Teodory Jadwigi Lebenthal. W tym dniu na naszej stronie miał być opublikowany artykuł poświęcony zmarłej. Ze względu jednak na odnalezienie w sieci fragmentu opracowania prof. Doroty Samborskiej-Kukuć pt. Korekty i uzupełnienia do biografii Teodory (Dory) Lebenthal, wstrzymaliśmy się z publikacją własnego materiału, uznając że bez uwzględnienia wniosków Profesor Samborskiej będzie on niekompletny. Już wstępna lektura  pokazała, że jest to wyjątkowe opracowanie, które każe nam zrewidować wiele przekazów dotyczących biografii Dory.   Artykuł ukazał się  w  wydawnictwie Teksty Drugie, zajmującym się teorią literatury i krytyką.  Wydawało się, że napotkamy trudności z pozyskaniem całego tekstu, lecz dzięki uprzejmości Autorki, która przesłała  nam jego treść, możemy dziś podzielić się z czytelnikami wynikami jej badań[1].

Korekta i uzupełnienia do biografii to naukowe opracowanie, którego osoba Teodory Lebenthal jeszcze  nie posiadała. Dorota Samborska-Kukuć nie tylko poddała analizie wszystko co do tej pory ukazało się drukiem o Dorze ale także przez kwerendy metryk, aktów zgonów, roczników adresowych i prasy, odkryła wiele nieznanych wątków z życia bohaterki jak i jej rodziców. Autorka zwróciła uwagę na fakt, że większość informacji o Teodorze nie pochodzi z wiarygodnych źródeł lecz z przekazów wtórnych, które z różnych powodów uległy zniekształceniu. Świadczy o tym długi szereg błędnych lub wątpliwych danych biograficznych takich jak data urodzenia, imię ojca,  nazwisko rodowe matki czy specjalizacja lekarska.     

Zaskakujące są wnioski dotyczące  rzekomego małżeństwa Teodory z chirurgiem Józefem Szperem czy sprawa apartamentu, który miała sprzedać aby ratować zadłużonego Bolesława Leśmiana.

Poniższy cytat to ostatni z rozdziałów artykułu, kwintesencja ustaleń autorki.

Wnioski

        Rekonesans i weryfikacja wiadomości dotyczących Teodory Lebenthal utrwalonej w poezji autora Napoju cienistego pokazały, że powtarzane przez biografów Leśmiana, często w sposób etykietalny, informacje czerpane z komeraży wspomnieniowych i korespondencyjnych, nie tylko są niewystarczające, ale w wielu aspektach mylne, intencjonalnie lub bezwiednie przez świadków modyfikowane. Potwierdza się, że była Żydówką; dzięki poszukiwaniom udało się ustalić personalia prawdopodobnie jej rodziców a nawet kilka szczegółów z nimi związanych. Wskazano  możliwe, wskutek nie dających się pogodzić dyferencji, daty jej urodzenia: rok 1879, 1884 wpisywane kolejno w wykazy lekarzy warszawskich lub 1885 – rok widniejący w konwersji. Była lekarką, ale nie o specjalizacji ginekologicznej, lecz dermatologicznej. Podważono, opierając się na metrykach, to, że Dora była żoną chirurga, Józefa Szpera, chrzciła się i umarła bowiem jako panna, a Szper żenił się jako kawaler. Wobec rozlicznych sprzeczności dotyczących malwersacji w biurze notarialnym Leśmiana i konieczności spłaty przez niego długu poddano w wątpliwość sprzedaż przez Lebenthalównę apartamentu, który mógł być przez nią jedynie wynajmowany. Odsłonięto również nieznany dotąd krąg znajomych Dory: małżeństwo lekarzy Borowskich oraz plastyczkę Jadwigę Wolffową, ustalono także dane jej oprawców  – małżeństwa Łyżwińskich z Iłży.

Choć wyniki badawcze  Doroty Samborskiej-Kukuć można ująć w niewielkim akapicie, to ich znaczenie jest zasadnicze. Autorka wykonała obszerną pracę, która być może wywoła odzew wśród specjalistów od Leśmiana, z którym przecież nierozerwalnie złączona jest Dora.  Niemniej istnieją jeszcze przestrzenie badawcze, w których możemy odnaleźć ślady po Teodorze. Jedną z takich domen jest dokumentacja lekarska. W Archiwum Państwowym w Kielcach odnaleziono dwa świadectwa przedstawiające przebieg śmiertelnej choroby Dory.[2] Do iłżeckiego szpitala przyjęta została  rano 18 stycznia 1942 r. z gorączką 39°C i rozpoznaniem tyfusu plamistego. Doktor Obremski tak opisał przebieg choroby: badanie moczu wykazało ślady białek i ślady cukru, dla czego podano 10 jednostek insuliny, ale bezprzytomność wzmaga się, mimo że puls się poprawił po różnych zabiegach nasercowych. Chwilami całkiem wysadza, migotanie. Napoje raz po raz podaje się, które przyjmuje.

Arkusz szpitalny Teodory Lebenthal (źródło: AP w Kielcach)
Wykres temperatury z łóżka szpitalnego Teodory Lebenthal (źródło: AP w Kielcach)

Przez dwa dni udało się zbić temperaturę. W nocy z 21 na 22 stycznia gorączka powróciła i zaczęła rosnąć by osiągnąć po południu ponownie 39°C, był to już stan agonii. Według aktu zgonu Teodora zmarła o godzinie 20. Nieco zastanawiająca jest zwłoka w zgłoszeniu śmierci do kancelarii parafialnej, które nastąpiło dopiero 24 stycznia.

Wpis w księdze zmarłych (żródło: Parafia W.N.M.P. w Iłźy)

Subiektywny opis ostatnich dni Dory  zachował się także we wspomnieniach o Bogumile Latrzance-Sikorskiej.[3] Leżała[Bogumiła] w Szpitalu Powiatowym w Iłży od dnia 18 do 28 stycznia 1942 roku. Miała osobny pokój, do którego ok. 20 stycznia 1942 roku przywieziono chorą na tyfus lekarkę z Iłży, przyjaciółkę poety Leśmiana, Dorę Lebenthal, która natychmiast dostała odpowiednie zastrzyki i po nich usnęła. Mimo, że Bogunia próbowała ją kilka razy budzić, zmarła 22 stycznia 1942 roku we śnie. W czasie choroby nikt lekarki nie odwiedzał.

W ostatnim czasie udało się pozyskać jeszcze jedno świadectwo dotyczące doktor Lebenthal. Jest to relacja pani Zofii Łagodzińskiej z d. Szlachetko. W czerwcu 1940 r. został aresztowany i rozstrzelany przez Niemców jej ojciec, Karol. To tragiczne wydarzenie odcisnęło piętno na życiu i zdrowiu Jadwigi Szlachetko, żony Karola. Bardzo wyszczuplała, nerwy koiła palaniem ogromnej ilości papierosów, dostała też ostrej egzemy, która objawiała się pękaniem skóry, szczególnie w miejscach zgięć stawowych. Miała duże trudności z wyleczeniem tej dolegliwości. Skuteczna w terapii okazała się dr Lebenthal. Między kobietami zawiązała się nić sympatii. Pani Zofia odwiedzała wraz z mamą panią doktor, która była dla niej bardzo serdeczna i miła. Pamięta również, że w pokoju gdzie mieszkała Dora był portret mężczyzny. Później dowiedziała się, że przedstawiał Leśmiana.

Po śmierci Dory, była kilkukrotnie na jej grobie, który znajdował się bezpośrednio gdzieś przy południowo- wschodnim ogrodzeniu Starego Cmentarza. W pamięci Pani Łagodzińskiej Teodora Lebenthal pozostała jako osoba stale zapracowana i zaangażowana bez reszty na rzecz pacjentów, określiła ją mianem przeszlachetnego człowieka.       

                                                                                                       Paweł Nowakowski


[1] Po otrzymaniu artykułu od Pani Profesor, również na stronach internetowych odnalazłem pełną jego treść:

https://journals.openedition.org/td/1030

[2] zespół 21/2804, sygn. 62, k.102 i 103; dziękuję Panu Adamowi Malickiemu za pomoc w odnalezieniu dokumentów.

[3] Franciszek Sikorski, Wspomnienia o Bogusławie Latrzance-Sikorskiej „Ewie” (mps)  s. 25.

Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe upamiętniło rocznicę urodzin Bolesława Leśmiana, śmierci Teodory Lebenthal oraz wybuchu Powstania Styczniowego. Wszystkie te wydarzenia związane są z dniem 22 stycznia.

W dniu 22 stycznia 2019 r. o godzinie 16:30 spotkaliśmy się na iłżeckim cmentarzu parafialnym przy tablicy poświęconej Teodorze Lebenthal. Barbara Celuch przypomniała związki Bolesława Leśmiana i Teodory Lebenthal z Iłżą. W tym miejscu złożyliśmy symboliczne róże i zapaliliśmy znicz.
Następnie udaliśmy się do grobów powstańców styczniowych znajdujących się na iłżeckim cmentarzu. Robert Celuch przypomniał najważniejsze informacje dotyczące Powstania Styczniowego w rocznicę jego wybuchu. Przenikliwe zimno mocno uświadomiło nam jaki trud podjęli powstańcy. Zapaliliśmy znicze na trzech grobach uczestników powstania.

28 kwietnia 1980 roku w trakcie prac inwentaryzacyjnych w kościele p.w. Wniebowzięcia NMP w Iłży, prowadzonych przez

Miejsce, w którym znajdował się portret ks. Rogalli (fot. zasoby IPN)

pracowników Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Radomiu, zauważono brak portretu epitafijnego ks. Józefa Rogalli. Dotychczas znajdował się on na marmurowej tablicy po lewej stronie od wejścia do zakrystii. Olejny portret na blasze         w kształcie owalnym, został wyjęty z obramowania po odgięciu czterech gwoździ blokujących i skradziony. Zaraz po zauważeniu braku wizerunku ks. Rogalli,  ksiądz Dziadowicz (ówczesny proboszcz) poinformował wiernych o kradzieży i zaapelował jednoczenie, aby osoby, które coś wiedzą o zniknięciu obrazu zgłosiły się do niego. Natomiast Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej (KWMO) w Radomiu została powiadomiona o kradzieży dopiero we wrześniu 1980 roku przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Radomiu.

Sprawę zniknięcia obrazu z iłżeckiego kościoła funkcjonariusze z KWMO powiązali z zaginięciem nagrobka na cmentarzu żydowskim w Przytyku. Ustaleniem sprawców kradzieży zajęli się milicjanci z Wydziału Śledczego przy wsparciu funkcjonariuszy SB Wydziału IV, zajmującego się głównie zwalczaniem działalności kościoła i innych związków wyznaniowych.

W czasie oględzin miejsca zdarzenia nie odnaleziono żadnych śladów, co nie jest dziwne biorąc pod uwagę fakt, że od kradzieży minęło pół roku. W notatce sporządzonej z rozmowy z ks. Dziadowiczem ustalono, że obraz mógł zaginąć miedzy 27 a 28 kwietnia 1980 r. ponieważ ostatni raz ksiądz widział portret 26 lub 27 kwietnia.

W kręgu podejrzanych znalazł się sam ks. Józef Dziadowicz ponieważ od dłuższego czasu był kolekcjonerem dzieł sztuki, które przechowywał na plebani oraz u swojej siostry  w Sandomierzu. Co więcej SB posiadło informacje, że w 1977 roku zarysował się konflikt miedzy iłżeckim proboszczem a biskupem Wójcikiem, który zarzucał mu nieuczciwość  w prowadzeniu inwentaryzacji obrazów znajdujących się w kościołach na terenie parafii oraz handel tymi obrazami. Trudno teraz stwierdzić skąd funkcjonariusze posiadali takie informacje o księdzu i na ile były one wiarygodne.

9 grudnia 1980 r. wiceprokurator Zofia Gołębiowska z Prokuratury Wojewódzkiej  w Radomiu wszczęła śledztwo w sprawie kradzieży portretu ks. Rogalli. Prokurator przesłuchała ponownie ks. Dziadowicza, który zeznał, że kradzież obrazu zauważył podczas inwentaryzacji zabytków wraz z pracownikami z WKZ z Radomia. Ponadto stwierdził, że było to pierwsze tego typu zdarzenie w parafii, a sam kościół jest dobrze zabezpieczony założonymi  w 1979 r. kratami w głównym wejściu.

W trakcie prowadzonego dochodzenia Wydział Śledczy KWMO w Radomiu zwrócił się również do komisariatu w Iłży by ten wytypował osoby mogące mieć związek z kradzieżą.

Epitafium ks. Józefa Rogalii (fot. zasoby IPN)

By zapobiec sprzedaży obrazu do muzeów lub wywiezienia za granicę,       o kradzieży został poinformowany Zarząd Muzeów i Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz Szef Wywiadu Ewidencji i Technik Operacyjnej Zwiadu WOP w Warszawie. O tym że Graniczne Punkty Kontroli (GPK) zostały poinformowane o kradzieży przekonał się sam     ks. Dziadowicz podczas wylotu do Hiszpanii w czerwcu 1982 r. kiedy to doszło do bardzo dokładnego sprawdzenia bagażu na Granicznym Punkcie Kontroli na lotnisku Warszawa –Okęcie. Podczas rewizji                   i przeszukania nie odnaleziono skradzionego epitafium.

W toku prowadzonego śledztwa przesłuchano organistę, byłego kościelnego, księży oraz inne osoby. Wydział Śledczy KWMO                         w Radomiu wobec nie wykrycia sprawców postanowił 9 marca 1981 roku umorzyć dochodzenie. Mimo oficjalnego zamknięcia sprawy funkcjonariusze na polecenie Komendanta Wojewódzkiego MO dalej kontynuowali prace w celu wykrycia sprawców kradzieży.

Prokuratura Wojewódzka w Radomiu umorzyła śledztwo w dniu 24 marca 1981 r. ponieważ podczas oględzin miejsca kradzieży nie znaleziono żadnych śladów działania narzędzi ani śladów linii papilarnych. Najdłużej sprawą zajmował się Wydział IV SB. Dopiero w listopadzie 1982 r. poinformowano naczelnika Wydziału Śledczego, że dotychczasowe działania operacyjne zmierzające do wykrycia sprawców kradzieży nie dały pożądanych rezultatów, ponieważ SB nie posiada głębokiego rozpoznania operacyjnego w środowisku księży posługujących w iłżeckiej parafii.  Po ponad dwóch latach od kradzieży, tzn. w styczniu 1983 roku, ksiądz Dziadowicz otrzymał paczkę, nadaną z Warszawy przez niejakiego Manteufla. Ksiądz po rozpakowaniu starannie zabezpieczonej przesyłki ujrzał skradziony portret oraz małą karteczkę     z napisem  „Z racji jubileuszu 600-lecia Matki Bożej Częstochowskiej”. Ks. Dziadowicz nie poinformował prawdopodobnie milicji     o odlezieniu obrazu. Komenda Wojewódzka MO  o tym fakcie  dowiedziała się dopiera od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków  w Radomiu, który  pismem  z 17.06.1983  r. zwracał się do śledczych z prośbą o zwrot do kościoła w Iłży materiału dowodowego w postaci metalowych ćwieków, stanowiących oryginalne zamontowanie portretu epitafijnego ks. Rogalli.

Epitafium z portretem (fot. zasoby IPN)

Wydział Śledczy na wieść o odnalezieniu portretu, dzięki pomocy pracowników poczty ustalił skąd i przez kogo została nadana paczka. Niestety A. Manteufel nie mieszkał pod wskazanym adresem, mało tego nie figurował w stołecznym biurze ewidencji ludności.

Wobec odnalezienia obrazu i nie wykrycia sprawców Wydział Śledczy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Radomiu     w października 1983 r. złożył cała sprawę do archiwum.

Na podstawie zachowanych akt można przypuszczać, że kradzież była elementem gry operacyjnej SB,  mającej na celu lepsze rozpoznanie lub pozyskanie do współpracy księży z iłżeckiej parafii. Świadczy o tym także zachowanie „złodzieja”, który z bliżej nieznanych powodów zwrócił cenny łup prawowitemu właścicielowi.

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                 Jarosław Ładak

 

Powyższy artykuł napisany został na podstawie dwóch jednostek archiwalnych z Archiwum Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Radomiu:

-AIPN Ra, 04/126, Akta kontrolne postępowania przygotowawczego w sprawie kradzieży portretu epitafijnego z kościoła             p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Iłży w dniu 28-04-1980, tj. przestępstwo z art. 201 kodeksu karnego,

-AIPN Ra, 04/235, Akta główne postępowania przygotowawczego w sprawie kradzieży portretu epitafijnego z kościoła                  p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Iłży w dniu 28-04-1980, tj. przestępstwo z art. 201 kodeksu karnego.