Mija kolejna rocznica bitwy o Iłżę 17 stycznia 1864 r. Powracamy do tego wydarzenie przez artykuł napisany z okazji 150 rocznicy bitwy i opublikowany na stronach ilza.com.pl . Wznawiając artykuł na portalu ilzahistoria.pl pragniemy odświeżyć to ważne zdarzenie i zapoznać z nim nowych czytelników.

 

Bitwa o Iłżę 17.01.1864 r.

 

Zbliżająca się 150 rocznica bitwy iłżeckiej z 1864 r. jest doskonałą okazją do przypomnienie przebiegu i uczestników tego wydarzenia. Okoliczności całodziennych starć z 17 stycznia między Pułkiem Stopnickim, dowodzonym przez ppłk. Karola Kalitę de Brenzenheim – „Rębajłę” a rotami Pułku Smoleńskiego dowodzonymi przez płk. Suchonina, znamy głównie z dwóch relacji. Pierwsza z nich to raport sporządzony przez dowódcę Pułku Stopnickiego dla gen. Hauke-Bosaka. Drugim źródłem są pamiętniki Karola Kality, wydane przez A. Medyńskiego pt. Ze wspomnień krwawych walk. Pozostałe wzmianki o wydarzeniu, które możemy znaleźć w literaturze poświęconej Powstaniu Styczniowemu opierają się także na wymienionych dwóch przekazach. Choć autorem obu dokumentów jest płk Rębajło ich treść jest różna. W pewnych fragmentach opisy uzupełniają się w innych zaprzeczają sobie. Różnice z pewnością wynikają z charakteru dokumentów jak również z czasu ich sporządzenia. Raport jest zwięzły i oddaje istotę meldunku wojskowego, bez wdawania się w szczegóły. Napisany został wkrótce po bitwie (21 stycznia), zawiera więc świeżość oceny wydarzeń. Pamiętniki natomiast posiadają znacznie rozbudowaną narrację. Dzięki temu możemy dowiedzieć się że ów dzień był mroźny, czy że zbliżając się do Iłży, słychać było już z daleka obracające się młyńskie koło. Mimo, że wątki te mają niewielką wartość historyczną ich obecność ożywia wyobraźnię. Kalita spisał swoje wspomnienia jakiś czas po Powstaniu Styczniowym lecz można odnieść wrażenie, jakby rejestrował je na bieżąco. Zaskakują nas bowiem, ilością przywołanych szczegółów, nazw topograficznych a nawet cytatów z rozkazów i wypowiedzi. Trzeba do tych danych podejść jednak z pewną rezerwą. Już pobieżna weryfikacja nazwisk i nazw geograficznych pozwala na wykrycie nieścisłości. Co do wydarzeń musimy tylko polegać na słowie autora. Trudno jednak posądzić Rębajłę o koloryzowanie. Jako twardy żołnierz i realista daleki był od tanich przechwałek. Mimo to należy mieć na uwadze, że nie obce mu były słabości, sympatie i uprzedzenia, które miały wpływ na postrzeganie i zapamiętywanie tamtych wydarzeń.

Noc z 16 na 17 stycznia Pułk Stopnicki – 400 strzelców i 40 kosynierów, spędził w Brodach Iłżeckich. Od kilku już dni partia ppłk. Karola Kality Rębajły próbowała wytropić oddział płk. Suchonina, który opuścił garnizon w Opatowie. Po pobudce i wspólnej modlitwie partyzanci mogli spożyć śniadanie przygotowane przez miejscową ludność. Kadra dowódcza została zaproszona do dyrektora tamtejszej huty. Posiłek zakłóciło przybycie jeźdźca, który zameldował Rębajle, że z Iłży około godziny ósmej wyruszyło wojsko moskiewskie w sile 180 żołnierzy i niedługo dotrze do Brodów. Iłżę z Brodami łączyły trzy różne drogi. Pierwsza z nich – główna, pokrywała się z przebiegiem dzisiejszej trasy krajowej nr 9. Drugą stanowił Trakt Ostrowiecki, a trzecia wiodła środkiem lasów iłżeckich i wychodziła z nich w okolicy przysiółka Bory (prawdopodobnie chodzi o Budy Brodzkie). Właśnie przy niej zasadzić się miały główne siły Rębajły. Pozostałe dwa dukty będą również kontrolowane przez polskie oddziały.

Po krótkiej naradzie ustalono, że w okolicach Lubieni przygotowana zostanie zasadzka. W tym celu Kalita wyznaczył zadania poszczególnym batalionom. Pierwszy batalion miał stanowić pierwszą linię. Jego 2 komp. pod dowództwem kpt. Ruszkowskiego obsadziła zabudowania wsi Lubienia, znajdujące się przy głównej drodze łączącej Brody z Iłżą. 1 komp. pod dowództwem kpt. Jagielskiego oraz 3 i 4 kompania zajęła zabudowania przysiółka Bory (Budy). Drugi batalion stanowił wsparcie i zabezpieczenie dla pierwszej linii. Jego 1 kom. pod dowództwem kpt. Beździedy przesunęła się kilka kilometrów na wschód w rejon osady Kaplica. 2 i 3 komp. skryły się za wzgórzami przy Borach (Budach) jako wsparcie dla 3 i 4 kompani I batalionu. 4 kompania wraz z kosynierami znajdowała się przy Rębajle w pobliżu przysiółka.

Około godziny 10:30 z przewidywanego kierunku, wyłonił się kozacki zwiad, który wykrył obecność przeciwnika. Z tego powodu Suchonin postanowił obejść miejsce spodziewanej zasadzki. Przeszedł skrajem lasu (na południe) ku zabudowaniom Borów od strony Brodów i tam dopiero uderzył. Obrońcy jednak nie dali się zaskoczyć. Pierwszy strzały oddał pluton por. Beli (Węgra). Błyskawicznie zareagowały także kompanie wsparcia, które swoją zdecydowaną kontrą odrzuciły Rosjan z powrotem do lasu. Suchonin jednak nie skierował się na północ w kierunku Iłży lecz podążył na wschód do Traktu Ostrowieckiego. Tam w okolicy zabytkowej kapliczki zatrzymała go kompania kpt. Beździedy. Celne salwy wywołały popłoch w kolumnie rosyjskiej i bezładną ucieczkę w kierunku Iłży. Położenie Suchonina mogło być jeszcze trudniejsze gdyby pierwotny plan Rębajły został w pełni zrealizowany. Niestety dowódca 2 kompani I bat., kpt. Ruszkowski nie wykonał rozkazu przemieszczenia się „na przód” (na wschód), co więcej wycofał swój oddział z zajętych pozycji na lewym skrzydle i stracił kontakt z pułkiem. Manewr zaplanowany przez Rębajłę mógł doprowadzić do zamknięcia drogi odwrotu moskalom i w konsekwencji zmusić ich do przebijania się przez szeregi polskiej tyraliery. Z pewnością konfrontacja ta przyniosłaby duże straty po obu stronach lecz trzeba pamiętać, że Pułk Stopnicki posiadał znaczną przewagę liczebną.

Powróćmy jednak do tego co się wydarzyło. Po odepchnięciu moskali z rejonu przysiółka Kaplica, powstańcy kontynuowali pościg. Wielu z uciekinierów nie wytrzymując tempa próbowało ukryć się w lesie i przeczekać. W tym dniu nie było litości dla moskali i postępowano zgodnie z hasłem „Nie ma pardonu dla wroga”, złapanych nieszczęśników wieszano. Był tylko jeden przypadek wzięcia do niewoli. Młody żołnierz schwytany osobiście przez Kalitę prosił o litość przyznając jednocześnie, że jest Polakiem z Kresów. Dowódca rozkazał nie czynić mu krzywdy i odesłał na tyły.

Podczas walk w okolicy Borów (Bud) Rosjanie stracili 11 zabitych i rannych. Przepadł także pułkowy furgon z żywnością. Straty polskie to 1 zabity. Nie znane są straty jakie ponieśli Rosjanie w trakcie ucieczki, między Kaplicą a wioską Koszary. Niektórzy powstańcy przechwalali się dużą liczbą uśmierconych żołnierzy Suchonina. Rębajło sceptycznie podszedł to tych oświadczeń i w raporcie pominął wielkość strat nieprzyjaciela w tej fazie potyczki.

Po około dwugodzinnej pogoni Rębajło dotarł do skraju lasu w pobliżu Koszar. W następnej wiosce – Błazinach zauważono Rosjan ustawionych w tyralierę. Pułkownik zadecydował o wydzieleniu dwóch kompanii pod dowództwem kpt. Płachetki, które miały obejść Błaziny od strony południowo-wschodniej a następnie zająć północno-wschodnią część Iłży i uchwycić drogę wychodzącą na Radom. Reszta pułku miała kontynuować pochód za Rosjanami w szyku rozwiniętym. Po prawej stronie znajdowały się dwie kompanie pod dowództwem kpt. Jagielskiego, po lewej kompania kpt. Beździedy. Nieco z tyłu za pierwszą linią podążał Kalita z kosynierami.

Tymczasem pozorowane przygotowania moskali do przyjęcia walki miały na celu spowolnienie pochodu Polaków. Kiedy powstańcy ostrożnie zbliżyli się do żołnierzy Suchonina, ci śpiesznie zwinęli tyralierę i wycofali się w kierunku Iłży. Powtórnie zatrzymali się dopiero na wzniesieniu (na zboczu którego obecnie znajduje się wapiennik) i ponownie symulowali chęć konfrontacji. Rębajło spodziewał się, że Suchonin tym razem wykorzysta dogodną pozycję i rzeczywiście przystąpi do walki. Odbył naradę ze swoimi oficerami i zdecydował się na zdobywanie wzgórza i miasta. Jednocześnie zameldowano o rozpoznaniu w pobliżu wsi Seredzice wojsk nieprzyjaciela. Prawdopodobnie uprzednie działania Rosjan, opóźniające natarcia Polaków, miały umożliwić Suchoninowi okrążenie rozlewisk Iłżanki i dotarcie do wioski Seredzice. Kalita szybko odgadł intencję przeciwnika, który planował zaatakować go od tyłów, gdy będzie forsował przejście wzdłuż prawego brzegu Iłżanki. Aby wyprzedzić to posunięcie wydał rozkaz dla dwóch kompanii, rozwinięcia natarcia w kierunku na Seredzice. Ruszył również szturm na wzgórze, które ku zaskoczeniu wszystkich osiągnięto bez jednego wystrzału. Rosjanie bez walki wycofali się bliżej centrum miasteczka i tam dopiero zaczęli stawiać opór. Natarcie natomiast idące lewym brzegiem Iłżanki przerodziło się w gonitwę. Powstańcy usiłowali odciąć drogę odwrotu do Iłży oddziałowi moskiewskiemu przyczajonemu pod Seredzicami. Co prawda manewr ten nie został zrealizowany lecz zbliżono się do przeciwnika na odległość skutecznego strzału. Wtedy też został dwukrotnie ranny w nogę płk. Suchonin, co miało dla niego tragiczne skutki. Koziebrodzki Władysław w Szkicach z niedawnej przeszłości: 1863-1864 zranienie Suchonina przypisuje Włochowi o nazwisku Carboni. Pościg zatrzymał się koło młyna gdzie rozgorzała zacięta walka. Według pamiętników Rębajły w tym miejscu poległo najwięcej Rosjan i połączyły się w jeden front dwa polskie natarcia. Po chwili wytchnienia na sygnał trąbki „atak na bagnety” kontynuowano walkę przemieszczając się w kierunku Rynku. Ze względu na panujące ciemności i zmaganie się w terenie zabudowanym, skuteczniejszą bronią od karabinów okazały się kosy i pałasze. Cytat z pamiętników daje wyobrażenie krwawych wyczynów kosynierów.

Tu byli kosynierzy – zuchy w swoim żywiole, zagrzewani ustawicznie przez swego kapitana słowami „Chłopcy! Wpierw kosą podcinaj nogi, to ci nie ucieknie, a potem w łeb!”

Zażarta walka przeciągała się, a upływający czas był sprzymierzeńcem Rosjan. Suchonin już po wyjściu z lasów iłżeckich pchnął gońca do Lipska z żądaniem odsieczy. Tymczasem w ciągu ok. 2 godzin Polacy zdołali wyprzeć Rosjan tylko z południowej i wschodniej części śródmieścia. Pierwszy do zabudowań Rynku dotarł kpt. Jagielski, później kapitanowie Beździeda i Postawka. Swoimi żołnierzami obsadzili wschodnią i południową pierzeję Rynku. W domach zachodniej pierzei zabarykadowali się Rosjanie, północna część zabudowy placu była niczyja. Dwie kompanie wysłane przed Błazinami do opanowania m.in. północnej części miasta, w tym zakresie nie wypełniły rozkazu. Przez kolejne dwie godziny strony ostrzeliwały się z ustalonych pozycji. Zdarzało się, że w ciemnościach, powstańcy strzelali do siebie nawzajem. Sytuację komplikowały dodatkowo mróz i zmęczenie żołnierzy. Główne wysiłki powstańców skupiły się na zdobyciu domu burmistrza (róg ul. Warszawskiej i Rynku), w którym bronił się płk. Suchonin ze swoim sztabem. Rębajło dowodził z sąsiedniego budynku (róg Rynku i ul. Ratuszowej, w tym miejscu znajduje się obecnie Magistrat). Nieskuteczność ostrzału kazała szukać innych rozwiązań. Padła propozycja podpalenia obleganego budynku lecz nie znaleziono środków do wywołania pożaru ani drabin. Nie było też pomocy od mieszkańców Iłży, którzy uciekli z miasta bądź pochowali się w piwnicach. Aby przełamać zaistniały impas trzej oficerowie szaleńczym wyczynem próbowali poderwać współtowarzyszy. Opis tego epizodu pozostawmy Rębajle.

Trzech oficerów moich, major Jagielski, porucznik Włodzimierz Witowski i drugi Mondon (Francuz) bez wiedzy mojej postanowili pójść na ochotnika w tej nadziei, że za nimi pójdą inni. Otworzyli więc bramę naszego domu, pokładli się na ziemię i tak z nabitymi karabinkami przyczołgali się aż pod mur domu moskiewskiego, a odpocząwszy chwilkę wszyscy trzej powstali z najeżonymi bagnetami w jednem rozbitem przez kule oknie i strzelili do wewnątrz. W tejże chwili z wnętrza domu padło kilka strzałów, padł porucznik Mondon a Jagielski i Witowski stojąc z boków okna uniknęli niechybnej śmierci a położywszy się na ziemi bokiem dotarli do nas. Okazało się, że Mondon był tylko ranny i także został uratowany. Witowski, czołgając się po ziemi, zgubił zegarek. Za czyn z jednej strony bohaterski, z drugiej szalony, skarciłem ich, gdyż jeżeli nie od kul moskiewskich, to od naszych mogli go łatwo przepłacić życiem i narazić pułk na stratę tak dzielnych oficerów.

Rębajło rozumiejąc, że w zaistniałych okolicznościach nic więcej nie osiągnie, postanowił ok. 20:30 dać sygnał do odwrotu. Miejsce koncentracji wyznaczył koło młyna. Wyczerpani, zmarznięci i wygłodniali żołnierze musieli jeszcze odeprzeć atak oddziału sztabskapitana Muchy, który powracał do Iłży po daremnym wymarszu do Brodów na odsiecz Suchoninowi.

Według raportu polskiego pułk przeszedł do Prędocina. Tam zorganizowano podwody dla rannych, których przetransportowano do szpitala w Wąchocku. Następnego dnia oddział przemieścił się do wioski Lipie. Straty polskie to 9 zabitych (2 kosynierów i 7 strzelców), 5 rannych (1 oficer i 4 strzelców) i 8 zaginionych. Tę samą liczbę zabitych powstańców potwierdza księga zgonów kościoła parafialnego. Natomiast rejestr rannych pod Iłżą sporządzony przez Rosjan w dniu 24 stycznia 1864 r. w Lazarecie Górniczym w Wąchocku obejmuje 10 osób. Osiem z nich miało rany postrzałowe (Kazimierz Chrystociński, Wojciech Skowroński, Adam Jaski, Franciszek Dobosz, Wincenty Frasik, Andrzej Malczyk, Henryk Rengemant, Adam Jaroszek), a dwie odmrożenia (Jakub Feliga, Franciszek Papiński). Jak już zaznaczyłem wyżej, w miasteczku podczas starcia nie było ludności lub była poukrywana. Odnotowany został jeden przypadek postrzału cywila. Niejaka Anna Bodo została ranna w nogę.

Straty rosyjskie z pewnością były znacznie większe. Rębajło w pamiętnikach pisze o 170 żołnierzach. Wydaje się, że liczba ta jest mocno zawyżona. Wśród poszkodowanych znalazł się dowódca płk. Suchonin. Z informacji, który w późniejszym czasie Karol Kalita otrzymał od naczelnika okręgu okazało się, że był to wyjątkowo „szlachetny przeciwnik”. Dowodząc pułkiem trzymał swoich żołnierzy w karności i nie dopuszczał do popełniania przestępstw wobec polskiej ludności. Podczas ucieczki spod Seredzic został ranny. Amputacja nogi po trzech dniach była już zabiegiem spóźnionym. Na łożu śmierci wyznał swoje winy i skierował słowa przestrogi do kolegów oficerów, za które został przez gen. gubernatora Berga zdegradowany, pozbawiony szlachectwa i odznaczeń. Pułkownika Suchonina pochowano potajemnie gdzieś na iłżeckim cmentarzu w bezimiennej mogile.

Bitwa iłżecka uznana została przez władze powstańcze za znaczące zwycięstwo. Fakt ten został szeroko nagłośniony co chwilowo podniosło morale i podsyciło nadzieję w możliwość kontynuowania skutecznej walki. Wygrana nie mogła jednak odmienić złej sytuacji strategicznej strony polskiej. W zmaganiach 17 stycznia byliśmy stroną ofensywną, która zmusiła przeciwnika do wycofania się i rozpaczliwej obrony. Nie osiągnęliśmy jednak pełnego zwycięstwa, polegającego na całkowitym rozbiciu lub zmuszeniu do ucieczki z miasta oddziału Suchonina. Uwaga ta nie jest zarzutem lecz tylko stwierdzenie faktu. Bez wątpienia postawa powstańców zasługuje na uznanie i wyróżnienie. Wykazali się cechami bitnego i dobrze zaprawionego żołnierza. W tym dniu walczyli z powodzeniem nie tylko z Rosjanami, ale także z zimnem, głodem i zmęczeniem.

Karol Kalita otrzymał za bitwę awans na stopień pułkownika. Jego pułk w następnym miesiącu, został rozbity w bitwie opatowskiej. W tym czasie Rębajło z powodu ciężkiej choroby nie pełnił funkcji dowódcy. Udało mu się ujść represji carskich i wyemigrował do Turcji. W 1871 r. osiadł we Lwowie gdzie doczekał niepodległości. Zmarł 25 maja 1919 r. i pochowany został na górce powstańczej Cmentarza Łyczakowskiego.

Paweł Nowakowski

Pan Ryszard Górniak od lat związany jest z Iłżą. Dzięki „słabości”, którą ma dla naszego miasta, Muzeum Regionalne wzbogaciło się o dziesiątki cennych eksponatów a biblioteka muzealna otrzymała wiele unikatowych książek. Mecenas z Krakowa nie ograniczył się tylko do przekazywania darów ale sam zorganizował w iłżeckim muzeum  dwie wystawy – Przywrócić Iłży blask (2012 r.) i Bona Sforza – polska królowa z Włoch (2013 r.)  Dzięki wsparciu Panu Ryszarda wydano także pozycję pt. Iłża miasto kościelne.

Nie uszła Jego uwagi również działalność naszego Stowarzyszenia.  Już we wrześniu otrzymaliśmy pierwszą transzę darów z Krakowa. W ubiegłym tygodniu dojechały kolejne prezenty, które wypełniały piękną zabytkową skrzynię. Otrzymaliśmy m.in. dwie repliki XVIII wiecznych kostiumów (koszule, liberie, buty, peruki, czapki, kamizelki, spodnie) obrazy biskupów krakowskich, latarnię, kinkiety i unikatowe książki.

Jesteśmy wdzięczni i dziękujemy Panu Ryszardowi za ten miły i cenny wyraz sympatii dla naszego Stowarzyszenia.

dsc04773

 

W dniu 5 grudnia 2016 r., w Publicznej Szkole Podstawowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Iłży, odbyło się wręczenie nagród konkursu plastycznego „Zabytki Iłży”. Konkurs został przeprowadzony z inicjatywy Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego  i wzięło w nim udział około 130 uczniów szkół podstawowych z Iłży, Pakosławia, Jasieńca Iłżeckiego i Seredzic. Prace wykonano w różnorodnych technikach, z wykorzystaniem oryginalnych materiałów, np. skorupki jaj, kora, sól. Konkurowano w 12 kategoriach.

Główną ideą konkursu było pozyskanie grafik do kalendarza „Zabytki Iłży 2017”. Pragnęliśmy, aby było to wydawnictwo wyjątkowe, dlatego nadaliśmy mu profesjonalną oprawę graficzną. Oprócz tego do rysunków dołączono krótkie charakterystyki prezentowanych obiektów oraz historyczne daty związane z naszym miastem.

Za organizację konkursu z ramienia Stowarzyszenia odpowiadali: p. Dorota Plata, p. Dorota Sałamońska, p. Witold Plata. Koncepcję graficzną kalendarza, skład i przygotowanie do druku wykonał p. Norbert Jastalski.

Laureaci konkursu „Zabytki Iłży”

  1. Katarzyna Baran, kl. VI PSP Iłża (kategoria: Kopiec Tatarski)
  2. Sylwia Siwiec, kl. VI PSP Jasieniec Iłżecki (Kościół św. Franciszka)
  3. Jakub Jabłoński, kl. V PSP Pakosław (Ratusz)
  4. Maria Boćkowska, kl. IV PSP Iłża (Dzwonnica)
  5. Oliwier Gonciarz, kl. VI PSP Jasieniec Iłżecki (Kapliczka zamkowa)
  6. Oskar Celuch, kl. IV PSP Seredzice (Zamek)
  7. Magdalena Stankiewicz, kl. VI PSP Jasieniec Iłżeckie (Piec garncarski)
  8. Natalia Borkowska, kl. IV PSP Seredzice (Kościół Św. Ducha)
  9. Mateusz Piątkowski, kl. V PSP Iłża (Muzeum)
  10. Natalia Łygan, kl. IV PSP Iłża (Wieża główna/baszta)
  11. Ernest Matysiak, kl. V PSP Iłża (Mauzoleum)
  12. Karolina Durasiewicz, kl. IV PSP Iłża (Kaplica Szyszkowskich)

 

Przyznano także dwa wyróżnienia, jedno dla Sandry Kuc  (PSP Pakosław), drugie dla Jakuba Fręchowicza (PSP Iłża). Poza konkursem wybrano rysunek na stronę tytułową kalendarza. Jego autorem jest Staś Góralski (5 lat)

Atrakcyjne zestawy nagród został ufundowany przez Urząd Miejski w Iłży, Instytut Pamięci Narodowej Delegatura w Radomiu i Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe. Każdy z laureatów i wyróżnionych otrzymał także po egzemplarzu kalendarza.

Dziękujemy Dyrekcji PSP w Iłży za pomoc w zorganizowaniu uroczystości oraz dh. Władysławowi Jastalskiemu wraz z p. Dorotą  Sałamońską, p. Łukaszem Babulą i p. Maciejem Jaroszkiem za przygotowanie scenografii.

Kalendarz wydany został kosztem Urzędu Miejskiego. Będzie można go nabyć w Punkcie Informacji Turystycznej.

Dzień 4 grudnia jest świętem nie tylko górników ale i tradycyjnym świętem garncarzy iłżeckich. W tym dniu wspominamy świętą Barbarę z Nikomedii – męczennicę chrześcijańską ściętą za wiarę na początku IV wieku (ok. 305 r.). Otacza ona opieką garncarzy, gdyż ich praca przy wybieraniu gliny podobna jest do pracy górników, a więc pełna trudu i niebezpieczeństw. W ciągu długiej historii istnienia iłżeckiego cechu garncarskiego zapewne zdarzały się przypadki, że garncarza kopiącego glinę przysypała ziemia. Ostatni taki wypadek wydarzył się w sierpniu 1966 roku kiedy to zasypany został Konstanty Ciepielewski, bardzo zasłużony dla powojennego garncarstwa iłżeckiego twórca lepiący głównie ceramikę figuralną.

Swoje święto tak opisuje jedna z garncarek – Stefania Ciepielewska, żona tragicznie zmarłego Konstantego:

„W Iłży było dużo garncarzy. Swoje święto obchodzili na Barbarę, bo tak samo jak górnicy kopali glinę w głębokich studniach. W tym dniu zamawiali w kościele mszę. Wszyscy świecili świece. […]

Na Barbarę szli do kościoła prosto od roboty, ubrudzeni gliną, pomalowani. Tak szli w to święto i nikt się z tego nie śmiał.”

Powracając do tradycji zapalania światła oraz chcąc uczcić zmarłych garncarzy, Iłżeckie Towarzystwo Naukowo Historyczne zapaliło znicze na grobach naszych najwybitniejszych ceramików pochowanych na cmentarzu starym.

Łukasz Babula

grob-piotra-i-stanislaw-ksiezkich-obaj-zgineli-pdczas-ii-wojny-swiatowej

Grób Piotra i Stanisława Księżkich – obaj zginęli podczas II-wojny światowej

grob-stanislawa-kosiarskiego-i-jego-corki-jadwigi-obok

Grób Stanisława Kosiarskiego i jego córki Jadwigi – obok

grob-wincentego-kitowskiego

Grób Wincentego Kitowskiego

img_0231W dniu 26 listopada 2016 r. miało miejsce niecodzienne wydarzenie. Na iłżeckim zamku, w nowo odrestaurowanej piwnicy, spotkało się grono osób, by posłuchać utworów Henryka Sienkiewicza. Pomimo listopadowej aury w spotkaniu uczestniczyło około 50 osób. Wśród publiczności znaleźli się młodzi i starsi mieszkańcy Iłży, przedstawiciele Rady Miejskiej z przewodniczącym Józefem Skrobiszem i radnymi Renatą Iluchin i Cezarym Ziembickim.
Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe zaprosiło do współpracy przy organizowaniu tego wydarzenia władze samorządowe, Dom Kultury, Muzeum Regionalne, przedsiębiorców i osoby prywatne. Dzięki panom Jackowi Wojtalowi, Pawłowi Chedzie, Cezaremu Ziembickiemu i Witoldowi Sępiołowi uczestnicy spotkania mogli rozgrzać się gorącą herbatą i kawą oraz poczęstować słodyczami, zasłuchać się i przenieść w świat sienkiewiczowskich powieści historycznych. Pan Paweł Cheda zadbał również o oprawę muzyczną wydarzenia. Osoby czytające fragmenty powieści zasiadały na replice zabytkowego krzesła użyczonego przez Muzeum Regionalne.
Spotkanie rozpoczął prezes Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego pan Paweł Nowakowski, który przybliżył zgromadzonym historię miejsca, w którym się znaleźliśmy, cytując fragmenty inwentarzy lustracyjnych.
Wstęp i komentarze do czytanych fragmentów powieści Henryka Sienkiewicza przygotowała pani Barbara Celuch – nauczycielka języka polskiego iłżeckiego Liceum Ogólnokształcącego.
Pierwszy fragment powieści „Ogniem i mieczem” czytał pan Jerzy Dobrowolski, ubrany w okazały szlachecki kontusz. Pani Hanna Sępioł przeczytała fragment „Pana Wołodyjowskiego”. Fragment „Potopu” zaprezentował pan Witold Plata. Pani Małgorzata Cheda odczytała fragment „Quo vadis”, a pan Łukasz Babula fragment „Krzyżaków”, korzystając ze swojego ulubionego wydania tej książki, zawierającej bardzo ciekawe ilustracje.
Zamkowe spotkanie wpisuje się w obchody kończącego się już Roku Sienkiewicza, a w dniu 15 listopada przypadała setna rocznica śmierci pisarza.

Zapraszamy do obejrzenia fotografii wykonanych przez Łukasza Babulę, Roberta Celucha i Pawła Nowakowskiego.

« 1 z 2 »

img_8858Dzień 22 października 1942 roku był kresem społeczności żydowskiej zamieszkującej Iłżę i kilka okolicznych mniejszych miejscowości. W tym roku przypada 74 rocznica tego tragicznego wydarzenia, które zostało upamiętnione przez członków Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego symbolicznym zniczem złożonym przy pomniku na cmentarzu żydowskim.

img_8855Iłżeckie getto dla ludności żydowskiej zostało utworzone na początku grudnia 1941 roku. Miało charakter „otwarty”, jednak za opuszczenie tej wydzielonej części miasta groziła śmierć. To samo niebezpieczeństwo czekało na tych, którzy chcieli pomóc mieszkańcom getta. Ze względu na złe warunki bytowe, nakaz przymusowej pracy oraz okrucieństwo niemieckich żandarmów (m.in. w Iłży został zamordowany Icek Liberman – rabin z Lipska) życie Żydów było bardzo trudne i stale zagrożone. W skutek prowadzonych przez okupanta niemieckiego działań dążących do wyniszczenia ludności żydowskiej, ludność getta po wysiedleniu i transporcie kolejowym do obozu zagłady w Treblince została tam uśmiercona w komorach gazowych. Należy dodać też, że kilku Żydów pochodzących z Iłży zginęło także w KL Auschwitz. Działo się to na przestrzeni 1942 i 1943 roku.

img_8865Dzień likwidacji getta został upamiętniony po raz pierwszy. Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe uczciło dawnych mieszkańców Iłży pochodzenia żydowskiego zapaleniem światła – symbolu życia i pamięci. W tym roku 22 października wypadał w sobotę, a więc w szabat. Zgodnie z tradycją żydowską, samo wejście na cmentarz i zapalenie znicza odbyło się po zachodzie słońca.

Łukasz Babula

 

Paul Koczak z Australii na iłżeckim zamku

Paul Koczak z Australii na iłżeckim zamku

Zamek niewątpliwie jest największą atrakcją turystyczną Iłży. Przyciąga okolicznych mieszkańców jak i gości z odległych  rejonów Polski.

 Paul ze swoim motorem KTM 690

Paul ze swoim motorem KTM 690

Wśród odwiedzających możemy także  odnaleźć przybyszów z różnych zakątków świata. Do takich gości należy Australijczyk Paul Koczak, który podróżował po Europie środkowo-wschodniej. Objazd rozpoczął od Austrii, następnie przez Węgry, Rumunię i Ukrainę dotarł do Polski. W dalszej drodze  miał odwiedzić Niemcy i powtórnie dotrzeć do Austrii skąd drogą lotniczą powróci do Australii.

Innymi rozpoznanymi obcokrajowcami byli dwaj Portugalczycy, motocykliści. Z  wycieczki do Iłży nakręcili  film, który  zamieścili  na Youtube. Fragment nagrywany w Iłży rozpoczyna się od 7’15”.

 

 

 

W dniu 1 sierpnia 2016 r. o godzinie 17 przedstawiciele ITHN (Witold Sępioł, Rafał Ziętek, Aleksandra Grzegorczyk, Paweł Nowakowski) oraz grupa iłżeckich harcerzy (drużynowy – Kacper Lis,  Monika Kędrzyńska, Anna Derlatka, Natalia Lis, Wiktor Madejski), z gościem z Sieradza Andrzejem Glińskim, uczcili godzinę „W”, rozpościerając w poprzek ulicy płk. Muzyki biało-czerwoną flagę ze znakiem Polski Walczącej. Podczas trwania sygnału syreny zablokowano ruch uliczny, a następnie wzniesiono trzykrotnie okrzyk – „Chwała  bohaterom!”

Z okazji 72 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego harcerze przygotowali także happening, z udziałem dwóch inscenizatorów.

Dzisiejsza  rocznica jest okazją do przypomnienia postaci  płk. Antoniego  Żurowskigo, iłżanina, dowódcy Powstania Warszawskiego na Pradze. Po wkroczeniu Sowietów został aresztowany przez NKWD i następnie odbity przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem do 1958 r. Wojenne wspomnienia zawarł w książce pt. „W walce z dwoma wrogami”.  Ze względu na jeden ze swych pseudonimów – „Papież”, żartobliwie  uznany był przez swych podkomendnych za pierwszego papieża Polaka.

Należy również wspomnieć o mało znanym fakcie wykonywania przez dziewczęta z iłżeckiej konspiracji opasek biało-czerwonych dla powstańców warszawskich.

 

Paweł Nowakowski