utworzone przez Paweł Nowakowski | 29 06 2017 | Aktualności

Pomnik wzniesiony na zbiorowej mogile w Brzasku (fot. P.N.)
O istnieniu Brzasku z pewnością wiedziałoby niewiele osób gdyby nie masowa egzekucja jaką przeprowadzili tam Niemcy 29 czerwca 1940 r. Jak się okazało był to największy mord zbiorowy na ziemi kieleckiej podczas II wojny światowej. Ofiarami byli niepodległościowcy (członkowie organizacji Orzeł Biały), społecznicy, inteligenci, osoby rzutkie i aktywne, które mogły stanowić potencjalne zagrożenie dla niemieckiego okupanta. W sumie rozstrzelanych zostało ok. 760 osób, wśród nich znajdowało się 10 iłżan – Antoni Jabłoński, Karol Męciwoda, Bolesław Nosowski, Feliks Renner, Piotr Sępioł, Kazimierz Sionek, Kazimierz Starowicz, Karol Szlachetko, Adam Szymański i Józef Wasatko. Mężczyźni zabrani zostali ze swoich domów 4 czerwca. Przewiezieni do więzienia w Starachowicach a następnie do Skarżyska, gdzie po brutalnym śledztwie zostali skazani na rozstrzelanie. Poniżej przytaczam kilka świadectw związanych z tym wydarzeniem. Pierwsze z nich to wspomnienie Stanisławy Cichosz Staszałek, drugie to relacje zawarte w artykule Świętosława Krawczyńskiego pt. Mogiła na Brzasku[1] i trzecie świadectwo należy to do Marii Szymańskiej, żony rozstrzelanego Adama.[2]
Fragment książki S. Cichosz-Staszałek, Z pamiętnika kobiety walczącej
(…) Dalsze aresztowania, straszne torturowania i bestialski sposób przeprowadzania śledztwa w podziemiach szkoły N. 1. Po przeciwnej stronie ulicy, na wprost szkoły w domu P. PCK uruchomił punkt pomocy aresztowanym. Od nich dowiedzieliśmy się że w liczbie osób tam się znajdujących są aresztowani z Iłży. Następnego dnia mieliśmy listę ich nazwisk. Byli tam Jabłoński Antoni, dwóch braci Szymańskich[3], Sępioł, Kędrzyński i wielu innych. Codziennie zawoziłam do punktu PCK dla wszystkich w butelkach (z nazwiskami na przyklejonych karteczkach) mleko, kawę lub herbatę i chleb czymś smarowany – w zależności od tego co udało mi się zdobyć z żywności. Panie z PCK zabierały to w kosze i doręczały aresztowanym. Byli bardzo ciekawi, kto się nimi opiekuje, lecz nie podałam swego nazwiska. Takie to były czasy, a ostrożności uczyliśmy się przestrzegać na smutnym przykładzie z lutego. Prosiłam tylko zapewnić ich, że jak wyjdą na wolność na pewno się zobaczymy. W dniu 27 czerwca nie przyjęli od mnie paczek i nic nie mogłam się dowiedzieć, dlaczego? W dniu 28 ponowiłam jeszcze raz próbę, już tylko dla 3 czy 4 osób zabierając i bez nazwisk. Wtedy usłyszałam od siostry, która była szalenie przygnębiona i ledwo od niej wydobyłam kilka słów: Niech Pani tu nie przychodzi, jest bardzo źle. Być może jesteście wszyscy co tu przychodzicie obserwowani. Ale sióstr z PCK nie wpuszczali już do środka. Wyszłam stamtąd wprost nieprzytomna. Wsiadłam na swój rower i klucząc wieloma ulicami wróciłam do domu. Wieczorem dowiedzieliśmy się od osób, które mieszkały blisko szkoły, że od kilku dni, zwłaszcza wieczorem i nocą, gdy nastąpi cisza ze szkoły wydobywają się straszne jęki i krzyki nieludzkie. Wiedzieliśmy, że coś się stanie, bo już 28 wieczorem nie wolno się było zbliżać do szkoły. Wkrótce gruchnęła wiadomość, że do szkoły bez przerwy przyjeżdżają samochody i wywożą więźniów. Kto tylko czuł się choćby człowiekiem, nie tylko Polakiem zamierał w strasznym oczekiwaniu, – Co się z nimi stanie? Można było czytać z oczu każdego. Ktoś, nie pamiętam już, kto, wyjechał na rowerze za jednym z samochodów. Jechał zanim samochód nie skręcił do lasku na Brzasku. Pojechał jeszcze kawałek drogi, zawrócił, przyjechał. Długo tej nocy modliliśmy się za konających. Wyrzucałam sobie, że nie podałam im swego nazwiska, lecz po prostu bałam się. Jakie to zresztą teraz ma znaczenie? A jednak żałuję, wszak to moi iłżacy. Zwłaszcza nie mogę w pamięci pogrzebać dobroci Dyrektora banku w Iłży – p. Jabłońskiego Antoniego. Był dla mnie taki dobry i wyrozumiały, gdy uczyłam się jako 15-to letnia dziewczyna pisać na maszynie. Onieśmielona czasem, jak spłoszony ptak, niemogąca wydobyć z siebie słowa – doradził, pouczył, przeprowadził korektę źle sformułowanego pisemka, a dziś Go już wśród żywych nie spotkam. Nie dowie się już nigdy, że te posiłki doręczane im – to był mój dług wdzięczności za jego dobroć. Ach czy tylko dług? Czy to nie był obowiązek chwili?
Wkrótce dowiedzieliśmy się, że 29 czerwca rozstrzelanych na Brzasku i spoczywających we wspólnej mogile jest 765 osób.

Metalowa płyta przed dojściem do miejsca egzekucji (fot. P.N.)
Fragmenty artykułu Świętosława Krawczyńskiego, Mogiła na Brzasku
(…) Przyjechała również z Iłży do Skarżyska Rennerowa z sześcioletnią wówczas córeczką Danusią (obecnie Struszyńską). Była na ulicy Konarskiego kilkukrotnie. Zresztą gromadziło się tam w te straszliwe dni sporo krewnych i przyjaciół więźniów, aby coś im podać, aby ich choćby zobaczyć, aby w razie sprzyjających okoliczności nawet się z nimi porozumieć. I oto pewnego razu żona i córka notariusza z Iłży ujrzały go w oknie. Skinął na dziecko, więc Danusia pobiegła do ojca z karteczką wcześniej przygotowaną przez matkę. Udało się jej wyminąć wartownika i podać Rennerowi list. On miał również kartkę zmiętą dokładnie, wręczając ją Danusi szepnął : – nie daj tego nikomu, tylko mamusi … Dziecko wracało tą samą trasą, ale żandarm chwycił ją za rączkę chcąc wydrzeć gryps. Wtedy Danusia ugryzła go w dłoń tak silnie, że aż krew z niej poszła. Pchnął dziewczynkę, przewrócił ją na bruk, ale poderwała się szybko i pognała do matki. (…) Józefa Rennerowa przypomina sobie, że mąż jej został wywieziony w ostatnim samochodzie. Stanąwszy na jego platformie wzniósł ręce wysoko w górę, aby pokazać swym najbliższym, że nie jest skuty. Łudził się chyba, albo pragnął wbrew rzeczywistości pocieszyć żonę i dziecko …
(…) E. Paszkil, który natknąwszy się przypadkiem w lesie na wartownika w hełmie, zaczaił się w gąszczu o jakieś 200 metrów od miejsca kaźni, egzekucja była podzielona na kilka jakby odrębnych akcji w odstępach kilkunastominutowych. Każda z tych akcji kończyła się pewną ilością pojedynczych wybuchów granatów ręcznych. Henryk Matuszewski zaś udał się następnego dnia tam, skąd słyszał strzały i zobaczył dwa świeżo zasypane długie doły w tej samej linii. W pobliżu dołów, na runie, pniach i gałęziach drzew czerwieniały plamki krwi i strzępy mięśni, nad którymi unosiły się roje much.
Wspomnienia Marii Szymańskiej
Na miejsce zbrodni przyjechałam przed wieczorem następnego dnia. Były uformowane cztery wielkie mogiły kwadratowe. Droga była rozjeżdżona przez samochody, pełna zakrzepłej krwi zasypanej piaskiem. Na mogiłach widniał napis w języku niemieckim, żeby nie ruszać mogił. (…) Była olbrzymia burza, padał deszcz. Szłam lasem. Pod krzakiem zauważyłam pakunek w białym papierze. Były tam cztery porcje chleba owinięte w osobny papier. Na papierze były napisy Szlachetko Karol z Iłży, Sępioł Piotr z Iłż, Renner Feliks z Iłży. W papierze czwartym był chleb, który podałam mężowi.
Zebrał i opatrzył komentarzem
Paweł Nowakowski
[1] Miesięcznik społeczno kulturalny – Przemiany, Kielce 1972, Nr 8/23.
[2] M. Zaborowska, praca magisterska – Obraz wojny i okupacji na Ziemi Iłżeckiej w świetle materiałów folklorystycznych, Kielce 1977, s. 96-97.
[3] Na liście znajdowali się dwaj Szymańscy Adam i Henryk. Henryk po wstępnym przesłuchaniu został zwolniony do domu.

Inskrypcja na pomniku (fot. P.N.)
utworzone przez Paweł Nowakowski | 19 06 2017 | Aktualności
We wtorek (13.06.) odbył się finał konkursów związanych z twórczością Jana Brzechwy, nazwanych Akademią Pana Jana. Wzięły w nim udział przedszkolaki i dzieci młodszoszkolne z terenu Gminy Iłża, które konkurowały w trzech kategoriach: plastycznej, recytatorskiej oraz ze znajomości wierszy (poety – patrona) i iłżeckich legend. Z pewnością Akademia nie była wydarzeniem standardowym. Na jej nietuzinkowość wpłynęło: zaangażowanie organizatorów, format zaproszonych gości, lokalizacja, oprawa, atrakcyjne upominki i niezwykłe nagrody dla zwycięzców. Organizatorzy – Muzeum Regionalne w Iłży, Miejsko – Gminna Biblioteka Publiczna, Publiczna Szkoła Podstawowa w Iłży, Samorządowe Przedszkole w Iłży, Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe oraz pomysłodawca i spiritus movens idei Norbert Jastalski dołożyli wszelkich starań aby impreza miała jak najwyższy poziom i profesjonalną oprawę. Nasze Towarzystwo włączyło się do Akademii przez przygotowanie miejsca finału – Malinowego Chruśniaka, co wpisuje się jednocześnie w obchody Iłżeckiego Roku Leśmianowskiego.
Podejmując znaczny wysiłek organizacyjny, w pierwszej kolejności chcieliśmy przekonać dzieci, że biorą udział w ważnym konkursie. Każdy z własnego doświadczenia wie, że najlepiej zapamiętujemy wydarzenia, które były bardzo przyjemne lub bardzo bolesne. Uczestnikom pragnęliśmy dostarczyć tych pierwszych, choć z pewnością były i te drugie związane z goryczą porażki. Dlatego każde dziecko biorące udział w Akademii otrzymało upominki. Były to czapeczki, smycze, książki z wierszami patrona. Zwycięzcom natomiast, trzem w każdej kategorii, wręczono rzeźby legendarnej iłżeckiej kaczki, specjalnie wykonane na tę okazję przez Norberta Jastalskiego. Artysta zaprojektował również całą oprawę wizerunkową i plastyczną Akademii.
Nie zapomnieliśmy o przygotowaniu dla uczestników przyjemności bardziej przyziemnych. Lody malinowe od Państwa Nowaków i Znikomki z rogalikami drożdżowymi od Państwa Sikorskich smakowały wszystkim a spragnieni mogli napić się wody lub oranżady od Pana Karola Góralskiego.
Niezwykle ważni dla finału Akademii byli goście. Ucieszyli nas swoim przybyciem przedstawicieli miejscowych władz, instytucji kultury i szkolnictwa. Honorowym gościem była Pani Krystyna Brzechwa, córka poety, której obecność dodała Akademii szczególnego splendoru. Z jej rąk zwycięzcy recytacji otrzymali swoje trofea. Pani Brzechwa mogła przyjechać do Iłży dzięki staraniom i ofiarności Pana Adama Bałucha, właściciela Domu Sunderlandów i Malinowego Chruśniaka. Odwiedzili nas także zwycięzcy XVII Konkursu Recytatorskiego, zorganizowanego przez Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawiskach. Mogliśmy usłyszeć jak interpretują leśmianowskie wiersze. Na finał Akademii przybył również Pana Kazimierz Latuch, dziennikarz Kuriera Zamojskiego i znawca biografii i twórczości Leśmiana.
Mamy nadzieję, że wszystkie nasze starania stworzyły widowisko, które będzie dobrze wspominane przez jego uczestników a w przyszłości będzie zachętą do wzięcia udziału w podobnych konkursach.
Finaliści poszczególnych kategorii
Recytacja:
I miejsce (złota kaczka) – Maksymilian Janiec z Samorządowego Przedszkola w Iłży
II miejsce (srebrna kaczka) – Maja Gazarkiewicz z Samorządowego Przedszkola w Iłży
III miejsce (brązowa kaczka) – Maja Zaborska z kl. I Publicznej Szkoły Podstawowa w Iłży
Konkurs plastyczny (ilustracje do wierszy J. Brzechwy):
I miejsce (złota kaczka) – Natalia Ocios z Publicznej Szkoły Podstawowej w Jasieńcu Iłżeckim
II miejsce (srebrna kaczka) – Bartosz Myszka z Publicznej Szkoły Podstawowej w Pakosławiu
III miejsce (brązowa kaczka) – Zosia Paszek z Samorządowego Przedszkola w Iłży
Quiz drużynowy:
I miejsce (złota kaczka) – dla drużyny z Publicznej Szkoły Podstawowej Stowarzyszenia i Rozwoju Wsi Krzyżanowice i Okolic
II miejsce (srebrna kaczka) – dla drużyny z Samorządowego Przedszkola w Iłży
III miejsce (brązowa kaczka) – dla drużyny z kl. III c Publicznej Szkoły Podstawowej w Iłży
Sponsorzy i dobroczyńcy Akademii Pana Jana:
- Jadwiga i Kazimierz Sielwanowscy
- Lodziarnia Państwa Nowaków
- Cukiernia „Delicja” Państwa Sikorskich
- Wytwórnia Wód „Gustaw” Państwa Góralskich
- Drukarnia „Intro” Państwa Rogalskich
- Fundacja „Freso”
- Wideofilmowanie Państwa Kromerów
- Pan Paweł Cheda
Paweł Nowakowski

Altanka zapełniła się upominkami (fot. N. Jastalski)

Jeszcze nie wiadomo kto otrzyma nagrody (fot. N. Jastalski)

Jury konkursu recytatorskiego (fot. N. Jastalski)

Pani Krystyna Brzechwa, p. Adam Bałuch i p. Małgorzata Cheda, wszyscy w pewien sposób związani z Sunderlandami (fot. N. Jastalski)

Finalistka XVII Konkursu Recytatorskiego w Stawiskach

Maksymilian otrzymał złotą kaczkę z rąk Pani Krystyny Brzechwy (fot. N. Jastalski)

Najbardziej utytułowaną grupą były dzieci z Przedszkola Samorządowego w Iłży (fot. N. Jastalski)

Scenografia harmonizowała się z otoczeniem (fot. N. Jastalski)

Kolejka po malinowe lody w Malinowym Chruśniaku (fot. N. Jastalski)
utworzone przez Paweł Nowakowski | 30 05 2017 | Aktualności, Rok leśmianowski
Ostatnie dni przyniosły nawałę wydarzeń związanych z Towarzystwem Historycznym i Iłżeckim Rokiem Leśmianowskim. Przyjazd Pana Adam Bałucha pobudził intensywność prac w Malinowym Chruśniaku. Mimo to, realizacja zadań nie przebiega tak szybko i efektywnie jakbyśmy sobie tego życzyli. Wszyscy mamy obowiązki zawodowe i domowe, nie każdy potrafi i może wygospodarować czas i siły na dodatkową działalność.
Krótkie podsumowanie dokonań w chruśniaku: przycięliśmy owocowe drzewa, wykarczowaliśmy i wykosiliśmy samosiewki, zasadziliśmy maliny, ciągle naprawiamy altanę, zainstalowaliśmy trzy duże ławy, wykonaliśmy schody i poprawiliśmy niektóre fragmenty ogrodzenia oraz postawiliśmy nowe płoty.
Cieszy i napawa optymizmem fakt, że pomagają nam osoby spoza Stowarzyszenia. Sprawami zieleni w przydomowych ogródkach zajęła się Pani Małgorzata Ziomek, w ogrodzie sadziły kwiaty i pieliły maliny Panie Barbara Adamus i Beata Bujakowska, deski na ławy otrzymaliśmy od Państwa Sikorskich, drewno na słupki i rygle podarowała Pani Lucyna Lipczyńska, deski do altany podarował Pan Sławomir Szewczyk, w porządkach pomagał Pan Krzysztof Niewęgłowski, altankę wzmocnił i odnowił Pan Mirosław Babula. W tym tygodniu zostanie ona pokryta gontem dzięki ofiarności Pana Kazimierza Sielwanowskiego.
26 maja rozpoczęły się w Iłży XXXI Dni Leśmianowskie. Program pierwszego dnia obfitował w wiele wydarzeń, począwszy od wykładu inauguracyjnego wygłoszonego przez prof. Dariusza Trześniowskiego, przez czytanie poezji Leśmiana i uroczystą sesję Rady Miejskiej, po otwarcie Izby Leśmiana. Na zaproszenie władz przybyła do Iłży jako gość specjalny Pani Krystyna Brzechwa, córka poety Jana Brzechwy i krewna Bolesława Leśmiana. Przekazała na rzecz miasta pamiątki rodzinne w tym obrazy namalowane przez siebie i Celinę Sunderland. Dary Pani Krystyny zostały już wyeksponowane w Izbie Leśmiana.
Choć ITHN nie brało udziału w przygotowaniu Dni Leśmianowskich miło nam było dostrzec, że pewne nasze pomysły zyskały akceptację organizatorów. Choć bukieciki wręczane na inauguracji obchodów nie były Mątewkami z pewnością możemy powiedzieć, że były ich siostrami. Podano także ciasto Znikomek, w jego powstaniu mieliśmy skromny udział. Także w nowo otwartej izbie wykorzystano niektóre z pomysłów naszego kolegi Norberta Jastalskiego. Być może zrealizowany zostanie także jego zamysł, ustawienia w oknie rzeźby Bolesława Leśmiana, która w godzinach nocnych będzie dyskretnie oświetlona blaskiem lampy „naftowej”.
Mimo natłoku oficjalnych wydarzeń niektórzy z zaproszonych gości odwiedzili miejsca związane z projektami Towarzystwa. Do Malinowego Chruśniaka przybyli Pani Krystyna Brzechwa, Pan prof. Dariusz Trześniowski, Pani Anna, córka prof. Jacka Trznadla, Pan Ryszard Górniak. Pani Krystyna przyjęła także zaproszenie do lodziarni Państwa Nowaków, której wystrój leśmianowsko-iłżecki zaprojektował i wykonał Norbert Jastalski. Artysta przy tej okazji wręczył Krystynie Brzechwie autorską rzeźbę legendarnej iłżeckiej kaczki, której kopie będą nagrodami w przyszłym konkursie poezji Jana Brzechwy – Akademia Pana Jana.
Paweł Nowakowski

Gospodarz Malinowego Chruśniaka Adam Bałuch (fot. P.N.)

Krystyna Brzechwa i Norbert Jastalski (fot. P.N.)

Przyjemnie posiedzieć (fot. P.N.)

Wiedza i uczucia leśmianowskie dziś spotkały się w ogrodzie (fot. P.N.)

Spotkanie w lodziarni państwa Nowaków (fot. N. Jastalski)

Złota kaczka wywołała uśmiech na twarzy Pani Krystyny (fot. Ł. Babula)
utworzone przez Paweł Nowakowski | 28 05 2017 | Aktualności
24 maja w szkole podstawowej w Iłży obył się finał konkursu historycznego „Dzieje Iłży do 1795 r. na tle dziejów Polski”. Konkurs przeznaczony był dla uczniów szkół podstawowych z terenu gminy i zorganizowany został przez nauczycieli historii, członków ITHN: Dorotę Plata, Dorotę Sałamońską i Witolda Plata. W końcowym teście trwającym 45 minut wzięło udział 16 osób. Po konkursowych zmaganiach uczniowie udali się na wzgórze zamkowe gdzie mieli przygotowane ognisko do pieczenia kiełbasek. Po posiłku wszyscy wzięli udział w zwiedzaniu zamku z przewodnikiem. Przy okazji można było uzyskać odpowiedzi na pytania testowe, które jak się okazało nie były łatwe. Na szczycie wieży zostały ogłoszone wyniki konkursu.
I miejsce z wynikiem 31 punktów na 36 możliwych uzyskała Katarzyna Dziura z PSP Iłża
II miejsce ex aequo zajęło aż 3 osoby z 22 pkt: Izabela Dygas (PSP Pakosław), Tomasz Kozłowski (PSP Iłża) i Adam Sępioł (PSP Iłża)
III miejsce, Zofia Zając, 18,5 pkt (PSP Iłża)
Gratulujemy laureatom. Wręczenie nagród odbędzie się podczas Iłżeckich Dni Kultury. Sponsorem nagród i ogniska była Rada Miejska, której serdecznie dziękujemy.
Paweł Nowakowski

Trzeba liczyć na własne siły (fot. P.N.)

Pieczenie kiełbasek (fot. P.N.)

Ogłoszenie wyników (fot. P.N.)

Laureaci konkursu, od prawej: Zofia Zając, Katarzyna Dziura, Tomasz Kozłowski, Adam Sępioł i Izabela Dygas (fot. P.N.)
utworzone przez Paweł Nowakowski | 19 05 2017 | Aktualności, Historia Iłży
18 maja jest datą szczególną w historii Iłży. W tym dniu w 1864 r. na rynku odbyła się publiczna egzekucja, w której straciło życie 5 powstańców styczniowych. Nie znamy żadnego świadectwa obchodzenia tej rocznicy w okresie przedwojennym, na pewno nie pamiętano o tej dacie w dobie Polski Ludowej. Iłżeckie Towarzystwo Historyczno-Naukowe postanowiło przypomnieć to tragiczne wydarzenie. Z tego powodu spotkaliśmy się na rynku i zapaliliśmy 5 zniczy. Następnie przeszliśmy drogą, którą prawdopodobnie przewożono ciała straconych do grobu przy ul. św. Franciszka i tam odmówiliśmy modlitwę za ich dusze.
Sprawa 5 osób powieszonych na iłżeckim rynku znana jest głównie z broszury Adama Bednarczyka pt. „Iłża w okresie powstania styczniowego”. Autor swoją wiedzę o zdarzeniu czerpał z dokumentów kościelnych i prawdopodobnie z przekazu ustnego, którego źródła nie znamy.
Ślady tego wydarzenia odnaleźć możemy także w dokumentacji sporządzonej przez Rosjan. Badacz Powstania Styczniowego na ziemi kieleckiej, p. Jan Kulpiński, odnalazł skróty sentencji wyroków osób powieszonych w Iłży. Skazanymi byli: Paweł Kozubski, ? Woszczański, Aleksander Kosiński, Szymon Taras i Antoni Głumbicki. Te same nazwiska znajdują się także w drugim rosyjskim dokumencie – Wykazie politycznych przestępców straconych za udział w powstaniu. Inny istotny zapisek odkryty przez J. Kulpińskiego wskazuje na przyczynę wydania tak surowych wyroków. Główną winą podsądnych był udział w morderstwie pisarza, którego nazwiska nie znamy. Prawdopodobnie do zabójstwa urzędnika doszło w Iłży i dlatego w tym samym miejscu winni zostali straceni. Był to zwyczaj przyjęty przez władze carskie, w celu zastraszenia społeczeństwa i przekonania go o nieuchronności kary. Nie wszyscy oskarżeni od razu otrzymali wyrok śmierci. Paweł Kozubski pierwotnie skazany został na 20 lat robót katorżniczych. Ten surowy wyrok został jednak zakwestionowany i Kozubski znalazł się grupie straceńców. Między zasądzeniem a rewizją wyroku musiał istnieć jakiś przedział czasu, dlatego przekaz o okolicznościach schwytania powstańców podczas obławy miasta i natychmiastowej ich egzekucji wydaje się być wątpliwym.
Informacje o skazańcach, które możemy odnaleźć w księdze zmarłych iłżeckiego kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi, różnią się od tych z dokumentów rosyjskich. W księdze zmarłych Woszczański nazywa się Woszczalskim Wincentym (ok. 24 lat) a Antoni Głumbocki – młynarz staje się Grzegorzem Godziszem (37 lat) – garncarzem, natomiast Aleksander Kosiński (30 lat) otrzymuje imię Jan. Należy także zauważyć, że przy trzech nazwiskach dodano określenie powstaniec, natomiast przy dwóch (Kozubski i Godzisz) znajduje się określenie włościanin.
Według świadków, Szymona Gantnera i Juliana Stępniewicza, wszyscy wyżej wymienieni „umarli” 18 maja 1864 r. o godzinie 1 po południu.
Ciała straconych zostały pogrzebane w nieświęconej ziemi przy drodze św. Franciszka. Długo nie pozostały w tym miejscu, w wielkiej tajemnicy ekshumowano je na cmentarz przy kościółku św. Franciszka, gdzie ich szczątki spoczywają w nieoznaczonym miejscu do dziś.
Paweł Nowakowski