Na dzień 22 stycznia przypadają rocznice, o których w Iłży szczególnie należy pamiętać. Są to: rocznica wybuchu Powstania styczniowego, którego potyczki rozegrały się również na ziemi iłżeckiej, rocznica urodzin Bolesława Leśmiana, którego słynne erotyki powstawały w otoczeniu iłżeckiego malinowego chruśniaka oraz rocznica śmierci ukochanej Leśmiana, poznanej w Iłży, Teodory Lebenthal.


Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe zaprosiło na upamiętnienie rocznic już 21 stycznia 2020 r. Na zaproszenie odpowiedziało liczne grono mieszkańców Iłży. To był początek naszego świętowania. Na cmentarzu parafialnym zapaliliśmy znicze, odmówiliśmy modlitwę przy tablicy poświęconej Teodorze Lebenthal oraz na grobach uczestników Powstania styczniowego.

Kontynuacja będzie miała miejsce w dniu jutrzejszym w Warszawie. Zapalimy znicze na grobie Bolesława Leśmiana oraz jego ciotki Gustawy Sunderland na Starych Powązkach. Wieczorem liczna grupa mieszkańców Iłży weźmie udział w spektaklu p.t. „Sen”, który przygotowany został w oparciu o wiersze Bolesława Leśmiana.

To kolejny raz, kiedy chcemy upamiętnić ważne wydarzenia związane z życiem tego genialnego poety.

Zapraszamy do obejrzenia fotografii wykonanych przez Norberta Jastalskiego.

« 1 z 31 »

Styczeń to miesiąc ważnych wydarzeń, o których warto pamiętać i zachęcać innych do wspomnień oraz poznawania lokalnej historii. W naszym miasteczku wiele jest miejsc upamiętniających wydarzenia historyczne a także postaci, które wywarły wpływ na polską kulturę. Zbliżająca się data 22 stycznia, z pewnością wielu osobom kojarzy się z wybuchem powstania styczniowego, o którym przypominają mieszkańcom nazwy ulic, groby i tablice pamiątkowe (zapraszamy do przeczytania wpisu na naszej stronie). Niewielu Iłżan wie, choć to grono sukcesywnie się powiększa, że tego dnia urodził się Bolesław Leśmian (1877 r.) natomiast w roku 1942, również 22 stycznia, zmarła w Iłży Teodora Lebenthal, zwana Dorą. Wielu badaczy biografii Bolesława Leśmiana twierdzi, że była ona miłością jego życia.

Pamiątek i miejsc przybliżających sylwetkę tego genialnego poety jest w Iłży zaskakująco wiele. W związku ze zbliżającą się datą zachęcamy do odwiedzenia Izby Pamięci Bolesława Leśmiana, która mieści się na Placu 11 listopada nr 2. Można tu odnaleźć ducha epoki, poznać biografię poety i historię jego rodziny, zobaczyć ciekawe fotografie, obrazy, meble.

« 1 z 3 »

Kolejnym miejscem jest, unikatowa i jedyna w Polsce, Biblioteczka Pana Leśmiana, która znajduje się w Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Iłży, na ostatnim piętrze, przy ulicy Warszawskiej 4. W przytulnym pomieszczeniu znalazły swoje miejsce różne wydania poezji Leśmiana, opracowania jego twórczości i biografii.

« 1 z 3 »

Jest jeszcze jedno niezwykłe, jakby zagubione i tajemne miejsce – ogród „Malinowy chruśniak”, znajdziecie go przy ulicy Podzamcze, na lewo od schodów prowadzących na zamkowe wzgórze, za domem Sunderlandów.

« 1 z 3 »

Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe, w gronie przyjaciół i sympatyków, po raz kolejny uczci wydarzenia i osoby spotykając się przy tablicy poświęconej Teodorze Lebenthal na iłżeckim cmentarzu. Tutaj przywołamy pamięć o Bolesławie i Dorze, a potem udamy się na groby powstańców styczniowych znajdujące się na tym cmentarzu, by przypomnieć historię tego wydarzenia.

Zapraszamy w dniu 21 stycznia 2020 r. o godzinie 16.00 przy bramie cmentarza od strony schodów.

            Suplikacja Święty Boże wylicza cztery plagi nękające ludzką egzystencję: morowe powietrze, głód, ogień i wojnę. Z pewnością wojnę należy uznać za zjawisko najtragiczniejsze, które może pociągnąć za sobą pozostałe nieszczęścia, natomiast najpowszechniej człowiek doświadczany był i jest przez ogień. Żywioł ten z przyczyn naturalnych lub wskutek nieumiejętnego posługiwania się nim, mógł w  każdej chwili unicestwić dorobek pokoleń i być przyczyną śmierci wielu ludzi.  

Dla pomniejszenia groźby powstawania pożarów zaczęto tworzyć przepisy i zasady, których łamanie obwarowane było surowymi karami. W dawnej Polsce zarządzenia te określano terminem porządków ogniowych. Miały one szczególne znaczenie dla miast posiadających gęstą, drewnianą zabudową.  Prawo magdeburskie z którego najczęściej korzystały  miasta nie precyzowało działań przeciwpożarowych. Zalecało jedynie mieszkańcom: piece i kominy powinien każdy tak opatrywać aby iskry na sąsiada dom nie latały.[1]   

Andrzej Frycz Modrzewski [źródło: biblia.info_.plblogandrzej-frycz-modrzewski]

Jednym z pierwszych polskich twórców przepisów przeciwpożarowych był Andrzej Frycz Modrzewski. W swoim dziele O naprawie Rzeczypospolitej wyjaśnił motywy zajęcia się tym tematem: Te niechaj będą prawa o pożodze, którem ja miłosierdziem ruszon napisał, bo widzę k wierze niepodobne lenistwo i niedbalstwo nie tylko pospolitego ludu ale też i zacnych ludzi około przestrzegania i gaszenia pożogi. Modrzewski za sprawę fundamentalną dla bezpieczeństwa przeciwpożarowego uznał budulec, którym powinien być kamień bądź cegła. Oddalał  zarzut, że  koszty wznoszenia domów murowanych w stosunku do drewnianych są znacznie wyższe. Uważał, że  wydatki ponoszone na częste rekonstrukcje tych drugich, niszczonych  przez kolejne pożary w rzeczywistości przewyższały jednorazowy wydatek na dom murowany. Według Modrzewskiego rzadko można było spotkać drewniane budynki, które przetrwały dłużej niż 3o lat.

Wskazywał, że istotne znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego ma właściwy komin, który winien być wysoko nad dach wywiedziony i dobrze uszczelniony, zalecał: każdy mieszczanin niech się stara o to, aby piece, kominy, ogniska i wszystkie miejsca, do palenia ognia uczynione, były gliną i inszemi rzeczami dobrze obwarowane. Proponował by w domostwach po zachodzie słońca (od 1 maja do 1 września) nie palić ognia.  Każdy kto zauważy pożar musi ogień obwoływać – wszcząć alarm. Do gaszenia pożaru zobowiązany jest każdy mieszczanin, a każde domostwo powinno posiadać drabinę, osękę (bosak) i siekierę. Dodatkowo przy domach powinny stać fasy napełnione wodą.  Dla sprawnego przebiegu akcji gaśniczej władze miejskie powinny podzielić mieszczan na zastępy i ustanowić nad nimi starszych. Starsi natomiast mają kontrolować domostwa swoich podwładnych pod kątem wypełniania zarządzeń ogniowych.[2]

Bp Marcin Szyszkowski [źródło: galeria.plock24.pl]

Wiele z postulatów przeciwpożarowych Modrzewskiego możemy odnaleźć  w przywileju bp. Marcina Szyszkowskiego dla Iłży z 1618 r. Treść dokumentu określa szereg zagadnień dotyczących życie w siedemnastowiecznej Iłży: kompetencje sądownicze starosty i rady miejskiej, ważenie towarów, porządku w mieście, obyczajów, moralności, korzystania z lasu i zbierania chrustu, powinności młynarzy, garncarzy, browarników, smolarzy. Najwięcej jednak miejsca poświęca bezpieczeństwu przeciwpożarowemu.

Mieszczanie iłżeccy mieli obowiązek gaszenia pożarów nie tylko w mieście ale także w lasach należących do klucza iłżeckiego. Biskup uzasadniał ten przymus faktem, że iłżanie z borów czerpią materiał na budulec i opał, więc ochrona tych dóbr stanowi ich żywotny interes. Wezwanie do pożaru odbywało się za pomocą ratuszowego dzwonka. Mężczyźni zorganizowani byli w zastępach  dziesiętnych kierowanych przez dziesiętnika. Nieobecny  nieusprawiedliwiony przy gaszeniu pożaru  obciążany był karą 6 groszy.

Ważne dla bezpieczeństwa przeciwpożarowego miasta było ustanowienie przepisów dla rzemiosł, które w  produkcji używały ognia. Dokument w pierwszej kolejności wymienia garncarzy, prawdopodobnie ze względu na powszechność tej profesji w Iłży i zakazuje prowadzenia wypału w piecach garncarskich od wieczora do północy. Dopiero po 12 w nocy można było rozniecić ogień i czuwać przy wypalanych wyrobach. W przypadku wcześniejszego rozpalenia pieca garncarz podlegałby karze 3 grzywien. Ograniczenie nocnego czasu wypału dawało większą pewność, że ogień będzie właściwie dozorowany.

Zarządzenia przeciwpożarowe dotyczyły także browarów i ozdowni (suszarni słodu). Co tydzień kominy w nich miały być sprawdzane przez sługi miejskie a czyszczone przez dziesiętników. Zarówno browary,  ozdownie jak i piece garncarskie nie powinny znajdować się w pobliżu stodół.

Do powinności gospodarza posesji należało wyposażenie obejścia w  określone narzędzia ogniowe: drabinę, osękę i naczynie do noszenia wody. Brak, któregoś z tych sprzętów skutkował karą 2 grzywien. Jednak w przypadku wybuchu pożaru, w posesji nie posiadającej zaleconych narzędzi, jej właściciel ukarany byłby na gardle. Gdyby nawet winny uratował się ucieczką nie mógłby już nigdy zamieszkać w dobrach kościelnych a jego majątek zostałby skonfiskowany.  Dokument przywołuje  tutaj przykład niejakiego Duchnika z Kielc.

Obowiązkiem każdego gospodarza była także dbałość o stan komina. Jeżeli okazało się, że wymagał on remontu, należało to jak najszybciej uczynić. Opieszałość w naprawie była karana 10 grzywnami. Przy wznoszeniu nowych budynków, piece w nich należy stawiać „na stolcach czterech” wkopanych w ziemię. Stolcami były drewniane drągi tzw. brożyny, które następnie oplatano wikliną i oblepiano gliną. Zdarzało się, że do budowy kominów używano także słomy przemieszanej z gliną. Były to konstrukcje zawodne, nietrwałe, wymagające ciągłego dozoru i remontów.  

Iłża w swojej historii była wielokrotnie  niszczona przez pożary. Pierwszy  łączy się z napadem tatarskim w 1241 r.[3]   Drugi pożar w 1412 r. wspomniany został w przywileju Władysława Jagiełły: (…), że one wyżej przytoczone miasto Iłża wskutek nieszczęśliwego wypadku, przez zachłanność ognia zupełnie się spaliło i obróciło w perzynę.[4] Trzeci wielki  pożar zniszczył miasto w 1498 r.[5] Straty musiały być znaczne skoro osada została zwolniona z wszelkich podatków na okres 10 lat. Czwarty pożar z 1544 r. musiał przynieść miastu stosunkowo małe zniszczenia gdyż mieszkańcy uzyskali zwolnienie jedynie z podatku czopowego i tylko na okres sześciu miesięcy.[6] Szósta pożoga, która wybuchła 20 czerwca 1621 r. znowu całkowicie spaliła Iłżę.[7] Kolejne dwa pożary miały miejsce w tym samym 1656 roku, pierwszy z nich wywołany przez wojska szwedzkie, drugi   przez wojska polskie dowodzone przez Krzysztofa Wąsowicza.[8] Dziewiąty wielki pożar wybuchł 25 kwietnia 1744 r. Jego skutki upamiętnione zostały na kamiennej tablicy wmurowanej w szkarpę kościoła parafialnego: (…)  Iłża doszczętnie została spalona, kiedy palono gorzałkę na ogniu domowym, roku pańskiego 1744, w narodzenie Marka Ewangelisty. Ogniem rozgorzała południową porą, który miasto z ratuszem i świątynię Pańską zniszczył, dzwonnicę aż do dna wypalił, dzwony stamtąd donośne w popiół obrócił, w ciągu trzech godzin dzieła wieków zniszczył.(…)[9]. Ostatnim pożarem (dziesiątym), o którym wspomnę była pożoga wywołana ostrzałem rosyjskich armat 9 sierpnia 1831 r. Z zabudowy miejskiej  ocalało wtedy 9 budowli z 312.[10] Henryk Bogdański żołnierz Legii Litewsko-Ruskiej, uczestnik bitwy wspominał … płomień szybko ogarnął i zniszczył kościół i prawie całe miasto. Ocalała tylko plebania, browar i niektóre domy. To nie tylko wstrzymało nasz pochód, ale utrudniło także połączenie się z naszymi za miastem; ulica którąśmy weszli była już całą w ogniu. Zwróciliśmy więc w bok, lecz niektórzy dla skrócenia drogi, puścili się płonąca ulicą i doszli wprawdzie do swoich, kilku jednak zniszczyło swoje mundury, a nawet poniosło rany od palących się i spadających gontów. W księgach parafialnych zachowało się 11 aktów zgonu  mieszkańców Iłży, którzy ponieśli śmierć w tym pożarze.

Dlaczego wybuchało tak wiele pożarów, które obejmowały całe miasto lub znaczną jego część? Oczywiście główną przyczyną była drewniana zabudowa i jej gęstość. Duże znaczenie podczas walki z pożarem miały warunki pogodowe, a w szczególności wiatr. To właśnie za przyczyną silnego wiatru pożar w sierpniu 1831 r. rozprzestrzenił się na całe miasto. Akcje pożarnicze utrudniały także niewielka ilość studni i ograniczony dostęp do rzeki. Należy w tym miejscu powiedzieć o ówczesnej metodzie walki z żywiołem. Polegała ona przede wszystkim na usunięciu z jego drogi dachów a nawet domów, po których mógłby rozszerzać się i przenosić. Stąd w  tłumieniu pożogi podstawowe znaczenie miały takie narzędzi jak siekiery czy osęki, służące do rozbierania drewnianych konstrukcji. Gaszenie przez zalewanie wodą, czy zasypywanie piaskiem skuteczne było jedynie w początkowej fazie pożaru. Polewano także profilaktycznie dachy budynków, na które mógł przerzucić się ogień.

Fragment obrazu Pożar miasta Lublina z kościoła oo. dominikanów w Lublinie [źródło: http://teatrnn.pl/pozar-lublina/]

Postulat Frycza Modrzewskiego o potrzebie wznoszenia domów murowanych, był stopniowo realizowany w Iłży dopiero od połowy XIX w.  W dobie przynależności osady do dóbr duchownych miała ona zdecydowanie charakter drewniany, choć Andreas Cellarius już w pierwszej połowie XVII w. zwrócił uwagę, że miasto posiada domibus latericiis elegans – eleganckie murowane domy.[11] Do murowanych budowli w mieście należał m.in. kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzięki temu przetrwał kilka pożarów, prawdopodobnie podczas potopu szwedzkiego a potem dwukrotnie miał spalony dach w 1744 r. i 1831 r. lecz ogień nie wtargnął do wnętrza.

Łatwą dostępność drewna dla mieszkańców Iłży zapewniał przywilej biskupi. Pozwalał mieszczanom bezpłatnie pozyskiwać budulec z okolicznych lasów na potrzeby własne.  Paulo Mucante przybywając do Iłży w 1596 r. napisał: Miasteczko drewniane, tuż rzeczka żywej wody”.[12]  W 1789 r. gdy właścicielem miasta stał się skarb państwa, posiadało ono zaledwie 18,7 % budynków murowanych.  W 1820 r. było ich 21 %. Odwiedzający Iłżę w tym samym czasie Julian Ursyn Niemcewicz zanotował ciekawy szczegół:  Cała postać dawnego grodu zachowała się w tem mieście: domy o  niższem i  wyższem piętrze z przodu przynajmniej murowane (…) Z powyższego wynika, że klasyfikacja  obiektu ze względu na budulec nie było jednoznaczna.

Powróćmy jeszcze do roku 1789 r., który był przełomowym w dziejach miasta. Nowy właściciel (skarb państwa) wysłał  swoich przedstawicieli dla zdiagnozowania stanu posiadłości. Ogólnie rzecz ujmując, każda dziedzina życia w Iłży wymagała reform. Członkowie Komisji Rzeczypospolitej Skarbu Koronnego sprecyzowali działania naprawcze w 14 punktach. Aż cztery z nich dotyczyły bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Pierwszy punkt mówił o konieczności posiadania przez nowe budynki kominów nad dach wyprowadzonych, które będą miały murowane fundamenty. W puncie drugim Komisja zaleciła mieszkańcom usunięcie ze swoich  domów kominów „lepionych” wychodzących bezpośrednio na ulicę. Zamiast nich mają zostać wzniesione kominy murowane i do domostw mają być dostawione sienie. Termin zakończenia tych modernizacji mijał w dniu św. Michała (29 września) 1790 r. Kto by nie dopełnił tego zarządzenia ukarany zostanie kwotą 18 zł.  Jeżeli właściciel domu  nie dostosuje się do przepisów w ciągu następnych 6 miesięcy, zostanie obciążony kwotą 36 zł a w przypadku dalszej obstrukcji jego dom zostanie wystawiony na licytację. Trzeci punkt  nakazuje aby każdy gospodarz posiadał drabinę przystawioną do dachu. Miasto ze swojej strony ufundować ma cztery kadzie przytwierdzone do  sań. Mają one być zawsze wypełnione wodą i stać przed ratuszem. Oprócz tego magistrat   zakupi 8  bosaków z długimi drzewcami, umieści je w ratuszu i  zabezpieczy przed kradzieżą.  

Punkt czwarty mówił o zachowaniu mężczyzn w przypadku pożaru. Na dźwięk grzechotki[13] sługi miejskiego do pożaru muszą przybyć jak najszybciej wszyscy mężczyźni zamieszkali w mieście w wieku od 18 do 60 lat, powinni mieć ze sobą siekiery i konewki. Nieobecność usprawiedliwiała tylko choroba.  Nieusprawiedliwiony podlegał karze 6 zł. Połowa z tej kwoty miała być przeznaczona na nagrodę dla tego, który do pożaru przybył pierwszy. 

Grzechotki używane m.in. przez stróżów miejskich [źródło: Z. Gloger, Budownictwo drewniane i wyroby z drzewa]

            Novum w powyższych przepisach był obowiązek zakupienia narzędzi pożarowych przez władze miejskie. Do tej pory posiadanie narzędzi ogniowych spoczywało tylko na poszczególnych gospodarzach.  Z biegiem czasu miasta i gminy będą stopniowo przejmować co raz więcej obowiązków ochrony przeciwpożarowej.

            W 1819 r. rozporządzenie namiestnika Królestwa Polskiego nakazało zakupienie przez miasta i gminy narzędzi ogniowych. Ich rodzaj i ilość  uzależnione były od liczby domostw. W owym czasie w Iłży znajdowało się 206 domów, dla których przypisano: sikawek zaprzęgowych 2, sikawek ręcznych 88, węborków (wiader) drewnianych 20, węborków skórzanych 206, osęków 40, stągwi 8, fasek 20, drabin przy dachach 206, drabin do wożenia 20. Z wykazu wynika, że z dawniejszych przepisów utrzymano posiadanie przez każde gospodarstwo drabiny i naczynia na wodę. Z roku 1826 pochodzi informacja, że władze miejskie zakupiły 4 stągwie drewniane i sanie. Zostały one okute i pomalowane w barwy narodowe.

Cały wiek XIX jest okresem krystalizowania się instytucji, którą dzisiaj nazywamy strażą pożarną. Pierwsza zawodowa straż ogniowa rozpoczęła służbę w Warszawie w 1836 r. W drugiej połowie  XIX w. nastąpił rozwój straży ochotniczych, w Radomiu działała już od 1877 r. Początek ochotniczej straży ogniowej w Iłży sięga 1903 r.

Walery Kiniorski [fot. ze zbiorów T. Pietrzykowskiego]

             W Iłży, d. 29-go z. m. [29 listopada] zorganizowano straż ogniową ochotniczą, do której zapisało się 83 członków rzeczywistych. Na założenie straży p. Walery Kiniorski ze Starosiedlic ofiarował rb. 1000. Członkowie rzeczywiści płacić mają rb. 2 lub rb. 25 jednorazowo, ofiarodawcy rb. 5 rocznie lub rb. 50 jednorazowo, honorowi rb. 100 jednorazowo. Pierwszy zarząd nowej w kraju straży tworzą pp.: prezes zarządu – Walery Kiniorski, członkowie zarządu: Alfons Ochyński, Rajmund Witkowski, Antoni Pietrzykowski; zastępcy członków zarządu: Stanisław Wojciechowski, dr Felis Zbrożek i Julian Rauszer; naczelnik straży ogniowej – Józef Pogorzelski, pomocnik naczelnika – Michał Bocheński; zarządzający taborem Karol Gantner; członkowie komisji rewizyjnej: Ksawery Smoleński, Józef Dobiecki i Władysław Grabiński; zastępcy członków komisji rewizyjnej: ks. prałat Józef Bagiński, Stanisław Herniczuk i Stanisław Mausz. P. Kiniorskiego wybrano członkiem honorowym Towarzystwa jednomyślnie. Stałym członkiem zarządu jest wójt gminy Iłża p. Michał Trześniewski.[14]

Pod koniec 1903 r. wraz z powstaniem w Iłży straży ogniowej  zakończył się okres dawnych porządków ogniowych.


Paweł Nowakowski


[1] Fr. Giedroyć, Porządek ogniowy w Warszawie, s. 16.

[2] A. Frycz Modrzewski, O poprawie Rzeczypospolitej, Księgi wtóre XIII. O uwarowaniu pożogi i gaszenia.

[3] J. Długosz, Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego, Księga VII, s. 13.

[4] P. Nowakowski, Iłża miasto kościelne, s. 146.

[5] j.w., s. 151.

[6] Historia Ubezpieczeń ogniowych, s. 45.

[7] Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich, T. III, s. 272.

Jerzy Stępkowski w artykule pt. Ludność Iłży w XVII i XVIII w.  wspomina o wcześniejszym pożarze w 1610 r.

[8] P. Nowakowski, Iłża miasto …., s. 97.

[9] j.w., s. 138.

[10] J. Gacki, Wiadomości historyczne o biskupich niegdyś dobrach zamku i mieście Iłży, „Pamiętnik Religijno-Moralny”, R. XIII, nr 7, 1854, s. 395.

[11]A. Cellarii., Regni Poloniae Magnique Ducatus Lituaniae, Amsterdam 1659, s. 190.

[12]Zbiór pamiętników historycznych o dawnej Polszcze z rękopisów, T. 2, W-wa 1882,  s. 148.

[13] Grzechotki (klekotki, trajkotki, „chrząszcze”), do XIX w. używana często przez stróżów nocnych,  narzędzie to spore drewniane, w którym cienka deszczułka obracając się na walcu drewnianym pokarbowanym donośne czyni terkotanie, tym głośniejsze im tężej jest deszczułka  przymocowana (Z. Gloger)

[14] Kurier Warszawski z 4.12.1903 r.

18 maja jest datą szczególną w historii Iłży. W tym dniu w 1864 r. na rynku odbyła się publiczna egzekucja, w której straciło życie 5 powstańców styczniowych. Nie znamy żadnego świadectwa obchodzenia tej rocznicy w okresie przedwojennym, na pewno nie pamiętano o tej dacie w dobie Polski Ludowej. Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe postanowiło przypomnieć to tragiczne wydarzenie. Z tego powodu spotkaliśmy się na rynku i zapaliliśmy 5 zniczy. Następnie przeszliśmy drogą, którą prawdopodobnie przewożono  ciała  straconych do grobu przy ul. św. Franciszka i tam odmówiliśmy modlitwę za ich dusze.

Sprawa 5 osób powieszonych na iłżeckim rynku znana jest głównie z broszury Adama Bednarczyka pt. „Iłża w okresie powstania styczniowego”.  Autor swoją wiedzę o zdarzeniu czerpał z dokumentów kościelnych i prawdopodobnie z  przekazu ustnego, którego źródła nie znamy.

Ślady tego wydarzenia odnaleźć możemy także w dokumentacji sporządzonej przez Rosjan. Badacz Powstania Styczniowego na ziemi kieleckiej, p. Jan Kulpiński, odnalazł skróty sentencji wyroków osób powieszonych w Iłży. Skazanymi byli: Paweł Kozubski, ?  Woszczański, Aleksander Kosiński, Szymon Taras i Antoni Głumbicki. Te same nazwiska znajdują się także  w drugim rosyjskim dokumencie – Wykazie politycznych przestępców straconych za udział w powstaniu. Inny istotny zapisek odkryty przez J. Kulpińskiego wskazuje na przyczynę wydania tak surowych wyroków. Główną winą podsądnych był udział  w morderstwie pisarza, którego nazwiska nie znamy. Prawdopodobnie do zabójstwa urzędnika doszło w Iłży i dlatego w tym samym miejscu winni zostali straceni. Był to zwyczaj przyjęty przez władze carskie, w celu zastraszenia społeczeństwa i przekonania go o nieuchronności kary. Nie wszyscy oskarżeni od razu otrzymali wyrok śmierci. Paweł Kozubski pierwotnie skazany został na 20 lat robót katorżniczych.  Ten surowy wyrok został jednak zakwestionowany i Kozubski znalazł się grupie straceńców. Między zasądzeniem                a rewizją wyroku musiał istnieć jakiś przedział czasu, dlatego przekaz o okolicznościach  schwytania powstańców podczas obławy miasta i natychmiastowej ich egzekucji wydaje się być wątpliwym.

Informacje o skazańcach, które możemy odnaleźć w księdze zmarłych iłżeckiego kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi,  różnią się od tych z dokumentów rosyjskich. W księdze zmarłych  Woszczański nazywa się Woszczalskim Wincentym (ok. 24 lat) a Antoni Głumbocki – młynarz staje się Grzegorzem Godziszem (37 lat) – garncarzem, natomiast Aleksander Kosiński (30 lat) otrzymuje imię Jan. Należy także zauważyć, że przy trzech nazwiskach dodano określenie powstaniec, natomiast przy dwóch (Kozubski i Godzisz) znajduje się określenie włościanin.

Według świadków, Szymona Gantnera i Juliana Stępniewicza, wszyscy wyżej wymienieni „umarli” 18 maja 1864 r. o godzinie 1 po południu.

Ciała straconych zostały pogrzebane w nieświęconej ziemi przy drodze św. Franciszka. Długo nie pozostały w tym miejscu, w wielkiej tajemnicy ekshumowano je na cmentarz przy kościółku św. Franciszka, gdzie ich szczątki spoczywają w nieoznaczonym miejscu do dziś.

 

Paweł Nowakowski

 

Trumna biskupa Marcina Szyszkowskiego

 

Biskup krakowski Marcin Szyszkowski to postać, która na trwałe wpisała się w historię  Iłży. Na wstępie należy jednak zdementować rozpowszechniony przekaz, że był on z urodzenia iłżaninem. W rzeczywistości przyszedł na świat w Skarszewie koło Kalisza. Do Iłży przybył w 1588 r. dla objęcia probostwa. Otrzymał je dzięki protekcję swojego wuja J. Skarszewskiego, ówczesnego starosty iłżeckiego. Jako proboszcz – prepozyt przeprowadził renowację prezbiterium kościoła parafialnego a później, jako biskup, wzniósł nowy korpus nawowy i kaplicę grobową dla swoich bliskich – matki, siostry i brata. Zasługą Szyszkowskiego jest także odnowienie iłżeckiego zamku (1618). Był to jeden z największych remontów obiektu, którego efekty rejestrował jeszcze ostatni  inwentarz zamkowy z 1789 r.

Po śmierci biskupa Marcina w dniu 30 kwietnia 1630 r. na Wawelu trwały gorączkowe przygotowania do pogrzebu. Kapituła krakowska zleciła wykonanie trumny trzem rzemieślnikom: konwisarzowi Wacławowi, architektowi zamkowemu Dzianiemu

i złotnikowi Krupce. W tym czasie architektem królewskim był Giovanni Trevano i prawdopodobnie to on ukrywa się pod spolszczonym przydomkiem Dziani.

Po ustaleniu formalności konwisarz Wacław przystąpił do realizacji zamówienia.

Wnętrze krypty biskupów. Trumna bp. Marcina prawdopodobnie pierwsza z lewej (fot. Fb Katedra na Wawelu)

Niestety, rzemieślnikowi zabrakło cyny do wykończenia trumny, a ta u żydowskich kupców była droższa od zapisanej w kosztorysie. Ponieważ czas naglił Wacław musiał użyć droższego surowca. Podniosło to znacznie koszty wyrobu. Z tego powodu wystosował list do kapituły katedralnej, prosząc o uwzględnienie tego faktu w dopłacie. Rzeczywisty koszt surowej trumny wyniósł 516 zł i kanonicy, według wyliczeń Wacława, winni  mu byli jeszcze 182 zł.

Nie wiemy jaki skutek przyniosła suplika, ale możemy przyjąć, że  Marcin Szyszkowski pochowany został w trumnie wykonanej przez konwisarza Wacława.  Ciało biskupa zostało złożone w krypcie pod konfesją św. Stanisława, ufundowaną zresztą przez samego Marcina. Dziś w tym miejscu  oprócz biskupa Szyszkowskiego spoczywają także członkowie jego rodziny –  bratanek, Piotr Szyszkowski ze swoją trzecią żoną księżną Teofilą z Wiśniowieckich oraz biskupi krakowscy – Kazimierz Łubieński, Karol Skórkowski, Albin Dunajewski, Adam Stefan Sapieha i Franciszek Macharski. Natomiast epitafium z popiersiem biskupa Marcina,

Popiersie bp. M. Szyszkowskiego nad jego epitafium (fot. R. Górniak)

wykonane przez Trevano, wmurowane jest w ścianę  po lewej stronie od konfesji.

Według opisu S. Tomkowicza (Galerya portretów biskupów krakowskich, Kraków 1905, s. 92) Szyszkowski  pochowany został w prostokątnej, cynowej trumnie

„ … bez napisu, przyozdobioną tylko w kilku miejscach lanemi płaskorzeźbami. Na wieku widzimy dość duży krzyż z niewielkim Chrystusem na nim, na ścianach bocznych spore postacie ś. Stanisława z Piotrowinem i drugiego ś. Biskupa, może Wojciecha albo Marcina, patrona nieboszczyka. Na ścianie pionowej w głowach trumny Trójca ś., bardzo pięknego pomysłu i wykonania. Na ścianie pionowej w nogach, pod postacią Matki Boskiej z P. Jezusem na rękach, jest herb Ostoja, jedyny znak, czyje zwłoki w trumnie się mieszczą”

                                                                                                                                                                                                  Paweł Nowakowski

1903 rok

1903 rok

A. Zielińska, Wspomnienie z Iłży

Już wakacje, czas do drogi powtarzałam sobie, składając do podróżnego kuferka ubranie i bieliznę. Nie zapomniałam też aparatu fotograficznego, zapasu papieru i wszelkich potrzeb piśmiennych.
Przyzwyczajenie to druga natura, nie umiałabym żyć bez tego powiernika, jakim jest „cierpliwy papier” tak mi się przynajmniej wydaje.
Otrzymałam list z uprzejmem zaproszeniem od mojej krewnej, mieszkającej pod Opatowem, i nie namyślając się długo, jutro wyjeżdżam koleją z Warszawy do Radomia stamtąd pojadę końmi, które po mnie przysłać mają.
Cieszę się jak pensjonarka, na myśl swobody wśród pół i lasów.
Otóż do Radomia, na miejscu będę około 4-tej godziny, jak mi to obiecuje woźnica Wojciech Rosocha z wesołą rozumną twarzą, widocznie ogromny gaduła.
Jedziemy wolno, pod górę, kraj tu jest już falisty, nie taki płaski jak nasze Mazowsze, pagórki, wąwozy lesiste. Wojciech uparł się jechać drogą boczną, bo krótsza, chciałam mu przysłowie: „Kto drogi prostuje, w domu nie nocuje” ale niema obawy, dzień długi, przed nocą staniemy w Olszance.
– Proszę łaski pani, odzywa się Wojciech, nie długo zjedziemy na trakt, bo w Iłży trzeba popasać, zna Pani Iłżę?
– Nie znam, – odpowiedziałam, umyślnie nie przyznając się do jakichkolwiek wiadomości o tem miasteczku.
– Ho! ho! a może pani ciekawa różnych gadek, tak, jak jeden Warszawiak co tu był łońskiego roku, bo widzę, że i pani cięgiem coś zapisuje.
– Zgadliście mój Wojciechu, ciekawa jestem bardzo i wszelkie gadki lubię, powiedzcie mi co Iłży, bardzo proszę.
– Toć słyszałem to i owo, jeszcze od nieboszczki mojej babki, ale teraz zły kawałek drogi trzeba uważać, jeszczeby rysor mógł złamać się w tych wertepach.
Rzeczywiście powozik wpadł w wyboje i uderzał o kamienie, sypane bezładnie dla naprawy nieszczęsnej drogi, wolałam wysiąść i iść pieszo. Dobiliśmy nareszcie do traktu i przed nami roztoczył się widok na Iłżę.
Miasteczko samo niewielkie, leży nad rzeką Białą czyli Iłżanką, która niedaleko stąd wpada do Wisły. Położenie śliczne, wąwozy obrosłe kaliną, berberysem, jałowcami, a nad miastem panują dwie góry dosyć wysokie. Na jednej widne zdala trzy krzyże, na drugiej zwaliska zamku bardzo okazale wyglądają.
Wojciech zwrócił się do mnie i puszczając konie wolnym stępem, zaczął gawędkę:
– Widzi paniusie, te dwie góry? Na tej co krzyże widać to jest teraz cmentarz, a za miastem pod nią jest kopiec tatarski. To w bardzo dawnych czasach Tatarzy tu plądrowali, tyle ludzi nabili, że z ciał taką mogiłę ułożyli i tylko ziemią przysypali, a obok jest droga wązka, co ją drogą Batego nazywają, tą drogą Tatarzy ludzi jak bydło posprzęganych gnali w niewolę, kto padł, to go zakłuli i zostawili. Aten zamek, to bardzo dawno należał do księżnej co jej męża też Tatarzy zabili. Schroniła się tam z synkiem maleńkim i ocalała. Aż to dnia jednego chłopczyk zobaczył ptaszka czerwonego na gzymsie okna wieży, wychylił się za nim, spadł i zabił się na miejscu, a matka płakała, płakała po nim, aż oczy wypłakała i serce jej z żalu uschło. Zamek nazwali ludzie Jej łza, a potem i miasteczko Iłżą zostało. Powiadają starzy ludzie, że zawsze pokazywała się w zamku kobieta z białą chustą w ręku, w rocznicę Onego wypadku. A i teraz jeszcze po zwaliskach chodzi, widział ją w Zielone Świątki Szymek Zalesiak, jak konie pasł w nocy między gruzami!
Dojeżdżaliśmy właśnie do miasta, kiedy Wojciech kończył swoją opowieść, zatrzymaliśmy się w zajeździe na godzinny odpoczynek. Podziękowałam mu w sposób dotykalny ofiarując, na piwo i tabakę; sama zaś poszłam pieszo ku zwaliskom.
Zblizka bardzo już są zniszczone, podobno cegłę z murów brał dzierżawca na postawienie karczmy. Tylko wieża okrągła bez wierzchołka, ścięta w miejscu, gdzie był ganek, stoi na górze, jak olbrzymi pomnik w siedzibie dawnych dzierżawców. Niestety! Niema u nas opieki nad pamiątkami!!!
Iłże rzeczywiście zniszczyli Tatarzy w 1241 roku ale wódz ich Baty, podług kroniki Kromera, nigdy nie był w Polsce, wojując na Węgrzech pod tę porę. Nazwa Iłży prędzej pochodzi od iłu czyli gliny, z której tu od wieków wyrabiają sławne garnki i naczynie iłżeckie, sprzedawane niegdyś w Krakowie pod Wawelem, a wysyłane przez Gdańsk aż do Szwecyi.
Miasto to należało niegdyś do biskupów Krakowskich, zamek na górze zbudował Jan Grot biskup w r. 1342 a miasto murem otoczył. Po kilka razy pożar niszczył Iłżę, uległy tez zniszczeniu starsze budowle, dokumenta i nadania królów los ten podzieliły. Zamek był stawiany z kamienia i cegły włoskiej struktury, miał dwie wieże, kwadratową od facyaty, okrągłą w drugim końcu podłużnego cyrkułu. W jego murach gościł Władysław Jagiełło w 1410 roku, gdy po zapustach odbytych w Jedlni, przez Iłżę i Opatów odprowadzał Hermana Cylejskiego, stryjecznego brata swej żony Anny. Potem w różnych okolicznościach król ten trzy razy Iłżę nawiedzał; ostatni raz przyjmował tu poselstwo cesarza Zygmunta w sprawie sądu polubownego Polski z Krzyżakami. Stąd wysłany został do cesarza poseł królewski, Wojciech Jastrzębiec, biskup Krakowski. Zygmunt I-szy stary by tu w r. 1511. Zygmunt III-ci trzy dni bawił po bitwie pod Guzowem, stąd udał się do Świętego Krzyża. dziękując Bogu za zwycięstwo otrzymane. Tu nareszcie d. 6 września 1637 r. Cecylia Renata, arcyksiężna austriacka, jadąca z Wiednia do Warszawy, stanęła dla odpoczynku, i tu po raz pierwszy ujrzał narzeczoną król Władysław IV-ty, który potajemnie przybył na iłżecki zamek. spotkanie to opisał Książe Albrecht Radziwiłł w swoich Pamiętnikach.
Szwedzi w pierwszym swoim na kraj napadzie, zamek ten spalili i zniszczyli miasto, dźwignął go z upadku biskup Andrzej Trzebicki w r. 1670, już jednak minęły chwile świetności. Za rządu austyackiego był czas jakiś w zamku lazaret wojskowy, po wyniesieniu tegoż, uległ znowu pożarowi w skutek nieopatrznie zaprószonego ognia i od tego czasu już poszedł w ruinę. Obraz znikomości rzeczy ludzkich! Sowy i nietoperze objęły w posiadanie miejsce, gdzie wielcy przebywali królowie, gdzie nieraz rozległ się szczęk broni, i brzmiały weselne okrzyki.
Obecnie Iłża liczy ogólnie ludności około 3,000. Mieszczanie utrzymują się głównie z garncarstwa i rolnictwa.
Otóż i skończona notatka o Iłży, może ją redakcya jakaś przyjmie i zechce umieścić w swojem piśmie, a młodzi czytelnicy przeczytają jako przyczynek do znajomości kraju naszego.

opracował: Łukasz Babula

 

14 lutego zbiegają się dwie ważne rocznice – powstania Armii Krajowej (1942 r.) i śmierci jednego z jej największych żołnierzy gen. Antoniego Hedy „Szarego” (2008 r.).  Przypominając przemówienie płk. Józefa Małka „Tygrysa”, wygłoszone na pogrzebie „Szarego”, chcemy uczcić pamięć jednego z najwybitniejszych synów ziemi iłżeckiej.

Antoni Heda „Szary” ze swoim zastępcą Zygmuntem Kiepasem „Krzykiem”

 

Wielebni Księża Celebransi, Szanowni Państwo, Drodzy Towarzysze Broni, Żołnierze Armii Krajowej.

Przyszło nam dzisiaj pożegnać zasłużonego żołnierza II-giej Rzeczypospolitej i Podziemnego Państwa Polskiego, naszego dowódcę i przyjaciela Antoniego Hedę „Szarego”. Jego odejście na wieczną wartę napawa nas wielkim smutkiem. Żegnamy dziś żołnierza wielkiego charakteru – wiernego do końca Ojczyźnie – Polsce. Po wrześniu 1939 roku i walce obronnej w 12 DP pod dowództwem gen. Gustawa Paszkiewicza oraz udanej ucieczce z niemieckiego obozu jenieckiego, wraca w strony rodzinne. W ZWZ organizuje bojówki w ramach Związku Odwetu, a następnie „Kedywu”. Po przemianowaniu ZWZ na Armię Krajową zostaje powołany na Komendanta podobwodu iłżeckiego, kryptonim „Dolina”. Na własną prośbę zostaje odwołany z podobwodu i obejmuje dowództwo nad grupą więźniów uwolnionych przez niego z aresztu w Starachowicach. W okresie akcji partyzanckich był bezwzględny dla hitlerowskich zbrodniarzy oraz dla zdrajców i kolaborantów. Od swoich podkomendnych wymagał żelaznej dyscypliny i posłuszeństwa. Nie znosił kłamstwa ani lizusostwa. Przy tym wszystkim „Szary” miał bardzo wrażliwe serce na ludzką krzywdę. Dbał o nas jak o własnych synów. W razie zagrożenia lub wpadki – natychmiast spieszył z pomocą. Przykładem takim to więzienie w Starachowicach, Końskich a następnie po tzw. „wyzwoleniu” w Kielcach, gdzie drugi okupant skazywał na śmierć i wywózkę w głąb Rosji naszych oficerów i żołnierzy AK. Wszystkie nasze akcje poprzedzone były jego osobistym wywiadem i rozpoznaniem i dlatego były one udane przy bardzo niewielkich stratach własnych.

Antoni Heda „Szary”

Zostaje aresztowany przez UB 28 lipca 1948 r. i po wielomiesięcznym śledztwie skazany na karę śmierci. Po wielu petycjach i prośbach pisanych do Rady Państwa przez jego byłych żołnierzy i cywilną ludność Kielecczyzny w listopadzie roku 1956 zostaje zwolniony z więzienia. Przez komunistycznych zdrajców był uważany za niebezpiecznego wroga systemu za co między innymi internowano Go  jako działacza „Solidarności” w Białołęce. Pomimo tych szykan ze strony władz PRL-u w sposób stanowczy i nieugięty zawsze piętnował zło i wszelkie haniebne poczynania, które szkodziły Polsce niszcząc naszą tradycję i kulturę oraz morale, zwłaszcza młodego pokolenia Polaków.

Drogi nasz Generale, żegnam Cię w imieniu Twoich podkomendnych tu obecnych i całej Rodziny „Szaraków”, w imieniu Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Niech ta Polska, o którą walczyłeś przez całe swoje dorosłe życie, ta Najjaśniejsza RP – wolna od kłamstw, obłudy i zniewolenia – towarzyszyły Tobie w tym wiecznym odpoczywaniu. Żegnaj, cześć Twojej pamięci.

W bieżącym roku przypadają dwie ważne rocznice leśmianowskie – 140 rocznica urodzin i 80 rocznica śmierci poety. W związku z tym, do Sejmu i Senatu RP wpłynęła propozycję, aby patronem roku 2017 został Bolesław Leśmian. Niestety, nie zyskała ona akceptacji. Miłośnicy Mistrza Słowa nie złożyli jednak broni i rozpoczęli organizować lokalne inicjatywy mające na celu przypomnienie życia i twórczości poety. Powstały one przede wszystkim w ośrodkach historycznie związanych z Leśmianem, w Zamościu, Warszawie, Łodzi, Hrubieszowie i Iłży. Radni Zamościa i Iłży przyjęli nawet uchwały ustanawiające rok 2017 Rokiem Bolesława Leśmiana. Zamość wyprzedził wszystkich w inauguracji obchodów. Już 22 stycznia zorganizowano tam urodziny poety, był tort, rzeźbienie w lodzie i czytanie wierszy.

Iłża nie wystartowała jeszcze w „świętowaniu” rocznic leśmianowskich, lecz jesteśmy przekonani, że jej wkład na tym polu okaże się znaczący. Bieżący rok będzie szczególną okazją do podkreślenia związków poety z naszym miastem. Lepsze ich wyeksponowanie z pewnością zwiększy zainteresowanie Iłżą i przyciągnie nowych turystów, którzy nie tylko będą chcieli zobaczyć malownicze ruiny, lecz także poznać miejsca, które rodziły poezję
. Marek Rymkiewicz, autor książki „Leśmian – Encyklopedia”, świadomy jest walorów iłżeckich zakątków i przedstawia bardzo interesującą wizję: „Można nawet przypuszczać, że iłżański ogród, w którym Dora i jej poeta zrywali maliny, z czasem znajdzie się między wileńską celą Ko
nrada a krzemieniecką Górą Bony, i stanie się – jednym z kilku świętych miejsc poezji polskiej.”

Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe postanowiło aktywnie uczestniczyć w obchodach Iłżeckiego Roku Leśmianowskiego. Zachęciła nas do tego propozycja współpracy złożona przez Panów Adama Bałucha i Norberta Jastalskiego. Pragniemy wspólnie zrealizować kilka oryginalnych projektów, które mamy nadzieję, przybliżą nas do spełnienia wizji Marka Rymkiewicza.

Pierwszym efektem naszych działań jest powstanie loga Iłżeckiego Roku Leśmianowskiego, autorstwa Norberta Jastalskiego. Artysta zaprojektował również baner, który można już zobaczyć pod niniejszym artykułem. O kolejnych inicjatywach leśmianowskich będziemy informować na naszej stronie w zakładce Rok Leśmianowski.

 

Dziękujemy Panu Dariuszowi Błaszczykowi właścicielowi Agencji Reklamowej „Orion” za bezpłatne wykonanie banera.