informacyjna

28 kwietnia 1980 roku w trakcie prac inwentaryzacyjnych w kościele p.w. Wniebowzięcia NMP w Iłży, prowadzonych przez

Miejsce, w którym znajdował się portret ks. Rogalli (fot. zasoby IPN)

pracowników Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Radomiu, zauważono brak portretu epitafijnego ks. Józefa Rogalli. Dotychczas znajdował się on na marmurowej tablicy po lewej stronie od wejścia do zakrystii. Olejny portret na blasze         w kształcie owalnym, został wyjęty z obramowania po odgięciu czterech gwoździ blokujących i skradziony. Zaraz po zauważeniu braku wizerunku ks. Rogalli,  ksiądz Dziadowicz (ówczesny proboszcz) poinformował wiernych o kradzieży i zaapelował jednoczenie, aby osoby, które coś wiedzą o zniknięciu obrazu zgłosiły się do niego. Natomiast Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej (KWMO) w Radomiu została powiadomiona o kradzieży dopiero we wrześniu 1980 roku przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Radomiu.

Sprawę zniknięcia obrazu z iłżeckiego kościoła funkcjonariusze z KWMO powiązali z zaginięciem nagrobka na cmentarzu żydowskim w Przytyku. Ustaleniem sprawców kradzieży zajęli się milicjanci z Wydziału Śledczego przy wsparciu funkcjonariuszy SB Wydziału IV, zajmującego się głównie zwalczaniem działalności kościoła i innych związków wyznaniowych.

W czasie oględzin miejsca zdarzenia nie odnaleziono żadnych śladów, co nie jest dziwne biorąc pod uwagę fakt, że od kradzieży minęło pół roku. W notatce sporządzonej z rozmowy z ks. Dziadowiczem ustalono, że obraz mógł zaginąć miedzy 27 a 28 kwietnia 1980 r. ponieważ ostatni raz ksiądz widział portret 26 lub 27 kwietnia.

W kręgu podejrzanych znalazł się sam ks. Józef Dziadowicz ponieważ od dłuższego czasu był kolekcjonerem dzieł sztuki, które przechowywał na plebani oraz u swojej siostry  w Sandomierzu. Co więcej SB posiadło informacje, że w 1977 roku zarysował się konflikt miedzy iłżeckim proboszczem a biskupem Wójcikiem, który zarzucał mu nieuczciwość  w prowadzeniu inwentaryzacji obrazów znajdujących się w kościołach na terenie parafii oraz handel tymi obrazami. Trudno teraz stwierdzić skąd funkcjonariusze posiadali takie informacje o księdzu i na ile były one wiarygodne.

9 grudnia 1980 r. wiceprokurator Zofia Gołębiowska z Prokuratury Wojewódzkiej  w Radomiu wszczęła śledztwo w sprawie kradzieży portretu ks. Rogalli. Prokurator przesłuchała ponownie ks. Dziadowicza, który zeznał, że kradzież obrazu zauważył podczas inwentaryzacji zabytków wraz z pracownikami z WKZ z Radomia. Ponadto stwierdził, że było to pierwsze tego typu zdarzenie w parafii, a sam kościół jest dobrze zabezpieczony założonymi  w 1979 r. kratami w głównym wejściu.

W trakcie prowadzonego dochodzenia Wydział Śledczy KWMO w Radomiu zwrócił się również do komisariatu w Iłży by ten wytypował osoby mogące mieć związek z kradzieżą.

Epitafium ks. Józefa Rogalii (fot. zasoby IPN)

By zapobiec sprzedaży obrazu do muzeów lub wywiezienia za granicę,       o kradzieży został poinformowany Zarząd Muzeów i Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz Szef Wywiadu Ewidencji i Technik Operacyjnej Zwiadu WOP w Warszawie. O tym że Graniczne Punkty Kontroli (GPK) zostały poinformowane o kradzieży przekonał się sam     ks. Dziadowicz podczas wylotu do Hiszpanii w czerwcu 1982 r. kiedy to doszło do bardzo dokładnego sprawdzenia bagażu na Granicznym Punkcie Kontroli na lotnisku Warszawa –Okęcie. Podczas rewizji                   i przeszukania nie odnaleziono skradzionego epitafium.

W toku prowadzonego śledztwa przesłuchano organistę, byłego kościelnego, księży oraz inne osoby. Wydział Śledczy KWMO                         w Radomiu wobec nie wykrycia sprawców postanowił 9 marca 1981 roku umorzyć dochodzenie. Mimo oficjalnego zamknięcia sprawy funkcjonariusze na polecenie Komendanta Wojewódzkiego MO dalej kontynuowali prace w celu wykrycia sprawców kradzieży.

Prokuratura Wojewódzka w Radomiu umorzyła śledztwo w dniu 24 marca 1981 r. ponieważ podczas oględzin miejsca kradzieży nie znaleziono żadnych śladów działania narzędzi ani śladów linii papilarnych. Najdłużej sprawą zajmował się Wydział IV SB. Dopiero w listopadzie 1982 r. poinformowano naczelnika Wydziału Śledczego, że dotychczasowe działania operacyjne zmierzające do wykrycia sprawców kradzieży nie dały pożądanych rezultatów, ponieważ SB nie posiada głębokiego rozpoznania operacyjnego w środowisku księży posługujących w iłżeckiej parafii.  Po ponad dwóch latach od kradzieży, tzn. w styczniu 1983 roku, ksiądz Dziadowicz otrzymał paczkę, nadaną z Warszawy przez niejakiego Manteufla. Ksiądz po rozpakowaniu starannie zabezpieczonej przesyłki ujrzał skradziony portret oraz małą karteczkę     z napisem  „Z racji jubileuszu 600-lecia Matki Bożej Częstochowskiej”. Ks. Dziadowicz nie poinformował prawdopodobnie milicji     o odlezieniu obrazu. Komenda Wojewódzka MO  o tym fakcie  dowiedziała się dopiera od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków  w Radomiu, który  pismem  z 17.06.1983  r. zwracał się do śledczych z prośbą o zwrot do kościoła w Iłży materiału dowodowego w postaci metalowych ćwieków, stanowiących oryginalne zamontowanie portretu epitafijnego ks. Rogalli.

Epitafium z portretem (fot. zasoby IPN)

Wydział Śledczy na wieść o odnalezieniu portretu, dzięki pomocy pracowników poczty ustalił skąd i przez kogo została nadana paczka. Niestety A. Manteufel nie mieszkał pod wskazanym adresem, mało tego nie figurował w stołecznym biurze ewidencji ludności.

Wobec odnalezienia obrazu i nie wykrycia sprawców Wydział Śledczy Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Radomiu     w października 1983 r. złożył cała sprawę do archiwum.

Na podstawie zachowanych akt można przypuszczać, że kradzież była elementem gry operacyjnej SB,  mającej na celu lepsze rozpoznanie lub pozyskanie do współpracy księży z iłżeckiej parafii. Świadczy o tym także zachowanie „złodzieja”, który z bliżej nieznanych powodów zwrócił cenny łup prawowitemu właścicielowi.

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                 Jarosław Ładak

 

Powyższy artykuł napisany został na podstawie dwóch jednostek archiwalnych z Archiwum Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Radomiu:

-AIPN Ra, 04/126, Akta kontrolne postępowania przygotowawczego w sprawie kradzieży portretu epitafijnego z kościoła             p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Iłży w dniu 28-04-1980, tj. przestępstwo z art. 201 kodeksu karnego,

-AIPN Ra, 04/235, Akta główne postępowania przygotowawczego w sprawie kradzieży portretu epitafijnego z kościoła                  p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Iłży w dniu 28-04-1980, tj. przestępstwo z art. 201 kodeksu karnego.

 

 

 

Krzyż za którym odnaleziono szczątki Antoniego Mazurka (fot. http://swietokrzyskiewloczegi.blogspot.com/2014/10/uciek-nam-autobus-i.html

Piotrowe Pole to dziś mało znana osada leśna leżąca przy ważnym trakcie zwanym „Gościńcem Ostrowieckim”. Zawsze była gościnna podróżnym i szukającym schronienia w Puszczy Iłżeckiej Obrońcom Ojczyzny. Tu znajdowali schronienie Powstańcy Styczniowi, tu również gromadzili się we wrześniu 1939 r. żołnierze polscy po bitwie pod Iłżą 8-9 IX,  zepchnięci w lasy w nierównej walce z pancernymi zagonami niemieckiego agresora. Tutaj, po wspomnianej bitwie, gen. Stanisław Skwarczyński, dowódca Południowego Zgrupowania Armii „Prusy” rozkazem rozwiązał Zgrupowanie, zlecając przedzieranie się przez nieprzyjacielskie pozycje małymi grupami w celu dalszej walki. Teren wokół Piotrowego Pola był miejscem gdzie pierwsi konspiratorzy gromadzili broń po wrześniowych żołnierzach. Tę historię większość już zna. Była ona bowiem tematem wielu obszernych i ciekawych publikacji, które są szeroko dostępne dla zainteresowanych.
Historia, którą zamierzam przedstawić,  dla mnie zaczęła się ponad ćwierć wieku temu. Wówczas jako student II roku historii, zapalony harcerz wraz kolegą nauczycielem organizowaliśmy tygodniowy biwak harcerski dla młodzieży szkolnej Szkoły Podstawowej w Jasieńcu Iłżeckim. Teren wydawał na się ciekawy, tajemniczy a więc przygoda na nas czekała nie było na co czekać. Pieszo wyruszyliśmy z Jasieńca przez pola, dukty leśne wypatrując celu, który czekał na nas gdzieś tam daleko w lesie. Po kilkugodzinnym marszu zaczęła w oddali wyłaniać się wielka polana, i wszyscy coraz częściej, głośniej i radośniej zaczęli podnosić głowy i wzrok szeptając „ jest”, to Piotrowe Pole. Z leżni leśnej zwanej „Ciętą” skręciliśmy w prawo na „Ostrowiecki Gościniec” aby na skraju polany skręcić w lewo na drogę wzdłuż której widać było nieliczne zabudowania wiejskie. Na skrzyżowaniu tej drogi z Gościńcem Ostrowieckim, po lewej stronie zauważyłem duży krzyż otoczony płotkiem. Za tym krzyżem widać było mały kopczyk a obok leżący stary, zmurszały krzyż. Od razu pomyślałem – stara mogiła.

Gdy dotarliśmy na wschodni skraj wsi, naprzeciw chaty mieszkającego tam wówczas starszego, samotnego człowieka zaczęliśmy rozbijać namioty i urządzać całe obozowisko. Gdy nasze prace zbliżały się do końca, zauważyłem tego gospodarza, że z zaciekawieniem przygląda się nam z sieni swojej drewnianej chatki. Z kolegą podeszliśmy do furtki jego zagrody zachęcając tym i jego do podejścia. Przywitaliśmy się, przedstawili i zapytali czy będzie możliwość skorzystać z jego studni na korbę bo wiadomo wody będzie dużo potrzeba dla nas wszystkich. Zgodził się bez wahania a my ucieszyliśmy się, że będziemy mieć przychylnego „sąsiada” i gospodarza. Dziś pamiętam, że ten miły pan nazywał się Klepacz i trudnił się wyrobem klepek na beczki i inne wiejskie naczynia – był bednarzem. Na jego podwórku widać było zgromadzony surowiec do tej produkcji. Po wieczornej kolacji i apelu wszyscy położyliśmy się spać w naszych namiotach oczywiście nad wszystkim czuwała warta, która zgodnie z planem zmieniała się co godzinę. Cały biwak był dobrze zaplanowany bo oprócz rutynowych czynności takich jak pobudki, zaprawy poranne, apele i zajęcia służb dyżurnych poznawaliśmy także najbliższą okolicę – oczywiście las. W czasie wspólnych rozmów przy ognisku na wiele różnych tematów dotyczących głównie historii i wsi Piotrowe Pole zapytałem „naszego” gospodarza o historię mogiły za krzyżem. Pamiętam, że powiedział  „… tam leży…….(podał nazwisko które wkrótce zapomniałem)”. Któregoś dnia podczas tego biwaku zebrałem chętnych na „wyprawę” aby zrobić nowy krzyż na tej mogile i uporządkować teren przy krzyżu. Siekierą ścięliśmy brzózkę i starym znalezionym gwoździem zbiliśmy i wkopaliśmy krzyż. Teraz mogiłka prezentowała się o wiele lepiej. Biwak zakończył się wszyscy byli rozradowani po tygodniowym pobycie w lesie. Było żal żegnać się z obozowiskiem  i „naszym” panem Klepaczem. Biwaki jeszcze organizowaliśmy czterokrotnie starając się za każdym razem aby miejsca były ciekawe i dobre do wypoczynku dla nas wszystkich. Piotrowe Pole i pana Klepacza odwiedziliśmy jeszcze raz z biwakiem następnego roku ale wówczas zachorował i rodzina zabrała go do szpitala. Po zakończeniu wyprawy i powrocie do domów dowiedzieliśmy się, że pan Klepacz zmarł. Zawsze kiedy odwiedzam  rodzinne groby na nowym cmentarzu w Iłży zatrzymuję się przy nagrobku p. Klepacza, który jest widoczny w bocznej alejce prowadzącej do wejścia na nowy cmentarz od strony drogi do Pakosławia. Piotrowe Pole odwiedzałem wielokrotnie przy różnych okazjach i zauważyłem, że „nasz” brzozowy krzyż został zastąpiony metalowym. A więc ktoś się zainteresował i zamienił na bardziej trwały.

Wydawać by się mogło, że to będzie już koniec mojej „przygody” z tą mogiłą. Jest krzyż, ktoś nawet zapala znicze bo są wypalone szklane miseczki a więc jest i czyjaś pamięć. Ale jednak los szykował mi kolejną niespodziankę a zarazem przygodę z tą nieznaną, leśną mogiłą przy Piotrowym Polu.

Minęły lata,  jesienią 2017 roku wraz z grupą przyjaciół i znajomych tj. Tomkiem Glińskim, Pawłem Nowakowskim i Krzysztofem Wicikiem zaczęliśmy coraz silniej myśleć o projekcie uporządkowania mogił żołnierzy poległych w Bitwie o Iłżę we wrześniu 1939 roku. Oczywiście główne ekshumacje były przeprowadzane w latach 40-tych i 60-tych w wyniku których powstał w 1969 roku cmentarz-mauzoleum w Iłży i zbiorowa mogiła żołnierska w Grabowcu. Jednak w dalszym ciągu budziły się wielkie wątpliwości czy naprawdę ekshumowano wszystkie mogiły? Dochodziły bowiem do nas sygnały, że w lesie rzechowskim – miejscu pierwotnej mogiły żołnierzy polskich poległych w porannym ataku 9 września 1939 roku, nadal pod leśną ściółką „walają się” ludzkie szczątki. Sprawę tą dość dokładnie zbadaliśmy utwierdzając się w przekonaniu, że rzeczywiście tak jest i coś należy z tym zrobić. Spotkałem się z Pawłem  Nowakowskim i przekazałem mu całą swoją wiedzę o mogile w lesie rzechowskim. Na podstawie tych informacji został zredagowany list do Instytutu Pamięci Narodowej z prośbą o przeprowadzenie ekshumacji. Odpowiedź przyszła zadziwiająco szybko, telefonicznie umówiliśmy się na spotkanie z przedstawicielem  IPN  – Piotrem Kedziorą-Babińskim. Do spotkania doszło w pewną niedzielę w miejscu równie ciekawym bo w „Malinowym Chruśniaku” Leśmiana gdzie na ławeczkach omawialiśmy kolejne kroki jakie powinniśmy wykonać aby realizować nasz projekt. Nie czas w tym miejscu na opisywanie długiej kwerendy akt PCK, listy poległych, ksiąg parafialnych, protokołów ekshumacyjnych itp., bo to temat na osobny artykuł i o wiele większe opracowanie.

Mogiła żołnierzy września okazała się pusta. (fot. P.N.)

Niemniej jednak przeglądając w/w dokumenty natrafiliśmy na informację z grudnia 1939 roku,  z której wynikało, że koło wsi Piotrowe Pole znajduje się mogiła dwóch nieznanych żołnierzy wojska polskiego. Nieznana mogiła obok krzyża sama wpisywała się na listę poszukiwań. Po ekshumacjach w lasku rzechowskim i obok Strażowej przy wsi Zawały przyszedł czas aby zająć się tą nieznaną mogiłą przy Piotrowym Polu. Pech chciał, że zepsuła się koparka i roboty ziemne musieliśmy wykonywać ręcznie łopatami co nie było rzeczą łatwą zważając na gęste korzenie .

Tym razem mogiła okazała się pusta. Zdarza się i tak, pomyśleliśmy wszyscy i zrezygnowani zamierzaliśmy opuścić to miejsce gdy wtem usłyszeliśmy znany nam warkot koparki. Naprawiony sprzęt był gotów do akcji, ale po co, przecież pod żelaznym krzyżem nic nie było. Archeolodzy zaproponowali aby zebrać ziemię bliżej tego dużego krzyża tuż obok płotka. Mieli rację po usunięciu wierzchniej warstwy ukazała się ciemna plama przypominająca ślad pochówkowy.  Na głębokości około 1,5 metra ukazał się czubek buta.

Pierwszą warstwę ziemi delikatnie zdejmowano koparką (fot. P.N.)

Sterczący czubek buta był pierwszym zwiastunem, że tu ktoś leży (fot. P.N.)

Zarys jamy grobowej (fot. P.N.)

Scyzoryk (fot. P.N.)

 

A więc jest żołnierz pomyśleli wszyscy widząc, że buty mają cholewy. Maszyna stop i archeolodzy delikatnie i dokładnie zaczęli odsłaniać cienkie warstwy piachu odsłaniając kości .Na wysokości miednicy szkieletu znaleźli duże dwa scyzoryki, może to zwiadowca? Ktoś skomentował ale dalsze prace odsłoniły skurzany portfel, w którym były …..carskie kopiejki. A więc Rosjanin. No cóż w I wojnie światowej też ginęli żołnierze i trafił się Rosjanin. Jednak medalik, który pokazał się na koniec prac obalił wszystkie dotychczasowe hipotezy dotyczące osoby, którą ekshumowano.

Pozostałości portmonetki (fot. P.N.)

Rosyjskie monety (fot. P.N.)

Medalik, pamiątka misji świętych głoszonych w Iłży w 1906 r. Napis wokół wizerunku Maryi „Królowo Korony Polskiej módl się za nami” (fot. P.N.)

Medalik okazał się być pamiątką misji  przeprowadzonych w Iłży z 1906 roku.  A więc to nasz krajan, tylko kto? Wówczas przypomniałem sobie opowieść p. Klepacza sprzed lat ale nazwiska, które on wspominał nijak nie mogłem sobie przypomnieć. Pytałem starsze osoby, które mogły coś na ten temat powiedzieć ale nic nie wnosiło to do naszej sprawy ustalenia personaliów tego człowieka, którego szczątki złożono do trumienki drewnianej i zamierzano pochować wraz z wrześniowymi żołnierzami na cmentarzu w Grabowcu. Przez przypadek w targowy poniedziałek spotkałem pana Stanisława Ziewieckiego z Kotlarki, który nie raz służył nam pomocą opowiadając znane mu fakty z dziejów naszej okolicy i kiedy z jego ust padło nazwisko …. Mazurek… runęła we mnie blokada, która nie pozwalała przypomnieć sobie nazwisko, które wymieniał kiedyś p. Klepacz, opowiadając kto jest koło krzyża pochowany. A więc, mamy nazwisko Mazurek. Kiedy za parę dni odwiedził mnie p. Ziewiecki i oznajmił, że to są szczątki Antoniego Mazurka, który został tam pochowany podczas Wielkiej Wojny.  Kolejne puzle układanki dołożył Paweł Nowakowski odnajdując jego akt zgonu. O śmierci  Mazurka, która

Księga zmarłych z aktem zgonu Antoniego Mazurka. (fot. P.N.)

miała miejsce  28 lipca  1915 r. świadczyło przed  iłżeckim proboszczem  dwóch mieszkańców Błazin, Franciszek Kempiński i Antoni Kosakowski. Dokument nie zawiera informacji o okolicznościach śmierci. O tych dowiedziałem się od p. Ziewieckiego.

Mazurek został zastrzelony przez austriackiego żołnierza. Być może nie usłyszał komend w obcym języku bądź ich nie rozumiał? Zginął niosąc wodę z jedynej wówczas studni na Piotrowym Polu, z obejścia p. Kiepasa. Mazurek wraz z rodziną i dobytkiem uciekł z Błazin i schronił  się w lesie w pobliżu  Piotrowego Pola przed działaniami wojennymi. Miał 53 lata. Przybliżony  wiek określił  również antropolog badający kości podczas ekshumacji. Dodał, że zmarły musiał nosić, ze względu na odkształcenia na kościach,  znaczne ciężary.

No tak ale co dalej ze szczątkami zastrzelonego przez austriackiego wartownika? Odnalazłem   współczesnych potomków Mazurka.  Niestety nie przejawiają zainteresowania swoim przodkiem.  Można go pochować w Grabowcu, ale wydaje się, że odpowiedniejszym miejscem  będzie rodzinna ziemia. Postanowiliśmy skontaktować się z księdzem Edwardem Skorupą proboszczem parafii w Koszarach.  Z tą myślą udaliśmy się z Pawłem Nowakowskim do kościoła w Koszarach aby porozmawiać z ks. proboszczem. I kolejna niespodzianka. Oczekując na spotkaniem przed wejściem do kościoła, zauważyliśmy tablicę poświęconą ofiarom wojny. O dziwo na dodanej do niej małej tablicy wraz z innymi nazwiskami zauważyliśmy napis    …  Antoni Mazurek lat 53 zastrzelony przez Austriaków 28.VII.1915 roku we wsi Piotrowe Pole.

Tablica na kościele w Koszarach (fot. S. Kurek)

A więc historii zatoczyła koło. Ksiądz Edward słuchając naszej opowieści bez wahania zgodził się na pochówek „naszego” Mazurka, który jako że jest ofiarą wojny będzie miał nagrobek, na koszt państwa tak oznajmił przedstawiciel IPN Piotr Kędziora-Babiński. Konkretny termin pochówku zostanie ustalony po przejęciu szczątków Antoniego Mazurka od proboszcza parafii w Grabowcu ks. kan. Zbigniewa Wypchło i podany do ogólnej wiadomości.

Sławomir Kurek

  

W związki z zawiadomieniem burmistrza Iłży i Rady Miejskiej o złym stanie technicznym fragmentu kurtyny zachodniej, znajdującym się nad domostwami przy ul. Podzamcze 18, 20, 22, 24 zamieszczamy na naszym portalu zdjęcia przedstawiające problem. Fotografie pochodzą ze strony fb Zamek Iłża.

 

Paweł Nowakowski