Historia Iłży

Powszechnie  znane są trzy historyczne legendy objaśniające pochodzenia nazwy miasta. Każda z opowieści posiada różne

Drzeworyt Zbigniewa Rychlickiego do legendy Jej łza w zbiorze Klechdy domowe

główne bohaterki,  które w odmiennych okolicznościach doprowadzane były do rzewnego i obfitego płaczu.  Wszystko to działo się w cieniu odwiecznej zamkowej wieży i wydaje się, że bez tej budowli nie mogłoby się stać to co się stało. Pośrednio,  istnienie stołpu było przyczyną wylewania łez, czy to przez uwięzioną Dobiesławę, czy księżniczkę zamienioną w kaczkę, czy wreszcie przez matkę opłakującą tragicznie zmarłego syna.

Okazuje się,  że istnieje kolejna,  czwarta historyczna legenda, która z niewiadomych przyczyn znikła z pola widzenia. Jednak jej reminiscencje możemy odnaleźć  we współczesnych interpretacjach legend iłżeckich nawiązujących do skarbów ukrytych na zamku. Wątek ten poruszany był m.in. przez Zenona Gierałę w Baśniach i legendach ziemi radomskiej,  Grażynę Rożek i Małgorzatę Kosel w Legendach  iłżeckich czy przez  Bartłomieja Sala w Legendach zamków świętokrzyskich.

Utarło się powiedzenie, że w każdej baśni jest ziarno prawdy. Jak je odnaleźć w iłżeckich legendach?  Można założyć,  że to o czym najczęściej się wspomina ma znamię prawdy. Spróbujmy rozpoznać wspólne elementy występujące we wszystkich wersjach.  Bez trudu możemy dostrzec, że są nimi wieża (zamek) i łzy. Każda legenda podkreśla pierwszeństwo zamku od miasta, gdyż on już istniał  kiedy osada nie miała jeszcze nazwy. Właśnie w starszeństwie twierdzy  możemy rozpoznać pierwsze ziarenko prawdy i  na pewno chodzi tu bardziej o pierwotność  decyzji wzniesienia budowli niż jej rzeczywiste zrealizowanie. Można powiedzieć, że pomysł budowy twierdzy narodził idę nowej lokacji miasta, był miastotwórczy.

Drugie ziarenko prawdy ukryte jest w naturze łez, które są wodą. Wśród czterech  historycznych  legend trzy z nich  wymieniają łzy jako przyczynę powstania rzeki i nazwy miasta. Tak w istocie postępował proces nazwotwórczy. Najpierw  uformowało się miano rzeki (Izłża) wynikające z jej charakteru (wypływająca z kałuży), a dopiero później od niej utworzono nazwę osady.  W rzeczywistości rzeka – woda  jest autentycznym  źródłem nazwy Iłży.

Ilustracja Witolda Vargasa do legendy o Iłży w książce Legendy zamków świętokrzyskich

Poniżej zamieszczono  odpis czwartej legendy z miesięcznika geograficzno-etnograficznego Wisła, t. 14, z. 3 z 1900 r. Jest to transkrypcja opowieść Tomasza Warylaka z Błazin Dolnych wykonana przez Mariana Kucza.

Były to już dawne czasy, kiedy jeszcze ani o Iłży , ani i Błazinach , ani o Seredzicach żadnego słuchu nie było.  W tych miejscach były tylko lasy, góry i wąwozy nieprzebyte. Na górach rosły wiekowe drzewa, a w kotlinach były mokradła i grząskie bagna. Chodzić tam było niebezpiecznie, bo w puszczach ciągle coś straszyło, ludzi do bagien ciągało, albo z góry na dół zrzucało. Ludzisków było niewiele, a ci co byli, po głębokich borach siedzieli, smołę i dziegieć pędzili, węgle kurzyli, jak umieli pracowali i Pana Boga chwalili. Maziarze i węglarze, starzy a wypraktykowani, mieli się niezgorzej, gdyż towar swój w dalekich stronach zbywali. Ale i biedaków nie brakowało także.

Do takich właśnie należał Jasiek z Kruków (osady leśnej), który umiłował ogniście urodną Marysię, jedynaczkę bogatego Macieja z Borciuchów (właściwe Borsuki, również osada leśna). Jasiek był chłopak wesoły dziarski i pracowity. Zawsze pierwszy do roboty i do ochoty, nawet na skrzypkach różne obertasy umiał wyrzynać. Wszyscy Jaśka lubili, a najwięcej pono Marysia lgnęła do niego. Na nieszczęście jednak, stary Maciej ani słyszeć nie chciał o tym kochaniu, a nawet zapowiedział Jaśkowi, że dopóki czapki pełnej pieniędzy złotych mieć nie będzie, ani się na oczy pokazać mu nie wolno. Płakał Jasiek, płakała i Marysia; ale ani płacz, ani prośby wzruszyć starego Maćka nie zdołały.

W czasach owych, od chałupy do chałupy, od jednej do drugiej osady, po puszczy leśnej rozrzuconych, włóczyła się Kunda (Kunegunda), siwa i garbata, jak świat stara czarownica. Baba widocznie ze złym trzymała, gdyż w ciągłym wędrowaniu nie miała żadnych przeszkód, a wielu ludziom płatała różne psoty i figle. Lękali się jej wszyscy, jak ognia, gorzej moru i powietrza.

Jakoś na zaraniu Kunda przywlekła się do budy Jaśkowej. Chłopak chciał uciec, gdy starą czarownicę ujrzał, ale baba za kraj kapoty go przytrzymała i rzecze: „Wiem ja, chłopczyku, czego ci potrzeba dla Twojej Marysi …. Gdy pier

Legendarna iłżecka kaczka w rzeźbie Norberta Jastalskiego (foto. N. Jastalski)

wszy kur zapieje, wleź rakiem na szczyt Siwuli; znajdziesz tam drzwi do lochu ze skarbami, które ci się same otworzą. Pamiętaj jednak brać tylko to czego stary Maciej od ciebie żąda, inaczej w nieszczęście wpadniesz.

Baba odeszła, a Jasiek jął rozmyślać: czyby nie skorzystać z rady czarownicy?… Strach był wielki, ale kochanie pono jeszcze silniejsze, bo gdy pierwsze kury zapiały, już Jasiek był na wskazanym miejscu i rakiem wdrapywał się na Siwulę. Prędzej niż myślał, znalazł się Jasiek tuż przy furcie żelaznej. Drzwi otworzyły się same, a dygocący od strachu parobczak ujrzał się w lochu, zasypanym kupą pieniędzy złotych i skarbów. W głębi, na łańcuchu, pies czarny błyszczącymi ślepiami całe wnętrze lochu oświecał. Chłopaczysko, pomimo strachu, napełnił czapkę aż po brzegi dukatami i wybiegł. Jednak przy progu zatrzymał się zdyszany, bo z radością zobaczył, tuż przy furcie, wiszące na haku skrzypce prześliczne ze smyczkiem i kalafonią, a obok na wstążce czerwonej – parę złocistych pierścieni. Pokusa była wielka. Skrzypce, które miał w domu, były stare klekoty, a wstęga i pierścienie czyż nie przydadzą się Marysi?… I zapominając o przestrodze Kundy, wziął skrzypki, wstęgę z pierścieniami zawiesił sobie na szyi i wesoły powędrował ku domowi. Ale zaledwie zbiegł z Siwuli[1], naprzód skrzypce, kalafonia i wstążka , a w mig i całe odzienie na nim gorzeć poczęło. Nawet „Jezus-Marja” krzyknąć nie zdążył i w strasznych męczarniach życia dokonał.

Na drugi dzień ludziska aż po szyję opalonego trupa u podnóża góry znaleźli , a gdy nieszczęśliwego Jaśka w nim poznali, i Marysia się o tym dowiedziała, to tak rzewnie nad trupem Jaśkowym płakać zaczęła, że z jej łez rzeka popłynęła i do dzisiaj płynie.

Rzekę tę i miasto, co przy tej rzece stanęło, ludzie „Jej – łzą” albo „Ilzą” nazwali; dopiero potem już szlachta po swojemu „Iłża” je nazwała.[2]

[1] Nazwa jakoby tej góry, na której dzisiaj znajdują się zwaliska zamku przy Iłży.

[2] Podanie powyższe spisaliśmy z opowiadania Tomasza Warylaka z Błazin Dolnych, także i przez innych iłżan bez żadnych odmian powtarzanego.

 

Paweł Nowakowski

 

Historia bliska i daleka na kolejnym spotkaniu ITHN, które odbyło się 29 maja 2018 r. W ramach cyklu „Od Radomia do Niepodległości” wysłuchaliśmy prelekcji Roberta Celucha, której tematem było powstanie kościuszkowskie, jego przyczyny, bohaterowie, najważniejsze bitwy oraz skutki.

Gościem spotkania była uczennica klasy siódmej Szkoły Podstawowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Iłży Katarzyna Dziura, która przedstawiła przygotowaną przez siebie prezentację i film pt. „Zapomniany bohater”. Opowiedziała w nim o życiu i działalności Karola Szlachetki.

Katarzyna bierze udział w I edycji konkursu edukacyjnego „Niezwyciężeni 1918-2018. Pokolenia Niepodległej. Odznaczeni Krzyżem oraz Medalem Niepodległości” organizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej.

Barbara Celuch

 

Farma wiatrowa już kilka lat temu wpisała się na stałe w krajobraz Iłży. Co do walorów estetycznych, stojąc na wzgórzu zamkowym i podziwiając krajobraz, od przebywających w pobliżu turystów można usłyszeć zróżnicowane opinie. Czasem ktoś wzdycha i mówi: „Eh ciekawe jak to wyglądało ponad 100 lat temu?” Wielkim zaskoczeniem była odpowiedź dla owych turystów, że na początku XX wieku nie zobaczyliby nic innego, jak właśnie wiatraki, a dokładniej młyny wiatrowe. Może nie było ich za wiele, gdyż w samej Iłży istniało ich wówczas prawdopodobnie tylko kilka (około trzech), ale w okolicy znacznie więcej.

Lokalizacje niektórych wiatraków można określić ma podstawie starych map niemieckich z I wojny światowej w skali 1:100000 (druk z lat 1915-1919). Wszystkie z iłżeckich wiatraków położone były w owym czasie na obrzeżach miasta, nieopodal obecnej drogi krajowej nr 9 (ul. Doktor Anki i Błazińska). Prawdopodobnie wszystkie okoliczne wiatraki były tak zwanymi „koźlakami” (wiatrakami kozłowymi). Nazwa ta związana jest z elementem konstrukcyjnym wiatraka. Wewnątrz budowli u podstawy znajdował się drewniany kozioł podtrzymujący okrągły słup, na którym utrzymywana i obracana była cała konstrukcja.

Fot. Fragment mapy niemieckiej z 1919 r. z zaznaczonymi na czerwono wiatrakami[1].

 

Zgodnie z powyższą mapą można wskazać przybliżoną lokalizację „koźlaków” w Iłży. Jeden z wiatraków znajdował się na Wzgórzu św. Leonarda. Jego dokładne usytuowanie jest kwestią dyskusyjną. Bazując na materiałach kartograficznych można przypuszczać, że był wzniesiony gdzieś w pobliżu dzisiejszego zbiegu ulic Powstania Styczniowego i Tadeusza Kościuszki, w sąsiedztwie obecnej nowej części cmentarza parafialnego. Zachowały się również zdjęcia wiatraka w tej lokalizacji. Na ich podstawie można określić, iż mógł być położony o kilkaset metrów dalej, w pobliżu ulicy Batalionów Chłopskich. Niewykluczone, że w tych lokalizacjach znajdowały się dwa różne wiatraki, bądź jeden, który kilkakrotnie mógł być remontowany i przenoszony.

 

Fot. Wiatrak na wzgórzu św. Leonarda (fotografie ze zbiorów Łukasza Babuli).

 

Kolejne dwa wiatraki usytuowane były na Krzemieńcu. Jeden z nich naprzeciw dawnego budynku stacji kolejki wąskotorowej, przypuszczalnie dziś byłby pod adresem Błazińska 71. Kolejny wiatrak znajdował się niedaleko kopalni wapienia, prawdopodobna lokalizacja to Błazińska 103 lub posesje sąsiednie. Jest możliwe, że ten ostatni stał jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Świadczy o tym fakt, iż widnieje na mapie w skali 1:300000, wydanej przez Wojskowy Instytut Geograficzny w 1927 r. Powyższe lokalizacje są jedynie przypuszczalne i powstały na podstawie porównania starych map z obecnymi. Aby dokładnie określić, gdzie obiekty te mogły się znajdować, konieczne byłyby badania terenowe.

 

Fot. Fragment mapy polskiej z 1927 r. z zaznaczonymi na czerwono wiatrakami[2].

 

Drewniane „koźlaki” produkujące mąkę zniknęły zupełnie z okolicznego krajobrazu. Obecnie zastąpiły je nowoczesne turbiny wiatrowe wytwarzające prąd. Wydawałoby się, że odtworzenie typowego iłżeckiego młyna wiatrowego jest obecnie niemożliwe. W końcu lokalną konstrukcję znamy jedynie z kilku czy kilkunastu czarno białych zdjęć. Ktoś może powiedzieć: „przecież takie same wiatraki możemy zobaczyć w skansenach”. Tak, ale żaden z muzealnych obiektów w Polsce nie pochodzi z Iłży. Jedyny zachowany tego typu obiekt z okolic Iłży to wiatrak z Kajetanowa przeniesiony do Muzeum Wsi Radomskiej. Rodzą się pytania, jakie wymiary miał iłżecki wiatrak, jak mogło wyglądać jego wnętrze, itp. Wydawałoby się, że pytania te już na zawsze dla miejscowych historyków i regionalistów pozostaną bez odpowiedzi. Jednak kilka lat temu, na strychu drewnianego domu rodziny Kiepasów, przy ulicy Armii Krajowej 12, udało się odnaleźć przedwojenną teczkę projektową technika budownictwa Franciszka Kiepasa, która przeleżała tam kilkadziesiąt lat. Dokumenty te z pewnością, jak wiele innych ważnych materiałów, musiały stanowić dużą wartość dla rodziny, ponieważ zostały wyniesione z mieszkania, które stanęło w płomieniach w trakcie bitwy pod Iłżą, w nocy z 8 na 9 września 1939 r. Po odbudowie drewnianego domu, który stoi do dziś, teczka została schowana na strychu, dzięki czemu przetrwała do dnia dzisiejszego. Dokumentacja zawiera różnego rodzaju rysunki, projekty mieszkań i innych budynków. Co ciekawe, znajduje się w niej również projekt mieszkania drewnianego Kiepasów, które spłonęło w 1939 r. Niektóre z zachowanych dokumentów świadczą zarówno o wielkich zdolnościach technicznych jak i artystycznych ich twórcy – Franciszka Kiepasa.

Wśród wielu projektów znalazł się „Plan wiatraka drewnianego krytego gontem”. Czy na jego podstawie został wybudowany taki obiekt? Tego niestety na chwilę obecną nie wiadomo. Z pewnością projekt ten powstał w Iłży. Na jego podstawie miała rozpocząć się budowa w Kolonii Rzeczniów. Właścicielem młyna miał być pan Antoni Chudziński. Docelowo zarówno lokalizacja jak i przyszły właściciel zostały zmienione, o czym świadczą poprawki naniesione na dokumencie. Prawdopodobnie projekt finalnie miał być realizowany w Alojzowie na posesji pana Stanisława Kostrzewy. Niestety nie zachował się załącznik z planem sytuacyjnym. Nieznana jest więc ostateczna lokalizacja obiektu. Jak wynika z przedwojennych map, w Alojzowie i jego okolicach znajdowało się kilka wiatraków, zatem niewykluczone, że to właśnie jeden z nich był zaprojektowany przez Franciszka Kiepasa.

 

Fot. (x2) Opis i plan wiatraka drewnianego krytego gontem autorstwa Franciszka Kiepasa. (W posiadaniu autora.)

 

Fot. Przekrój wiatraka.

 

Analizując powyższy przekrój widać, że była to konstrukcja składająca się z trzech kondygnacji oraz strychu o łącznej wysokości (licząc od gruntu) ok. 12 metrów – (nie wliczając rozpiętości skrzydeł/śmigieł napędzających). W części strychowej (rzut A-B) znajdował się wał skrzydłowy wraz z kołem, które tworzyło przekładnię zębatą z kołem napędowym urządzeń służących do mielenia zboża. Urządzenia te (żarna) znajdowały się na trzecim poziomie wiatraka (rzut C-D). Na drugim poziomie (rzut E-F) usytuowano wejście do wiatraka, do którego prowadziły zewnętrzne schody. Na tym poziomie znajdowały się   prawdopodobnie zsyp mąki i magazyn zboża przygotowanego do mielenia. Wnętrze dolnego poziomu zajmował wspomniany już wcześniej „kozioł”, podtrzymujący słup stanowiący oś wiatraka. Rys ten, choć bardzo ogólny, obrazuje schemat „iłżeckiego koźlaka”. Z pewnością wykształcony budowniczy, konstruktor, opisałby go znacznie lepiej, używając przy tym fachowego nazewnictwa. W tym miejscu warto przybliżyć życiorys twórcy projektu.

 

Fot. Franciszek Kiepas w czasie służby wojskowej. (Fot. z albumu rodziny Kiepasów w posiadaniu autora.)

 

Franciszek Kiepas urodził się w 1914 r. w Iłży. W pierwszej połowie lat trzydziestych ukończył Szkołę Techniczno – Kolejową w Radomiu, kształcąc się na wydziale Drogowo – Budowlanym. Jeszcze w trakcie nauki tworzył zarobkowo różnego rodzaju projekty budynków dla mieszkańców Iłży i okolicznych miejscowości. Wiele z tych projektów zachowało się do dnia dzisiejszego, ale nie wiadomo, które z nich zostały zrealizowane.

Franciszek, zaraz po ukończeniu szkoły, podjął pracę w Powiatowym Zarządzie Drogowym w Wierzbniku. Następnie w latach 1934-35 pracował w Starachowickich Zakładach Górniczych w Wydziale Gospodarczo Budowlanym. W 1935 r. został powołany do wojska i zdobywał kwalifikacje wojskowe w 3 Pułku Piechoty Legionów w Jarosławiu. W 1939 r. brał udział w wojnie obronnej. Jak wynika z przekazu rodzinnego, bronił warszawskiej Pragi. W trakcie walk został ranny. Po kapitulacji stolicy dostał się do niewoli, która zastała go w szpitalu. Udało mu się jednak uciec i powrócić do rodzinnej Iłży. Po rekonwalescencji rany nogi, zaangażował się wraz z braćmi w działania konspiracyjne, przyjmując pseudonim „Znicz”. W kolejnych latach wojny podjął walkę początkowo w grupie dywersyjnej, a następnie w oddziale partyzanckim swojego brata Zygmunta Kiepasa „Krzyka”, przekształconego po pewnym czasie w oddział Antoniego Hedy „Szarego”. W oddziale okresowo pełnił rolę dowódcy plutonu. W 1944 r. biorąc udział w Akcji „Burza” w Okręgu Radomsko – Kieleckim przynależał do sformowanego ponownie 3 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej. Kontynuował tym samym działalność w odtworzonym pułku, w którym rozpoczęła się jego kariera wojskowa jeszcze przed wojną. Po wyzwoleniu z niemieckiej okupacji mieszkał i pracował w Starachowicach, tam też założył rodzinę. Tak jak pozostali jego bracia, przez konspiracyjną działalność w AK miał spore problemy z ówczesnymi organami ścigania. Był nieustannie inwigilowany i represjonowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Mimo wszystko mógł bez problemu pracować w wyuczonym zawodzie. Jako technik budownictwa wniósł swój wkład w obecny wygląd Starachowic, kierując dużymi inwestycjami budowlanymi na terenie miasta. Jako weteran walk był wielokrotnie odznaczany. Aktywnie działał w Starachowickiej organizacji kombatanckiej ZBOWID. Zmarł w wieku 84 lat, w 1998 r. Został pochowany na cmentarzu w Świętomarzy[3].

 

Fot. Franciszek Kiepas wraz z żoną Leokadią (z domu Jakubowska) i dziećmi na wzgórzu zamkowym. Zdjęcie wykonane prawdopodobnie tuż po wojnie.  (Fot. z albumu rodziny Kiepasów w posiadaniu autora.)

 

Fot. Rodzina Kiepasów na wzgórzu zamkowym. Od prawej stoją: Franciszek Kiepas ps. „Znicz” wraz z żoną, Leokadia Dziura (z d. Kiepas) – konspiratorka, łączniczka przydomek „Lotka”, Zenon Kiepas – konspirator zajmujący się aprowizacją przydomek/ps. „Mały”, Jadwiga Kiepas (z d. Adamska) – łączniczka i sanitariuszka ps. „Jaskółka”, „Wiśka”. Od prawej na ziemi siedzą: Zuzanna lub Ligia Kiepas, Kazimierz Kiepas „Oset” – łącznik i partyzant AK, więzień obozu koncentracyjnego w Bliżynie (filia Majdanka). Dwójka dzieci na fotografii to potomstwo Franciszka. (Fot. z albumu rodziny Kiepasów w posiadaniu autora.)

 

 

Analizując powyższe zdjęcie poza wymienionymi osobami widzimy dawny krajobraz okolicy. Z pewnością nikt oglądając fotografię nie zauważył wiatraka. Patrząc na horyzont można dostrzec niemal już niewidoczny młyn wiatrowy. Widać go nieco lepiej na powiększeniu zdjęcia.

Fot. „Koźlak” na horyzoncie.

 

Fot. Leokadia Dziura (z d. Kiepas) z dziećmi Franciszka Kiepasa. (Fot. z albumu rodziny Kiepasów w posiadaniu autora.)

 

Powyższa fotografia to kolejne zdjęcie na spostrzegawczość. Widać na nim wiatrak na wzgórzu św. Leonarda. Jest to zarazem trzecia ze znanych lokalizacji wiatraka na tym wzniesieniu.

 

Fot. Wiatrak na wzgórzu św. Leonarda widoczny w oddali za dzwonnicą kościelną.

 

W 2017 roku na zamku w Iłży odbył się Piknik Rodzinny z okazji Światowego Dnia Wiatru, który obchodzony jest 15 czerwca. Wydarzenie niezwykłe, atrakcyjne, a zarazem medialne. Wspaniała inicjatywa organizatorów. Wiele z rozmów transmitowanych na żywo przez stację TVN skupiło się na 27 nowoczesnych turbinach wiatrowych. Niewątpliwie była to godna powielania promocja miasta[4]. Zabrakło jednak spojrzenia w przeszłość, wątku historycznego – „iłżeckich koźlaków” protoplastów dzisiejszych turbin. Nic dziwnego, w końcu temat ten nie jest zbadany ani opisany. W kilku opracowaniach o Iłży znaleźć można jedynie małe wzmianki dotyczące wiatraków. Adam Bednarczyk w monografii Iłża wczoraj i dziś opisując historie miasta z końca XIV wspomniał: „Otrzymał ów Piotr […] zezwolenie na budowę dwóch innych młynów, z których jeden miał być położony na obszarze starego miasta, a drugi przy drodze na Pakosław[5]. Z pewnością wzmianka ta dotyczy młyna wiatrowego na wzgórzu św. Leonarda. W tej samej książce znaleźć można kolejną wzmiankę: „Po 1945 roku Iłża posiadała: […], 6 młynów, w tym dwa wodne, 1 wodno-elektryczny, 1 parowy i 2 wiatraki[6]. W przewodniku turystycznym Iłża Janusza Kuczyńskiego czytamy: „[…] w 1897 r. […] miasto posiadało […]: 3 młyny wodne, wiatrak oraz piec wapienniczy[7]. W monografii Miasto w nowej odsłonie Sebastian Piątkowski przybliżając lata 30. XX wieku napisał: „Na dalszych przedmieściach znajdowały się też wiatraki, należące do J. Frygana, J. Wilczyńskiego oraz A. Ziewieckego[8]. W innym fragmencie tej publikacji czytamy: „[…] wiatraki były własnością: Stefana Falkiewicza w Kajetanowie, J. Markowskiego w Gaworzynie, J. Fryziela w Maziarzach oraz Franciszka Borka i J. Karcza (miejsca zlokalizowania tych ostatnich niestety nie są znane)[9].

 

Przytoczone fragmenty, jak widać są jedynie wzmiankami. Ten skromny artykuł jest pierwszym, miejmy nadzieję nie ostatnim krokiem w kierunku odkrycia nieznanej karty historii Iłży, by tematem miejscowych „koźlaków” zainteresowali się historycy. Możliwe, że dzięki niemu ktoś odkryje w swoim albumie rodzinnym zdjęcia z wiatrakami w tle, lub przypomni sobie, że gdzieś w szopie, czy na strychu, leżą zakurzone elementy wyposażenia tych niezwykłych budowli. Z pewnością wszystko to może przyczynić się do stworzenia bazy źródłowej, dzięki której tematyka miejscowych wiatraków może stać się przedmiotem poważnego opracowania naukowego, lub zaowocować próbą rekonstrukcji takiego obiektu.

 

Tomasz Pietrzykowski


[1] Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego 1919 – 1939, Karte des westlichen Russlands, H37 Iłża, 1919 r. Mapa w skali: 1:100000, [online]: http://maps.mapywig.org/m/German_maps/series/100K_KdWR/400dpi/KdwR_H37_Ilza_1919_400dpi.jpg, dostęp: 09.04.2018 r.

[2] Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego 1919 – 1939, Wojskowy Instytut Geograficzny 65 Radom, 1927 r. Mapa w skali: 1:300000, [online]: http://maps.mapywig.org/m/WIG_maps/series/300K/65_RADOM_1927.jpg, dostęp: 09.04.2018 r.

[3] T. Pietrzykowski: Cień „Szarego” Zygmunt Kiepas ps. „Krzyk”, (obszerny maszynopis w trakcie opracowywania w posiadaniu autora).

[4] Redakcja Dzień Dobry TVN: Jędrzejak w mieście wiatru, [online]: https://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/jedrzejak-w-miescie-wiatru,234602.html, dostęp: 09.04.2018 r.

[5] A. Bednarczyk: Iłża wczoraj i dziś. Warszawa 1996, s. 53.

[6] Tamże, s. 57.

[7] J. Kuczyński: Iłża. Krajowa Agencja Wydawnicza RSW „Prasa, Książka, Ruch”. Kraków 1974, s. 7.

[8] S. Piątkowski: Dwudziestolecie międzywojenne (1918-1939). W: Miasto w nowej odsłonie monografia Iłży. Warszawa 2014, s. 234.

[9] Tamże, s. 235.

Mija miesiąc styczeń i 155 rocznica wybuchu powstania styczniowego. Mieszkańcom Iłży i sympatykom pragniemy przypomnieć miejsca i pamiątki w naszym mieście, nawiązujące do tamtych wydarzeń.

Zapraszamy do obejrzenia fotografii

 

We wrześniu 1939 r.  iłżecki zamek niespodziewanie odegrał jeszcze raz w swoich dziejach ważną  rolę militarną. Stał się w pełnym tego słowa znaczeniu twierdzą i kwaterą dowódcy obrony Iłży płk. Wł. Muzyki.  Tym samym przyjął na siebie intensywny  ostrzał artylerii niemieckiej. Wywołało to liczne uszkodzenia pozostałości starych murów. Szczególnie ucierpiała wieża główna, do której strzelano z działek przeciwlotniczych. Najpierw,  mało skutecznie,  pociskami o kalibrze 20 mm,  a następnie 88 milimetrowymi,

Wyłom w wieży głównej zrobiony przez pociski 88 mm (źródło: strona ilza.com.pl)

które przebiły ścianę wieży od strony wschodniej.  Na szczęście Niemcy nie kontynuowali ostrzału i wyłom nie został powiększony. Przez resztę wojny zamek doznał  tylko nieznacznych zniszczeń wynikających z użycia broni. Wiemy, że przy pozostałościach bastionu bramnego Niemcy ćwiczyli rzuty granatami, których eksplozje uszczupliły obecne tam ostańce.  Należy wspomnieć także o incydencie, który miał miejsce po tzw. wyzwoleniu,  poważnym uszkodzenie herbu Korab, znajdującym się na zamkowej wieży. Sprawcą  wandalizmu był młody ormowiec, który uczył się strzelać.  Z heraldycznej rzeźby mającej ponad pięćset lat  uczynił sobie tarczę strzelniczą .

Od zakończenia II wojny światowej wieża główna musiała czekać aż 13 lat na przeprowadzenia prac konserwatorskich. W 1950 r. był gotowy kosztorys i plan robót lecz pieniądze, które pierwotnie przeznaczono na iłżecki zamek przekazane zostały na chęciński. Nasz zabytek nie miał protektorów w kieleckim Wydziale Sztuki. Podobna sytuacja miała miejsce w 1920 r. kiedy środki wyasygnowane przez Ministerstwo Robót Publicznych na zamek w Iłży przekierowano na konserwację  Świętego Krzyża.

W roku 1954 pojawił się impuls  ożywiający sprawę remontu wieży.  W dniu 29 czerwca  w Życiu Radomskim ukazała się krótka informacja o  stanie ruin:

Iłża: Ruiny zamku w Iłży imponująco wyglądają już z daleka. Należy jednak stwierdzić, że ten historyczny zabytek, pozostający bez zabezpieczenia,  niszczeje z dnia na dzień. Sprawą tą winien się zainteresować Wydział Kultury przy Prezydium WRN w Kielcach i spowodować zabezpieczenie ruin przed całkowitym zniszczeniem.

Wzmianka o ruinach w Życiu Radomskim (fot. P.N.)

Ta skromna wzmianka został jednak dostrzeżona przez odpowiedni urząd.  W sierpniu zareagował Centralny Zarząd Muzeów i Ochrony Zabytków, który wysłał prośbę do konserwatora zabytków w Kielcach o zbadanie stanu ruin zamku w Iłży.  Termin przesłania informacji zwrotnej wyznaczono na 1 września 1954 r. Konserwator odpowiedział na pismo CZMiOZ dopiero w marcu 1955 r., donosząc o braku swoich kompetencji do oceny, bo „stan zabytkowych ruin wymaga przebadania przez inżyniera-architekta, rzeczoznawcę w zakresie konserwacji ruin” .

Anonimowa osoba/osoby walcząca o zabezpieczenie iłżeckich ruin postanowiła jeszcze raz skorzystać z siły prasy. Należy wyjaśnić, że ówczesne prawo (Ustawa Rady Państwa i Rady Ministrów  z dnia 14.12.1950 r. w sprawie rozpatrywania i załatwiania odwołań, listów i zażaleń ludności oraz krytyki prasowej.) nakazywało instytucjom zarówno centralnym jak i lokalnym weryfikowanie wiadomości prasowych i podejmowanie działań mających na celu „usunięcie ujawnionych przez krytykę prasową braków, uchybień i wadliwości …”

Czytelnik  „Nowej Wsi” napisał do redakcji tygodnika,  „że w Iłży na Górze Zamkowej niszczeje cenny zabytek historyczny, którego mury się walą, władze terenowe nie zabezpieczyły tej starej budowli.” Redakcja poszukując przyczyny tego stanu rzeczy napisała najpierw do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Iłży. Skąd otrzymała odpowiedź, że władze iłżeckie nie mają na konserwację funduszy. Następnie interweniowała w Wydziale Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach, bezskutecznie. Na końcu zwróciła się do Prezydium WRN, które wreszcie skierowało sprawę we właściwym kierunku.

Należą się podziękowania nieznanemu członkowi Redakcji Nowej Wsi z Działu Korespondentów,  który przez  upór i konsekwencję  wyegzekwował podjęcie przez władze decyzji aby w 1956 r. przeprowadzono  remont sypiącej się  wieży. Co prawda prace nie rozpoczęły się jeszcze w tym samym roku (nie zdążono wykonać dokumentacji) ale już w następnym i zakończyły w 1958.  Do najważniejszych zadań remontowych  przy wieży należało: zaślepienie otworu wybitego przez niemiecką artylerię, spięcie obwodu wieży dwoma stalowymi obejmami i obmurowanie korony wieży

Wieża podczas remontu w 1958 r. (źródło: zbiory A. Bednarczyka)

Zdjęcie wieży wykonane 11 VI 1958 r. (źródło: Zbiory S. Jaroszka)

Naprawy pozostałych  elementów ruin zamku trwały jeszcze w 1959 r. i prawdopodobnie objęły tylko najbardziej zagrożone upadkiem fragmenty murów. Odpadające kamienie stanowiły zagrożenie szczególnie dla mieszkańców ul. Podzamcze. „Żądanie zabezpieczenia ruin zamku iłżeckiego wysuwali mieszkańcy m. Iłży w akcji przedwyborczej, jak również nadal to zagadnienie trapi mieszkańców tego miasta. Zabezpieczenie ruin przed obsuwaniem się, jest paląca koniecznością.”(frag.  pisma Prezydium Iłżeckiej PRN do Prezydium WRN w Kielcach z 16 IV 1958 r.).  Te postulaty choć nieuświadomione współczesnym mieszkańcom i władzom aktualne są również i dziś.

Fragment kurtyny zachodniej od strony miasta (fot. P.N.)

Jak długo utrzymają się niektóre kamienie? (fot. P.N.)

Stan muru wiszącego nad miastem (fot. P.N.)

Analizując dokumentacje remontu wieży w 1958 r. można zauważyć pewne prawidłowości obecne w innych konserwacjach  zamku.  Pierwszą rzucającą się w oczy wspólną cechą iłżeckich renowacji jest przewlekłość. Od powstania planów do ich realizacji  mijało kilka lub kilkanaście lat. Dokumentacja stawała się nieaktualna a obiekt tracił autentyczną materię.  Innym wspólnym rysem jest indolencja i nieskuteczność władz lokalnych, którym brak funduszy wystarczał na usprawiedliwienie bezczynności.

 

 

                                                                                  Paweł Nowakowski

W 1993 r. kombatanci zrzeszeni w iłżeckim  kole Światowego  Związku Żołnierzy Armii Krajowej  zwrócili się do władz samorządowych z inicjatywą wzniesienia pomnika upamiętniającego Maksymiliana Jakubowskiego oraz żołnierzy Polskiej Organizacji Wojskowej.  Po uzyskaniu akceptacji Rady Miejskiej, powołano do życia Społeczny Komitet Budowy na czele z przewodniczącym Mieczysławem Jastalskim. Dyskusje w gronie członków komitetu doprowadziły do powstania nowej koncepcji  pomnika, dedykowanej Bohaterom Ziemi Iłżeckiej, a ostatecznie  Obrońcom Ziemi Iłżeckiej. Problematyczne okazało się wyznaczenie lokalizacji pomnika. Komitet uważał, że najwłaściwszym miejscem będzie Rynek, na co nie uzyskano zgody części samorządowców i konserwatora zabytków. Ostateczna decyzja o wzniesieniu monumentu  na Placu 11 Listopada zapadła dopiero w drugiej połowie 1996 r.

W przeciwieństwie do sprawy dotyczących lokalizacji,  prace związane z projektem plastycznym posuwały się znacznie sprawniej.  Jednym z pierwszych zadań komitetu było znalezienie odpowiedniego twórcy. Przyjęto, że musi to być osoba znana, posiadająca  niekwestionowany dorobek artystyczny. Dzięki pośrednictwu  płk. Antoniego Hedy „Szarego” skontaktowano się z Szymonem Kobylińskim, który  nie przyjął zlecenia, lecz obiecał pomóc w znalezieniu odpowiedniej osoby. Rzeczywiście, wkrótce tematem zainteresował się wybitny rzeźbiarz prof. Jerzy Jarnuszkiewicz. Jego najgłośniejszym dziełem jest pomnik Małego Powstańca, znajdujący się dziś na warszawskiej Starówce.

Prof. Jerzy Jarnuszkiewicz z Małym Powstańcem w tle (źródło: culture.pl)

Projekt, który wykonał dla Iłży został zaakceptowany przez komitet, niestety nagła choroba artysty uniemożliwiła Mu samodzielną pracę przy rzeźbie. Rozpoczęto poszukiwania kompetentnego pomocnika. W pierwszej kolejności zwrócono się do czterech byłych asystentów profesora z ASP , którzy jednak nie podjęli współpracy.  Wtedy  przewodniczący zaproponował udział w pracach przy pomniku swojemu bratankowi  Norbertowi Jastalskiemu. Był przekonany, że jego talent i łączące Go  z Maksymilianem Jakubowskim więzy krwi, zaowocują zaangażowaniem i ukończeniem zadanego dzieła. Początkowo młody rzeźbiarz nie wiedział  z kim będzie współpracował. Dopiero po zapoznaniu się z  projektem i jego autorem uświadomił sobie, jak przed trudnym stanął wyzwaniem.

Znalezienie potencjalnego pomocnika było tylko pierwszym krokiem, kolejnym zaś była akceptacja jego osoby przez prof. Jarnuszkiewicza. Sprawdzianem umiejętności młodego rzeźbiarza było wykonania stelaża rzeźby.  Gdy konstrukcja była już gotowa  Jarnuszkiewicz przyjechał do Iłży, obejrzał ją i zadał młodemu twórcy tylko jedno pytanie dotyczące pewnego wymiaru. Po uzyskaniu odpowiedzi profesor podpisał dokumenty umowy z komitetem, powierzając Norbertowi Jastalskiemu dalsze prace plastyczne.

J. Jarnuszkiewicz i N. Jastalski w dniu odsłonięcia pomnika (fot. ze zbiorów N. Jastalskiego)

Profesor przyjeżdżał jeszcze kilkukrotnie do Iłży. Jedna z wizyt trwała tydzień, wtedy obaj twórcy mogli wspólnie pracować oraz lepiej się poznać. Wpłynęło to na postanowienie Jarnuszkiewicza o rezygnacji z honorarium oraz przekazaniu Norbertowi  Jatalskiemu pełni  decyzyjności co do pomnika. Zgodził się również na wprowadzenie przez niego pewnych zmian w projekcie. Najistotniejszą z nich było zastąpienie słupka granicznego znakiem krzyża, co pogłębiło symboliczną wymowę całości. Dodatkowo na krzyżu, młody artysta umieścił dwie rysy  nawiązujące do cięć z obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, sygnalizując tym maryjny charakter polskiej  wiary.

Ważną częścią pomnika jest 6 tablic  zamocowanych na obwodzie kolumny. Nawiązują one do obrońców ziemi iłżeckiej z różnych okresów historycznych.  Zostały one zaprojektowane i wykonane samodzielnie przez  prof. Jarnuszkiewicza.

Krzyż z cięciami (fot. P.N.)

Ważnym wyposażeniem pomnika są urny wmurowane w cokół. Zrobione zostały z łusek pocisków armatnich przez dh. Władysława Jastalskiego. W jednej z nich umieszczono akt erekcyjny, w pozostałych, ziemię z pół bitewnych i miejsc kaźni: Westerplatte, Monte Cassino, Piotrowego Pola,  Katynia,  Oświęcimia, Skarżyska-Brzasku, Iłży (Kluskowy Borek, z pola bitwy 1939 r., posesji gdzie znajdował się posterunek żandarmerii niemieckiej).

Za pomnikiem wzniesiono tzw. mur pamięci, przeznaczony do instalacji tablic upamiętniających poległych i pomordowanych w okresie od najazdu tatarskiego do zbrodni komunistycznych.  Do wyposażenia pomnika należą także 4 znicze, zaprojektowane przez Norberta Jastalskiego a wykonane przez kowala – artystę Pawła Winiarskiego.

Rzeźba orła powstawała w odlewni p. Tomasza Zwolińskiego od lipca do Świąt Bożego Narodzenia 1997 r.  Później oczekiwała ponad pół roku na wykonanie odlewu. W tym okresie uległa częściowemu uszkodzeniu co skutkowało pracochłonną rekonstrukcją i niewielką zmianą formy. Ustawiona została na cokole w listopadzie 1998 r. , a uroczyste odsłonięcie i poświęcenie pomnika miało miejsce 15 listopada.  Poświęcenia dokonał proboszcz iłżeckiej parafii ks. Stanisław Hamera oraz kapelan garnizonu radomskiego ks. mjr. Henyk Burzyński. Podczas tej uroczystości przewodniczący SKB p. Mieczysław Jastalski tak dziękował artystom:

Panu prof. Jerzemu Jarnuszkiewiczowi i Norbertowi Jastalskiemu składam uniżone podziękowania. Niech słowa „Bóg Wielki zapłać” dadzą odpowiednią wymowę tego co chciałbym tymi słowami wyrazić. Był taki czas kiedy zwątpiłem w pomyślne zakończenie tego co zamierzaliśmy przy pomniku zrobić. Nagła choroba prof. Jarnuszkiewicza i mnie załamała. Chyba Duch Święty natchnął mnie aby powiązać sprawę rzeźb poprzez wprowadzenie Norberta Jastalskiego do dalszego kontynuowania prac przy modelowaniu orła i pozostałych elementów pomnika. Zgoda prof. Jarnuszkiewicza i późniejszy trzykrotny pobyt w Iłży w czasie modelowania orła spowodował ostateczną akceptację Norberta Jastalskiego jako dojrzałego artystę rzeźbiarza. W ten to sposób wykonawcą orła, zwieńczenia słupowego, tablic pamięci i liternictwa jest nasz ziomek, prawnuk Maksymiliana Jakubowskiego.

Jerzy Jarnuszkiewicz zmarł w 2005 r. a rzeźba w Iłży jest Jego ostatnią pracą.

Podpisy rzeźbiarzy na górnym cylindrze kolumny (fot. P.N.)

Płyty z kolumny pomnika (fot. P.N.)

 

W artykule o pomniku Obrońców Ziemi Iłżeckiej nie można pominąć osoby przewodniczącego SKB. W jego sprawozdaniu na okoliczność zakończenia budowy pomnika, pozostali członkowie komitetu zamieścili aneks, w którym podkreślają szczególne zasługi Mieczysława Jastalskiego.

Ś.P. Mieczysław Jastalski na obchodach Dnia Niepodległości w 2011 r. (fot. P.N.)

Na szczególną wdzięczność zasługuje Pan Mieczysław Jastalski, który jako przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika oddał się bez reszty przyjętemu obowiązkowi (…) Mimo wszelkich przeciwności człowiek ten nie ugiął się; nie szczędząc swego czasu, sił, posiadanych przez siebie środków technicznych i pieniężnych doprowadził budowę pomnika do szczęśliwego finału (…)

Komitetowi udało się zmobilizować znaczną część lokalnej społeczności do akcji budowy pomnika. Z wpłat pieniężnych zebrano  49 400,96 zł, wartość darowizn (materiały budowlane, złom, odlewy elementów) oszacowano na 152 630,12 zł, a  usługi wyceniono na 50 000 zł.  W sumie  ze  wszystkich  form  gromadzenia środków uzyskano przychód 252 031,08 zł. Niestety, nie wystarczył on na całkowite pokrycie wydatków.  Komitet nie wypłacił zobowiązań na kwotę 21 225,64 zł.  Wierzycielem  68% zadłużenia był przewodniczący M. Jastalski, a prawie 19 % N. Jastalski. Wynika z tego, że  rodzina Jastalskich nie tylko aktywnością i talentem przyczyniła się do powstania pomnika ale także poniosła  znaczny ciężar finansowy.

 

Paweł Nowakowski

Ruiny zamku w Iłży 1910-11 (fot.: H. Poddębski)

W 1925 r. Iłża odzyskała prawa miejskie. Ówczesne władze samorządowe podejmowały wiele wysiłku by odbudować atrybuty miejskości. Między innymi  starano się o pozyskanie  odpisów dawnych przywilejów i wzorów pieczęci, próbowano przywrócić  do Iłży urzędy powiatowe. Zauważalne było ożywienie   w działalności bractw  cechowych. Przejawem tego było  fundowanie  nowych chorągwi i skrzyń cechowych. W szeroko zakrojoną kampanię podźwignięcia  prestiżu miasta wpisuje się również   uchwała Rady Miasta z 25 maja 1927 r. mówiąca o zakupie ruin zamku.

Jak przedstawiała się sytuacja własnościowa zamku na przestrzeni wieków. Od zarania obiekt był własnością kościelną, jego budowniczymi i posesorami byli biskupi krakowscy. Ten stan trwał do 1789 r., kiedy decyzją Sejmu budowla już  zaniedbana przekazana została skarbowi państwa.  Majątek zamkowy  zarządzany był przez różne podmioty. W okresie 1795-1809 znalazł się pod władaniem  austriackim, pod którym spłonął i stał się ruiną.  W latach 1816-1824 należał do Głównej Dyrekcji Górniczej, następnie o jego losach decydowała  Komisja Rządowa Przychodów i Skarbu. W 1870 r. parcela „Zamek Iłżecki” zostało uszczuplona o 48 morgów 158 prętów. Areał ten  przyznano  iłżeckim włościanom na mocy ukazu carskiego (uwłaszczeniowego) z 1864 r.  Natomiast główna część parceli (wzgórze zamkowe z ruinami),  28 II 1873 r.  zakupił na licytacji publicznej książę Jan Tadeusz Lubomierski.  Nosił się z zamiarem przekazania ruin Towarzystwu opieki nad Zabytkami Przeszłości. Z powodu choroby i śmierci nie zdołał tego uczynić. Jego wolę spełnił jednak  syn Zdzisław, który 9 XI 1909 r.  podarował  ruiny  TOnZP. Po 18 latach instytucja zdecydowała się na odsprzedanie ruin i wzgórza Gminie Miasta Iłża.

Logo Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości (źródło: www.tonzp.dziedzictwowizulane.pl)

Akt  notarialny transakcji sporządzony został w kancelarii Marka Borkowskiego w Warszawie 1 października 1927 r.  TOnZP reprezentowali członkowie Zarządu, Władysław Kłyszewski i Kazimierz Stefański, stronę kupującą reprezentował  rejent i jednocześnie  iłżecki radny Stefan Kaleński. Pierwotnie wartość parceli  wyceniono  na 7478,23 zł, co stanowiło równowartość 1680,49 rubli lub 840,25 dolarów. Ze względu na złą sytuację finansową gminy, sprzedający zgodził się na obniżenie ceny do 4470,10 zł.  Spróbujmy uzmysłowić sobie wysokość tej kwoty porównując siłę nabywczą ówczesnej i dzisiejszej złotówki w stosunku do złota. W październiku 1927 r. 1 kg złota kosztował 5 924 zł., więc za 4470,10 zł mogliśmy nabyć 0,75 kg złota. Dzisiaj, aby kupić taką ilość kruszcu musielibyśmy wydać 114 877,50 zł.  Uogólniając możemy stwierdzić, że parcela miała bardzo niską cenę,  co i tak stanowiło duży problem dla gminy. W związku z tym sprzedający przystał na  rozłożenie zapłaty na dwie raty. Pierwsza z nich (1500 zł) została uregulowana jeszcze przed podpisaniem aktu notarialnego,  druga rata (2970 zł 10 gr.) miała być wypłacona z budżetu gminnego  w 1928 r.

Zakup został dokonany lecz sprawa własności  nie została formalnie domknięta. Defekt ten ujawnił się w 1932 r. podczas próby wpisania ruin zamku do rejestru  zabytków. Okazało się, że działka z ruinami w księgach wieczystych jest nadal własnością Jana Tadeusza Lubomirskiego. Zarówno darowanie  działki  przez Lubomirskich TOnZP jak i  sprzedaż miastu miały jedynie wymiar notarialny, bez wpisu do ksiąg wieczystych. Na początku 1934 r. sprawa nadal  była nieuregulowana. Być może właściwy zapis o własności  został dokonany dopiero po wojnie,  gdyż w 1947 r. ruiny zostały wpisane do rejestru zabytków.  Jeżeli nawet dokonano zmian w księdze wieczystej to były one krótkotrwałe, bo w marcu 1950 r. na mocy ustawy o jednolitych terenowych organach władzy państwowej, zamek znowu stał się własnością skarbu państwa.  Zmiany ustrojowe po 1989 r.  doprowadziły do  powtórnego  powrotu parceli do majątku  miasta i gminy (ustawa z 10 maja 1990 r. o samorządzie terytorialnym). Decyzja o komunalizacji gruntów wydana została dopiero 25.02.2003 r.

W dniu 1 października 2017 minęło 90 lat od kiedy po raz pierwszy w historii właścicielem ruin zamku i wzgórza stała się Gmina Miasta Iłża.  Okres 9 dekad jest wystarczający aby na jego podstawie zarysować relacje między iłżanami a historycznym obiektem, który do nich należy. Jak wygląda bilans między nami, czy zamek jest naszym wierzycielem a my jego dłużnikami, czy na odwrót? Próbę odpowiedzi na to pytanie podejmę w kolejnych artykułach.

Paweł Nowakowski.

 

Władysław IV, Cecylia Renata i Jan Kazimierz, rys. Jana Matejki [źródło: wikipedia]

W bieżącym roku przypada kilka okrągłych rocznic związanych z dziejami zamku Iłża. Do nich należy 380 lecie spotkania króla Władysława IV Wazy ze swoją małżonką Cecylią Renatą.  Wydarzenie to opisał  Albrycht Radziwiłł, nadając mu niezwykle romantyczny i kurtuazyjny  wydźwięk.  Przywołajmy relację kronikarza a następnie spróbujmy skonfrontować ją z faktami historycznymi.

6-go września.

Przybył król wieczorem na miejsce, gdzie królowa była stanęła, a przytrzymawszy królewicza Kazimierza, który ablegatem jechał od królowej do króla, wszedł do stancji królowej i tam Opaliński marszałek imieniem króla witał królowę. Skończywszy oracją, marszałek prosi też o audiencję dla szlachty, która z nim przyjechała na przywitanie swojej królowej. Przypuszczono ich, między którymi i król, którego królowa nie poznała. Powtarza tedy król salutacją ścisnąwszy rękę królowej, i wnet królowa do nóg królewskich upada, stąd wielka z obu stron radość. Siadają wkrótce do stołu na wieczerzę, która się przeciągnęła aż do północy. Po której król nocą pośpieszył do Warszawy.”

Władysław IV wg P.P. Rubensa [źródło: polona.pl]

Władysław spotkał po raz pierwszy Cecylię gdy miał 31 lat a ona zaledwie 15. Nic nie zapowiadało, że zostaną małżeństwem. Dziewięć lat później przedstawiciele Habsburgów, Wazów i papiestwa zadecydowali o mariażu, który miał wzmocnić  politycznie obie dynastie.

9 sierpnia 1637 r. w wiedeńskim kościele św. Augustyna odbyły się zaślubiny per procura arcyksiężniczki Cecylii Renaty z królem Polski Władysławem IV. Pana młodego   zastępował królewicz Kazimierz. Ślubu udzielił biskup chełmiński Jan Lipski. Kilka dni później Cecylia opuściła Wiedeń i 20 sierpnia  dotarła do granic Polski. Tam została powitana m.in.  przez biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika i wojewodę sandomierskiego Jerzego Ossolińskiego. Liczny orszak powoli zmierzał do Warszawy. Zatrzymywał się w wielu miejscach, podejmowany serdecznie przez przyszłych poddanych. Władysław postanowił wyjechać naprzeciw żonie. W towarzystwie najbliższych dworzan 4 września opuścił  Warszawę i po dwóch dniach  osiągnął Iłżę. Według Albrychta Radziwiłła arcyksiężna nie rozpoznała króla w grupie hołdującej  szlachty i dopiero niekonwencjonalne zachowanie zdradziło jego godność. Cecylia jak przystało na miłą i dobrze wychowaną osobę okazała zaskoczenie i radość z tak niespodziewanego spotkania. Małżonkowie wspólnie zjedli wieczerzę, podczas której  rozmawiali najprawdopodobniej po niemiecku. Habsburżanka nie znała języka polskiego, ale mogła posługiwać się jeszcze łaciną i włoskim. Po posiłku mimo późnej pory, król zdecydował się na wyjazd, co było bardzo wymowne. Jest faktem, że  Cecylia nie zachwycała urodą i Władysław na pewno nie oszalał na jej punkcie, a wręcz przeciwnie był oschły.  Możemy nawet użyć eufemizmu, stwierdzając że postępował nieuczciwie gdyż  jeszcze przez jakiś czas  na  zamku z młodą parą mieszkała  dawna faworyta Władysława. Dopiero wysiłki królowej doprowadziły do odprawienia kłopotliwej rezydentki.

Cecylia Renata lubiła przejażdżki konne i polowania [źródło: polona.pl]

Powróćmy jeszcze do pobytu  na iłżeckim zamku. Kronikarz użył określenia „stancja królowej”. Gdzie się ona znajdowała? Nie posiadamy informacji  na ten temat lecz dzięki pewnym przesłankom możemy udzielić wiarygodnej odpowiedzi. Z pewnością arcyksiężna  przyjmowana była na zamku górnym, który był właściwą rezydencją biskupią i posiadał odpowiednie pomieszczenia reprezentacyjne. Zgodnie z dawną sztuką budowlaną najokazalsze pokoje powinny znajdować się w środkowej części budynku. Pomieszczenia te posiadały  odpowiednio duże okna, które były proporcjonalna do ich powierzchni. Dwa największe pokoje iłżeckiego zamku rozplanowano w skrzydle zachodnim. W inwentarzach zamkowych pierwsze pomieszczenie nazywano  izbą stołową albo pokojem pańskim (w części północno-zachodniej skrzydła), drugie pomieszczenie określano jako izbę stołową drugą  (w części południowo-zachodniej). Z dużą dozą pewności możemy stwierdzić, że właśnie w którymś z tych pomieszczeń miało miejsce historyczne spotkanie. Pokoje te już nie istnieją, jak z resztą całe piętro iłżeckiego zamku, ale zachowały się jeszcze autentyczne schody, z których na pewno korzystali Cecylia i Władysław. Tych kilka ocalałych stopni,  po których dzisiaj bezrefleksyjnie chodzimy to oryginalne  świadectwa tamtych chwil.

 

 

Wizerunek królowej wykonany rok po jej śmierci (1645) [źródło: polona.pl]

Portret Cecylii Renaty namalowany przez Frans Luycx ok. 1640 r. [źródło: wikipedia]

Oryginalne schody głównego „wschodu” (fot. P.N.)

Paweł Nowakowski